Aneta Danisiewicz

Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach

Rynek pojazdów elektrycznych przeszedł gwałtowną metamorfozę – od euforii, która napędzała wyceny koncernów i wyobraźnię inwestorów, do chłodnej kalkulacji i realnej oceny sytuacji.

Spis treści

Globalni producenci samochodów ogłaszają gigantyczne odpisy aktualizujące wartość aktywów, sięgające łącznie dziesiątek miliardów dolarów. Powód? Sprzedaż elektryków gwałtownie wyhamowała, a polityczne wsparcie dla zielonej transformacji wyraźnie osłabło zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie.

Skala finansowych perturbacji jest bezprecedensowa. Czołowi gracze branży – w tym Ford, General Motors, Stellantis czy Porsche – w ostatnich miesiącach poinformowali o stratach, które w przeliczeniu na złotówki przekraczają 370 miliardów. Analitycy ostrzegają, że to może nie być ostateczny bilans.

Ford w najgłębszym kryzysie od 2008 roku

Jeszcze niedawno producenci ścigali się w deklaracjach, kto szybciej i bardziej radykalnie postawi na napęd elektryczny. Dziś przyszło im gorzko żałować zbyt optymistycznych założeń. Dyrektor generalny Forda, Jim Farley, podczas prezentacji wyników kwartalnych przyznał wprost, że rynek wysłał jasny sygnał, którego nie można było zignorować.

Symbolicznego znaczenia nabrała decyzja o wygaszeniu projektów związanych z elektryczną wersją kultowego pick-upa F-150 Lightning. Model ten jeszcze niedawno był przedstawiany jako wizytówka przyszłości amerykańskiego koncernu. Konsekwencje są druzgocące – Ford ogłosił odpis w wysokości 19,5 miliarda dolarów, a rok 2025 okazał się dla niego najtrudniejszym okresem od czasu globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku.

Stellantis zawraca z elektrycznej ścieżki

Podobne decyzje zapadają u konkurencji. Stellantis, gigant będący właścicielem marek takich jak Peugeot, Citroen, Fiat, Chrysler czy Opel, poinformował o odpisie sięgającym 22,5 miliarda euro. Znaczna część tej kwoty to konsekwencja rezygnacji lub przesunięcia w czasie kluczowych projektów elektrycznych.

Władze koncernu zdecydowały się na mocny zwrot – zamiast forsować elektryfikację, firma zamierza ponownie postawić na rozwój samochodów z tradycyjnymi silnikami spalinowymi. Dyrektor generalny Stellantis przyznał, że wcześniejsze prognozy dotyczące tempa zielonej transformacji okazały się nierealne i nie przystawały ani do otoczenia finansowego, ani do rzeczywistych preferencji klientów.

Spektakularny sukces Tesli, który zmienił wszystko

Jeszcze kilka lat temu branża żyła w cieniu fenomenalnego sukcesu Tesli. Firma założona w 2003 roku w 2020 roku wyprzedziła pod względem kapitalizacji rynkowej japońską Toyotę, a rok później – jako pierwszy producent samochodów w historii – przekroczyła barierę biliona dolarów wyceny.

Dla tradycyjnych koncernów był to sygnał alarmowy. Strach przed spóźnieniem na „elektryczną rewolucję” i utratą rynku wywołał paniczną gonitwę. Kapitał popłynął szerokim strumieniem do projektów związanych z elektromobilnością. Deklaracje były śmiałe: Mercedes-Benz zapowiadał, że wkrótce połowę sprzedaży będą stanowić auta elektryczne i hybrydowe. Volvo obiecywało pełną elektryfikację do 2030 roku.

Tesla zmienia kurs: pożegnanie z flagowcami i miliardy na roboty

Jednak nawet sam lider elektromobilności rewiduje swoją strategię. Tesla, która jeszcze niedawno była wzorem do naśladowania, dziś ogłasza radykalne zmiany, które odsuwają ją od tradycyjnej produkcji samochodów. Firma potwierdziła, że jeszcze w 2026 roku zakończy wytwarzanie flagowych modeli S i X – pojazdów, które przez lata budowały jej prestiż i pozycję rynkową.

Równocześnie koncern Elona Muska planuje gigantyczny skok inwestycyjny. Nakłady w 2026 roku mają przekroczyć 20 miliardów dolarów, czyli ponad dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach. Środki te nie będą jednak przeznaczone na rozwój nowych modeli samochodów. Priorytetem stają się autonomiczne robotaksówki oraz humanoidalny robot Optimus – projekty, które mają zdefiniować przyszłość firmy.

Tak gwałtowny wzrost wydatków rodzi pytania o źródła finansowania. Eksperci wskazują, że realizacja tych ambitnych planów może wymagać zwiększenia zadłużenia, co dodatkowo podnosi stawkę w całym ekosystemie biznesowym Elona Muska. Tesla, zamiast umacniać swoją pozycję w segmencie samochodów elektrycznych, stawia wszystko na jedną kartę – autonomiczną rewolucję.

Rynek europejski: przepaść między krajami

Dane z rynku europejskiego pokazują ogromne dysproporcje w tempie adopcji samochodów elektrycznych. Według statystyk z września 2025 roku udział pojazdów elektrycznych w nowych rejestracjach w poszczególnych krajach Unii Europejskiej waha się od zaledwie 1,3 procent w Chorwacji do ponad 34 procent w Holandii.

Liderami elektromobilności w Europie są Holandia z wynikiem 34,7 procent oraz Belgia z 33,4 procent. Wysokie udziały notują również Luksemburg (24,7 procent) i Dania (24,7 procent). Francja i Portugalia osiągnęły poziom odpowiednio 21,5 i 21,4 procent.

Polska z wynikiem 6 procent plasuje się w grupie krajów o umiarkowanym tempie adopcji elektryków, obok takich państw jak Czechy (5,6 procent), Włochy (5,2 procent) czy Hiszpania (8,4 procent). Liderem w naszym regionie pozostaje Słowenia z wynikiem 10 procent, podczas gdy najsłabiej wypada Chorwacja, gdzie elektryki stanowią zaledwie 1,3 procent nowych rejestracji.

Polityczna ofensywa i regulacyjny zwrot

Gwałtowny wzrost sprzedaży elektryków – z 2 milionów sztuk w 2020 roku do 9,5 miliona w 2023 według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej – został jednak szybko zahamowany przez bariery nie do pokonania. Wysokie ceny zakupu, obawy o infrastrukturę ładowania oraz ograniczenie zasięgu w codziennym użytkowaniu skutecznie ostudziły zapał konsumentów.

Dodatkowym ciosem okazały się decyzje polityczne. Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie ograniczono wsparcie dla transformacji w kierunku elektromobilności. To sprawiło, że producenci zostali sami z gigantycznymi inwestycjami i planami, które nagle straciły rację bytu.

Problem systemowy, nie incydent

Eksperci zwracają uwagę, że obecny kryzys nie dotyczy pojedynczych firm, lecz całego sektora motoryzacyjnego. Branża odpowiada za około 3-3,5 procent amerykańskiego PKB i nawet 7 procent PKB Unii Europejskiej. Skumulowane odpisy oraz ograniczenie inwestycji mogą więc realnie wpłynąć na wzrost gospodarczy, rynek pracy i łańcuchy dostaw na całym świecie.

To odróżnia obecną sytuację od afer takich jak Dieselgate z 2015 roku – skandal związany z manipulacją pomiarami spalin, który kosztował Volkswagena ponad 30 miliardów euro. Wówczas problem dotyczył jednego producenta. Dziś wyzwania są zsynchronizowane – praktycznie wszystkie koncerny motoryzacyjne mierzą się z tym samym dylematem jednocześnie. Przyszłość elektromobilności, jeszcze niedawno rysująca się w różowych barwach, stanęła pod znakiem zapytania.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze