Volvo pojedzie maksymalnie 180 km/h - wyjaśniamy, o co tak naprawdę chodzi

Volvo pojedzie maksymalnie 180 km/h - wyjaśniamy, o co tak naprawdę chodzi

17 maja 2020
2
Szwedzi wywołali spore poruszenie w branży, kiedy zdradzili w zeszłym roku, że zamierzają fabrycznie ograniczyć prędkość swoich samochodów do 180 km/h. Pierwsze takie auta właśnie wyjeżdżają na ulice, a my zastanawiamy się, jak to wpłynie na... cokolwiek.

Bezpieczeństwo jest najważniejsze
Volvo od dekad kojarzone jest z dużym przywiązaniem do bezpieczeństwa, a ograniczenie prędkości maksymalnej jest kolejnym tego wyrazem. Jak wyjaśniają Szwedzi w swoim komunikacie:

Firma Volvo Cars ma najbardziej ambitny program dotyczący bezpieczeństwa w całej branży motoryzacyjnej. Wizja 2020 zakłada, że dzięki nowym systemom bezpieczeństwa już niedługo w Volvo przestaną ginąć ludzie. Firma uznała, że osiągnięcie tego celu nie będzie możliwe bez właściwych postaw samych kierowców.

Badania przeprowadzone przez Volvo Cars wykazały trzy poważne obszary stojące na przeszkodzie osiągnięcia takiego poziomu bezpieczeństwa, by ograniczyć ofiary wypadków do zera. Najważniejszą z nich jest poważne przekraczanie prędkości.

Nie znamy szczegółów tego badania, ale w pełni się z nim zgadzamy - prędkość to największe zagrożenie na drodze. Do większości wypadków i kolizji dochodzi z powodu tego, że kierowca nie zatrzymał się w porę…

Co to znaczy „nadmierna prędkość”?
… tylko nie zawsze musi to znaczyć przekroczenie dozwolonej prędkości. Jeśli wypadniesz z drogi na zakręcie, to policja w rubryce „przyczyna zdarzenia drogowego” napisze „niedostosowanie prędkości do panujących warunków drogowych”. Później zobaczysz w sieci zdjęcie swojego rozbitego auta z nagłówkiem „Przesadził z prędkością, wylądował na drzewie”. Wniosek jest jeden - trzeba coś zrobić z kierowcami przekraczającymi prędkość! I tylko ty będziesz wiedzieć, że tak naprawdę jechałeś przepisowo, tylko droga jest źle wyprofilowana, niedawno padało, a ty od dawna obiecujesz sobie, że odłożysz pieniądze na nowe opony.

Przeczytaj też: Volvo rezygnuje z diesli!

Przyczyn wypadków może być naprawdę dużo, ale wiele z nich można zbyć stwierdzeniem „no to trzeba było jechać wolniej”, a w statystykach i tak wyląduje to jako nadmierna prędkość. O czym chyba Volvo zapomina w dalszej części swojego komunikatu.

Dane Amerykańskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego pokazują, że 25% wszystkich śmiertelnych wypadków, do których doszło na terenie USA w 2017 roku, było spowodowanych nadmierną prędkością. Co roku Amerykanie otrzymują miliony mandatów za przekraczanie ograniczeń prędkości.

Czym jest „nadmierna prędkość”, o której mowa? Bardzo możliwe, że wiele z nich było to typowe „niedostosowanie prędkości do warunków”. „Amerykanie otrzymują miliony mandatów” - to już bardziej wymierny argument, ale nie wiemy jak poważne były to przekroczenia prędkości (i ile było przypadków jazdy ponad 180 km/h). A jest to jakby kluczowe z punktu widzenia Volvo, które chce dać nam twarde dowody na słuszność swojej decyzji.

180 km/h to nie problem?
Limity prędkości w USA mogą różnić się (jak większość rzeczy) w zależności od stanu. Zwykle podaje się, że maksimum na autostradzie do 70 mph, czyli 118 km/h. Ale w niektórych stanach jest to 75-80 mph (121-129 km/h), a na jednym „hajłeju” w Teksasie można poczuć się prawie jak w Polsce, sunąc 85 mph (137 km/h).

A teraz pytanie do publiczności - jak sądzicie, ile z wypadków w USA było spowodowanych tym, że ktoś przekroczył dozwoloną prędkość o 70 km/h? Na autostradzie, która jest najbezpieczniejszą kategorią drogi. Inaczej - jak sądzicie do ilu wypadków by nie doszło, gdyby ktoś nie przekroczył prędkości maksymalnej o 70 km/h, ponieważ ogranicznik prędkości pozwoliłby mu tylko o 62 km/h? Idźmy dalej - jak wiele wypadków miało miejsce w terenie zabudowanym, ponieważ ktoś jechał 200 km/h? No właśnie. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której zmuszenie pirata drogowego do jazdy „tylko” 180 km/h, będzie zbawienny dla bezpieczeństwa drogowego.

Przeczytaj też: Test Volvo V40 T3 Momentum

Ale może taki ogranicznik faktycznie pomoże uniknąć jakiejś niebezpiecznej sytuacji. Na przykład kiedy ktoś mający ochotę pędzić 240 km/h, będzie zmuszony do zadowolenia się 180 km/h i dzięki temu zdąży zahamować, kiedy ktoś nieuważnie wyjedzie na jego pas. Teoretycznie jest to możliwe.

Jeśli powyższa sytuacja będzie miała miejsce, to przecież będzie to dowód na to, że taki ogranicznik ma sens, prawda? Faktycznie trudno protestować przed temperowaniem kierowców, którzy mają ochotę przekraczać prędkość o 100 km/h. A wy sami odpowiedzcie sobie na pytanie, kiedy ostatnio jechaliście szybciej, niż 180 km/h. Spójrzcie na inne samochody podczas jazdy autostradą. Ilu z tych kierowców przeszkadzałoby to, że nie mogą przekroczyć 180 km/h? Dla wielu z nich 140 km/h to i tak za dużo, bo głośno, a auto dużo pali.

Ogranicznik prędkości narzucony przez Volvo to nie problem, bo mało kto jeździ szybciej, a nawet gdyby ktoś chciał, to nie powinien. Nie powinien też łamać ograniczeń, ale na autostradzie najgroźniejsza jest różnica prędkości. Kiedy my jedziemy 140 km/h, a ktoś zasuwa 180 km/h, to jeszcze nie jest ona taka duża.

O co tak naprawdę chodzi?
Oczywiście, że o bezpieczeństwo. Można powiedzieć, że jest to taki pierwszy krok w pewnym kierunku, który zwraca uwagę na problem, ale nie budzi poważnego sprzeciwu. Nie zdziwimy się, kiedy za parę lat Volvo wprowadzi jeszcze bardziej restrykcyjny limit.

Za decyzją Szwedów bez wątpienia przemawia też kwestia kosztów. Jeśli dany model nigdy nie pojedzie szybciej, niż 180 km/h, to oznacza to konkretne oszczędności. Samochody mogą wyjeżdżać z fabryki na tańszych oponach o niższym, indeksie prędkości. Żaden Niemiec nie będzie miał pretensji, że po długiej przejażdżce ze stałą prędkością 220 km/h, jednym ze słynnych autobahnów bez ograniczeń, przegrzała mu się skrzynia biegów. Wystarczy, że się nie przegrzeje przy 180 km/h. Wreszcie projektując nowy model i jego aerodynamikę, nie musimy się martwić o jego stabilność podczas szybszej jazdy.

Rynek i tak ma to w nosie
Pamiętacie szok i niedowierzanie, kiedy Volvo ogłosiło, że największy silnik, jaki trafi pod maskę jego nowych modeli, to 2-litrówka? Niemcy wsadzają nawet V8 pod maskę aut klasy średniej, a w Volvo nie dostaniemy sześciu garów nawet w klasie wyższej? A co z legendą jednostek R5 i świetnymi R6? Skończyły się i już. Jak ta, niepopularna wśród fanów marki, zmiana wpłynęła na sprzedaż?

W lutym Volvo ogłosiło, że w roku 2019 zwiększyło sprzedaż o 9,8 proc., co oznacza, że po raz ósmy z rzędu pobiło rekord sprzedaży. W Polsce sprzedaż Volvo wzrosła o 5 proc. i również był to ósmy rekordowy rok z rzędu. Chyba tych fanów większych silników (do których się zaliczamy!) nie było aż tak wielu. Oparcie gamy na jednostkach 2.0 R4 oraz 1.5 R3 oznaczało dla producenta ogromne oszczędności, a także oszczędziło mu późniejszych problemów.

Przeczytaj też: Test Volvo XC90 D5 Inscription - rodzinny ideał?

