Nasz znajomy rowerzysta chce się pogrążyć? Tak dokładnie swoich wykroczeń jeszcze nie rejestrował

Do tej pory nasz znajomy rowerzysta pozostawiał swoim widzom wyłapywanie popełnianych przez niego wykroczeń. Tym razem, zawiedziony chyba, że nikt jeszcze nie ukrócił jego samowolki drogowej, zamieścił dodatkowe ułatwienie dla potencjalnie zainteresowanych nim służb.

Tym razem akcja nie rozgrywa się w okolicach Łodzi, ale Dunajca. Nasz znajomy rowerzysta chciał chyba wyrwać się z miejskiego zgiełku i nacieszyć się pięknymi widokami. Nie byłby jednak sobą, gdyby przy okazji nie nagrał filmu, pokazującego, jak bardzo gardzi przepisami ruchu drogowego.

Czy za ten filmik nasz znajomy rowerzysta stanie przed sądem?

Wideo zaczyna się specyficznie – rowerzysta jedzie 22 km/h, kiedy wyprzedza go samochód. Robi to na podwójnej ciągłej linii, co rzeczywiście jest zakazane. Prawo nie przewiduje wyjątków i nie pozwala na przekraczanie jej, jeśli robimy to w celu wyprzedzenia wolno poruszającego się uczestnika ruchu. Na nagraniu pojawia się w tym momencie napis: „Wyprzedzanie na podwójnej? Rozstrzelać!”. To miała być ironia, czy tak serio napisał? Z naszym znajomym rowerzystą trudno powiedzieć. Samo nagranie ma w tytule „Bezmyślne, skrajnie niebezpieczne wyprzedzanie na podwójnej” – trolling, clickbait, czy rzeczywiście w to wierzy? Trudno powiedzieć.

Rowerzysta przejechał na czerwonym świetle na oczach policji. Myślał, że jest bezkarny?

Niedługo potem droga zaczyna biec w dół, a rowerzysta osiąga coraz większe prędkości. Wreszcie dogania samochód, który go wyprzedził, a na ekranie pojawia się wielki napis: „I po co wyprzedzał skoro wie, że zaraz zostanie wyprzedzony? No po co?”. Nie chcemy przyprawić naszego znajomego rowerzysty o szok, ale znamy odpowiedź na te pytania – nie wiedział!

Kto policzy ile wykroczeń popełnił ten rowerzysta jednym manewrem?

Kierowca wyprzedzający jadącego 22 km/h rowerzystę nie wiedział, że niedługo później rozpędzi się on do ponad 60 km/h. Skąd miał wiedzieć, że rowerzysta na widok znaku informującego, że na terenie całej miejscowości obowiązuje ograniczenie do 40 km/h, będzie jechał nawet 72 km/h? Skąd miał wiedzieć, że rowerzysta, którego wyprzedził, to pirat drogowy, który będzie tak rażąco przekraczał dozwoloną prędkość?

Kobieta na skuterze, po uderzeniu przez samochód, wpadła do studzienki kanalizacyjnej!

To wideo po raz kolejny udowadnia, że jego autor jest wysoce aspołecznym osobnikiem, który uważa, że żadne przepisy go nie dotyczą i nikt nie może go za to ukarać. Publikowanie wideo z prędkościomierzem, wskazującym jak bardzo przekracza prędkość, jest tego koronnym przykładem.

Najnowsze

Wysoka Grzęda Baja Poland: Stephane Peterhansel z Edouardem Boulangerem wygrali najważniejszą motorsportową imprezę roku w Polsce!

Przez trzy dni na odcinkach specjalnych zlokalizowanych na terenach Szczecina, gminy Dobra oraz poligonu w Drawsku Pomorskim ponad setka zawodników i zawodniczek mierzyła się z ponad 400 km podzielonymi na siedem odcinków specjalnych.

Najbardziej w kość dały sobotnie próby na terenie bazy wojskowej – poranna ulewa i deszcz zmieniły przejeżdżane dwukrotnie 172 km trasy w miejscami rwące potoki. Uczestnicy musieli zmagać się z kałużami i błotem, umiejętnie prowadzić auta na śliskiej nawierzchni i radzić sobie z awariami. Poligon w Drawsku Pomorskim wywrócił do góry nogami klasyfikację generalną.

Wysoka Grzęda Baja Poland: Stephane Peterhansel z Edouardem Boulangerem wygrali najważniejszą motorsportową imprezę roku w Polsce!

Najwięksi faworyci – Nasser Al-Attiyah, Krzysztof Hołowczyc i Kuba Przygoński – z powodów problemów technicznych stracili szansę na zwycięstwo. Al-Attiyah do rywalizacji już nie wrócił, Hołowczyc w niedzielę jechał dla przyjemności, a Przygoński starał się choć trochę poprawić swoją pozycję – udało się na ostatniej próbie, gdy razem ze swoim pilotem Timo Gottschalkiem wyprzedzili duet Griazin/Uperenko o 31 sekund. Wysoka Grzęda Baja Poland wygrał 13-krotny triumfator Rajdu Dakar, czyli Stephane Peterhansel.

Wysoka Grzęda Baja Poland: Stephane Peterhansel z Edouardem Boulangerem wygrali najważniejszą motorsportową imprezę roku w Polsce!

Choć po raz pierwszy jechał z Edouardem Boulangerem na prawym fotelu, a do tego jego Mini All4Racing jest konstrukcją sprzed kilku lat, to najlepiej poradził sobie z wyzwaniami sobotnich odcinków specjalnych, a w niedzielę już tylko pilnował dwucyfrowej przewagi. Wygrał tylko jedną z siedmiu prób, nie jechał najszybciej, ale był najskuteczniejszy z całej stawki. Drugie miejsce dla Bernharda ten Brinke, którego pilotował Tom Colsoul. Załoga w Toyocie Hilux uporała się z serią mniejszych i większych usterek technicznych w sobotę, w niedzielę jechała tak, by uniknąć błędów i dowieźć dobry rezultat.

Wysoka Grzęda Baja Poland: Stephane Peterhansel z Edouardem Boulangerem wygrali najważniejszą motorsportową imprezę roku w Polsce!

Dla ten Brinke to najlepszy wynik w historii startów w Wysoka Grzęda Baja Poland. Na trzecim miejscu, najlepszym w karierze w Pucharze Świata FIA, zameldowali się Michał i Julita Małuszyńscy (Mini John Cooper Works Rally), którzy w niedzielę odparli ataki duetu Aron Domżała/Szymon Gospodarczyk (Can-Am X3). Im musiało wystarczyć czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej i zwycięstwo wśród pojazdów UTV w grupie T4. Z kolei w T3 triumfowali Griazin i Uperenko. Wysoka Grzęda Baja Poland była też rundą FIA-CEZ, a także mistrzostw Polski. W Dacia Duster Motrio Cup, a zarazem w grupie T2 triumfowali Michał Cebula i Filip Chilarzewski (Dacia Duster). Grupa TH dla Sobonia i Markowskiego (Nissan Navarra), a najszybszą ciężarówką jechało trio Valtr/Valtr/Kaplanek (Iveco). Wśród motocyklistów równych nie miał sobie Maciej Giemza.

Wysoka Grzęda Baja Poland: Stephane Peterhansel z Edouardem Boulangerem wygrali najważniejszą motorsportową imprezę roku w Polsce!

Zawodnik Orlen Teamu, startujący motocyklem Husqvarna, finiszował z przewagą ponad 40 minut nad Jakubem Hronesem (KTM) oraz miał blisko 52 sekundy przewagi nad trzecim Tomaszem Wikowiczem (KTM). W rywalizacji quadów z napędem 4×4 triumfował Marcin Wilkołek (Polaris), przed Marcinem Talagą (CanAm) i Aleksandrem Piórczyńskim (CanAm). Kamil Wiśniewski (Yamaha) był z kolei najszybszym zawodnikiem na quadzie z napędem na jedną oś, a na podium dojechali jeszcze Juraj Varga i Krzysztof Pankowski (obaj Yamaha).

Najnowsze

Milan Pawelec mistrzem Polski Pit Bike

Motocykliści Wójcik Racing Junior Teamu zdominowali mistrzostwa Polski Pit Bike SM w najmocniejszej kategorii Super Pit. Bracia Milan i Oleg Pawelec oraz Mateusz Pasiuk po trzech wyścigach na toruńskiej Awix Arenie zajęli trzy pierwsze miejsca w klasyfikacji generalnej.

13-letni Milan Pawelec najszybszy był już podczas kwalifikacji, w których wyprzedził starszego brata i Mateusza Pasiuka, następnie wygrywając dwa z trzech wyścigów.

Po zwycięstwo Milan jechał także w pierwszym wyścigu. Musiał jednak zatrzymać się z powodu problemów technicznych, po których wrócił na tor na szóstym miejscu, ale zdołał przebić się na czwartą pozycję. To wystarczyło 13-latkowi by sięgnąć po historyczny, pierwszy tytuł mistrza Polski Pit Bike z przewagą dziesięciu i pół punktu.

Milan Pawelec mistrzem Polski Pit Bike

Wicemistrzostwo wywalczył 15-letni Oleg Pawelec, który triumfował w pierwszym wyścigu, a w dwóch kolejnych finiszował odpowiednio na drugiej i trzeciej pozycji. W trzecim wyścigu Oleg stoczył dramatyczny pojedynek z 13-letnim Mateuszem Pasiukiem, który pokonał starszego o dwa lata kolegę o zaledwie dwie dziesiąte sekundy. Mateusz drugi był także w pierwszym wyścigu, w drugim finiszując na trzeciej pozycji.

W klasyfikacji generalnej Oleg i Mateusz zajęli odpowiednio drugie i trzecie miejsce, rozdzieleni przez zaledwie jeden punkt, sięgając po tytuły wicemistrza i drugiego wicemistrza Polski.

Milan Pawelec mistrzem Polski Pit Bike

Cała trójka wspieranego przez PKN Orlen zespołu Wójcik Racing Junior Team w październiku wystartuje w czwartej rundzie European Talent Cupu, która odbędzie się na hiszpańskim torze Motorland Aragon.

Jestem szczęśliwy i dumny z wywalczenia pierwszego w historii tytułu Mistrza Polski klasy Super Pit – mówi Milan Pawelec – To był trudny weekend, bo ścigaliśmy się w każdych możliwych warunkach, ale razem z całą ekipą spisaliśmy się na medal, a nawet trzy! W pierwszym wyścigu na chwilę zatrzymał mnie problem z przewodem od cewki zapłonowej, ale wygrałem dwa kolejne i kwalifikacje, co bardzo mnie cieszy.

Pierwszy wyścig odbył się na mokrym, drugi na przesychającym, a trzeci na suchym torze, więc mieliśmy w ten weekend wszystkie możliwe warunki – dodaje Oleg Pawelec – To były bardzo ekscytujące zawody. Co prawda w trzecim wyścigu straciłem podczas walki slider na kolanie, co trochę utrudniło mi jazdę, ale cieszę się, że dowiozłem do mety wicemistrzostwo.

Razem z całym zespołem pokazaliśmy w Toruniu świetne tempo i pracę, dlatego chciałbym pogratulować i podziękować całej ekipie – podsumowuje Mateusz Pasiuk. – W pierwszym wyścigu byłem drugi mimo wywrotki, która ostatecznie okazała się dość kosztowna. W trzecim miałem mały problem z przednim kołem, ale ostatecznie byłem w stanie obronić drugą pozycję po zaciętej walce. O wicemistrzostwie zadecydował jeden punkt, ale ważniejsze jest to, że cała nasza trójka znów pokazała świetne tempo.

