„Patrz na znaki!” „Nie, to ty patrz!”, czyli kłótnia kierowców na kontrowersyjnym rondzie

Konfliktowa sytuacja z udziałem dwóch kierowców, z których każdy powołuje się na znaki i przepisy. Ale chyba rację może mieć tylko jeden?

Nie jesteśmy do końca przekonani, czy rondo może być „kontrowersyjne”, ale rozumiecie o co nam chodzi. Organizacja ruchu na tym skrzyżowaniu w Łomiankach budzi wątpliwości niektórych kierowców i prowadzi do konfliktowych sytuacji, tak jak na tym nagraniu.

Czy to najbardziej niezdecydowane wymuszenie pierwszeństwa w historii wymuszeń?

Na sąsiadujących pasach do skrętu w lewo stały dwa samochody, ale manewr ten mogły zakończyć na jednym z trzech pasów. Kierowca auta z lewej strony uważał, że to na drugim kierującym ciąży obowiązek trzymania się swojej krawędzi jezdni, a on ma wybór. Sęk w tym, że drugi z kierujących uważał dokładnie na odwrót. Pech chciał, że obaj upatrzyli sobie pas środkowy… Skończyło się tylko na kłótni, w której każdy z panów uważał, że to on ma rację, ponieważ zna przepisy i patrzy na znaki. Pytanie teraz który z nich się mylił.

Lewy kierunkowskaz na rondzie – egzaminatorka przegrała w sądzie

Przyznajemy, że jest to jedna z tych sytuacji, w których przepisy nie są precyzyjne. Wiadomo jak poznać z którego pasa możemy jechać w którą stronę, ale na którym pasie kończymy manewr, to już bardziej skomplikowane. W przypadku tego ronda oba pasy pozwalają na skręt w lewo, więc jedni i drudzy kierujący muszą mieć możliwość jazdy w tym kierunku. Logiczne jest zatem, że kierujący z prawej zjeżdża na pas prawy, a z lewej na środkowy. Pas lewy należy traktować jako dodatkowy, dla pojazdów, które zawracają.

Doprowadził do kolizji, zajeżdżając drogę autobusowi i bił brawo. Własnej głupocie?

Sytuacji nie można niestety uprościć zmianą oznakowania, ponieważ ulica z prawej strony jest trzypasmowa i bohaterowie nagrania wjeżdżają na jej kontynuację. Dlatego w tym miejscu nie da się wyznaczyć linii prowadzących i wydzielić pasa do zawracania, jako tego „dodatkowego”, na który zjeżdżamy ze środkowego.

Aby unikać niebezpiecznych sytuacji w takich miejscach, trzeba przede wszystkim nie jechać na pewniaka i obserwować zachowanie innych kierujących. W sytuacji na nagraniu bez wątpienia nie popisał się kierowca z prawej strony, który jechał tak, jakby chciał zająć pas prawy, a kiedy już wjechał na niego prawie całą szerokością samochodu, zaczął zjeżdżać na pas środkowy. Wyglądało to tak jakby sam nie wiedział który pas chce zająć, tylko ruszył na zasadzie „skręcę ogólnie w lewo, a potem się zobaczy”.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Mija 60 lat od historycznego zwycięstwa Lotusa w F1

29 maja 2020 roku mija 60 lat od wydarzenia, które na zawsze zmieniło Formułę 1. Po deszczowym, prawie trzygodzinnym wyścigu, Sir Stirling Moss w Lotusie 18 wygrał Grand Prix Monako, zapewniając Lotusowi pierwsze zwycięstwo w F1.

W swojej długiej historii w Formule 1 Lotus wygrał 81 wyścigów i zdobył sześć mistrzostw świata kierowców oraz siedem mistrzostw świata konstruktorów. Przypominamy, jak doszło do pierwszego historycznego zwycięstwa ekipy z Norfolk.

Udane treningi i kwalifikacje
Grand Prix Monako zaczęło się dla Stirlinga Mossa znakomicie. Najpierw w trakcie treningów ustanowił nowy rekord okrążenia, a później z czasem 1:36:300 zdobył pole position. Prawie bezbłędne okrążenie kwalifikacyjne Brytyjczyk przejechał Lotusem 18. Moss prowadził go dla prywatnej ekipy Rob Walker Racing Team.

Lotus 18, według założyciela firmy Colina Chapmana, był pierwszym samochodem Formuły 1, który doskonale pasował do ciasnych i krętych uliczek Monako. Stirling Moss swoimi wcześniejszymi występami udowodnił, że ma niesamowity talent i zasługuje na najlepszy samochód z możliwych. Rob Walker sadzając go za kierownicą Lotusa, zapewnił mu wszystko czego potrzebował, by móc w pełni wykorzystać swoje zdolności.

Mija 60 lat od historycznego zwycięstwa Lotusa w F1

Przeczytaj też: Louise Bryden-Brown: pierwsza kobieta-szef w F1

Mistrzostwo w deszczu
Początek wyścigu nie był udany dla Stirlinga Mossa. Tuż po starcie został wyprzedzony przez Joakima Bonniera w BRM. Po 17 okrążeniach hamulce w bolidzie Szweda zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa i Moss odzyskał prowadzenie.

Parę okrążeń później, zaczął padać deszcz. Mokra nawierzchnia zmusiła kierowców do jeszcze większej koncentracji niż normalnie, by utrzymać przyczepność na torze. Talent kierowcy i jego umiejętność kontroli samochodu były decydujące w tych zdradzieckich warunkach.

Mija 60 lat od historycznego zwycięstwa Lotusa w F1

Przeczytaj też: Stirling Moss: F1 nie dla kobiet

Gdy większość kierowców znacznie zwolniła, by poradzić sobie z pogarszającymi się warunkami, Jack Brabham wyprzedził Bonniera. Na 43 okrążeniu był bliski wyprzedzenia Mossa, ale awarii uległa skrzynia biegów jego Coopera.

Deszcz stopniowo ustawał, gdy na 60 okrążeniu Stirling Moss musiał zjechać do boksu z powodu luźnego przewodu w bolidzie, co umożliwiło Bonnierowi odzyskanie prowadzenia.

Wyścig zbliżał się do końca. Po ulewnym deszczu na powierzchni toru pozostały kałuże wody. Po wjechaniu w jedną z nich Graham Hill uległ wypadkowi, zderzając się z budką komentatorów. W tym trudnym momencie wyścigu Mossowi, dzięki jego talentowi i umiejętności kontroli samochodu, udało się po raz kolejny wyprzedzić Bonniera. Do ostatniego okrążenia kontynuował już zwycięską jazdę. Moss przekroczył linię mety 52 sekundy przed drugim Brucem McLarenem i ponad minutę przed trzecim Philem Hillem.

Tym samym Brytyjczyk zapisał pierwszy rozdział epickiej historii Lotusa w Formule 1, oraz potwierdził swoją reputację mistrza jazdy w deszczu.

Mija 60 lat od historycznego zwycięstwa Lotusa w F1

Pojedynek Dawida z Goliatem
Po 60 latach od tego historycznego zwycięstwa, syn założyciela Lotusa Colin Chapman stwierdził:

Moss wygrywający GP Monako w 1960 roku to klasyczna historia typu David kontra Goliat. Została ona dobrze przyjęta i stanowiła ważny impuls dla rozwoju marki Lotus, w jej względnie wczesnych latach rozwoju. Moss był z natury szybki, rozsądny, rozumiejący niuanse techniczne. Wszystkie te cechy przyniosły wymierne korzyści w tamtym prawie trzy godzinnym wyścigu o GP Monako.

Stirling Moss rozpoczął też specjalną relację Lotusa z najsłynniejszym Grand Prix Formuły 1. Jego samochody wygrywały w księstwie jeszcze sześć kolejnych razy.

Sam Stirling Moss wygrał GP Monako trzy razy. Jednak pomimo wielu sukcesów odniesionych w sportach motorowych, nigdy nie udało mu się zdobyć tytułu mistrzowskiego. Z tego powodu zwykło uważać się go za „najwybitniejszego kierowcę, który nigdy nie zdobył mistrzostwa świata”. Zmarł 12 kwietnia 2020 roku, w wieku 90 lat.

Mija 60 lat od historycznego zwycięstwa Lotusa w F1

Najnowsze

Teslę dotknął kryzys? Wyraźnie obniżyła ceny swoich modeli

Amerykański producent zupełnie niespodziewanie zdecydował się na wprowadzenie obniżek. Ruchowi temu nie towarzyszyła żadna zapowiedź, ani wyjaśnienie, ale można domyślić się z czego on wynika.

Skutki epidemii koronawirusa są mocno odczuwalne przez większość branży w tym branżę motoryzacyjną. Minie jeszcze sporo czasu, zanim firmy powrócą do dawnych zysków, a przecież już obecny stan finansowy wiele z nich stawia w trudnej sytuacji. Bardzo możliwe, że właśnie w nadziei na zwiększenie zainteresowania potencjalnych klientów, Tesla obniżyła ceny swoich samochodów.

Wsparcie klienta poziom Tesla: dostał odszkodowanie, ale nie może nigdy kupić Tesli

Najwięcej oszczędzić można na największych autach, czyli Modelu S oraz Modelu X. W obu przypadkach obniżka wynosi 5000 dolarów (około 20 tys. zł), co oznacza kwotę 74 990 dolarów (ok. 300 tys. zł) za wersję Long Range Plus oraz 94 990 dolarów (ok. 382 tys. zł) za odmianę Performance.

Tesla Model 3 w wersji cabrio to potwornie droga i niezbyt przekonująca przeróbka

Ceny Modelu X są zbliżone. Tańsza wersja Long Range Plus kosztuje 79 990 dolarów (ok. 322 tys. zł), a Performance 99 990 dolarów (ok. 400 tys. zł). W obu przypadkach Tesla od pewnego czasu zdecydowała się na uproszczenie gamy i oferuje tylko te dwie odmiany.

Tesla usuwa dodatki ze swoich używanych aut i każe za nie płacić drugi raz?

Mniejszy Model 3 potaniał tylko o 2000 dolarów (ok. 8000 zł), co przekłada się na 37 990 dolarów (ok. 152 tys. zł) za bazową wersję Standard Range Plus z napędem na tylną oś. Za Long Range (większa bateria, drugi silnik oraz lepsze wyposażenie) zapłacimy 46 990 dolarów (ok. 188 tys. zł), a za topową Performance 54 990 dolarów (ok. 220 tys. zł ).

Obniżki nie objęły natomiast najnowszego samochodu Tesli, czyli Modelu Y. Czyżby efekt nowości był na tyle silny, że producent nie widzi potrzeby zmiany ceny? Obecnie ten crossover kosztuje 52 990 dolarów (ok. 213 tys. zł) za wersję Long Range oraz 60 990 dolarów (ok. 245 tys. zł) za Performance.

Najnowsze

Nowe BMW serii 4 – czy grill rzeczywiście będzie tak wielki?

Świat motoryzacji odlicza godziny do premiery nowej generacji serii 4, a BMW prezentuje pierwsze oficjalne zdjęcie tego modelu. Sprawdźmy czy warto czekać!

Pierwszą zapowiedzią kolejnej generacji serii 4 był zaprezentowany we wrześniu 2019 roku na salonie we Frankfurcie Concept 4, który wzbudził niemałe zamieszanie. Pomimo eleganckiej, sportowej sylwetki, niemal każdy komentował jego rozbudowaną osłonę chłodnicy. Niektórzy docenili markę za odwagę, inni z politowaniem wymyślali coraz to oryginalniejsze określenia nowego przodu. Jedno było pewne – jeśli BMW chciało wzbudzić zainteresowanie, to zrobiło to skutecznie.