W sierpniu 2018 roku Volvo, zapewne nie bez satysfakcji, informowało w swoim komunikacie, że jest „jednym z nielicznych producentów segmentu premium, który może się pochwalić tym, że wszystkie jego obecnie produkowane modele i ich wersje spełniają kryteria WLTP”. Pamiętacie zapewne jakie zamieszanie wprowadziło przejście na nowy cykl pomiaru spalin. Część wersji silnikowych różnych modeli została czasowo wycofana - niektóre z uwagi na rozbudowaną gamę (WLTP wymaga osobnych testów każdej wersji silnikowej i w każdej konfiguracji, która wpływa na zużycie paliwa), a niektóre wymagały wprowadzenia modyfikacji, aby mogły być nadal oferowane. To był naprawdę trudny okres dla wielu producentów. A tymczasem Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Car Poland mówił:

Tuż przed wdrożeniem nowych norm okazało się, że nie wszyscy producenci zdążyli się do nich przygotować. Z polskiego rynku zniknie wiele wersji silnikowych i odmian różnych modeli aut. Nie dotyczy to jednak Volvo. Wszystkie nasze samochody spełniają kryteria WLTP, a nieliczne samochody homologowane wcześniej, mieszczą się w ramach przepisów o Końcowej Partii Produkcji. Najważniejszy komunikat dla naszych klientów jest taki, że po 1 września nadal będziemy oferować wszystkie odmiany naszych aut i przeszły one pomyślnie procedurę WLTP.

Innymi słowy, niepopularna decyzja Volvo nie tylko nie wpłynęła negatywnie na sprzedaż, ale także pomogła im się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Dlaczego o tym mówimy?

Przyzwyczajajcie się
Wyśrubowane normy i niemożliwe do osiągnięcia emisje CO2 wskazują jasno (przynajmniej w Europie), że przyszłością są samochody elektryczne. A elektryki mają zawsze ograniczoną elektronicznie prędkość. Volkswagen e-Golf rozwija 136 KM, ale pojedzie tylko 150 km/h. Nissan Leaf e+ ma aż 217 KM, ale rozpędza się tylko do 157 km/h. Są też wyjątki, ponieważ Polestar 2 pojedzie 205 km/h, ale mówimy tu o samochodzie mającym moc 408 KM! Oczywiście, że każdy z tych modeli pojechałby szybciej, ale producenci narzucili ograniczenie, aby uniknąć przegrzania baterii. I nikt nie ma z tym problemu, ponieważ nawet właściciele Tesli jadą po autostradzie 120 km/h w obawie przed nagłym spadkiem naładowania akumulatorów i w strachu przed brakiem szybkiej ładowarki w pobliżu (o konieczności marnowania czasu przy tej ładowarce nie wspominając).

Przeczytaj też: Test Volvo S60 T6 AWD Polestar

Ograniczenia prędkości elektryków są czymś naturalnym, a obecna unijna polityka sprawia, że producenci będą zmuszani do coraz poważniejszej elektryfikacji gamy. Limiter przy 180 km/h? Jeszcze kilka lat, a okaże się, że to całkiem niezły wynik.

A jaka jest wasza opinia? Ograniczanie prędkości maksymalnej samochodów to naturalny krok w kierunku, w którym podąża motoryzacja? A może ograniczanie wolności klientów? Ograniczanie kosztów pod przykrywką walki o bezpieczeństwo, która na bezpieczeństwo nie wpłynie? Piszcie!

Komentarze

Hag
17 maja 2020 10:53
A w tym wszystkim jest jeszcze jedna rzecz. Jeśli jesteś typem który lubi cisnąc po autostradzie 250 a po mieście od świateł do świateł dochodzić do w 200 to automatycznie volvo choćby Ci się podobało wypada z Twojego kręgu zainteresowania. A co za tym idzie mnie statystycznych piratów kupi auta tej marki bo te mają kaganiec który dla wielu amatorów szybkiej jazdy jest niemalże policzkiem. Ja sam nie uważam się za pirata, przestrzegam przepisy ale lubię szybką jazdę tylko ten jeden aspekt jakoś ciężko jest mi zawsze przestrzegać. Bardzo podoba mi się volvo. Przymierzałem się do S90, a marzyłem o XC90 ale te auta nie dają emocji których oczekiwałem poza tym że są ładne. I skończyło się na zupełnie innym biegunie z 300-konnym hatchbackiem ;) a wniosek? Ja potencjalny pirat nie kupię Volvo więc mniej nierozsadnych kierowców kupi volvo. Dla nich ma to sens!
mmm
19 maja 2020 18:52
Z samochodów premium Volvo daje największe upusty, a powyżej 2l jest akcyza 18.6%. Cena natomiast przekłada się na wyniki sprzedaży ...