Doprowadził do kolizji, zajeżdżając drogę autobusowi i bił brawo. Własnej głupocie?

Bezmyślnych, aroganckich i agresywnych kierowców można spotkać wszędzie. I zawsze tak samo potrafią rozczulić swoimi teatralnymi gestami, kreując się na ofiary.

Nagranie jest niestety krótkie, ale czym takim mógł „zawinić” kierowca autobusu temu wytatuowanemu mistrzowi kierownicy w czarnym Hyundaiu i30? Może wyjechał z zatoki przystankowej, a krewki mężczyzna musiał zmienić pas na lewy, a nie lubi zmieniać pasów?

Trochę agresji na drodze i stłuczka na koniec

Nagranie zaczyna się w momencie, kiedy kierowca koreańskiego hatchbacka zajeżdża drogę autobusowi i hamuje. Prawdopodobnie chciał tylko postraszyć kierującego autobusem i zrobić mu na złość (a przy okazji jego pasażerom, ale kto by się tym przejmował), ale nie był na tyle błyskotliwy, żeby wydedukować, iż droga hamowania autobusu jest nieco dłuższa, niż samochodu osobowego.

Zajeżdżanie drogi na autostradzie, kolizja i ucieczka

Skończyło się kolizją, co kierowca Hyundaia przyjął chyba entuzjastycznie. Wychylił się z auta, pokazał kciuk w górę, a później, kiedy sprawdzał uszkodzenia, bił brawo. Też was bardzo… irytuje, kiedy ktoś cwaniakuje na drodze, doprowadza do kolizji, a później odstawia ironiczny teatrzyk mówiący: „No pięknie, patrz tylko co narobiłeś, jeździć trzeba umieć”.

Ciekawe czy kierowca Hyundaia bił też brawo, kiedy na miejsce kolizji przyjechała policja i zatrzymała mu prawo jazdy.

Najnowsze

Kierowca Audi chciał być najszybszy. Udało się, ale zmiótł pieszego z chodnika

Specyfika jazdy po mieście nie daje raczej okazji na mocne wciskanie gazu i udowadnianie innym kto jest najszybszy na drodze. Ten kierowca Audi mimo to bardzo chciał zademonstrować zwoją „wyższość”. Nie skończyło się to dobrze.

Trzy pasy na drodze, więc można pojechać szybciej? Nic z tego – każdy z nich prowadzi w innym kierunku, a przejścia dla pieszych wyznaczono co dosłownie kilkadziesiąt metrów. Mimo tego kierowca Audi koniecznie chciał wyprzedzić jadącego przed nim Opla oraz BMW.

Jeden błąd podczas wyprzedzania, trzy auta roztrzaskane

Wskoczył zatem na prawy pas, wcisnął gaz i… zaczął się mozolnie rozpędzać. Z Oplem zaczął się zrównywać na przejściu dla pieszych, a kiedy zbliżył się do BMW, znajdował się już na pasie do skrętu w prawo. Nie miał szans na dokończenie wyprzedzania przed skrzyżowaniem i powrót na swój pas. Ale tak bardzo chciał być najszybszy!

„Jak mam w lewo skręcić?” – oburza się rowerzysta, uparcie jadący prawą krawędzią jezdni

No i udało się. Wyprzedził BMW. Tyle że pojechał na wprost pasem do skrętu w prawo, a ulica, tak naprawdę prowadziła po łuku w lewo. Prędkość była za duża, żeby mógł go pokonać bezpiecznie. Audi zniosło na chodnik, gdzie potrąciło 42-letniego mężczyznę (doznał obrażeń głowy), a później uderzyło w zaparkowanego Opla Corsę, który wjechał w latarnię.

Nie wiemy, jakie zarzuty ciążą na 25-letnim kierowcy Audi, ale nie można wykluczyć, że poważne.

Najnowsze

Odjechany Hoonifox, czyli zapowiedź Gymkhany 11 – Ken Block nadal w formie!

Prezentując projekt z lat 60., a następnie 70., tylko kwestią czasu było wspomnienie lat 80. Tak też się stało! Poznajcie Hoonifoxa - nowe dzieło amerykańskiej legendy rajdów.

Wszystko zaczęło się od Forda Mustanga z 1965 roku, który po przerobieniu otrzymał nazwę Hoonicorn. Specjalnie skonfigurowany pojazd cechował się napędem na 4 koła i potężną 6,7-litrową jednostką V8 o mocy 845 KM. Swój rozgłos zyskał dzięki 7. części Gymkhany, gdzie Ken Block za jego kierownicą siał spustoszenie w Mieście Aniołów.

Więcej o nim przeczytasz tu:
Nowy potwór Kena Blocka i film Gymkhana Seven: Wild in the Streets – Los Angeles

Hoonicorn

Następny był Hoonitruck, czyli pickup na bazie Forda F-150 z 1977 roku. Pojazd skrywał pod maską 3,5-litrowy silnik V6 twin turbo EcoBoost, zapożyczony z Forda GT, który po „podkręceniu” generował aż 914 KM i 952 Nm momentu obrotowego. Zadebiutował w Gymkhanie numer 10.

Hoonitruck

Jednak prezentując Hoonifoxa, Ken Block przeszedł samego siebie. Pojazd oparty jest na bazie produkowanego w latach 1979-93 Mustanga Fox Body i powstał przy współpracy Briana Scotto i Asha Thorpa, który pracował między innymi przy grze „Assassin’s Creed” czy filmie „Ender’s Game”, a także brał udział w stworzeniu nowego Batmobila. Taka ekipa nie mogła zawieść.

Hoonifox

Nawiązania do poprzednich projektów Kena widoczne są już na pierwszy rzut oka – masywne poszerzone błotniki, rozbudowane do granic rozsądku zderzaki i spojlery, a także mnóstwo otworów wentylacyjnych – ten projekt nie wymaga podpisu. Dodajmy do tego rury wydechowe poprowadzone wzdłuż karoserii, ogromny blower na masce oraz żaluzje zamiast klasycznej tylnej szyby – to jest właśnie Hoonifox.

Hoonifox

No dobrze, a co kryje się pod tą imponującą maską? Tego na razie jeszcze nie wiemy, a to dlatego, że jest to projekt wirtualny i w chwili obecnej nie ma swojego realnego fizycznego odpowiednika. Jednak możemy być pewni, że i tym razem Block nas nie zawiedzie, bo bierze pod uwagę wykorzystanie jednostek z Hoonicorna lub Hoonitrucka, a może nawet przekonstruowany elektryczny napęd nowego Mustanga Mach E. Jedno jest pewne – będzie ciekawie, a jak bardzo, to się okaże na Gymkhanie 11.

{{ gallery(2655) }}

Najnowsze

Jeden błąd podczas wyprzedzania, trzy auta roztrzaskane

Jeden nieprzemyślany manewr, jedna błędna decyzja - na drodze naprawdę nie trzeba wiele, żeby doszło do tragedii.

Doprowadzenie do niebezpiecznej sytuacji na drodze bywa naprawdę przerażająco łatwe. Często można, mimo wszystko, wyjść z nich obronną ręką, jeśli tylko zachowamy zimną krew i wiemy, co robimy. Wielu kierowców niestety nie wie.

Ostre hamowanie na ekspresówce zakończone wypadkiem

Słaba jakość nagrania utrudnia dokładną analizę całego zajścia, ale wydaje się, że przebiegło ono następująco. Kierowca wyprzedzającego auta liczył, że będzie miał szczęście i zza zakrętu nic nie wyjedzie, co samo w sobie jest poważnym błędem. Niestety wyjechało auto z kamerą. Widząc je,  kierujący spanikował, chciał szybko wrócić na swój pas i w konsekwencji uderzył w samochód, który wyprzedzał, doprowadzając do wypadku w sumie trzech pojazdów.

Najnowsze

BabyArk to fotelik samochodowy z włókna węglowego, wzorowany na dzięciołach

Oto kolejny przykład niezwykłego połączenia nowoczesnej technologii oraz inspiracji ze świata zwierząt, a to wszystko w zgodzie z ekologią.

Baby Ark, czyli „DziecięcaArka”, to całkiem niezła nazwa dla czegoś, co ma ocalić nasze dziecko w każdej, nawet najbardziej niebezpiecznej sytuacji. Na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny, porządnie wykonany fotelik, ale oferuje on znacznie więcej.

Maxi-Cosi wprowadza fotelik samochodowy z wbudowanymi poduszkami powietrznymi

Pod obudową z tworzywa sztucznego pochodzącego w całości z recyklingu, kryje się wykonany z włókna węglowego szkielet. Nadaje fotelikowi niespotykanej sztywności, stanowiąc wyjątkowo wytrzymałą skorupę, chroniącą małego pasażera.

Jednak w razie wypadku zagrożenie stanowi nie tylko odkształcające się wnętrze auta, ale także przeciążenia jakie powstają w momencie uderzenia. Frank Stephenson, były pracownik BMW, Ferrari, Maserati oraz McLarena, a obecnie założyciel firmy, która zaprojektowała BabyArk, wie o tym doskonale. Aby rozwiązać ten problem, zaczął przyglądać się konstrukcji czaszek dzięciołów, które potrafią z dużą siłą uderzać dziobem w drzewo, a mimo to nie doznają na przykład wstrząsu mózgu.

Motoryzacyjne programy dla dzieci na BBC – niesamowite pojazdy dla dużych i małych

Odpowiednie rozwiązanie (do fotelika, a nie dla dzięciołów) zaproponował Mobius Protection Systems – firma zajmująca się systemami ochrony przed skutkami wybuchów, stosowanymi w pojazdach wojskowych. Stworzyła ona rozwiązanie oparte na dwóch spiralnych prętach, umieszczonych w podstawce, na której mocuje się fotelik. W momencie uderzenia, przesuwają go nieco do przodu lub do tyłu, absorbując przy tym przeciążenia. Według przeprowadzonych testów, pozwala to zwiększyć o 65% ochronę głowy oraz o 57% ochronę karku dziecka.

Tak jak wspomnieliśmy, BabyArk wykonano z tworzyw sztucznych (druk 3D), a tapicerka to ekologiczna bio-skóra, która ma być nie do odróżnienia od naturalnej. Diody umieszczone w podstawie fotelika informują czy został on prawidłowo zamocowany, a „roztargnieni” rodzice mogą zainstalować aplikację, która będzie im przypominała o tym, że dziecko pozostało w samochodzie.

Uspokój swojego malucha dźwiękiem… Hondy NSX!

BabyArk z pewnością nie będzie tanie, ale producent zapowiada możliwość wykupienia abonamentu. Kiedy dziecko wyrośnie z fotelika wystarczy wymienić go na większy rozmiar. Nasz stary fotelik zostanie odświeżony u producenta (wszystkie jego elementy nadają się do recyklingu), a następnie wróci do puli „abonamenowej”. BabyArk ma pojawić się na rynku w przyszłym roku.

Najnowsze