Moto-zawody: kobieta – taksówkarz. Część 2 Relacje międzyludzkie

27 lutego 2014
Druga część rozmów z paniami, które kierują taksówką - dotyczy relacji międzyludzkich w czasie ich pracy. Jacy są klienci i jak reagują, gdy zobaczą, że przyjdzie im jechać z kobietą? Czy kierowca taksówki musi być psychologiem i przy jakich tematach powstają negatywne emocje? O tym wszystkim opowiedzą wrocławskie taksówkarki: Monika, Dorota i Krysia.

Kierowca taksówki podczas swojej pracy często spotyka odmienny od własnego typ osobowości. Jego zawód wymaga by był miły, kulturalny, cierpliwy i wyrozumiały. Właśnie te cechy charakteru najczęściej przytaczają nasze bohaterki - taksówkarki w Wrocławia.

- Nie można się dać sprowokować. Na zewnątrz potrafię się uśmiechać, choć w duchu czasem się złoszczę – opowiada Monika.

- Myślę, że mam dobry charakter do tej pracy, bo jestem kobietą silną psychicznie i ciężko mnie wyprowadzić z równowagi. Aczkolwiek wszystko ma swoje granice… - uważa Krysia.

Pierwsza część rozmów z naszymi bohaterkami - taksówkarkami - która dotyczyła wyboru zawodu - tutaj.

Dorota zauważa też pewne wady w kolegach po fachu.

- Z mojego punktu widzenia, to taksówkarze są często cwaniakami, bo podbierają sobie klientów. Ja do takich ludzi nie należę, dlatego nie jest mi łatwo... Jadę na zlecenia z korporacji, albo jak klient otworzy drzwi.

Dorota

fot. archiwum własne

O! kobieta
Jak już wspominaliśmy (tu) – panie w tym zawodzie są rzadkością (1-3 kobiet na ok. 100 mężczyzn w korporacji). Widok kobiety za kierownicą taksówki jest zwykle zaskakujący dla klienta, który zwykle ten fakt komentuje. Zazwycza miło, choć zdarzają się i wyjątki.

- Pasażerowie bardzo często bywają zdziwieni moim widokiem, ale raczej sympatycznie to odbierają. Choć zwykle przez chwilę zastanawiają się, czy dam radę ich dowieźć na czas i często pada pytanie: „Czy Pani zdąży?” - opowiada Monika. - Miałam też jednego klienta, który całą drogę bezczelnie udzielał mi uwag dotyczących mojej jazdy. Towarzysząca mu żona prosiła, by przestał, ale on nie dał mi spokoju do końca trasy. Potem wysiadł i jeszcze zawrócił, by mi coś powiedzieć (a spodziewałam się najgorszego!). Otworzył drzwi i powiedział: „Zwracam honor – dobrze Pani jeździ” i zatrzasnął drzwi. Odetchnęłam wtedy z ulgą.

Kobieta  - kierowca zawodowy w ciężarówce? Poznaj historię:
- Anny Czubak - ciężarówką przez świat
- Iwony Wawrzykowskiej: zamienić aparat fotograficzny na kierownicę ciężarówki
- Kobiecy charakter Renault Magnum - Patricia Boudy
- Kobiety za kierownicą cystern - Marta Łochańska i Estera Klaszczyńska-Rozynek
- Sylwia Pomykacz i Anna Kołodziejczyk - ciężarówka moim zyciem

- Klienci bardzo są zdziwieni widząc kobietę za kierownicą taxi - wspomina Krysia. - Aczkolwiek większość z nich jest z tego faktu bardzo zadowolona. Miałam tylko jedną sytuację, gdy pewien mężczyzna, jak zobaczył, że podjechała kobieta - to wsiadł i momentalnie wysiadł z mojego auta! Więc ja zapytałam - jaki jest problem? A on wprost zapytał mnie – „ile lat ma Pani prawo jazdy?”. Wiec ja na to, że jak mi odpowie, ile on sam ma lat - to ja powiem ile mam lat prawo jazdy. On na to, że ma lat 26. A ja: „Widzi Pan… tak się składa, że mam 25 lat prawo jazdy”. Klient zrobił się cały czerwony ze wstydu, wsiadł z powrotem i kazał się zawieźć na miejsce. Po drodze nie odzywał się do mnie ani słowem, a po przyjeździe na miejsce - uścisną mi dłoń i z całym szacunkiem przeprosił za całe zajście, bo jechało mu się bardzo dobrze.

- Jest szok, jak wchodzą do auta - Dorota dodaje z własnego doświadczenia. - Odpowiadam na dzień dobry i zaskoczenie: „O rany! Kobieta! Ale fajnie, z kobietą jeszcze nie jechałem”. Choć kiedyś jedna pani mi powiedziała, że jej mąż, już by do mojej taksówki nie wsiadł. Ale nic takiego mi się nie przytrafiło.

Monika

fot. archiwum własne

Rozmowy w taksówce
- Z rozmowami trzeba mieć wyczucie, nie narzucać się. Trzeba wiedzieć, czy klient chce rozmawiać czy nie. Już ton głosu przy wypowiedzeniu „dzień dobry” zdradza wiele - mówi Monika. - Tematy są przeróżne, czasem się czuję, jak ksiądz w konfesjonale. Klienci chcą być wysłuchani, raczej nie pytają o radę. Niektóre historie to prawie na serial się nadają, ale nie opowiadam ich dalej, bo często to tematy prywatne i dyskretne. Mam dobry kontakt z klientkami i często mamy takie „babskie rozmowy”.

Dorota bardziej się stresuje cichym klientem, co nie chce nic mówić, niż jakimś nazbyt wylewnym. O dziwo, panowie też lubią osobiste rozmowy.

- Zazwyczaj panowie opowiadają mi o swoim życiu i o problemach z kobietami. Czasem pomagam im zrozumieć ich sytuację z kobiecego punktu widzenia. Staram się zagadać na początku jazdy, ale jak odpowiedź jest krótka - to wiem, że mam siedzieć cicho. Ale zdarza się i tak, że po zakończeniu kursu jeszcze się rozmawia. Kiedyś młoda dziewczyna uczyła mnie długo, będąc już pod własnym domem – tabliczki mnożenia na kostkach! Można, więc poznać ciekawych ludzi.

Krysia w swoim doświadczeniu zawodowym uniknęła większych konfliktów, choć z nastawieniem klientów bywa rożnie.

Kobiety w transporcie i logistyce - koniec stereotypów! Czytaj o tym tutaj.

Statystyki zatrudnienia kobiet jako kierowców ciężarówek - czytaj tu.

- Pasażerowie miewają zły humor, ale ja się tym zupełnie nie przejmuje - bo szkoda własnych nerwów i zdrowia. Wręcz przeciwnie, jestem przemiła, grzeczna i tym łagodzę całą sytuację. Większość klientów jest sympatycznych i już za samo to, że jesteśmy odważnymi kobietami - nagradzają czekoladkami i miłym słowem. Taksówkarz jest trochę jak psycholog, bo z pokorą wysłuchuje opowieści życiowych, przeważnie doradza i dyskutuje tak, żeby klimat w taksówce był dobry. Czasami zachęcam do rozmowy a czasem milczę, to zależy od klienta i z jakim humorem wsiądzie. Jednym słowem - musimy mieć instynkt i wyczucie, taki to już zawód kierowcy... W mojej osobistej ocenie, więcej jest tych miłych klientów i najważniejsza jest satysfakcja z tego, że można ich wozić.

Zdarza się, że klient jest pod wpływem alkoholu i wszystkie panie potwierdzają, że w tym przypadku lepiej zachowują się w stosunku do nich mężczyźni. Starają się trzymać fason i być dżentelmenami. A jak to jest z kobietami po drinku?

- Bywają bardzo niemiłe, wulgarne, agresywne. Nawet jedną kobietę musiałam wyprosić z auta – mówi Monika.

Krysia

fot. archiwum własne

Ale dokąd i którędy?
Czasem kierowca nie jest pewny trasy, a w złym zwyczaju jest używanie przy kliencie nawigacji. Wtedy doświadczeni taksówkarze mają swoje sposoby.

- Z czasem nabyłam nowe umiejętności - jak improwizować. Jak nie jestem pewna ulicy, to pytam o wskazówkę w taki sposób, by klient nie miał wrażenia, że nie wiem. Rozmawiam w ten sposób, by pasażer sam podpowiedział mi drogę i wtedy upewniam się, co do kierunku. A wspomagam się nawigacją jedynie przy szukaniu numerów odbioru klienta. Ale nie zachowuję się wtedy, jak typowy taksówkarz, za którym jedzie się powoli, bo on akurat w tym czasie wypatruje numeru. Kiedyś mnie to denerwowało, a teraz to rozumiem – mówi Monika.

Zdarzają się też zabawne sytuacje na tym tle.

- Odbierałam małżeństwo na dłuższy kurs i nie bardzo kojarzyłam ulicę Konopnicką, więc poprosiłam o podpowiedź. Pan podpowiedział: „Konopnicka 6”. A to wywołało dużo śmiechu i sytuacja się rozluźniła. Powiedział, żebym jechała a on poprowadzi. Przy dłuższych trasach wolę pytać też, jaką drogą klienci chcą jechać, bo każdy ma swoje przyzwyczajenia – opowiada Dorota.

Ale początki nie są łatwe.

Kobieta za kierownicą autobusu?
- rozmowę z Magdą Pondel czytaj tu.
- rozmowę z Marzeną Biały czytaj tu.
- Małgorzata Gacka - życie zaczyna się po 50-tce!

- Na samym początku mojej pracy było ciężko, bo towarzyszył mi stres. I myśli - a co będzie, jak zapomnę daną ulicę? Taki wstyd! – opowiada Krysia. - Ale z biegiem czasu było coraz lepiej, bo przecież ćwiczenie czyni mistrza. Dużo ludzi było bardzo tolerancyjnych i mi pomagało, a w ten sposób pozbywałam się niepotrzebnych nerwów. Jeden pan wsiadł i kazał mi jechać jego wyznaczoną trasą, ponieważ on uważa, że jest krótsza i taniej zapłaci. Inna pani prosiła, abym jechała jak najlepszą drogą asfaltową, choćby miało być drożej, bo po kostce ją bardzo kręgosłup boli. Wymagania ludzi są różne… Przy dalszych kursach pytam klientów, którą trasą mam jechać - dla pewności, aby mi nikt nie zarzucił, że moja trasa jest dłuższa.

Należy się…
Bardzo częstą przyczyną złego humoru klienta w taksówce jest to, że za kurs musi zapłacić. Z jednej strony jest to oczywiste, a z drugiej wzmaga jakieś podejrzenia, że taksówkarz chce przy opłacie oszukać.

- Są klienci, którzy za każdym razem muszą skomentować kwotę na liczniku, choć stałymi są klientami i znają doskonale stawki – mówi Monika.

Dorota to potwierdza.

- Irytujący są Ci klienci, którzy jęczą całą drogę, że dużo jeżdżą taksówkami i nie dadzą się oszukać, choć nikt tego nie próbuje. Bardzo nie lubią płacić za to, że się stoi w korku.

- Jedni klienci komentują kwotę na liczniku, a inni nawet nie wiedzą, że mamy kasę fiskalną. Ale ogólnie mówiąc – klienci bardzo zwracają uwagę, na jakiej taryfie jadą i za ile. Kiedyś wiozłam pana, który tak miał opanowaną trasę z dokładnością, co do złotówki, że wiedział gdzie mam się zatrzymać, aby nie przekroczyć następnego impulsu taksometru. Ale takich jest bardzo mało - Krysia dodaje z własnego doświadczenia.

- Rzadko zdarzają się sytuacje, że ktoś nie ma pieniędzy. Czasem stałym klientom dopisujemy do rachunku, a w innym przypadku - to już nasza strata. Bywa, że negocjuję niższą stawkę z klientem, jak ktoś ma trudną sytuację życiową bądź nie ma wyjścia i skorzystać z taksówki musi. Wiozłam kiedyś dziewczynę na egzamin, za niską stawkę, bo była zdesperowana. Rozumiem takie sytuacje – opowiada Monika.

Dorota ma swoje sposoby na ruszenie sumienia klienta bez gotówki.

- Czasem ktoś nie chce zapłacić. Nie denerwuję się, tylko mówię wtedy spokojnie: „ Jak Pana stać, żeby kobietę pracującą w nocy oszukać i puścić bez zapłaty, to ja Panu jeszcze drzwi otworzę” i wtedy zwykle proszą o podwiezienie do bankomatu. Choć zdarzyło mi się, że młody chłopak poszedł odprowadzić podpitego kolegę, a za rogiem zamówił kolejną taksówkę - oczywiście mi nie zapłacił. Taka sytuacja bardzo podcina mi skrzydła - mam ochotę skończyć pracę i wrócić do domu. Ja jestem uczciwa, a ktoś mnie chce okroić! Z jedną nastolatką, której i tak zaoferowałam tańszy kurs, miałam dyskusję o tym, że woli zapłacić dużo mniej. Więc ją spytałam, czy jak będzie już pracować - to wolałaby zarabiać 1000 czy 3000? Odpowiedziała, że 3000. Więc dlaczego ja mam kasować inaczej? – podsumowała Dorota.

Krysia zaufała klientowi i zapłatę otrzymała.

- Raz tylko mi się zdarzyło, że pan nie miał pieniędzy, aby zapłacić za kurs i mówił, że odda jutro, jak będę stać na postoju. Musiałam mu uwierzyć i mieć nadzieję, że odda następnego dnia. Tak też się stało - pan specjalnie przyszedł na postój, jakimś cudem mnie zastał (bo nie zawsze stoimy na tych samych postojach) i z podziękowaniem oddał kwotę. Ale mogło być gorzej i mogłam stracić te pieniążki.

Tym razem skupiliśmy się na przygodach pań z klientami, a już wkrótce zapraszamy na kolejną część opowieści zawodowych - o przygodach na drodze.

O wyborze zawodu Monika, Dorota i Krysia opowiadały nam w części pierwszej - kliknij tu.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!