Ania Czubak: ciężarówką przez świat

Ania Czubak jest kierowcą ciężarówki i jeździ nią po wielu krajach, na zmianę ze swoim chłopakiem. Opowiedziała Motocainie o tym, jak poradziła sobie w nowym zawodzie i czy jest szczęśliwa, żyjąc praktycznie za kierownicą.

Co Cię skłoniło do zostania kierowcą tak wielkich samochodów?

Mój chłopak jest kierowcą ciężarówki i początkowo towarzyszyłam mu w jego trasach, a później wpadliśmy na pomysł, żebym ja też zrobiła takie prawo jazdy. Dzięki tej decyzji mogłam mieć z naszych wyjazdów jakieś pieniądze i jednocześnie nadal spędzać czas z chłopakiem. Bo często bywało tak, że on pracował w tygodniu, a ja w weekendy wyjeżdżałam busem na trasy do Niemiec i się mijaliśmy.

Czy kiedykolwiek w młodości myślałaś o tym, że zostaniesz kierowcą ciężarówki?

Nie, nigdy, ale zawsze chciałam i lubiłam jeździć samochodem.

Czy miałaś już doświadczenie w jeździe w kat. B przed nową kategorią?

Tak, od 2007 mam kat. B, a w 2010 zrobiłam na samochody ciężarowe. Samochodem osobowym jeździłam sporo i często – przy różnych okazjach byłam kierowcą. Nawet kolega mi kiedyś powiedział, że jestem jedyną kobietą, w której ręce nie boi się oddać swojego samochodu (śmiech).

fot. z archiwum Ani Czubak

Czy bałaś się na kursie i przy pierwszej jeździe?

Początkowo tak, ale już podczas trwania kursu strach szybko minął. Potem złapał mnie dopiero wtedy, gdy miałam samodzielnie poradzić sobie z ciężarówką w pracy i ogarnąć te całe gabaryty, promień i czas skrętu. Bałam się wtedy bardzo wąskich dróg. Mój chłopak mi na początku podpowiadał i pomógł wszystko opanować. Teraz nic nie sprawia mi już problemów.

A warunki pogodowe sprawiają problemy?

Często czuje się, jak wiatr uderza w ciężarówkę. Chyba najgorsza sytuacja to taka, jak auto „się złamie”, czyli przyczepa zaczyna wyprzedzać ciągnik. W zimie też często widujemy zablokowane ciężarówki pod górkę, ale nam się to jeszcze nie zdarzyło – staramy się rozpędzić wcześniej.

I ciężko było zdać egzamin?

Egzamin na kat. C (solówkę) zdałam za pierwszym razem, a na C+E za trzecim. Oblałam raz na placu i raz na mieście, choć na kursie szło mi to od ręki. Stres mnie ogarnął, bo jechałam Manem, a nie Starem (jak na kursie) i nawet plac wydawał mi się wtedy jakiś inny (śmiech).

Były dodatkowe godziny nauki jazdy?

Nie, te godziny zaplanowane na kursie mi wystarczyły.

fot. z archiwum Ani Czubak

Ile Tir ma biegów i jak się w tym połapać?

W pierwszej ciężarówce miałam 12 lub 16 z półbiegami, dużą i małą skrzynię. Na początku, jak się stresowałam, to czasem wbiłam nie ten bieg, co był potrzebny. Ale wbrew pozorom, nie jest to takie trudne.

To trzeba się trochę namachać? Ręki prawej nie masz bardziej rozbudowanej?

Nie (śmiech). Trzeba faktycznie często zmieniać biegi, najgorzej się to odczuwa przy długich trasach czy jeździe pod górę, ale sama dźwignia pracuje bardzo lekko. Jadąc autostradą wystarczy wrzucić najwyższy bieg i sam leci. A teraz jeździmy automatami i półautomatami, więc nie mamy czym się zmęczyć (śmiech).

I po kursie od razu na głęboką wodę i do pracy za kierownicą ciężarówki?

Nie, najpierw kilka miesięcy jeździłam busem, wożąc materiały metalurgiczne, i tam raz w tygodniu miałam kurs do Niemiec, pod francuską granicę. Potem przenieśliśmy się razem do firmy spod Katowic, ale w niej nie jeździliśmy długo, bo praca była tylko dla jednej osoby. Teraz pracujemy w holenderskiej firmie z oddziałem w Polsce. Dojeżdżamy do Holandii własnym autem i tam przesiadamy się do ciężarówek Scanii lub Mercedesa.

Ile czasu spędzacie zagranicą i jakie trasy robicie?

Zwykle 3-4 tygodnie w trasie przypada na tydzień wolnego w domu. Najdłuższe trasy to Holandia-Włochy, a jeździmy przeważnie po Niemczech, Beneluksach, Austrii, Szwajcarii, Węgrach, Francji, Anglii i Irlandii.

Sprawnie się porozumiewacie w tych krajach?

Paweł trochę mówi po angielsku, ale zwykle – to z podstawami niemieckiego można się dogadać na tyle, ile potrzebujemy do komunikacji z odbiorcą.

fot. z archiwum Ani Czubak

A zdarza się Wam zgubić?

Przeważnie jedziemy prosto do wskazanego przez nawigację celu, ale niektóre firmy są niepodpisane lub całkiem w innym miejscu, niż ona nas kieruje. Wtedy jeździmy i szukamy, po całej strefie przemysłowej. Od naszej firmy dostajemy też wskazówki, gdzie i kiedy zatankować, bo w różnych krajach są różne ceny paliwa i ich jakość.

Czy taka praca wymaga siły fizycznej? Pomagacie w rozładunku? A jak zmienisz koło?

Kół nie zmieniamy, bo przyjeżdża serwis. Zdarza się, że sami ładujemy czy rozładowujemy towar. Najczęściej, gdy wozimy kwiaty lub owoce i warzywa, gdzie termin jest ważny. Wtedy pracy jest sporo. Ale w firmach są wózki elektryczne, więc nie jest to praca wymagająca dużej siły. Nie możemy np. rozładowywać mięsa i innych towarów wymagających specjalnego traktowania. Wtedy mamy wolne – czas na odpoczynek, czy ugotowanie posiłku.

Ugotowanie? To co Wy w tej ciężarówce macie?

Mamy kuchenkę turystyczną i trochę garnków. Mamy też dwa łóżka, ogrzewanie i klimatyzację – także w czasie postojów. Mówi się, że to pieskie życie – jemy z michy, śpimy w budzie i sikamy na koło (śmiech).

Prawie jak na biwaku i łazienki brak?

Korzystamy z nich na stacjach benzynowych, parkingach i w firmach. Bywają tam też prysznice. Ciężko jest z zachowaniem higieny, a wiadomo – kobiety mają czasem większe potrzeby. W ostateczności mamy też jakieś miski w aucie i możliwość podgrzania wody.

Tęsknicie w trasie za prawdziwym łóżkiem?

Raczej nie, na tych w ciężarówce też spokojnie można się wyspać.

Czy mężczyźni bywają zdziwieni, gdy widzą kobietę za kierownicą ciężarówki?

W naszym kraju może tak, ale w innych – to nie sensacja. Wszyscy są przyzwyczajeni, bo trochę kobiet w tym zawodzie jednak pracuje. Tylko w mojej firmie jest 13 par mieszanych! Niektórzy twierdzą, że kobieta w tym zawodzie zaczyna tracić swoją kobiecość, staje się bardziej męska.

fot. z archiwum Ani Czubak

Jak Ty się ubierasz do pracy?

Zdecydowanie w dresie jest najwygodniej, a w lecie w koszulkach na ramiączkach. Zakładam też sandały, żeby stopy miały komfort.

Czy zdecydowałabyś się pracować w tym zawodzie sama, bez chłopaka?

Raczej nie. Chyba żebym musiała. Z Pawłem czuję się po prostu pewniej, raźniej i bezpieczniej.

Wozicie różne ładunki, mieliście jakieś przygody ze złodziejami?

Kiedyś we Włoszech ktoś próbował się nam włamać do zbiornika z paliwem (na niestrzeżonym parkingu). Gdy nie udało się pokonać zabezpieczeń – to ze złości poodkręcali i powyrzucali nam korki.

Twój chłopak ponoć mówi, że jeździsz lepiej od niego?

Nieeeee (śmiech). Chyba przesadza.

Czasem nie masz dość ciągłego, wspólnego przebywania z partnerem?

No jak się pokłócimy, to nie ma jak trzasnąć drzwiami i wyjść (śmiech), dlatego szybciej się godzimy. Pauzy 24 czy 45 godzin zwykle spędzamy razem, czasem Paweł pójdzie do innych kierowców, a ja wtedy mogę też pobyć sama.

Co ile są takie pauzy?

Co 6 dni robi się pauzy weekendowe, czyli 24 lub 45 godzin. A 9 godzin pauzy robimy po 21 godzinach pracy, no chyba, że nie ma zlecenia – to stajemy wcześniej. Ale najdłużej w ciągu, jeden kierowca może jechać 4,5 godziny. Czasem zmieniamy się częściej – w zależności od zmęczenia i potrzeby.

Pracujecie zagranicą – zawsze wracacie do Polski, czy chcielibyście wyjechać na stałe?

Nie, zarabiamy wspólnie na wybudowanie domu. Teraz planujemy życie w Polsce i nie zamierzamy jeździć wiecznie (śmiech). Planujemy też założenie firmy.

Czy taka praca to też możliwość podróżowania, zwiedzania i poznawania świata?

Nie ma za bardzo na to czasu, no chyba, że robimy dłuższą pauzę. Ale my jakoś specjalnie nie zwiedzamy. Najbardziej podoba nam się Francja i tam są najsympatyczniejsi ludzie. Oglądamy okolice po których jeździmy – w trakcie jazdy. Bo strach też zostawić samochód w czasie pauzy i inne wartościowe rzeczy, które ze sobą wozimy.

Jakie cechy charakteru sprzyjają temu zawodowi?

Przede wszystkim trzeba być odważnym za kierownicą. Bo dużo osób jeździ z przypadku lub dla pieniędzy. Trzeba być też wytrzymałym i skoncentrowanym.

Potocznie mężczyzna w tirze to tirowiec, a kobieta?

Ciężkie pytanie… Szczerze mówiąc to nie wiem, chyba po prostu jest kierowcą. Bo tirówka to kobieta ciężko pracująca przy drodze, więc proszę nie nazywać tak kobiet jeżdżących ciężarówką! (śmiech).

Czy od jazdy ciężarówką się tyje?

No ja trochę przytyłam, ale rzuciłam jednocześnie palenie, wiec bezpośredniego dowodu na to nie mam (śmiech).

Podsumowując – jesteś zadowolona ze swojego zawodu?

Jestem zadowolona i nie żałuję takiego wyboru. Dziękuję chłopakowi, że mnie w to wciągnął, bo to fajniejsze niż praca w jakimś sklepie (śmiech).

Najnowsze

Historyczny wynik Ramony!

Ramona Karlsson i Miriam Walfridsson to pierwsze w historii kobiety na podium mistrzostw Szwecji! W swoim debiucie Skodą Fabia WRC po nawierzchni szutrowej zajęły 3. miejsce.

W trzeciej rundzie mistrzostw Szwecji zawodniczki pokazały się z najlepszej strony. Od pierwszego etapu rajdu uzyskiwały świetne czasy w czołówce – po pierwszym dniu i siedmiu odcinkach specjalnych zajmowały 3. lokatę, tracąc jedynie 1,5 sekundy do drugiego zawodnika i 2,58 sekundy do mistrza Szwecji Matsa Jonssona.

