Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

13 marca 2020
Branżami najbardziej odczuwającymi kryzys są turystyka oraz przewóz pasażerski, który według ostatni danych Ministerstwa Rozwoju stracił ponad 90 proc. zamówień. W międzynarodowym transporcie rzeczy też nie jest łatwo, a polscy przewoźnicy mówią o przyszłości na razie bez paniki, ale bardzo ostrożnie.
Loading module...

OECD w skróconym raporcie wydanym z powodu koronawirusa obniżyła o 0,5 proc. przewidywany wzrost gospodarczy na świecie z prognozowanego 2,9 proc. Czarny scenariusz zakłada, że spadek może być jeszcze większy, bo do 1,5 proc. w 2020 roku. Instytut Finansów Międzynarodowych (IIF) potwierdza, że globalny wskaźnik DGP będzie znacznie poniżej 2,6 proc., czyli wyniku z 2019 roku. Po niełatwym okresie wojen handlowych, perturbacjach po brexicie, osłabieniu struktur UE oraz tąpnięciu w gospodarce i przemyśle niemieckim - ekonomia światowa miała się powoli wzmacniać. Koronawirus przekreśla na razie również plany gospodarcze państw w Europie. Jak ta sytuacja odbije się na kondycji przedsiębiorców w Polsce i na świecie?

Zdecydowanie w największych kłopotach biznesowych są branże związane z przewozem osób zarówno drogą morską, lotniczą, jak i lądową oraz sektor turystyki. Jednak na baczności muszą się mieć też przedsiębiorstwa związane z logistyką oraz transportem rzeczy. Dlaczego? Według firmy badawczej McKinsey globalny rynek logistyczny z transportem, magazynami, spedycją oraz wszystkimi elementami łańcucha dostaw stanowi około 12 proc. GDP na świecie, a obszar Azji i Pacyfiku to największa część sektora logistyki i stanowi szacunkowo 45 proc. całkowitego dochodu na świecie – wyjaśnia Bartosz Najman, wiceprezes Inelo i OCRK. – Trudno teraz przewidzieć, jak sytuacja będzie się rozwijać. Zmiennych jest zbyt wiele, ale z pewnością przedsiębiorcy mierzą się obecnie z chaosem i niepewnością spowodowaną spadkiem w zamówieniach towarów z Chin, zmianami w łańcuchach dostaw. The Wall Street Journal określa tę sytuację jako pandemię z minimalnymi długofalowymi skutkami ekonomicznymi i miejmy nadzieję, że tak będzie, gdyż obroty polskich firm, w tym transportowych, zależą w dużej mierze od wymiany handlowej z Azją i Pacyfikiem i potrzebami konsumpcyjnymi Europejczyków.

Koronawirus w Polsce 

Polscy przewoźnicy drogowi, świadczący usługi przewozu osób, mają obecnie przymusowy urlop. Jak podaje Ministerstwo Rozwoju ponad 90 proc. zamówień transportu pasażerskiego zostało odwołanych na najbliższe trzy miesiące. Międzynarodowy transport towarów, póki co, nie jest zagrożony, ale przedsiębiorcy przyznają, że czują się niepewnie.

Przewoźnicy rzeczy w Polsce już notują spadek liczby frachtów do Włoch, co powoduje poszukiwanie zleceń na innych rynkach europejskich i konkurowanie stawkami. Ponadto wymiana handlowa z Chinami jest mocno ograniczona, a co za tym idzie ruch kontenerowy, więc polskie porty nie mają pracy. Mimo iż transport drogowy rzeczy odbywa się na trasach międzynarodowych i obsługiwany jest przez rodzimych przewoźników, to przedsiębiorcy ograniczają inwestycje i bardzo ostrożnie obserwują rynek, ponieważ odczuwają pierwsze symptomy spowolnienia. Sytuacji nie sprzyja również chaos informacyjny i decyzje władz krajów europejskich, które są nie do przewidzenia – komentuje Bartosz Najman.

Transportowcy bardzo uważnie monitorują rynek europejski także pod kątem podróży kierowców do miejsc szczególnie opanowanych epidemią koronawirusa takich jak Włochy, Niemcy, Francja czy Hiszpania.

Zagrożenie płynie z dwóch stron. Z jednej ewentualne restrykcyjne ograniczenia dla transportowców przy przekraczaniu granicy na przykład z Włochami czy Austrią oraz obawy kierujących ciężarówkami o własne zdrowie. Z drugiej strony zaś możliwy jest całkowity zastój dla tych przewoźników, którzy jeżdżą na stałe we współpracy z jedną dużą firmą produkcyjną. Jeśli koronawirus spowoduje przymusową kwarantannę większości pracowników przedsiębiorstwa produkującego na przykład sprzęt AGD, to fabryka będzie musiała zmierzyć się z brakiem rąk do pracy, a przewoźnik z brakiem zleceń stanowiących główne źródło dochodu jego biznesu – wyjaśnia Łukasz Włoch, ekspert OCRK, Grupa Inelo. – Należy mieć na uwadze, że taki scenariusz jest skrajny i prawdopodobieństwo jego wystąpienia nie jest duże. Co nie zmienia faktu, że przewoźnicy, z którymi rozmawiam czują się niepewnie, a branża określana jest jako potencjalnie zagrożona kryzysem – dodaje ekspert.

Przeczytaj także:
W ramach walki z koronawirusem państwo może zabrać ci auto!

Sprawdź najważniejsze informacje dla kierowców, dotyczące koronawirusa

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus w natarciu: Orlen zamyka punkty gastronomiczne na swoich stacjach

Fabryka Volkswagena w Poznaniu pracuje pomimo epidemii koronawirusa - są protesty

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.

Ograniczenia dla polskich kierowców w związku z koronawirusem, a telematyka

Dekrety wydawane przez różne kraje europejskie, nakazujące zamykanie granic z państwami objętymi wzmożoną epidemią koronawirusa nie obejmują międzynarodowego transportu drogowego rzeczy. Jednak kontrole graniczne i ogólny chaos informacyjny mogą spowodować zatory na drogach i głównych przejściach granicznych, co już odczuwają przewoźnicy.

Spotykamy się na przykład z przypadkami nadmiernego ruchu lub całkowitego braku przejazdu w niektórych miejscach, co widoczne jest na naszych mapach. Mamy informacje od klientów, że pojawiają się punkty na trasach, szczególnie na granicy z Austrią lub Włochami, których przepustowość jest marginalna. Przedsiębiorcy, korzystający z telematyki, która pozwala monitorować wszystkie zmienne dane na bieżąco, mogą reagować w czasie rzeczywistym. Dzięki czemu spedytor lub właściciel firmy przewozowej może zmienić trasę dojazdu i omijać alternatywy nieoptymalne dla kierowcy – mówi Mirosław Tirak, ekspert GBOX, dostawcy zaawansowanych rozwiązań IT dla sektora TSL. – Sytuacja w krajach europejskich związana z epidemią koronawirusa jest bezprecedensowa, co przekłada się na wszystkie aspekty związane z działalnością przedsiębiorstw, w tym transporotowych. Będą one nadal zaopatrywać różne kraje w towary, jednak ryzyko występowania restrykcyjnych ograniczeń w systemie międzynarodowego ruchu drogowego jest bardzo możliwe. Dlatego koniecznie jest śledzenie informacji w czasie rzeczywistym i reagowanie na wszelkie zmiany. W takiej sytuacji naszym przewoźnikom po prostu pomaga telematyka. 

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!