Kobieta za kierownicą autobusu

14 października 2009
1
„Kobieta? Czarny kot! Wysiadam" - takie reakcje zdarzają się Pani Marzenie za kierownicą autobusu bardzo rzadko. Częściej obsypują ją kwiatami. Zdarza się, że musi "puknąć" poprzedzające auto, żeby nie narazić na szwank zdrowia pasażerów. Oto rozmowa z kobietą za kółkiem... Solarisa.
Loading module...

Pani Marzena uwielbia tę linię.
fot. Katarzyna Dziewicka
MARZENA BIAŁY
ukończone Technikum Samochodowe w Bydgoszczy
lat 18 + VAT
mężatka
pasjonatka motoryzacji
cel: instruktor nauki jazdy autobusem
 

Myślałam, że trzeba mieć dużą krzepę, żeby poskromić taki pojazd. Przekonałam się jednak, w trakcie naszej krótkiej podróży prowadzi Pani z lekkością i wdziękiem.

Nie trzeba mieć dużej siły. Wszystkie autobusy w Mobilisie mają automatyczne skrzynie biegów i ich prowadzenie praktycznie nie wymaga wysiłku fizycznego. Większością elementów w samochodzie kierują komputery. Czasami sobie żartujemy, że mamy najdroższe stanowisko pracy, bo warte prawie 700 tys. zł. 

Jak to się stało, że autobus jest Pani miejscem pracy? Co tutaj robi kobieta?
Mój przypadek jest trochę nietypowy. Skończyłam Technikum Samochodowe w Bydgoszczy - z zawodu jestem mechanikiem samochodowym. Ukończyłam tę szkołę jako jedyna kobieta. Zawsze pasjonowała mnie motoryzacja. Jednak nigdy nie chciałam pracować w warsztacie samochodowym. Marzyłam, żeby zostać kierowcą... tira.
Kiedyś nieprzychylnie patrzono na kobiety, które chciały jeździć ciężarówkami. Do autobusu w ogóle nas nie dopuszczano. W końcu to się zmieniło i od 2 lat jeżdżę w Warszawie na liniach dziennych i nocnych. 

Dlaczego autobus a nie ciężarówka? Przecież taki był Pani cel.
Nie udało mi się go zrealizować. Mam wprawdzie cztery kategorie prawa jazdy, ale nigdy nie będę kierowcą ciężarówki ze względu na trudny do przewidzenia czas pracy. Tutaj na linii wiemy, kiedy wyjeżdżamy, kiedy wracamy. Łatwiej jest pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Dlatego to bardzo atrakcyjna praca. Poza tym kategoria D jest wyższa od C i dla mnie jest to swego rodzaju sprawdzian własnych możliwości.

Kierowca autobusu i to jaki!
fot. Katarzyna Dziewicka
Jakie wymagania musi spełnić kobieta, żeby znaleźć się w gronie kierowców komunikacji miejskiej?
Te same, co mężczyzna. Jeżeli jakaś pani chciałaby być kierowcą autobusu miejskiego w Mobilisie, musi mieć prawo jazdy kategorii B i zgłosić się do kierownika. Potem jest kierowana na kurs. Musi zrobić odpowiednie badania i po zdanym egzaminie jest zatrudniana. Nie jest wymagane konkretne wykształcenie. Wachlarz zawodów wśród pań jest bardzo szeroki, ale każda z nas ma zamiłowanie do jazdy. Dzisiaj nasza firma funduje prawo jazdy kategorii D wszystkim, którzy zgłoszą się do pracy, głównie paniom. Panie są bardzo mile widziane. 

Dlaczego są mile widziane?
Jak rozpoczynałam tutaj pracę, byłam czwartą kobietą. A potem długo, długo nic. Wtedy szef wpadł na pomysł, że zorganizuje paniom kurs prawa jazdy na własny koszt. W tej chwili zatrudnionych jest około 15 kobiet i cały czas szkolą się kolejne. Kobiety są bardziej wrażliwe, nastawione na pomoc innym. Chętniej zniżają autobus, delikatniej hamują, czekają na dobiegających pasażerów. A to w komunikacji miejskiej jest bardzo ważne. 

Czy trudno kobiecie odnaleźć się w takim środowisku? Jak Panią traktują koledzy?
Na początku, gdy byłyśmy tylko cztery, to nas trochę faworyzowali, byli bardzo szarmanccy. Teraz, gdy jest nas więcej, nadal okazują nam sympatię. Wielu mężczyznom imponuje kobieta za kierownicą. 

Czy są linie, na które kobiet się nie wysyła? Których Pani unika?
Generalnie nie ma takich linii. Jestem tego najlepszym przykładem, bo sama jeździłam na liniach nocnych. Myślę jednak, że kobiety nie powinny jeździć w nocy. Jest niebezpiecznie. W końcu zrezygnowałam z tych kursów. 

Co się stało?
Była bojka. Bałam się, że się pozabijają. Sytuację uratował patrol policyjny. 

Jak Pani sobie radzi w trudnych sytuacjach w autobusie, gdy konieczna jest interwencja kierowcy? Co się dzieje, gdy trzeba kogoś wyprosić?
Kierowca nie może wyprosić pasażera. Skasowany bilet uprawnia do kontynuacji jazdy. Czasami, jak widzą za kierownicą kobietę, to się sami uspokajają. W trudnych sytuacjach można liczyć tylko na reakcję współpasażerów. 

Pani ulubiona linia?
319 Metro Wilanowska - PKP Jeziorki. Ulubiona, bo jeżdżą nią bardzo sympatyczni pasażerowie. 

Najtrudniejsza droga?
Most Grota-Roweckiego w stronę Centrum. Tam mamy kilka linii. Na moście jest ograniczenie do 40 km/h, a w dodatku autobus musi zjechać na lewy pas. Większość kierowców jedzie szybciej, a gdy autobus znajdzie się na lewym pasie - dziwią się, co on tam robi? Wielu jest bardzo niesympatycznych. W „rewanżu" wyjeżdżają przed autobus i gwałtownie hamują. To bardzo niebezpieczne. Autobusem nie można zahamować tak, jak samochodem osobowym. Droga hamowania jest znacznie dłuższa. Czasami lepiej jest uderzyć w poprzedzający pojazd, niż gwałtownie zahamować i narazić zdrowie pasażerów. 

Jakimi autobusami lubi Pani jeździć, a jakimi nie?
Mamy tyko Solarisy. To praktycznie nowe autobusy. Jeżdżąc nimi, trzeba pamiętać tylko o gabarytach i wystających lusterkach. Prowadzi się je bardzo dobrze. 

Pasażerów wita z uśmiechem
fot. Katarzyna Dziewicka
Czy radzi sobie Pani sama z drobnymi naprawami, czy korzysta z pomocy kolegów bądź serwisu?
Każdy kierowca jeżdżący na rannych liniach robi obsługę codzienną autobusu. Musi sprawdzić światła, poziom płynów i w warsztacie je uzupełnić. Zauważone usterki usuwają mechanicy. Na trasie musimy wiedzieć, jak naprawić podstawowe awarie. Gdy mamy większy problem, pomagają nam dyspozytorzy przez radio CB. Jak nie da się nic zrobić, przyjeżdżają mechanicy. 

Czy pasażerowie bardzo się dziwią, gdy widzą kobietę za kółkiem?
Dwa razy zdarzyło się, że pasażerowie obdarowali mnie kwiatami, w tym raz na linii nocnej. Była też zabawna reakcja pana, który widząc mnie za kierownicą, powiedział: „Kobieta? Czarny kot! Wysiadam". I wysiadł. Wielu jednak przychodzi i gratuluje świetnej jazdy. Natomiast reakcje innych uczestników ruchu są rożne. Ogromnym szacunkiem darzą nas kierowcy ciężkich pojazdów. Czasami klaszczą, czasami pokazują „ok". Gorzej reagują kobiety za kierownicą szczególnie lepszych samochodów. Mam tu na myśli sytuację, gdy trzeba wyjechać z zatoki na ulicę - kobiety niechętnie ustępują miejsca.

Czy ma Pani specjalny strój do pracy?
Mam na sobie. To właśnie czerwony krawat i stalowa koszulka - ubranie służbowe. W przygotowaniu są czarne mundurki: spodnie i marynarka. Na pewno w ciągu miesiąca będziemy je mieli. 

Czy praca w święta i weekendy nie jest uciążliwa dla Pani? Jak rodzina to przyjmuje?
Firma wychodzi naprzeciw kierowcom w ustalaniu grafiku. Mogę dopasować czas pracy do życia rodzinnego. Zazwyczaj jeżdżę rano. Zaczynam o 4.00. Mąż odprowadza syna do przedszkola, a ja go odbieram.
Mój wybór nie zdziwił rodziny. W końcu jestem mechanikiem samochodowym. Chyba najbardziej kibicowała mi teściowa. Mąż mnie bardzo wspiera. Zdarza się, że na trasie przynosi mi kawę do autobusu, a czasami nawet prasuje koszulę do pracy. Myślę, że jest ze mnie dumny. Za często mi tego nie mówi, ale chwali się przed znajomymi, że jestem kierowcą autobusu. 

Nie boi się o Panią?
Gdy jeździłam na nocnych liniach, to się bał. I w główniej mierze ze względu na jego prośby zrezygnowałam z pracy nocą. 

Z Marzeną Biały, kierowcą autobusu miejskiego w firmie Mobilis Sp. z o.o. rozmawiała Katarzyna Dziewicka. Artykuł ukazała się w "Auto Transport".

    Komentarze

    mikolaj
    15 listopada 2009 11:26
    W Bialymstoku mamy też kobiety za kierownicą.Ale nasz ruch w godzinach szczytu to może ćwierć tego co w stolicy.Ilość osób jadących o wiele mniejsza to i praca łatwiejsza.Wypłata o połowę mniejsza.Bo spółki komunikacyjne szukają jak najtańszego pracownika. Za to prezesom pęcznieją kieszenie.