Czy to najbardziej niezdecydowane wymuszenie pierwszeństwa w historii wymuszeń?

Ten kierowca nie wyskakuje znienacka i nie doprowadza do niebezpiecznych sytuacji. On wymusza ostrożnie i pyta czy można.

Tytuł nagrania to „wymuszenie pierwszeństwa” i nie sposób odmówić mu prawdziwości i słuszności. Kierowca samochodu, wyjeżdżającego z drogi podporządkowanej, wmusił pierwszeństwo na kierującym autem  z kamerą. Ale zrobił to… bardzo nieśmiało.

Wytoczył się prosto przed szybko jadący samochód

Bohater tego nagrania nie wyskoczył nagle na drogę z pierwszeństwem. On wyjechał nieśmiało, blokując połowę pasa i zatrzymał się. Chociaż droga była pusta, kierujący autem z kamerą nie ominął go, ignorując linie na drodze. Bardzo rozsądnie i bezpiecznie zatrzymał się, pozwalając niefrasobliwemu kierowcy na dalszą jazdę, a samemu nie łamiąc przy tym żadnych przepisów.

Najnowsze

Dyson N526 to siedmiomiejscowy elektryk o zasięgu niemal 1000 km

A dokładniej mówiąc, miał być. Samochód co prawda powstał, ale właściciel firmy zadecydował o zarzuceniu projektu.

Pomysł żeby Dyson, znany producent odkurzaczy, zajął się produkcją elektrycznego samochodu, został ogłoszony w 2017 roku. Ambitny plan, ale sir James Dyson, właściciel i najbogatszy człowiek w Wielkiej Brytanii, nie szczędził środków. Skompletował ponad 500-osobowy zespół i wyłożył 2,5 mld funtów na ten projekt i technologie z nim związane.

Elektryki są bardziej czyste od aut spalinowych? Ujawniamy prawdę

Po około dwóch latach prac Dyson podjął decyzję o zarzuceniu projektu. Był zadowolony z efektów, ale jego założenia okazały się zbyt ambitne, jak na realia rynkowe. Według wyliczeń firmy, jej pierwszy model, siedmioosobowy SUV, musiałby kosztować w przeliczeniu około 750 tys. zł, aby pokryć koszty projektu oraz produkcji. Kwota kosmiczna, ale nadal zbyt mała, bo pozwalająca firmie wyjść na zero. Należałoby doliczyć jeszcze zarobek producenta, a także podatki.

Ostatnio Dyson podzielił się po raz pierwszy zdjęciami prototypu modelu o kodowej nazwie N526. Auto ma 5 m długości, 2 m szerokości oraz 1,7 m wysokości, a do tego ma wielki rozstaw osi (producent nie podał jaki dokładnie). Napędzają go dwa silniki o mocy 272 KM każdy, a przyspieszenie do 100 km/h ma odbywać się w czasie poniżej 5 s.

Tesla ponownie zrewolucjonizuje auta elektryczne? Wkrótce pokaże „superbaterie”

Największe wrażenie robi zdecydowanie zasięg, który szacowano na 965 km. Miał być on realny dzięki zastosowaniu baterii o stałym elektrolicie, nad którymi pracował Dyson. Technologia ta uznawana jest za kolejny krok w ewolucji pojazdów elektrycznych, ale do tej pory żaden producent nie doszedł do etapu, w którym byłaby możliwa ich komercyjna produkcja.

Polacy zbudowali elektrycznego Malucha

Pomimo tego, że projekt wprowadzenia nowej marki samochodowej na rynek (pierwotne plany zakładały stworzenie trzech modeli) upadł, to przeprowadzone prace i badania nie pójdą na marne. Dyson chce nadal rozwijać technologię baterii ze stałym elektrolitem, a także systemy analizujące otoczenie, uczenie maszynowe oraz sztuczną inteligencję. Bardzo ciekawi nas także rozwiązanie, które miało zastąpić klasyczne ekrany we wnętrzu N526. Według słów właściciela firmy, jest to rodzaj wyświetlacza head-up, który zamiast na szybie, wyświetla informacje przed oczami kierowcy, niczym hologram.

https://www.youtube.com/watch?v=RCgE6HGdH2E

Najnowsze

Wjechał na ślepo na skrzyżowanie i rozbił cztery samochody. Aż silnik wypadł!

Brawura i bezmyślność to główne powody tego zdarzenia. Nawet nie brak znajomości przepisów, bo w tej sytuacji wystarczyłaby odrobina zdrowego rozsądku.

Samochodowa kamera uchwyciła moment, w którym kierujący Fordem wyjechał z niemałą prędkością z drogi podporządkowanej, prosto pod koła ciężarówki i uderzając w prawidłowo poruszający się samochód dostawczy. Ucierpiały w sumie cztery pojazdy, a siła uderzenia była na tyle duża, że z auta sprawcy wypadł silnik.

SOP kupił białe Aygo? Jadą jak kolumna uprzywilejowana

Jak się okazało, za kierownicą Forda siedział 18-latek bez prawa jazdy. Ale nie upatrywalibyśmy przyczyny tego zdarzenia w nieznajomości przepisów. Jakby na to nie patrzeć, do zachowania choćby najmniejszej ostrożności, nie skłonił go ani widok innych pojazdów, ani znak STOP, który beztrosko minął.

Najnowsze

Zatrzymali prawo jazdy kierowcy Dodge’a. Ale czy słusznie?

Nagranie jakich wiele - policja zatrzymała kolejnego pirata drogowego. Internautom bardzo się to jednak nie spodobało, czemu dali wyraz w komentarzach i ocenach nagrania. O co poszło?

Poniższe wideo ma krótki opis, ale my dotarliśmy do policyjnego komunikatu, dotyczącego tej sytuacji. Oto jego fragment (pisownia oryginalna):

Około godz. 19.00 w terenie zabudowanym urządzenie do pomiaru prędkości zarejestrowało kierowcę samochodu dodge, który jechał z prędkością 106 km/h. 50-letni kierowca został zatrzymamy do kontroli i za to, że rażąco złamał przepisy, przekraczając prędkość o 50 km, pozbył się prawa jazdy. Nie będzie mógł jeździć przez najbliższe 3 miesiące. Może to właśnie wpłynie to na jego wyobraźnię. Policjanci ukarali go również mandatem karnym i punktami.

Do informacji tej dołączono poniższe wideo, będące nagraniem z policyjnego wideorejestratora. I to właśnie to nagranie (a nie umiejętności pisarskie oficera prasowego) wywołały oburzenie internautów. Wskazują oni między innymi, że widoczny na ekranie pomiar, to prędkość radiowozu. Dlatego, aby wynik był wiarygodny, radiowóz musi zachować stałą odległość od pojazdu ściganego. W opinii komentatorów widoczne jest niewielkie skracanie tego dystansu. Widać też, że Dodge zahamował, kiedy akurat trwał pomiar.

Policja pomaga dzikom dostać się na osiedle. Zaraz, co?

Z komentarzy pod tym nagraniem można wywnioskować, że policjanci mogli popełnić błąd i zawyżyć prędkość zatrzymanego pojazdu. W większości sytuacji taka dyskusja nie ma większego sensu, ponieważ nawet pewien margines błędu nie zmienia faktu, że jakiś kierowca rażąco przekroczył prędkość i należy mu się mandat. Ten przypadek jest inny, ponieważ pomiar wyniósł 106,8 km/h. Gdyby na ekranie wyskoczyło 99,8 km/h kierujący Dodgem nadal dostałby sowity mandat i punkty karne, ale nie straciłby prawa jazdy. Nie zamierzamy bronić nikogo, kto łamie przepisy, ale wydaje nam się, że wymiar sprawiedliwości powinien być… no, sprawiedliwy. A nie budzić wątpliwości i sprzeciw wobec swoich działań.

Brawurowy pościg zakończony staranowaniem przestępcy

A jaka jest wasza ocena tej sytuacji? Czy pomiar był w tej sytuacji zawyżony? Czy kierowca Dodge’a powinien był stracić prawo jazdy na trzy miesiące?

Najnowsze

Doprowadził do kolizji, zajeżdżając drogę autobusowi i bił brawo. Własnej głupocie?

Bezmyślnych, aroganckich i agresywnych kierowców można spotkać wszędzie. I zawsze tak samo potrafią rozczulić swoimi teatralnymi gestami, kreując się na ofiary.

Nagranie jest niestety krótkie, ale czym takim mógł „zawinić” kierowca autobusu temu wytatuowanemu mistrzowi kierownicy w czarnym Hyundaiu i30? Może wyjechał z zatoki przystankowej, a krewki mężczyzna musiał zmienić pas na lewy, a nie lubi zmieniać pasów?

Trochę agresji na drodze i stłuczka na koniec

Nagranie zaczyna się w momencie, kiedy kierowca koreańskiego hatchbacka zajeżdża drogę autobusowi i hamuje. Prawdopodobnie chciał tylko postraszyć kierującego autobusem i zrobić mu na złość (a przy okazji jego pasażerom, ale kto by się tym przejmował), ale nie był na tyle błyskotliwy, żeby wydedukować, iż droga hamowania autobusu jest nieco dłuższa, niż samochodu osobowego.

Zajeżdżanie drogi na autostradzie, kolizja i ucieczka

Skończyło się kolizją, co kierowca Hyundaia przyjął chyba entuzjastycznie. Wychylił się z auta, pokazał kciuk w górę, a później, kiedy sprawdzał uszkodzenia, bił brawo. Też was bardzo… irytuje, kiedy ktoś cwaniakuje na drodze, doprowadza do kolizji, a później odstawia ironiczny teatrzyk mówiący: „No pięknie, patrz tylko co narobiłeś, jeździć trzeba umieć”.

Ciekawe czy kierowca Hyundaia bił też brawo, kiedy na miejsce kolizji przyjechała policja i zatrzymała mu prawo jazdy.

Najnowsze