Niestety kolejny dzień rywalizacji przyniósł przykre niespodzianki. Rano zaczęło się od kłopotów z klockami hamulcowymi, a następnie przebicie opony i jazda na kapciu przez 9 kilometrów – to kolejne straty i spadek na 5. miejsce.

Ramona z pucharem
fot. ramonarallying.com

Po trudnym początku dnia Ramona i Miriam ze zdwojoną siłą zaczęły nadrabiać straty i zanotowały najlepszy czas na jednym z odcinków! Dzięki temu pod koniec rajdu trafiły na 2. miejsce i by zachować podium postanowiły w finale jechać swoim tempem, ale nie ryzykować zbyt mocno. Rywale jednak dali z siebie wszystko i zawodniczkom do obronienia 2. lokaty zabrakło jedynie 0,6 sekundy:

– Oczywiście to trochę frustrujące, być tak blisko szczytu! Ale jesteśmy bardzo zadowolone z pierwszego występu na szutrze Fabią WRC. To pozytywna prognoza na dalszą część sezonu – mówiła Ramona na mecie.

Szczęśliwe Ramona i Miriam
fot. ramonarallying.com

A kolejne punkty przydały się do rocznej klasyfikacji mistrzostw Szwecji, gdzie Ramona i Miriam awansowały na 3. miejsce. Oby tak dalej!

Na filmowym kanale RRPlay.se w czasie rajdu można było podglądać zawodniczki i być z nimi na bieżąco. A teraz relację można już przeglądać bez ograniczeń. Ogląda ją nawet Ramona, by pozytywnie się nakręcić, a dodatkową motywacją dla niej był email z gratulacjami, który dostała od samej Michèle Mouton!

Najnowsze

Zawodniczki przed Mistrzostwami Polski w motocrossie

Przedstawiamy wypowiedzi kilku zawodniczek, które w najbliższy weekend wystartują w pierwszych Mistrzostwach Polski Kobiet w Motocrossie. Mocno trzymamy kciuki za nie wszystkie!

Żaneta Zacharewicz #95

Motocykl, na którym wystartuję, to Suzuki rm125. Moim głównym sponsorem jest tata, w tym roku również mogę liczyć na pomoc z klubu motocrossowego KM Cisy, do którego należę, oraz pomoc od PUWiSu, który również dołożył się do mojego sportu. PUWiS to oczyszczalnia ścieków (smiech) i oni mi troszkę dokładają, tyle ile mogą oczywiście, ale dobre i to… wiadomo. Hobby to oczywiście motocross, a poza tym raczej nie mam określonych zajęć, które tak bardzo by mnie wciągnęły, więc sama nie wiem, co lubię robić, gdy nie jeżdżę… zawsze się coś ciekawego znajdzie.

 

Blanka Kalisz #99

Wystartuję na Suzuki RMZ 250 z 2013 roku. Mój udział w zawodach jest możliwy dzięki Suzuki Piaseczno i prezesowi tej firmy, jak również mojemu narzeczonemu, który też sponsorował motocykl. Na co dzień pracuję nad uruchomieniem własnej firmy. Z uwagi na start nowych zawodniczek w pierwszej rundzie MP Kobiet ciężko mi określić, która dziewczyna będzie moją największą rywalką, na pewno najpoważniejszą będę ja sama dla siebie.

 

Wiktoria Horodyńska #171

Startuję na KTM 150 sx150. Niestety sponsorów nie mam, chociaż bardzo chętnie bym to zmieniła, bo każda pomoc się przyda. W ubiegłym sezonie nie startowałam, ponieważ odniosłam kontuzję, która ciągle mi doskwiera: złamana kość ogonowa. Na co dzień studiuję, chodzę na siłownię i oczywiście jeżdżę na motocyklu.

 

Milena Kojder #71

Pojadę na CRF 250. W tym roku sponsoruje mnie Stigma, Novik, 4BRo, Muc off, Dirt Arena i oczywiście rodzice. Obecnie studiuję w Krakowie na UJ, a poza MX uprawiam jazdę konną i snowboard. Słucham muzyki, która mnie motywuje do treningu na siłowni i na torze. A co do narzeczonego, nie widzę żadnego na horyzoncie – chyba nie chcą rywalizować z moją największą miłością, jaką jest Honda.

Będzie rywalizacja – ale też dużo dobrej zabawy!
fot. X-Cross

Aleksandra Szymuś #516

Mam 15 lat. W ubiegłym roku przesiadłam się z Yamahy 85ccm na Yamahę 125ccm. Jeżdżę w barwach klubu KM CROSS Lublin. Jestem uczennicą gimnazjum, klasy IIb. Na co dzień ćwiczę, biegam, spotykam się z przyjaciółmi oraz opiekuję się młodszą siostrą, która ma już zajawkę off-roadową. Jestem osobą zawsze uśmiechniętą, lubię pomagać innym. Motocross wzmacnia i motywuje mnie w życiu codziennym. Głównym sponsorem jest firma Grześ-Bud Grzegorza Szymusia, czyli mojego taty. Ostatnio dołączyli do naszego teamu Shoei, Ventana – dekoracje wnętrz oraz P.H.U. Tomasz Gołębiowski.

 

Kasia Kula #301

Jeżdżę w barwach Automobilklubu Polskiego na motocyklu Honda crf150r. Ale już wkrótce, jak dobrze pójdzie, przesiądę się na jakąś 125-kę 2T. Moim trenerem, mechanikiem i narzeczonym (czyli trzy w jednym) jest Adam Chaciński. Drugi trener to jednocześnie mentor, artysta malarz Rafał Maciążek. Moje hobby to motocykle, Adaś i dobra zabawa.

 

Zofia Radziwiłowicz #69

W zimie pracowałam nad kondycją na siłowni (podziękowania dla wspierającej mnie Galerii Fitness), byłam na treningach w Hiszpanii, a później (jak większość zawodników z Warszawy), zanim zima nie odpuściła, jeździłam pod jednym z warszawskich mostów. Niestety, jeśli chodzi o moją obecną formę: cóż… mam naciągnięty staw barkowy i pęknięty obojczyk. Obie te kontuzje nie wyleczą się do rundy w Olsztynie, ale zamierzam wystartować, bo już mi się strasznie nudzi. Pojadę na tyle, na ile będę w stanie, żeby złapać chociaż kilka punktów. Co do motocykla, jeżdżę dalej Yamahą YZ 125 oraz YZF 250. Bardzo dziękuję tegorocznym sponsorom: Kurowski Racing Team: Yamaha, Sandeco, Sanchez, Inter-motors, Castrol, Dunlop, Olimp Labs, Galeria Fitness, Smith Polska, Body Dry.

 

Karolina Mikoda #13

Motocykl: Suzuki rm-z 250, sponsor: firma STOL-MIK, zainteresowania: muzyka, taniec, trenuję u siebie bądź na torze w Dębskiej Woli. Trenerzy: tata i pan Robert Michalski, rywalkami będziemy wszystkie między sobą, ponieważ ten sport jest strasznie nieprzewidywalny i ostatni mogą być pierwszymi! (śmiech)

 

Katarzyna Więckowska #27

Wystartuję na 125ccm KTM, sponsorują mnie Podłogi Świata, Me&U, ogumienie CST. Trenuje mnie tata – Piotr Więckowski. Hobby poza motocrossem: akrobatyka, malarstwo, rolki. Na co dzień pracuję w firmie TKM, a weekendami uczę się: studiuję na AWF w Lublinie. Słucham tylko TALLIBA, lubię gotować i myślę, że to mi nawet nieźle wychodzi.

Najnowsze

Kiss The Wall: II runda Driftingowych Mistrzostw Polski 2013

W dniach 17-18 maja na torze „Kielce” odbędzie się kolejna runda Driftingowych Mistrzostw Polski. Zobaczymy w niej również Karolinę Pilarczyk, która zaprezentuje nowy samochód.

Po pierwszej rundzie, która rozegrana została na torze „Poznań”, najlepsi drifterzy w Polsce ponownie staną do walki. Tym razem areną ich zmagań będzie najbardziej malowniczo położony tor wyścigowy w Polsce, czyli Tor „Kielce” w Miedzianej Górze.

Druga runda Driftingowych Mistrzostw Polski będzie okazją do zobaczenia kilku najnowszych samochodów, które nie zdążyły dojechać na pierwszą w tym sezonie rundę DMP. Znany z Rajdu Dakar motocyklista Jakub Przygoński wystartuje najnowszą Toyotą GT86, a polska królowa driftu, czyli jedyna kobieta startująca w Driftingowych Mistrzostwach Polski – Karolina Pilarczyk, zaprezentuje swojego nowego Nissana napędzanego silnikiem Chevroleta Corvette!

Karolina Pilarczyk, królowa polskiego driftu
fot. Piotr Szymon Szymański

Oprócz samochodów biorących udział w zawodach, na torze zobaczymy także jedynego w Europie driftującego TIR-a – ciągnik siodłowy marki Volvo specjalnie przygotowany do jazdy w poślizgach przez firmę STW Center. Emocji kibicom dostarczą także pokazy jednego z najlepszych polskich stunterów, Huberta Dylona „Raptownego”.

Zawody podzielone zostaną na dwa dni. W piątek odbędą się treningi i kwalifikacje. Właściwym dniem zawodów będzie sobota, kiedy to najpierw 32, a potem 16 najlepszych zawodników zmierzy się w pojedynkach w parach. Również tego dnia najodważniejsi z kibiców będą mogli doświadczyć niezapomnianych przeżyć zasiadając w fotelu pasażera z czołowymi zawodnikami, którzy wezmą udział w godzinnej sesji Drift Taxi. Na sobotę zaplanowano również większość dodatkowych atrakcji.

Najnowsze

BMW Pininfarina Gran Lusso Coupé na Concorso d’Eleganza

Podczas tegorocznej edycji konkursu Concorso d’Eleganza Villa d’Este, 24 maja, BMW Group i Pininfarina odsłonią przed światową publicznością efekt swojej debiutanckiej współpracy: model studyjny BMW Pininfarina Gran Lusso Coupé.

BMW Pininfarina Gran Lusso Coupé jest kontynuacją podejścia zaprezentowanego podczas ubiegłorocznego Concorso w postaci modelu BMW Zagato Coupé. Ponownie BMW Group nawiązuje współpracę z zewnętrznymi biurami projektowymi. Dzięki temu przenikają się dwa odmienne podejścia do projektowania.

BMW Pininfarina Gran Lusso Coupé
fot. BMW

BMW Pininfarina Gran Lusso Coupé jest typowym BMW z dużym rozstawem osi, rozciągniętą maską silnika, krótkimi zwisami oraz mocno cofniętą kabiną pasażerską z łagodnie opadającą linią dachu, ale ma w sobie również pierwiastek wyrafinowanego stylu Pininfariny widoczny w fantazyjnym designie karoserii.

fot. BMW
fot. BMW

Sylwetkę boczną pojazdu uzupełniają wypukłe, zwężające się płaszczyzny. Z zewnątrz BMW Gran Lusso Coupé ma w założeniu uosabiać równowagę między mocą a elegancją. W trend ten wpisuje się także ukryty pod maską silnik V12. Wnętrze BMW Gran Lusso Coupé zostało zaś pomyślane jako połączenie współczesnej elegancji i luksusu.

Najnowsze