Nowy francuski podatek zabije sprzedaż mocniejszych (nie tylko sportowych) aut?

Był już podatek od wagi samochodu, były wzrosty podatków od emisji pojazdu - francuski rząd robi co może, żeby zmusić swoich obywateli do rezygnacji z kupowania aut spalinowych. Ktoś uznał, że to wszystko jednak za mało i od nowego roku tamtejszych kierowców może czekać kolejny szok.

Unia Europejska dokłada wszelkich starań, żeby obrzydzić nam samochody spalinowe. Wprowadzając kolejne, jeszcze bardziej nierealne normy emisji oraz limity CO2 sprawia, że z rynku znikają niektóre wersje samochodów (popatrzcie na gamę Suzuki czy Lexusa), albo zarzuca się projektowanie ich (jak to miało miejsce w przypadku Focusa RS). Te auta, które na rynku mimo wszystko się pojawiają, potrafią straszyć ceną (pisaliśmy o tym w kontekście nowej Hondy Jazz). Czy są to działania radykalne? Według niektórych państw, UE jest zbyt pobłażliwa! Szczególnie uważa tak Francja.

Niemcy protestują przeciw hybrydom plug-in. Uważają je za nieekologiczne i szkodliwe!

W zeszłym roku informowaliśmy, że tamtejsze władze zdecydowały się na drastyczne podniesienie podatku, naliczanego na podstawie emisji CO2. Tak naprawdę jest to zwyczajna kara, nakładana na osoby, kupujące nowe samochody. Maksymalną jej wysokość zwiększono wtedy z 12,5 do 20 tys. euro. W tym roku Francuzi wpadli na pomysł podatku od wagi samochodu, co uderzy nie tylko w duże (w domyśle paliwożerne) SUV-y, ale także w hybrydy plug-in, które sporo ważą ze względu na obecność baterii (ale z uwagi na niską emisję CO2, wymykają się pierwszemu podatkowi). Francuski rząd uznał, że to wciąż za mało i trzeba ponownie podnieść kary za zakup samochodu.

Suzuki Jimny to teraz dwuosobowy van. Dziękujemy ci, Unio Europejska!

Według nowego projektu ustawy, od 2021 roku kupując nowe auto we francuskim salonie, możemy zapłacić maksymalnie… 38,8 tys. euro kary! To w przeliczeniu ponad 170 tys. zł! Tyle zapłacą osoby, które kupią samochód, emitujący 225 g CO2/km lub więcej. Jakie modele mają tak wysoką emisję? Na przykład Porsche 911. Ktoś powie, że na biednego nie trafiło, ale to trochę przykra sprawa, kiedy kupując auto za 500 tys. zł, musicie do niego doliczyć 170 tys. zł podatku. Sporawo, nie sądzicie? Na najwyższy próg łapie się także 5-litrowy Mustang, który kosztuje 225 tys. zł. „Na szczęście” francuski projekt zakłada, że kara nie może przekraczać połowy wartości pojazdu. Czyli kupując Mustanga trzeba doliczyć „zaledwie” 112,5 tys. zł. Podwyższona kara wyraźnie dotknie także osoby szukające dużego auta rodzinnego – przykładowo do ceny Audi A6 kombi z 3-litrowym dieslem, Francuzi będą musieli doliczyć prawie 60 tys. zł.

Miękka hybryda, czyli ile musisz dopłacić, żeby… NIC nie oszczędzić

Proponowane zmiany w opodatkowaniu uderzą więc nie tylko w miłośników aut sportowych, ale poza nimi dostanie się głównie klientom marek premium. Przykładowo w przypadku nowego Golfa GTI kara wyniesie 14 tys. zł (przy bazowej cenie auta 151 890 zł), a kupując Citroena C5 Aircrossa z dieslem o mocy 130 KM, dopłacimy tylko 1100 zł. W ten sposób rząd francuski zniechęci do zakupu dosłownie garstkę osób, które stać na duże, luksusowe samochody z mocnymi silnikami. Wpływ na emisję CO2 nowych samochodów na tamtejszy drogach będzie to miało niezauważalny, a na środowisko jeszcze mniejszy. Ale od kiedy działania „proekologiczne” kierują się logiką?

Przy okazji przedstawiania opisywanego projektu, francuski rząd zdradził także plany na rok 2022. Wtedy maksymalna opłata za emisję CO2 ma wynosić 50 tys. euro (224 tys. zł). Ale spójrzcie na to z tej strony – nie zdecydowali się na kolejne podwojenie stawki! Chociaż mają jeszcze rok na przemyślenie tego…

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze