Edyta Klim

Czy można jeździć motocyklem w dobie zagrożenia koronawirusem SARS-CoV-2?

Jest coraz cieplej i chcemy już wskoczyć na motocykl. Mamy jednak trudną sytuację stanu zagrożenia epidemiologicznego, więc czy można teraz jeździć motocyklem?

W Polsce mamy stan zagrożenia epidemiologicznego przez chorobę Covid-19 i szereg wytycznych, do których należy się stosować w tym czasie. Jazda motocyklem indywidualnie, a nawet w grupie, przy zachowaniu tych wytycznych jest możliwa. Można tankować i płacić, ograniczając kontakt z innymi ludźmi, można rozmawiać z większej odległości lub przez interkom, a sam motocykl jest przecież indywidualną formą transportu, nikt inny go też nie dotyka.

Infografika: Koronawirus - jak bezpiecznie tankować?

Motocyklowa pomoc w walce z koronawirusem SARS-CoV-2

Jednak jest to w pewnym sensie moralny dylemat – motocyklista/ka, prawie jak ten ludzik z kreskówki, słyszy z jednej strony argumenty przeciw wychodzeniu z domu (głos anioła), a z drugiej zachętę do wypadu motocyklowego (kuszenie diabła). Im więcej opinii innych, tym większa trudność w podjęciu decyzji. Przyjrzyjmy się tym argumentom:

Anioł mówi:

– Zostań w domu! Tylko tak możemy przeciwstawić się rosnącej fali zachorowań koronawirusem.

– Zachowuj się tak, jakbyś sam/a był zarażony/a i miał/a kwarantannę.

– Na początku choroby Covid-19 objawów nie ma, a jednak człowiek już zaraża. Masz pewność, że to nie Ty lub Twój przyjaciel?

– Według laboratoryjnych badań koronawirus od osoby kaszlącej może unosić się  aktywny w powietrzu, nawet do 3 godzin!

– Wiele osób ma jakieś hobby i jest w stanie z niego zrezygnować w tym, szczególnym okresie – to Ty nie możesz? Motocyklista nie jest wyjątkiem.

– Daj dobry przykład swojej rodzinie i znajomym – nie wychodź z domu.

– Myślisz, że we Włoszech to oni teraz mają wybór, wolność i swobodę? To wybierz mądrze już teraz, póki możesz.

– Już jeden Litwin w Polsce miał otwarte złamanie. Żaden szpital go nie chciał przyjąć i nie uzyskał podstawowej pomocy od razu, ponieważ obowiązywały przy jego leczeniu zasady kwarantanny. Chcesz w takiej sytuacji trafić do szpitala?

– Wiesz jak to jest… Jak się ubierasz w pełen strój to nic się nie dzieje, a raz pojedziesz w spodenkach po bułki i masz glebę. To może być akurat ten raz.

– Jak już musisz być blisko swojej pasji to posiedź w garażu – tam zawsze jest coś do roboty.

– Możesz koronawirusa przynieść na rękawicach i rozsiać na różnych przedmiotach. Będziesz nosicielem, to zarazisz nieświadomie całą rodzinę, osoby starsze i najbardziej zagrożone – też.

– Jakby tak każdy podchodził do tematu, to na ulicach byłyby tłumy ludzi.

– Jak się uspokoi – będziesz jeździć do woli!

– Jak nie chcesz, żeby okulista leczył Cię potem z zapalenia płuc – to zostań w domu!

– Trochę wyobraźni, nie bądź egoistą w tych czasach.

– Restauracje, miejsca do zwiedzania – wszystko jest zamknięte. Gdzie będziesz jeździć i po co?

– Przyrost zachorowań na Covid-19 rośnie wykładniczo, poczytaj trochę, zastanów się. To jest pandemia, żarty się skończyły.

– A pamiętasz swoje życzenie o chwili spokoju i lenistwa? To leniuchuj teraz, ile chcesz! Marzenia się spełniają.

Diabeł mówi:

– Jak jeździsz to nikogo nie spotykasz, bez przesady…

– Jesteś chroniony/a odzieżą motocyklową i szybką w kasku, to się nie bój koronawirusa!

– Ta panika medialna Cię wykończy, tylko motocykl Cię odstresuje. Oni przesadzają.

– Odporność przeciwwirusowa buduje się też przez świeże powietrze i przebywanie na słońcu, więc rusz się z domu!

– Jazda z ekipą jest najlepsza, jak zachowacie bezpieczną odległość – to da się pojeździć, a nawet pogadać.

– Na stacji paliw są płatności telefonem, zbliżeniowe i rękawiczki, koronawirusa tam nie złapiesz.

– A paliwo jakie tanie w czasie tej pandemii. Kurcze, trzeba to wykorzystać!

– Jaki tam wypadek? Jeździsz tyle i nic, więc jakie jest tego prawdopodobieństwo?

– Motocykl to pasja, nie rezygnuj z niej – to ona daje Ci siłę!

– Masz teraz tyle wolnego czasu, wykorzystaj go na fajne wycieczki motocyklowe.

– Oj, ile jest tych chorych przez koronawirusa na liczbę mieszkańców kraju? Po co myśleć, że na każdym rogu czai się ktoś zarażony.

– To nie będą żadne 2 tygodnie, lepiej pojeździć teraz, niż w szczycie pandemii.

– Przy zachowaniu odległości szansa złapania koronawirusa jest znikoma. Nie dajmy się zwariować!

– Włosi siedzą w domach, a koronawirus dalej się przenosi – wnioski?

– Jedź szybko, koronawirus Cię nie dogoni. Lekarstwo zaraz wymyślą.

– Po co Ci motocykl, jak trzęsiesz tyłkiem z byle powodu?

– Tyle osób wyjeżdża do pracy, wychodzi codziennie – co to za różnica, czy na motocyklu?

– Jeździć, obserwować.

Odpowiadając na pytanie tytułowe – tak, można jeździć motocyklem w czasie ogłoszonego stanu zagrożenia epidemiologicznego. Jednak, czy warto? Pozostawiamy to do rozważenia indywidualnego.

 

Przeczytaj także:
W ramach walki z koronawirusem państwo może zabrać ci auto!

Sprawdź najważniejsze informacje dla kierowców, dotyczące koronawirusa

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus w natarciu: Orlen zamyka punkty gastronomiczne na swoich stacjach

Fabryka Volkswagena w Poznaniu pracuje pomimo epidemii koronawirusa – są protesty

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.

 

Najnowsze

Czy koronawirus w Europie opóźni pakiet mobilności w transporcie?

Wiele instytucji Unii Europejskiej oraz klubów poselskich już pracuje zdalnie w związku z koronawirusem. Oznacza to, że przynajmniej do końca marca 2020 roku praca w strukturach UE nie będzie się odbywać w regularnym trybie spotkań w Brukseli czy Strasburgu.

Pakiet mobilności, od kiedy?

Znamy datę najbliższego głosowania. Z najnowszych informacji wynika, że przyjęcie pakietu mobilności w obecnym kształcie przez Radę UE do Spraw Ogólnych odbędzie się 24 marca 2020 roku. Tak wynika z opublikowanego kalendarium, jednak z uwagi na pandemię koronawirusa i coraz więcej zakażeń na terenie Europy nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy wyznaczony termin zostanie utrzymany. Warto również podkreślić, że to głosowanie nie jest jeszcze finalnym krokiem. Ostatecznie przepisy mają być przegłosowane przez Parlament Europejski – informuje Mateusz Włoch, ekspert firmy Inelo. – Natomiast zakończono już wszelkie prace lingwistyczno-językowe nad zmianami w unijnym prawie transportowymi to pozwala urzędnikom podjąć kolejny ruch w kierunku procesowania pakietu mobilności. W jakim trybie i czy w ogóle odbędzie się głosowanie? Tego nie wiemy. Monitorujemy sytuację na bieżąco. W związku z koronawirusem europarlamentarzyści zmieniają model pracy ze zgromadzeń plenarnych na formę zdalną. Być może głosowania będą się odbywać przy pomocy telekonferencji i narzędzi online? W obecnej sytuacji wszystko jest możliwe – dodaje ekspert.

Epidemia gospodarcza w UE – jak poradzą sobie przedsiębiorcy transportowi?

Koronawirus dezorganizuje pracę wszystkich ludzi i funkcjonowanie wielu instytucji oraz przedsiębiorstw. Wśród branż najbardziej narażonych na perturbacje związane z pandemią jest transport. Obawy przewoźników to między innymi spadek zleceń, dłuższe płatności, ograniczenia w ruchu w systemie międzynarodowego transportu drogowego, zagrożenie zakażenia kierowców zawodowych podróżujących do krajów z wysokim ryzykiem epidemiologicznym, w tym Włoch, Niemiec, Francji czy Hiszpanii. Delegacje do Wielkiej Brytanii czy krajów Beneluksu także budzą już pewien niepokój wśród truckerów.

W 2018 roku wymiana handlowa między Polską a Niemcami wyniosła 60,4 milionów ton, z czego 95 proc. towarów przewieźli polscy przewoźnicy. Polacy mieli też największy udział w kształtowaniu handlu pomiędzy krajami Niemcy – Francja, Hiszpania – Francja, Belgia – Holandia czy na przykład Niemcy – Dania.[1] W związku z rozpowszechnianiem się koronawirusa na tak wielką skalę nasi dotychczasowi partnerzy w wymianie towarowej masowo zamykają granice, sklepy oraz obszar gastronomiczny. Oznacza to, że dostawcy i zleceniodawcy, którzy do tej pory generowali największy międzynarodowy ruch w transporcie obecnie nie będą zamawiać i odbierać ładunków – przynajmniej w takiej ilość jak sprzed wybuchu pandemii. Jak przetrwają to przedstawiciele sektora TSL?

Europa stała się obecnie epicentrum zachorowań na koronawirus, co bardzo osłabi polski transport. Mimo iż, system międzynarodowego transportu drogowego ma pozostać niezakłócony, a kierowcy zawodowi, wykonujący transport rzeczy są wyłączeni z obowiązku poddania się dwutygodniowej kwarantanny po przekroczeniu granic, to przewóz wielu rodzajów ładunków na przykład materiałów budowalnych lub komponentów motoryzacyjnych do hurtowni i fabryk jest zdecydowanie mniejszy – mówi Łukasz Włoch, ekspert OCRK, Grupy Inelo. Transportowcy mogą obecnie doświadczyć wzrostu ładunków wynikających z zamówień online. Jednak e-commerce nie będzie dostateczną dźwignią dla branży. Takie zamówienia obsługują głównie busy, a nie 40tonowe pojazdy ciężarowe. Najbardziej pożądany i potrzebny wydaje się obecnie transport drogowy żywności i wyrobów kosmetycznych.

Pakiet mobilności w transporcie w sytuacji pandemii koronawirusa zwiększy chaos informacyjny

Jesteśmy świadkami bardzo dużego zachwiania w łańcuchach dostaw. Towary, które są najbardziej potrzebne, trzeba dostarczać i ciężarówki będą jeździć w trasy, jednak tych frachtów już jest zdecydowanie mniej. Zamiast wzrostu rentowności zleceń, na giełdach transportowych zaczyna się konkurowanie o cenę. Kto da niższą stawkę, wygrywa. To nie jest dobre dla rynku, a chaos informacyjny i obawy kierowców o zdrowie i bezpieczeństwo podróżowanie do państw objętych stanem wyjątkowym czy zagrożeniem epidemicznym nie sprzyja polskim przedsiębiorcom – wyjaśnia Łukasz Włoch, OCRK i Inelo. To trudny czas dla transportu drogowego, a jego przedstawiciele najpierw muszą zmierzyć się z pandemią koronawirusa, później zaś przyjdzie moment stawienia czoła niekorzystnym zmianom w unijnym prawie. Chyba że prace nad pakietem mobilności będą się opóźniać, co spowoduje rewizję zawartych w nim zapisów, ocenę skutków ich wprowadzenia w życie oraz konfrontację z celami tak zwanego green deal. Teraz wszystko jest możliwe – dodaje ekspert.

Jaki będzie transport po koronawirusie i pakiecie mobilności?

Jeśli ziści się scenariusz przedłużenia rozmów dotyczących pakietu mobilności, to jest szansa na wprowadzenie zmian w jego dotychczasowym kształcie. To zaś może oznaczać więcej czasu między innymi dla polskich przewoźników na przygotowanie się do wyzwań i obronę przed wykluczeniem z rynków wewnętrznych krajów tak zwanej Starej Unii. Jak to zrobić?

Z pewnością musimy stać się bardziej cyfrowi. To jest nieuniknione. O ile obecnie najistotniejsze jest takie działanie, by minimalizować ryzyko utraty płynności finansowej, to w dalszej perspektywie będzie to już nadążanie za zachodnimi firmami przewozowymi w aspekcie technologicznym. Rozwiązania chmurowe, aplikacje dla kierowców, przewoźników i spedytorów, a także systemy telematyczne czy przeznaczone do zarządzania operacjami przewozowymi będą nie gadżetem dla transportu, a warunkiem zachowania konkurencyjności – przekonuje Mateusz Włoch z Inelo. – Takie narzędzia jak telematyka pomagają transportowcom nawet w czasie wykonywania obowiązków w sytuacji pandemii koronawirusa. Głównie dlatego, że z uwagi na zamykanie granic państwowych i utrudnienia na przejściach granicznych, można reagować na bieżąco. W czasie rzeczywistym śledzą na mapie sytuację na drodze – na przykład zatory – zmieniają trasę, spedytor informuje logistyka o ewentualnym opóźnieniu.

Ostatni raport PwC „Transport drogowy w Polsce w latach 2020-2030” wskazuje digitalizację jako jedną z najważniejszych sił innowacyjności transportu za 10 lat. To przyszłość. Teraz zaś firmy muszą obrać kurs między innymi na umacnianie łańcucha dostaw i weryfikację dotychczasowych kontraktów, niedopuszczenie do chaosu komunikacyjnego, a tym samym zadbanie o sprawną komunikację z kierowcami. Co jest najważniejsze to, aby obok zabezpieczenia swojego biznesu pamiętać przede wszystkim o ochronie pracowników przed zagrożeniem zakażenia choćby przez zaopatrzenie ich w zalecane przez Główny Inspektorat Sanitarny środki ochronne. A do transportu przyszłości i nowoczesnych technologii w TSL wrócimy po pandemii koronawirusa.

Przeczytaj także:
W ramach walki z koronawirusem państwo może zabrać ci auto!

Sprawdź najważniejsze informacje dla kierowców, dotyczące koronawirusa

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus w natarciu: Orlen zamyka punkty gastronomiczne na swoich stacjach

Fabryka Volkswagena w Poznaniu pracuje pomimo epidemii koronawirusa – są protesty

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.

Najnowsze

Jakie wybrać pierwsze auto do driftu za rozsądne pieniądze?

Z czasem czy innymi kierowcami możemy ścigać się praktycznie każdym samochodem. Ale kiedy chodzi o drift, to bez napędu na tył i odpowiedniej mocy nawet nie ma co stawać na torze

Popularność jazdy bokiem w Polsce stale rośnie, przybywa również amatorskich zawodów i treningów, w czasie których można trenować kontrolowanie poślizgu w bezpiecznych warunkach. Dlatego razem z Pawłem Trelą, jednym z najlepszych drifterów w Europie i konstruktorem samochodów sportowych, prezentujemy 8 modeli, które warto rozważyć na starcie przygody z driftingiem.

Ford Sierra
Sierra to model dobrze znany fanom motorsportu. Rajdówki oparte na tym aucie na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku szalały na odcinkach specjalnych Rajdowych Mistrzostw Świata. A w Polsce kojarzymy ten samochód przede wszystkim z legendarnym Marianem Bublewiczem. Dzięki seryjnemu napędowi na tył, solidnej konstrukcji i stosunkowo niskiej cenie Ford Sierra jest chętnie wybieranym autem przez początkujących drifterów. Auto było dostępne również z rozmaitymi silnikami napędowymi – od motorów R4 o pojemności 1,3 l do jednostek V6, a nawet V8. Ten model nie jest jednak pozbawiony wad.

„Sam zaczynałem od Sierry, ale było to kilkanaście lat temu, kiedy na rynku wtórnym nie brakowało używanych egzemplarzy i części do tego auta. Dzisiaj nie jest już tak łatwo. Sama konstrukcja również nie jest idealna – auto swoje waży i nie prowadzi się najlepiej. Na Sierrę możemy się skusić, jeśli uda nam się dostać takie auto za okazyjne pieniądze. Ale raczej nie będzie materiałem na rozwojowy projekt” – mówi Paweł Trela. 

Opel Omega
Omega to konstrukcja zbliżona do Sierry – rodzinny samochód z napędem na tył. Auto powstało w dwóch generacjach, a ostatnia (produkowana w latach 1994 – 2003) dobrze nadaje się na pierwsze treningi driftu. Z racji niższego wieku samochód jest tańszy w zakupie i zdecydowanie łatwiej dostępny. Nietrudno jest też znaleźć egzemplarz z ponad 200-konną V-szóstką pod maską. Niestety, w wielu mocniejszych specyfikacjach Omega jest wyposażona w automatyczną skrzynię biegów, która mocno ogranicza driftignowy potencjał auta. Samochód boryka się też z podobnym problemem, co Sierra – jest ciężki i nawet większy niż konkurent spod znaku Forda.

BMW serii 3
Kompaktowe BMW urosło już do miana legendy driftu i sięgają po nie zarówno amatorzy, jak i doświadczeni zawodnicy. Na zawodach driftingowych zobaczymy przeróżne wersje i generacje serii 3 – od już dość wiekowej E30, przez E46, do E92. Wśród początkujących największą popularnością cieszy się jednak odsłona E36, obecnie najtańsza w zakupie i utrzymaniu. W przypadku tego auta najlepiej zwrócić uwagę na wersję 328i z motorem R6 2.8 o mocy około 190 KM.

„E36 jest bardzo dobrze znanym modelem w drifcie i zdecydowanie jednym z najbardziej opłacalnych. Z dostępnością części nie ma problemu, nie brakuje nawet tych tworzonych specjalnie z myślą o jeździe bokiem. Uwagę trzeba zwrócić jednak na dyferencjały i półosie, które ciężko znoszą większą moc, niż przewidział producent auta” – mówi dwukrotny driftingowy mistrz Polski. 

Lexus IS
IS od Lexusa jest bezpośrednim konkurentem serii 3 i również interesującą bazą na auto do driftu. Szczególnie, kiedy weźmiemy pod uwagę pierwszą generację modelu w wersji IS 300. W tym wariancie kompaktowego Lexusa wyposażono bowiem w legendarny silnik R6 3.0 2JZ w wolnossącej odmianie GE, znany chociażby z Toyoty Supry i bardzo ceniony w świecie driftu. Chociaż fabrycznie jednostka wytwarza nieco ponad 200 KM, okazuje się niezwykle podatna na modyfikacje. Wyciśnięcie z niej 500 KM nie stanowi wielkiego problemu, a można pokusić się nawet o wyższe wartości.

„W aucie, którym startuje mam właśnie motor 2JZ-GE z dołożoną turbosprężarką. Na większej mapie silnik wytwarza około 860 KM oraz 1000 Nm i wytrzymuje takie wartości bez problemu. Nic dziwnego, że z tego motoru korzysta większość driftingowego świata” – tłumaczy Paweł Trela. Odmiany z silnikiem 2JZ kosztują więcej niż pozostałe warianty i występują niemal wyłącznie z automatem, bowiem w Europie ten motor nie był łączony z manualną skrzynią biegów. Części do Lexusa IS nie należą do najtańszych, jednak samochód słynie z bezawaryjności i jest ceniony przez użytkowników. 

Lexus GS
Większy brat Lexusa IS to kolejna warta rozważenia propozycja do driftu. Tylnonapędowe auto jest produkowane od 1993 roku, a pierwsza i druga generacja modelu również występowały z silnikiem 2JZ. W ofercie była dostępna nie tylko wersja wolnossąca silnika, ale także podwójnie doładowana GTE. Pod maskę samochodu trafiały również solidne silnik V8 z rodziny UZ. Zapaleni drifterzy muszą jednak pamiętać, że Lexus GS był zawsze oferowany wyłącznie z automatem. Rozważając ten samochód trzeba mieć również na uwadze większe rozmiary oraz cenę części do auta. 

„Driftowóz zbudowany na Lexusie IS czy GS nie będzie najtańszy w budowie i utrzymaniu. Ale to solidne auta, które mogą okazać się rozwojową bazą. Szczególnie, gdy od razu wybierzemy odmianę z silnikiem 2JZ. Na polskiej scenie driftingowej nie są to popularne konstrukcje, więc wybór któregoś z nich pozwoli wyróżnić się wśród wielu BMW i Nissanów. Interesująca propozycja dla bardziej ambitnych i z grubszym portfelem” – ocenia konstruktor. 

Mercedes-Benz klasy C
Klasa C jest autem zbudowanym według podobnych założeń co IS Lexusa czy BMW serii 3. Model stworzono głównie z myślą o podróżowaniu w komforcie, ale i nim bez większych trudności poszalejemy bokiem na torze. Oczywiście pod warunkiem, że wybierzemy wersję z wystarczająco mocnym silnikiem. Dla początkujących drifterów najlepszą propozycją będzie egzemplarz pierwszej generacji modelu, produkowanej w latach 1993 – 2001 lub drugiej (2000 – 2007).

Rozsądnie prezentują się wersje C200 Kompressor i C230 Kompressor, z doładowanymi benzyniakami 2.0 i 2.3 o mocy dochodzącej do 200 KM. Niestety egzemplarze z manualną skrzynią biegów są dosyć rzadko spotykane. 

Volvo 900
Volvo pożegnało się już z napędem na tył, ale kiedyś sprawy miały się zupełnie inaczej. A modele z serii 200, 700 i 900 wychowały wielu skandynawskich rajdowców i drifterów, którzy za ich kierownicą ćwiczyli pokonywanie bokiem leśnych szutrów. Seria 900 wydaje się być dzisiaj najrozsądniejszą propozycją od szwedzkiego producenta. Auto powstawało w latach 1990 – 1998, więc nie ma jeszcze kolekcjonerskiego statusu i dostaniemy je za mniej niż 10 tys. złotych, a dostępność części nie jest wielkim problemem.

W ogłoszeniach znajdziemy egzemplarze z benzynowym silnikiem R6 2.9 o mocy 200 KM, który zapewni wystarczającą dawkę mocy na początek. Motor często występuje jednak z automatyczną skrzynią biegów.

„Stare, tylnonapędowe Volvo są ciekawymi propozycjami dla początkujących drifterów. Te auta zniosą naprawdę wiele, a ich długość sprawia, że mamy dużo czasu na opanowanie auta w drifcie. Wady? Na pewno dostępność części nie tak szeroka, jak w przypadku niemieckich konkurentów” – ocenia Trela.

Mazda MX-5 
Ciekawie prezentuje się również Mazda MX-5, szczególnie jej druga generacja o oznaczeniu NB. To niewielki, tylnonapędowy kabriolet, którego największymi zaletami są niska masa i rozsądne ceny. Auto kupimy już za około 10 tys. złotych, a z dostępnością części i kosztami utrzymania nie będzie problemu. Idealne auto do driftu? Nie do końca…

„MX-5 to ciekawe auto na start przygody z motorsportem – jest lekkie, małe i zwinne, dlatego cieszy się dużą popularnością na imprezach typu track day. Z pewnością nada się do pierwszych prób opanowywania poślizgów, ale jeśli myślimy bardziej poważnie o drifcie, to nie będzie tak łatwo. Mały rozstaw osi sprawia, że auto w poślizgu zachowuje się nerwowo, a fabryczne jednostki nie imponują mocą” – mówi Trela. 
Na liście zabrakło wielu legend driftingu, takich jak Toyoty Supra i Corolla AE86, Mazda RX-7 czy Nissany 200SX albo Skyline. Te modele oczywiście świetnie nadają się do jazdy w kontrolowanym poślizgu, ale mają dzisiaj kolekcjonerski status, więc nie dość, że trudno je zdobyć, to zyskują bardzo wysokie ceny. A koszty i dostępność części nie ułatwiają zadania. 

Przeczytaj także:
W ramach walki z koronawirusem państwo może zabrać ci auto!

Sprawdź najważniejsze informacje dla kierowców, dotyczące koronawirusa

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus w natarciu: Orlen zamyka punkty gastronomiczne na swoich stacjach

Fabryka Volkswagena w Poznaniu pracuje pomimo epidemii koronawirusa – są protesty

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.

Najnowsze

Nowy Hyundai Elantra. Powrót do sportowych korzeni

Hyundai ujawnił pierwsze zdjęcia pokazujące model Hyundai Elantra Nowej Generacji. Dzięki nowej platformie, samochód ma wygląd sportowego, czterodrzwiowego coupe.

Konferencja prasowa towarzysząca światowej premierze samochodu będzie miała miejsce 17 marca o godz. 19.00 czasu lokalnego w The Lot Studios w kalifornijskim West Hollywood, skąd będzie transmitowana na żywo na cały świat. Transmisję będzie można śledzić na www.hyundai.com/worldwide/ oraz w mediach społecznościowych.

Dzięki zastosowaniu najnowocześniejszych rozwiązań oraz Parametrycznej Dynamiki w projektowaniu samochód nabrał geometrycznego wyglądu. Koncepcję Parametrycznej Dynamiki wyrażają trzy linie spotykające się w jednym punkcie.

Niskie i szerokie powierzchnie łączą drzwi ze środkową konsolą, podczas gdy duży interfejs składają się z dwóch połączonych ze sobą ekranów.

Przeczytaj także:
W ramach walki z koronawirusem państwo może zabrać ci auto!

Sprawdź najważniejsze informacje dla kierowców, dotyczące koronawirusa

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus w natarciu: Orlen zamyka punkty gastronomiczne na swoich stacjach

Fabryka Volkswagena w Poznaniu pracuje pomimo epidemii koronawirusa – są protesty

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.

Najnowsze

Pullman Mercedes-Benz. Właśnie tą limuzyną jeździł John Lennon, papież Pius XI oraz japoński cesarz

Co łączy skórzaną czapkę, kanister z benzyną i pachnącą ozdobę w kształcie choinki? To tylko trzy z „33 dodatków” prezentowanych w ramach stałej wystawy w Muzeum Mercedes-Benz. Ekspozycja ma zwrócić uwagę odwiedzających na fascynujące detale z historii mobilności i ożywić motoryzacyjną kulturę. Jedną z tych historii wyjaśnia termin „Pullman”.

1 – nazwa: „Pullman” to oryginalna nazwa komfortowych, luksusowych wagonów sypialnych i salonowych sprzed 100 lat. Zostały one opracowane 
w latach 60. XIX wieku przez amerykańskiego inżyniera i przedsiębiorcę George’a Mortimera Pullmana (1831-1897). Najbardziej wymagający klienci chcieli później z taką samą ekskluzywnością podróżować samochodem – i dlatego na początku XX wieku termin „Pullman” trafił też do branży motoryzacyjnej. Model wagonu z zestawu kolejowego w Muzeum Mercedes-Benz służy za przypomnienie, skąd pochodzi nazwa ekskluzywnej limuzyny Mercedes-Benz 600 Pullman (W100) z 1965 r. – do zobaczenia 
w sekcji „Collection 4: Gallery of Celebrities” (z ang. galeria sław).

2 – pochodzenie: komfortowe podróżowanie od samego początku odgrywało ważną rolę w historii Mercedes-Benz, najstarszej marki luksusowych samochodów na świecie. Na przykład dla Emila Jellinka, pioniera marki Mercedes, którego Mercedes-Simplex 60 PS z 1904 r. – ówczesny topowy model Daimlera – w 1907 r. został przerobiony na luksusową, turystyczną limuzynę. Dziś pojazd ten można zobaczyć w Muzeum Mercedes-Benz w sali „Legend 2: Mercedes – Birth of the Brand, 1900-1914” (z ang. narodziny marki). On również zasługuje na nazwę „Pullman”.

3 – aspiracja: od około 100 lat aż do dziś „Pullman” oznacza najwyższy poziom doskonałości wśród pojazdów z gwiazdą Mercedesa. Obecnie na nowo podkreśla to Mercedes-Maybach S 650 Pullman (seria 222; zużycie paliwa w cyklu łączonym: 14,6 l/100 km; emisja CO2 w cyklu łączonym: 
330 g/km), zaprezentowany w marcu 2018 r.

4 – tradycja: idea Mercedes-Benz Pullman jako symbolu najwyższej kategorii samochodowego luksusu i komfortu jest prawie tak stara jak sama marka. Linia przodków sięga od pojazdów takich jak limuzyny Mercedes-Benz „Nürburg” Pullman (W08) z 1928 roku i Mercedes-Benz 770 
„Grand Mercedes” Pullman (W07) z lat 30. aż po legendarnego Mercedesa 600 Pullman (W 100), dostępnego w wersjach limuzyna i landaulet 
(1963-1981); obejmuje też luksusowe wydania Klasy S, począwszy od typoszeregu 140 aż po współczesną serię 222.

5 – królewskość: każdy Mercedes-Benz Pullman wyróżnia się niemal królewską prezencją, a także niespotykaną przestrzenią, doskonałym komfortem jazdy, najwyższej klasy wyposażeniem wnętrza – zarówno pod względem techniki, jak i zastosowanych materiałów, a także umieszczonymi naprzeciw siebie tylnymi fotelami i, oczywiście, wyrafinowaną jednostką napędową o niezrównanej mocy. 

6 – gwiazdy: samochody Pullman z trójramienną gwiazdą już od lat 20. 
XX wieku były popularne wśród głów państw i monarchów, a także wśród przemysłowców, celebrytów i prywatnych klientów o najwyższych wymaganiach. Przykłady: papież Pius XI (Mercedes-Benz „Nürburg” 460 Pullman, 1930), japoński cesarz Hirohito (Mercedes-Benz 770 „Grand Mercedes” Pullman, 1935) oraz John Lennon (Mercedes-Benz 600 Pullman, 1970).

7 – klasa specjalna: w ostatnich czasach tradycję Pullmanów „odnowił” Mercedes-Benz Klasy S z serii 140. Szlachetne pojazdy były w dużej mierze wykonywane są ręcznie. Zaczęło się w 1996 r., od modelu S 600 Pullman 
z 12-cylindrowym silnikiem o mocy 290 kW (394 KM).

8 – pasażerowie: „Pullman” to nie tylko pojazdy dla słynnych osobistości. 
Na przykład pierwszy seryjny samochód osobowy z silnikiem wysokoprężnym, Mercedes-Benz 260 D (W 138), od 1936 r. również był dostępny jako przestronna limuzyna Pullman. Taki wóz można zobaczyć w Muzeum Mercedes-Benz w sekcji „Legend 3: Upheavals – Diesel and Compressor” (z ang. przełomy – diesel i kompresor). Duża kabina sprawiała, że samochód mógł pomieścić nawet sześciu pasażerów.

9 – ładowność: „Pullman” oznacza też wyjątkowy komfort w przypadku użytkowych Mercedesów. Właśnie to symbolizowała litera „P” w przypadku ciężarówki z kabiną nad silnikiem Mercedes LP 315 z 1955 roku. Do fascynujących pojazdów z tej epoki należy LP 333 zwany „stonogą”, z dwiema osiami skrętnymi z przodu. Można zobaczyć go w ramach stałej wystawy Muzeum Mercedes-Benz w sali „Collection 2: Gallery of Carriers” 
(z ang. galeria „przewoźników”).

10 – spersonalizowany standard: Mercedes-Benz 600 (W 100) był dostępny w latach 1963 do 1981 roku, jako limuzyna Pullman lub Pullman Landaulet, 
z dwiema lub trzema parami drzwi. Indywidualność odgrywała tu wiodącą rolę: dla Johna Lennona Mercedes-Benz nie tylko zamontował wzdłużne tylne siedzenia, ale zainstalował też jeden z najlepszych samochodowych systemów hi-fi dostępnych wówczas na rynku – aby nagłośnienie również reprezentowało poziom Pullmana.

Przeczytaj także:
W ramach walki z koronawirusem państwo może zabrać ci auto!

Sprawdź najważniejsze informacje dla kierowców, dotyczące koronawirusa

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus w natarciu: Orlen zamyka punkty gastronomiczne na swoich stacjach

Fabryka Volkswagena w Poznaniu pracuje pomimo epidemii koronawirusa – są protesty

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.

Najnowsze