BMW Concept 4

Niecały rok później, bo dokładnie 2 czerwca 2020 roku bawarska marka zaprezentuje wersję produkcyjną czwórki w pełnej jej krasie, a dzięki udostępnionemu zdjęciu – wiemy czego oczekiwać. Bez wątpienia II generacja serii 4 będzie inspirowana Conceptem 4, jednak można również dostrzec naleciałości z obecnych modeli marki, jak np. przednie reflektory w stylu nowej serii 3 czy też poliftingowej 5. Zatem cechy charakterystyczne designu BMW powinny zostać zachowane. 

Nowe BMW serii 6 Gran Turismo po liftingu – zobaczcie na zdjęciach!

Projektanci marki mieli niełatwe zadanie, bo seria 4 pełni wyjątkową rolę w bawarskiej stajni. Sukces zaprezentowanej w 2013 roku I generacji, postawił wysoko poprzeczkę. Model, który początkowo był niezależnym projektem względem serii 3, z czasem zaczął być traktowany jako jej sportowy i bardziej prestiżowy odpowiednik. Lepsze wyposażenie, mocniejsze silniki, a także bardziej zmysłowa sylwetka to cechy wyróżniające tę serię na tle jego spokojniejszego brata. Co więcej, pozytywne przyjęcie przez rynek wersji coupé zachęciło markę do wprowadzenia kolejnych odmian – cabrio i Gran Coupe (tzw. 4-drzwiowe coupé). Jednak pomimo przeprowadzonego faceliftingu w 2017 roku, sylwetka zdążyła się już zestarzeć, więc miłośnicy marki niecierpliwie wypatrują jej kolejnej generacji.

Oczekiwania są duże, zapowiedzi zachęcające, więc pozostało tylko odliczać godziny, bo już w przyszły wtorek o godzinie 18:00 (na stronie internetowej producenta) odbędzie się wirtualna premiera. My już nie możemy się doczekać, a Wy?

Przeczytaj też: Kierowca BMW pobił się z kierowcą Skody. O co poszło?

Najnowsze

Chińczycy zaprezentowali nowy rodzaj baterii, dającej zasięg nawet 880 km!

Co jakiś czas mówi się o firmach pracujących nad nowymi typami akumulatorów, które rozwiążą problemy współczesnych aut elektrycznych. Jako pierwsi przełomową baterię pokazali Chińczycy.

Mowa konkretnie o firmie SVOLT, która powstała w ramach struktur chińskiego potentata Great Wall Motors. Zaprojektowane przez nich akumulatory są nadal litowo-jonowe, ale nie wymagają już zastosowania kobaltu. Jest to o tyle ważne, że należy on do rzadkich minerałów i wyeliminowanie go pozwala na prostszą i tańszą produkcję baterii.

Tesla ponownie zrewolucjonizuje auta elektryczne? Wkrótce pokaże „superbaterie”

Ale to niejedyne ich zalety. Nowy rodzaj ogniw stworzony przez SVLOT zapewnia większą gęstość, a więc i możliwości magazynowania energii (między innymi poprzez inny ich kształt i ułożenie), są bezpieczniejsze, a do tego mają o wiele dłuższą żywotność, od obecnie stosowanych technologii.

Elektryki są bardziej czyste od aut spalinowych? Ujawniamy prawdę

Według chińskiej firmy, ich baterie zapewnią zasięg na poziomie 880 km, a do tego wytrzymają przejechanie nawet 1,2 mln km lub 15 lat eksploatacji. Jeśli te dane okażą się osiągalne nie tylko na papierze, to faktycznie będzie można mówić o przełomie w konstrukcji aut elektrycznych. Na potwierdzenie przynajmniej części z tych zapewnień będziemy musieli zaczekać do czerwca przyszłego roku, kiedy trafią do seryjnego samochodu. Ma być to jeden z flagowych modeli Great Wall. Będzie miał on mniejszą wersję akumulatorów, zapewniających zasięg na poziomie 600 km. Bardziej pojemna bateria powinna zadebiutować niedługo później.

https://www.youtube.com/watch?v=Amnu5FBL58g

Najnowsze