Katarzyna Frendl

Geneva Motor Show zostanie odwołana? Inne imprezy motoryzacyjne również zagrożone

Niedawno dowiedzieliśmy się, że ze względu na epidemię koronawirusa zostały odwołane jedne z największych światowych targów technologicznych poświęconych smartfonom, Mobile World Congress 2020 w Barcelonie. Następnie przyszła wieść o odwołaniu lub przesunięciu jednej z rund F1 Grand Prix Chin, a dziś pod znakiem zapytania staje otwarcie podwoi najważniejszych targów motoryzacyjnych w Genewie.

Jakiś czas temu pisałyśmy o tym, że organizatorzy IAA we Frankfurcie odwołują kolejne targi. Chodzi o zmianę myślenia o wystawach motoryzacyjnych jako takich i wymyśleniu innej formuły, która być może sprosta oczekiwaniom świata będącego coraz bardziej online. Także fakt, że na targach już nie sprzedaje się samochodów – jak niegdyś – i wystawianie się na takich wydarzeniach, co pochłania ogromną część budżetu producentów aut, jest działaniem jedynie wizerunkowym, z mizernym przełożeniem na faktyczną sprzedaż modeli, nie sprzyja rozwojowi tego typu imprez.

Także w Poznaniu zastanawiano się, czy aby na pewno dotychczasowa formuła targów nie wyczerpała się, a ludzie już nie mają chęci wychodzić z domu fizycznie obcować z namacalną motoryzacją, kiedy wszystko mają „podane na tacy” w tabletach, smartfonach, telewizji czy domowych komputerach. Motocaina stara się, podobnie jak inne portale motoryzacyjne, informować najszybciej jak to możliwe o najnowszych modelach samochodów i motocykli, czy wydarzeniach, które dotyczą nas, kierowców. Z tego powodu przyjście na targi stanowi dla niektórych coraz większe wyzwanie, bo „przecież wszystko już wiedzą, wszystko widzieli”. Na szczęście Poznań Motor Show znalazł w tym roku swoją nową formułę i postawił na elektromobilność – motoryzacyjne słowo 2019 roku.

Jednak nie tylko opisane wyżej przyczyny powodują, że organizatorzy zastanawiają się nad otwarciem podwoi swoich wielkopowierzchniowych ekspozycji.

Dziś ogromnym zagrożeniem jest coś z jednej strony ulotnego, a z drugiej bardzo namacalnego – epidemia. Odmieniamy ją ostatnio przez wszystkie przypadki, poznaliśmy dzięki niej nazwy kilku chińskich miast i upewniamy się często, czy aby na pewno koronawirus nie trafił do Polski.

Jednak Europa drży posadach. Z tego powodu odwołano największe targi technologii smartfonowych, na które czekała cała branża – posunięcie jednocześnie ryzykowne biznesowo, jak i odpowiedzialne. Podobne myśli zaczynają krążyć po głowach decydentów najbardziej prestiżowej, europejskiej wystawy motoryzacyjnej – Geneva Motor Show. Targi mają się odbyć w dniach od 5 do 15 marca, a szczyt epidemii jest spodziewany pod koniec lutego. Wygaszanie szerzącej się choroby w poszczególnych krajach może potrwać zdecydowanie dłużej. 

Organizatorzy Geneva Motor Show spodziewają się 600 tysięcy odwiedzających targi. Producenci samochodów stale monitorują rozwój epidemii koronawirusa w Europie w obawie, że może to mieć wpływ na kluczowe wydarzenie w Genewie. Według The Guardian, Mercedes-Benz, Audi czy Renault potwierdzają, że planują wziąć udział w imprezie, podobnie jak marki luksusowe, takie jak Aston Martin i Bentley. Rzeczniczka targów powiedziała, że do tej pory odwiedzających spoza Europy było około 1 procenta wszystkich uczestników. Planowane jest dodatkowe czyszczenie i dezynfekcja hal oraz ekspozycji, koncentrując się na obszarach gastronomicznych, toaletach i poręczach. Odbędzie się także kampania uświadamiająca skierowana do pracowników i odwiedzających, dotycząca sposobów zmniejszenia prawdopodobieństwa infekcji.

Zagrożone są także targi motoryzacyjne w Chinach, które są w samym centrum epidemii. Magazyn Autocar poinformował, że chińska impreza, której ogranizatorzy spodziewają się 800 tysięcy odwiedzających w kwietniu, również może zostać przełożona, podobnie jak eliminacja Formuły 1 – Grand Prix Chin.

Źródło: The Guardian, Autocar

Najnowsze

Słowacja chce wprowadzić bezpłatne autostrady i drogi ekspresowe!

Darmowej sieci autostrad pozazdrościli Niemcom… Słowacy! Wiele wskazuje na to, że już niedługo po drogach szybkiego ruchu naszych południowych sąsiadów pojedziemy zupełnie bezpłatnie.

Ta zaskakująca informacja nie jest tylko plotką, ponieważ słowacki rząd uchwalił właśnie projekt ustawy znoszący opłaty za przejazd autostradami i drogami ekspresowymi. Dotyczy on tylko pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony, ale to nadal świetna informacja, również dla wielu Polaków.

Jeśli ustawę przegłosuje także słowacki parlament, to zupełnie bezpłatnie po drogach naszych południowych sąsiadów pojedziemy 1 stycznia 2021 roku. Szanse na to są duże, chociaż wśród wielu słów poparcia, nie brakuje także głosów krytyki. Najpoważniejsze dotyczą kwestii finansowych oraz tego, że decyzja jest traktowana jako… kiełbasa wyborcza.

29 lutego odbędą się na Słowacji wybory parlamentarne i wielu krytyków upatruje w tym projekcie jedynie chęci przypodobania się kierowcom. Sceptyczne słowa pojawiły się też ze strony odpowiednika polskiej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Według wyliczeń tej instytucji zniesienie opłat oznaczałoby zrezygnowanie z 80 mln euro (tyle wpłynęło w minionym roku) wpływów na konto zarządzającego słowackimi drogami. Na pytanie skąd miałyby od przyszłego roku pochodzić środki na utrzymanie dróg ekspresowych i autostrad, obecnie odpowiedzi brak.

Tego typu rozwiązanie może i ma charakter populistyczny, jednak fakt, że drogami można poruszać się bezpłatnie jest w wielu krajach niedoceniany. Niemcy – mekka darmowych autostrad i braku ograniczeń prędkości na dużej części z nich – zastanawiają się już od wielu lat, jak ruch spowolnić i jednocześnie pozyskać środki z kieszeni kierowców. Jednak rządzący wiedzą, że byłby to zamach na jeden z najbardziej drażliwych tematów, który dotyczy wszystkich zmotoryzowanych Niemców i politycy odkładają newralgiczne decyzje na wieczne nigdy.

W Słowacji padły już konkretne daty i należy przypuszczać, że kierowcy będą oczekiwać od polityków spełnienia swoich obietnic.

Najnowsze

Robert Kubica nowym kierowcą serii DTM!

Za kierownicą prywatnego BMW M4 DTM na sezon 2020 DTM w serii wyścigów samochodów turystycznych zadebiutuje Robert Kubica. Kubica po raz pierwszy pojawił się na torze w BMW M4 DTM na testach młodych kierowców w Jerez de la Frontera (ESP) w grudniu ubiegłego roku.

„To naprawdę świetna wiadomość dla DTM” – mówił dyrektor BMW Group Motorsport, Jens Marquardt. „Cieszymy się, że możemy powitać ART Grand Prix w DTM jako prywatny zespół kliencki. Od zawsze naszym celem było uatrakcyjnienie i rozszerzenie stawki DTM o prywatne BMW M4 DTM. Było kilka opcji i w ostatnich miesiącach przeprowadziliśmy wiele rozmów z potencjalnymi zespołami. Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, wybraliśmy pakiet oferowany przez ART Grand Prix. Po testach w Hiszpanii w grudniu ubiegłego roku Robert Kubica nie krył, że potrafi wyobrazić sobie przyszłość w DTM. To świetnie, że ART Grand Prix daje mu teraz możliwość rywalizacji w sezonie 2020 w BMW M4 DTM. Robert pokazał podczas testów, że jest bardzo dobry w samochodzie DTM. Jest prawdziwym atutem tej serii. Trzymamy kciuki za ART Grand Prix i Roberta i mamy nadzieję, że sezon DTM będzie udany”.

„BMW, Roberta Kubicy ani DTM nie trzeba przedstawiać! Ich wspaniałe kariery mówią sama za siebie” – mówił dyrektor zespołu ART Grand Prix, Sébastien Philippe. „Ten projekt jest dla nas bardzo ważny i tej zimy włożyliśmy w niego mnóstwo energii. Z wielką dumą i ambicją podejmiemy się tego wyzwania, by uhonorować BMW – producenta z tradycjami, który zdobył kilka tytułów w najbardziej wymagających mistrzostwach samochodów turystycznych. Naszym celem będzie również wspieranie Roberta Kubicy, który wkrótce napisze nowy rozdział w swojej już i tak niezwykle bogatej karierze w sportach motorowych. Nasz ostatni udział w serii DTM sięga lat 2015/16, więc ART Grand Prix będzie musiało ponownie poznać wewnętrzne mechanizmy tych renomowanych mistrzostw. Na początku sezonu nasze cele będą skromne, ale przy determinacji naszego zespołu mam nadzieję, że od początku sezonu będziemy walczyć z czołówką”.

„DTM ciągnęło do mnie od dawna, a grudniowe testy w Jerez de la Frontera tylko zaostrzyły mój apetyt” – mówił Robert Kubica. „Naprawdę nie mogę się doczekać rozpoczęcia tego nowego rozdziału w swojej karierze. Uważam, że DTM to jedna z najmocniejszych i najlepszych serii wyścigowych na świecie. Podczas testów od razu poczułem się w BMW M4 DTM jak ryba w wodzie. ART Grand Prix od lat cieszy się dużym uznaniem na międzynarodowej scenie wyścigów samochodowych. Jestem pewien, że razem możemy wiele osiągnąć w DTM. Oczywiście nadal musimy zdobywać doświadczenie w porównaniu z renomowanymi zespołami DTM, ale będziemy ciężko pracować nad tym, aby cały czas się doskonalić. Nie mogę się doczekać startów w DTM”.

Zespół z Villeneuve-La-Guyard (FRA) powstał w 2005 roku. ART Grand Prix to uznana marka na międzynarodowej scenie sportów motorowych. Zespół znany jest przede wszystkim z wielu sukcesów w różnych Formułach aż do GP2 i Formuły 2. Zespół szefa Sébastiena Philippe’a pomógł wielu znanym kierowcom wyścigowym w ich drodze na szczyt. ART Grand Prix rywalizowało już w DTM w 2015 i 2016 roku, zdobywając w sumie cztery miejsca na podium.

W ramach przygotowań do sezonu ART Grand Prix i Kubica będą uczestniczyć w testach ITR w Monzy (ITA) w dniach 16-18 marca. Sezon 2020 rozpocznie się w Zolder (BEL) w dniach 24-26 kwietnia. 

Najnowsze

FOMO naraża kierowców i pieszych na niebezpieczeństwo!

FOMO (ang. Fear of Missing Out) oznacza lęk, że nie jesteśmy na bieżąco z informacjami w mediach społecznościowych. To ważny problem społeczny, który wpływa również na bezpieczeństwo ruchu drogowego.

Kierowca z FOMO może w czasie jazdy być bardziej skłonny do korzystania z Facebooka czy Instagrama albo odczytywania wiadomości w komunikatorach. W ten sposób sprawia, że ponad dwukrotnie wzrasta ryzyko wypadku. Korzystanie z telefonu jest niebezpieczne także w przypadku pieszych.

FOMO to akronim angielskiego „Fear of Missing Out”. Pojęcie to oznacza lęk przed utratą stałej łączności z innymi. Osoby z FOMO obawiają się, że ominie je coś ważnego, np. wydarzenie towarzyskie czy kulturalne. W Polsce wysoki poziom FOMO wykazuje 16% internautów, a średni poziom FOMO stwierdzono u kolejnych 65%. 

Kierowcy o wysokim poziomie FOMO blisko trzykrotnie częściej deklarują, że korzystają z platform społecznościowych podczas prowadzenia samochodu – robi tak aż 25% osób, podczas gdy ogółem dopuszcza się tego 9% osób. Tymczasem wykonywanie za kierownicą czynności, które wymagają oderwania oczu od drogi, ponad dwukrotnie zwiększa prawdopodobieństwo kolizji. 

Kierowca, który podczas jazdy korzysta z mediów społecznościowych, naraża siebie i innych na niebezpieczeństwo z kilku powodów. Nie obserwuje drogi, nie trzyma prawidłowo kierownicy, a poziom jego uwagi i koncentracji skrajnie niski. Nawet jedna sekunda nieuwagi to duże ryzyko w obecnym ruchu drogowym – mówi Adam Knietowski, dyrektor Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault.

O tym, jak powszechny jest problem używania podczas jazdy telefonu trzymanego w dłoni, świadczą policyjne statystyki. Tylko podczas jednodniowej akcji „Telefony” we wrześniu 2019 r. stwierdzono blisko 4 tys. takich wykroczeń.

Problem FOMO dotyczy nie tylko kierowców, lecz także pieszych. W ogólnej grupie badanych korzystanie z mediów społecznościowych podczas przechodzenia przez jezdnię deklaruje 11% osób. Wśród ankietowanych z wysokim poziomem FOMO postępuje w ten sposób blisko co trzecia osoba (29% odpowiedzi). Kanadyjscy naukowcy stwierdzili niedawno, że korzystanie z telefonu przez pieszych zwiększa prawdopodobieństwo wypadku bardziej niż rozmowa telefoniczna czy słuchanie muzyki. Wysyłanie wiadomości tekstowych wiąże się z większą liczbą niebezpiecznych sytuacji, piesi rzadziej też rozglądają się uważnie podczas przechodzenia przez jezdnię.

Najnowsze

Skoda Enyaq – tak będzie się nazywać pierwszy elektryczny SUV czeskiego producenta

Skoda Enyaq będzie pierwszym seryjnie produkowanym samochodem marki opartym na modułowej platformie dla samochodów elektrycznych MEB.

Nazwa Enyaq pochodzi od irlandzkiego imienia Enya oznaczającego „źródło życia”. Imię to ma celtyckie korzenie i jego pierwotne znaczenie to również „esencja”, „duch”.

Skoda Enyaq będzie pierwszym seryjnie produkowanym samochodem marki opartym na modułowej platformie MEB Grupy Volkswagen, a także kolejnym z serii ponad dziesięciu zelektryfikowanych modeli Skoda, które zostaną zaprezentowane do końca 2022 roku.

Na polskim rynku dostępna jest już w pełni elektryczna Skoda Citigoe iV oraz hybrydowy Superb iV, czyli pierwsze auto marki, pod którego maską kryją się dwa silniki. W zależności od sytuacji i wybranego trybu jazdy pracują one indywidualnie lub w połączeniu, łącząc korzyści zapewniane przez silnik elektryczny i silnik spalinowy. Znajdujący się w aucie akumulator można też wygodnie ładować przy wykorzystaniu zewnętrznego źródła energii elektrycznej.

Najnowsze