Najnowsze

Kamila Nawotnik

Tam, gdzie Mini znaczy bardzo dużo: Turystyczny Rajd MINI 2020 – relacja z II edycji

Ponad 60 lat temu z taśmy produkcyjnej British Motor Corporation zjechało pierwsze auto zaliczane do marki MINI. Dziś jest ona już uznana za kultową, wyrażając określone podejście do życia i określony styl. Fanów „Miniaków” nie brakuje na całym świecie, a Ci mieszkający w Polsce, w dniach 4-6 września mieli okazję zaprezentować i przetestować swoje auta podczas II edycji Turystycznego Rajdu MINI.

Jest kilka doświadczeń, które uważam w życiu za wyjątkowo fajne. Należy do nich położenie się w łóżku po naprawdę długim dniu, przejechanie przez tunel samochodem z chamskim wydechem, zupełnie przypadkowe odkrycie kolejnego pięknego miejsca na mapie świata, pizza z piwem po tygodniu diety, spontaniczna czułość bliskiej osoby i patrzenie w niebo usłane miliardem gwiazd ciepłą nocą. Jest to także możliwość dzielenia się swoją pasją z tymi, którzy nie tylko ją akceptują i szanują, ale też rozumieją.

Właśnie dlatego lubię zloty fanów określonego modelu czy marki samochodu i dlatego nie zastanawiałam się długo, gdy zobaczyłam informację o Turystycznym Rajdzie MINI. W tym roku zaplanowano drugą edycję wydarzenia zrzeszającego fanów tych małych, zwinnych i radosnych aut. Patronatem medialnym została Motocaina.pl.

Pierwotnie rajd miał odbyć się w maju, jednak z przyczyn „koronnych” wydarzenie udało się zorganizować na początku września. Nic nie szkodzi, ponieważ polskie góry późnym latem potrafią wykrzesać nie mniej uroku niż wiosną. To właśnie w tych rejonach, a konkretnie w Istebnej, zebrało się kilkadziesiąt aut, stanowiących niemal pełny przekrój historii marki.

Uczestnicy mogli przyjrzeć się klasycznemu Austinowi Mini z lat 80-tych, by za chwilę przenieść wzrok na 306-konnego Clubmana JCW z napędem na obie osie. Wśród aut szalenie unikatowych oraz tych dość popularnych na polskich drogach znalazła się także rasowa perła marki, a mianowicie MINI JCW GP3.

To auto wyprodukowane w zaledwie 3000 egzemplarzy, z czego na rynek polski trafiło zaledwie 35 sztuk Wszystkie rozeszły się bardzo szybko, pomimo ceny przekraczającej 200 tys. zł. Samochód napędzany jest 2-litowym turbodoładowanym silnikiem generującym 306 KM. Tę jednostkę można znaleźć także w BMW M135i, w MINI nabiera ona jednak innego charakteru. Poza mocą, bardzo sportowy jest także wygląd GP. Rasowość auta zdradzają m.in. czerwone zaciski hamulcowe wystające zza oryginalnie zaprojektowanych, 18-calowych kutych felg oraz solidny spojler. To nie tylko najlepiej wyglądające (naszym skromnym zdaniem) MINI, jakie do tej pory wyprodukowano, ale także najszybsze. Do setki samochód rozpędza się w 5.2 s, ale za to maksymalnie pojedzie… Ile da radę. Koncern, w odróżnieniu od reszty rodziny JCW, tym razem zrezygnował z ograniczania prędkości maksymalnej pojazdu, a z dotychczasowych pomiarów wynika, że ok. 260-270 km/h jest dla niego wynikiem osiąganym bez większych przeszkód.

Gdyby event nastawiony był na czasy i osiągi, GP zapewne miałoby spore szanse na wygraną. Ponieważ jednak mówimy o rajdzie turystycznym, każde z zebranych MINI służyło przede wszystkim do poznawania pięknych okolic i zachwycających krętych dróg Beskidu Śląskiego. Uczestnicy zebrali się w Istebnej w piątek 4 września i już od momentu zameldowania mogli walczyć o nagrody, próbując sił konkurencji MINI Gymkhana, czyli próbie sportowej na czas pomiędzy dwoma zawodnikami na specjalnie przygotowanej trasie.

Drugiego dnia odbył się rajd „właściwy”, a więc przejazd górską trasą turystyczną liczącą ok. 125 kilometrów. Aby go ukończyć, należało podążać zgodnie ze wskazówkami podanymi w Itinerze, czyli specjalnej książce drogowej. Podczas kilkugodzinnego przejazdu zawodnicy mieli do wykonania specjalne zadania wymagające m.in. spostrzegawczości, precyzji czy refleksu. Każda z konkurencji została nagrodzona przez organizatorów gadżetami marki. 

Całość w niedzielę 6 września zwieńczyła parada MINI, która o godzinie 10 wystartowała z Istebnej, swój finał osiągając na rynku w Wiśle. Tam na zebranych pasjonatów czekały kolejne atrakcje, m.in. symulacja wypadku z udziałem OSP Wisła Jawornik oaz symulator dachowania. Wszystko to było jednak uzupełnieniem głównego punktu programu, czyli wystawy aut. Co jak co, ale widok najnowszych „Miniaków”, przeplatających się z klasykami na tle polskich gór, potrafi skutecznie poprawić nastrój. A jeszcze lepiej robią to uśmiechy miłośników marki z całej Polski.

Tak działa pasja 🙂

Najnowsze

Jaka prędkość jest bezpieczna na autostradzie? Według Ministerstwa Sprawiedliwości granica to 280 km/h!

Popadanie w skrajności nie jest w polskich realiach niczym nowym, zwłaszcza kiedy mowa o pomysłach rządzących. Według prasowych doniesień przesadnie restrykcyjne propozycje Ministerstwa Infrastruktury, zostały skontrowane przez przesadzone w drugą stronę pomysły Ministerstwa Sprawiedliwości.

Spór odnosi się do od dawna zapowiadanej nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym, zgodnie z którą kierowcy traciliby na 3 miesiące prawo jazdy za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h, niezależnie czy do wykroczenia doszłoby w terenie zabudowanym czy poza nim Planowano zmienić też prawo dotyczące pieszych, którzy wbrew pierwotnym założeniom nie mieliby pierwszeństwa przed przejściem, ale w momencie wchodzenia na nie. Nowe przepisy miały planowo wejść w życie 1 lipca, ale (z powodów które nie zostały sprecyzowane) tak się nie stało.

Nie będzie pierwszeństwa dla pieszych? Rząd wycofuje się z kontrowersyjnych przepisów

Trochę światła na sprawę rzuciła niedawno „Rzeczpospolita”, której dziennikarze dotarli do korespondencji między Ministerstwem Infrastruktury, a Ministerstwem Sprawiedliwości. Okazuje się, że to drugie aktywnie włączyło się w proces legislacyjny i ma poważne zastrzeżenia do przepisów, które miał być wprowadzone.

Z poważną krytyką spotkał się przede wszystkim pomysł zabierania kierowcom prawa jazdy na 3 miesiące, za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h na każdej drodze. W liście z Ministerstwa Sprawiedliwości skierowanym do sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury pojawiły się między innymi takie słowa:

Rozwiązanie takie wskazuje bowiem na dość dużą dysproporcję pomiędzy przekroczeniem prędkości na obszarze zabudowanym oraz poza tym obszarem, w korelacji do prędkości dopuszczalnej. W obszarze zabudowanym, gdzie przekroczenie prędkości pociąga za sobą dużo większe niebezpieczeństwo, do zatrzymania prawa jazdy na podstawie art. 135 ust. 1 pkt 1a lit a Prawa o ruchu drogowym dojdzie w sytuacji przekroczenia dwukrotności prędkości dopuszczalnej, a zatem 100 km/h, tj. o ponad 100%. Natomiast przekroczenie o więcej niż 50 km/h dopuszczalnej prędkości na autostradzie czy dwujezdniowej drodze ekspresowej stanowi odpowiednio przekroczenie o niespełna 36% i niespełna 42% (…). Należałoby zniwelować wykazaną już dysproporcję pomiędzy przekroczeniem, a prędkością dopuszczalną tak, aby objąć nią tylko te najbardziej drastyczne przekroczenia i przyjąć je w każdym przypadku ponad dwukrotnego przekroczenia prędkości dopuszczalnej.

W pełni zgadzamy się z opinią, że zatrzymywanie prawa jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h na autostradzie to kuriozum. W mieście ma to swoje uzasadnienie, nie tylko dlatego, że wtedy jedziemy dwukrotnie szybciej, niż jest to dozwolone. W terenie zabudowanym potencjalne zagrożenia spotykamy na każdym kroku. Co chwilę mijamy przejścia dla pieszych oraz wyjazdy z dróg podporządkowany. W każdej chwili na drodze może pojawić się zagrożenie, a my musimy być na nie gotowi i jechać z prędkością, która pozwoli nam szybko zatrzymać pojazd. Rozpędzanie się w takich warunkach do ponad 100 km/h to stwarzanie bardzo poważnego zagrożenia i nic dziwnego, że grożą za nie tak poważne sankcje.

To już oficjalne – prawo jazdy będzie można zostawić w domu. Od kiedy?

Zupełnie inna sytuacja ma miejsce na drogach szybkiego ruchu. W pełni bezkolizyjny ruch niemal całkowicie eliminuje ryzyko wystąpienia niespodziewanej sytuacji, która może doprowadzić do kolizji. Nic dziwnego, że Niemcy konsekwentnie trwają przy braku ograniczeń prędkości na wybranych odcinkach autostrad. Wydaje się, że niewyznaczanie kierowcom żadnych granic to przepis na serię tragedii, ale jak wszyscy dobrze wiemy, nic takiego nie ma w Niemczech miejsca, a brak ograniczeń prędkości nie ogranicza bezpieczeństwa.

Dlatego cieszy nas, że ktoś w Ministerstwie Sprawiedliwości dostrzegł dysproporcję między przekroczeniem prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym oraz poza nim. Niestety zamiast tego zaproponowano… mało realne rozwiązanie. Odbierania prawa jazdy na 3 miesiące za ponad dwukrotne przekroczenie prędkości na drodze ekspresowej, oznaczałoby, że koś musiałby jechać na niej ponad 240 km/h. W przypadku autostrady, jak łatwo policzyć, byłoby to ponad 280 km/h. Pomijając to ile na polskich drogach jest pojazdów, które potrafią rozwinąć taką prędkość, mamy pytanie – w jaki sposób odbywałoby się rejestrowanie takiego wykroczenia?

Jak dochodzi do potrąceń na przejściach dla pieszych? Idealna sytuacja poglądowa

Na autostradzie na piratów drogowych czyhają jedynie radiowozy z wideorejestratorami, ale nawet te najszybsze mają ograniczniki prędkości ustawione na 250 km/h. Ich ściągnięcie nic by nie dało, ponieważ takie BMW 330i mające 252 KM wiele szybciej nie pojedzie. Policjanta z „suszarką” nie postawimy przy autostradzie, ponieważ stwarzałby zagrożenie. Odcinkowy pomiar prędkości? Jak szybko musiałby ktoś jechać, żeby na odcinku kilku kilometrów uzyskać średnią prędkość powyżej 280 kmh? Pozostaje jedynie zakup odpowiednich fotoradarów – są takie, które robią zdjęcia pojazdom jadącym nawet 300 km/h.

Innymi słowy, Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje przepis, który byłby martwy. Powiedzmy, że zatrzymywanie prawa jazdy za przekroczenie 180 km/h na zwykłej drodze krajowej jeszcze się broni. Pojazdów mogących jechać 200 km/h nie brakuje, a nieoznakowane radiowozy bez dużego problemu mogą je dogonić. Pytanie tylko co z drogami szybkiego ruchu. Przypomnijmy także, że za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h taryfikator przewiduje 500 zł mandatu oraz, co ważniejsze, 10 punktów karnych. Dwa takie wyczyny i kierujący jest o krok od całkowitej utraty uprawnień. Trudno to nazwać pobłażliwym traktowaniem piratów drogowych. Nie mówimy, że zabieranie im dodatkowo prawa jazdy za rażące przekroczenie prędkości, jest niepotrzebną sankcją. Ale przenoszenie 1:1 przepisów z terenu zabudowanego na drogi szybkiego ruchu razi dysproporcją. Z kolei ustalenie górnej granicy na poziomie 280 km/h samo w sobie wygląda kuriozalnie i będzie niemożliwe do egzekwowania.

Policja chwali się kuriozalną akcją, udającą walkę o bezpieczeństwo pieszych

Ministerstwo Sprawiedliwości ma także uwagi do zapisów dotyczących pieszych. Przypomnijmy, że pierwotnie planowano wprowadzenie ich pierwszeństwa jeszcze przed wejściem na przejście, a ostatecznie wejść w życie miał zapis, że pieszy nabywałby pierwszeństwo nie tylko będąc na pasach, ale także wchodząc na nie. Nadal miałby obowiązek wcześniej upewnić się, że wszyscy kierujący pojazdami umożliwiają mu przejście. Ministerstwo Sprawiedliwości zaproponowało dodanie zapisu, mówiącego, że:

Pieszy ma obowiązek upewnić się, że może bezpiecznie wejść na przejście dla pieszych, a w szczególności, że kierujący pojazdem zbliżającym się do tego przejścia ustąpił mu pierwszeństwa zatrzymując pojazd.

Nie jest to więc nic nowego i powtórzenie już obowiązujących przepisów. Obecnie przecież pieszy nie może wtargnąć na przejście, tylko musi czekać aż pojazdy przejadą lub kierujący zatrzymają się, umożliwić mu przejście. Zaproponowano jednak jeszcze jeden, bardzo potrzebny zapis:

Zabrania się korzystania z telefonu lub innego urządzenia elektronicznego podczas wchodzenia na jezdnię lub torowisko albo przechodzenia przez jezdnię lub torowisko, w tym również na przejściu dla pieszych – w sposób, który prowadzi do ograniczenia możliwości obserwacji sytuacji na jezdni lub torowisku lub przejściu dla pieszych.

To istotna nowość, którą zdecydowanie powinno się wprowadzić. Piesi nie mogą bezmyślnie wchodzić na przejścia, zapatrzeni w telefon. W ich dobrze pojętym interesie jest dbanie o własne bezpieczeństwo, ale nie wszyscy piesi to rozumieją.

Zobaczcie, jak jednym uprzejmym gestem, doprowadzić do groźnej sytuacji na drodze

Ogólnie cieszymy się, że w tworzenie nowelizacji Kodeksu drogowego włączyło się Ministerstwo Sprawiedliwości. Nie dlatego, że wszystkie jego propozycje są świetne i warte wprowadzenia, ale dlatego, że rozpoczęło to dialog między resortami, co może doprowadzić do wypracowania zmian korzystnych dla wszystkich uczestników ruchu. Gdybyśmy mogli coś doradzić, to bardzo chcielibyśmy zobaczyć szeroko zakrojoną i trwającą jak najdłużej kampanię społeczną, skierowaną do wszystkich – pieszych, rowerzystów i kierowców. Przypominającą im o ich obowiązkach i uczącą prawidłowej interpretacji sytuacji na drodze. Taką, żeby piesi zrozumieli, że kierowcy muszą ich zobaczyć, jeśli mają ustąpić im pierwszeństwa, a także że samochód nie zatrzymuje się w miejscu. Taką, żeby kierowcy zrozumieli, że w rejonie przejść dla pieszych powinni zdjąć nogę z gazu, a jeśli widzą auto zatrzymujące się przed pasami, to natychmiast sami powinni zacząć hamować. Chcielibyśmy także ogólnokrajowego audytu infrastruktury drogowej, który prowadziłby do modernizacji i przebudowy miejsc niebezpiecznych. Pamiętajmy, że piesi to nie bezmyślni samobójcy, a kierowcy to nie żądni krwi szaleńcy. To po prostu ludzie, którzy czasem popełniają błędy. Tak zwana władza powinna więc zadbać o edukację uczulającą na te błędy, a także o rozwiązania, które utrudnią popełnianie tych błędów.

Najnowsze