Głośna sprawa potrącenia dziewczynki na przejeździe rowerowym. Policja podziela naszą ocenę sytuacji?

Czytając niektóre artykuły na temat tego zdarzenia, można odnieść wrażenie, że jakiś bandyta drogowy na motocyklu omal nie zabił dziecka na rowerku, a następnie uciekł, zostawiając bez pomocy swoją ofiarę oraz jej zrozpaczoną matkę. My oglądając to samo nagranie, mieliśmy nieco inną ocenę tej sytuacji, którą najwyraźniej podziela także policja.

Przypomnijmy, że do omawianej sytuacji doszło 25 czerwca w Olsztynie. Na nagraniu z kamery zamontowanej w autobusie widać, jak pojazd zwalnia przed przejściem dla pieszych, ale się nie zatrzymuje. Z niewielką prędkością zbliża się do przejazdu rowerowego, na który wjeżdża matka z dzieckiem na rowerze, a za nią podąża dziewczynka na własnym rowerku.

Nasz osąd sprawy przeczytacie tu: 
Motocyklista potrącił na pasach małą dziewczynkę!
Motocyklista który potrącił 6-latkę zatrzymany przez policję. Oto czego o sprawie nie mówią media

Dotaczający się do ronda autobus mógł zmylić motocyklistę – skoro nie zatrzymał się przed przejściem, tylko jedzie, to chyba droga jest wolna. Niestety zapomniał, że nie ma to znaczenia i nie wolno wyprzedzać ani omijać innego pojazdu w obrębie przejścia. Motocyklista wjechał dokładnie między matkę a dziewczynkę, która nie miała szansy zareagować i uderzyła w koło motocykla, upadając na asfalt. Natychmiast uciekła z jezdni – co było doskonałą reakcją – a motocyklista zsiadł z maszyny, zaniósł matce rowerek i po chwili odjechał.

Początkowo sprawa została umorzona przez policję (motocykl nie miał tablicy rejestracyjnej), ale po pełnym dramatyzmu apelu matki, wyzywającym do ukarania sprawcy kolizji (w której nikomu nic się nie stało) oraz upublicznieniu nagrania ze zdarzenia, udało się ustalić tożsamość mężczyzny. Ktoś zauważył jego motocykl na parkingu, skojarzył z wideo i poinformował o tym policję.

Teraz dowiedzieliśmy się, że funkcjonariusze skierowali sprawę do sądu, a we wniosku postawili mężczyźnie zarzut spowodowania zagrożenia w ruchu lądowym i zaproponowali karę 800 zł oraz zakończenia sprawy w trybie nakazowym (bez rozprawy). Jednak według informacji Polskiej Agencji Prasowej sąd ma odrzucić takie rozwiązanie, przeprowadzić normalną rozprawę i zaproponować karę grzywny w wysokości 1500 zł oraz roczny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Rozpędzony rowerzysta potrącił samochód! Tak było, naprawdę!

Wygląda na to, że policja oceniła zajście podobnie do nas i nie postawiła mężczyźnie na przykład zarzutu ucieczki z miejsca zdarzenia, o co oskarżała go matka dziecka. Pytanie tylko, dlaczego sporządzono wniosek do sądu, skoro taryfikator mandatowy przewiduje sankcje za takie wykroczenia. Konkretnie do 500 zł za spowodowanie kolizji oraz 200 zł za wyprzedzanie w rejonie przejścia dla pieszych i przejazdu rowerowego.

Wiele osób było głęboko oburzonych całym zajściem, a komentarze krytykujące łagodność proponowanych kar także się już pojawiły. Skąd więc taka „pobłażliwość” organów ścigania? Sądzimy, że przez komentujących przemawiają emocje, które zawsze się pojawiają, kiedy w grę wchodzi los dziecka. Patrząc jednak na sprawę obiektywnie, sytuacja była niebezpieczna, ale okazała się niegroźna. Między innymi dlatego, że motocyklista jechał powoli i zdarzenie nastąpiło przy minimalnej prędkości. Ale popatrzcie na tytuł nagrania: „potrącił na pasach ścigaczem” – czy nie sugeruje to, że jechał szybko? Kto jeździ na ścigaczach? Wiadomo – ten, co szaleje i pędzi z ogromnymi prędkościami na jednośladach (polski stereotyp). Nic dziwnego, że kogoś w końcu potrącił, prawda? Ogólna narracja była też taka, że motocyklista uciekł z miejsca zdarzenia (kolejny dowód na to, że mamy do czynienia z draniem), czego policja nie uznała, jak już wspominaliśmy.

Dlaczego „kolarze” nie jeżdżą po drogach dla rowerów – wyjaśnia „król rowerów”

W naszych poprzednich materiałach na temat tego zajścia, wspominaliśmy także o jeszcze jednej kwestii – dziewczynki w ogóle nie powinno być na tym przejeździe. Korzystanie z dróg dla rowerów jest dozwolone dla osób, które ukończyły 10. rok życia i uzyskały kartę rowerową. Tymczasem mała rowerzystka ma zaledwie 6 lat. Oznacza to, że w ogóle nie powinna sama poruszać się na rowerku! Zgodnie z art. 33, pkt. 2 ustawy Prawo o ruchu drogowym: „dziecko w wieku do 7 lat może być przewożone na rowerze, pod warunkiem, że jest ono umieszczone na dodatkowym siodełku zapewniającym bezpieczną jazdę”. Dopiero mając skończone 7 lat dziecko może samo jechać, ale wtedy wraz z opiekunem traktowani są jako piesi i muszą poruszać się chodnikiem. Ponadto matka sama przyznała, że to była pierwsza przejażdżka rowerowa. Co gorsza dziewczynka jechała za nią, więc matka nie miała żadnej możliwości kontrolowania jej. Co powiedziała sześciolatce podczas pierwszej przejażdżki w normalnym ruchu drogowym? „Jedź za mną i jakoś to będzie”? Prawda jest taka, że policja równie dobrze mogłaby ją ukarać mandatem za niewłaściwe korzystanie z drogi dla rowerów i narażenie dziecka na niebezpieczeństwo. Oczywiście w zaistniałej sytuacji byłoby to co najmniej niestosowne, ale mamy nadzieję, że nie obeszło się bez pouczenia. Nieznajomość przepisów nie jest wśród rowerzystów niczym nowym, ale kiedy bierze się odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i za własne dziecko, chyba warto zainteresować się przepisami?

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze