Vettel nie żałuje, że nie został „drugim Schumacherem”, ale jego relacje z Ferrari są napięte

12 sierpnia 2020
2
Pięć lat temu Sebastian Vettel przeszedł z Red Bulla do Ferrari. Czterokrotny mistrz świata wierzył, że dzięki wsparciu ekipy z Maranello pójdzie w ślady swojego idola, Michaela Schumachera. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała jego marzenia. I choć Vettel nie żałuje, że dołączył do najsłynniejszego zespołu F1, ich relacje pozostają teraz dość napięte.

Historia Sebastiana Vettela w Ferrari nie potoczyła tak, jakby sobie tego życzył. Miały być zwycięstwa, mistrzostwa świata, bicie rekordów Michaela Schumachera. Skończyło się na 14 zwycięstwach, dwóch tytułach wicemistrza świata i zero tytułach mistrzowskich. Mimo wszystko Vettel, jak wyznał w rozmowie z Martinem Brundlem, nie żałuje, że dołączył do legendarnej ekipy z Maranello:

Nie, nie żałuję – i taka jest prawda.

Ferrari zawsze było moim marzeniem, w dużej mierze inspirowanym moim dzieciństwem, Michaelem w czerwonym samochodzie… Zainspirował mnie on i nadal mnie inspiruje, ponieważ myślę, że to on był najlepszy. Miałem nadzieję, że uda mi się odebrać Lewisowi kilka tytułów mistrzowskich, żeby rekord Michaela trwał trochę dłużej; teraz jesteśmy trochę za daleko, aby spróbować go ,,zablokować”.

Myślę, że patrząc wstecz, moją misją było zdobycie mistrzostwa, a tego nie zrobiliśmy. Więc pod tym względem zawiedliśmy. Mimo to mieliśmy kilka naprawdę dobrych lat, kilka najważniejszych wydarzeń w moim życiu i kilka dobrych wyścigów. Więc nie żałuję.

Czy to Sebastian Vettel zawiódł Ferrari, czy to Ferrari zawiodło jego?

Nie można ukrywać, że w trakcie tych pięciu lat z Ferrari Vettel miał i lepsze i gorsze momenty. Raz jeździł doskonale, innym razem popełniał kompromitujące go błędy. Pojawiały się wtedy głosy, że Niemiec nie jest kierowcą na miarę dominującego w ostatnich latach Lewisa Hamiltona. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że Mercedes działa jak doskonale naoliwiona maszyna, zapewniając Hamiltonowi wszystko co trzeba do wygrywania wyścigów. Jedynym zadaniem Lewisa jest wsiąść do bolidu, zdobyć pole position, a następnie wygrać wyścig.

Sytuacja Vettela w Ferrari nie była tak komfortowa. Ferrari przez ostatnie lata nie potrafiło zbudować bolidu na miarę mistrzowskiego tytułu, który prowadziłby się jak marzenie. O strategiach wyścigowych ekipy z Maranello, krążą już legendy. Ile razy przez błędną decyzję strategów wyścig Vettela został zniszczony? A ile razy Vettel sam, w trakcie wyścigu, był zmuszony podejmować kluczowe decyzje strategiczne? Już nie mówiąc o tym, że czas pit stopów wykonywanych przez mechaników czerwonego zespołu, też pozostawia wiele do życzenia.

Przeczytaj też: Ferrari nie wygra wyścigu przed sezonem 2022. Czy to upadek legendy?

I o ile przez wszystkie lata Vettel był graczem zespołowym, który zawsze bronił swojej ekipy, i brał na klatę wszystkie swoje błędy, to teraz coś w nim pękło. Prawdopodobnie, gdzieś w głębi serca, czuje się skrzywdzony decyzją Ferrari, by nie zatrzymywać go po zakończeniu 2020 roku. Przed Grand Pix Austrii Niemiec ujawnił, że nie dostał nawet opcji przedłużenia kontraktu z Ferrari. Mattia Binotto po prostu poinformował go, że Scuderia nie będzie już potrzebować jego usług po zakończeniu tego sezonu:

Decyzja to decyzja. Jestem profesjonalistą w tym zakresie i muszę zrozumieć każdy wybór szefostwa. Wiesz, sposób, w jaki to zostało zrobione mógł być może trochę inny, ale tak właśnie jest i niezależnie od tego, co czuję, jestem im winien szacunek. Daję im wszystko, co mogę i staram się mieć najlepszy sezon pomimo trudnej sytuacji.

Sezon 2020 Sebastian Vettel zaczął źle. W kwalifikacjach do Grand Prix Austrii nie wszedł nawet do Q3, a w niedzielnym wyścigu dojechał do mety dopiero na dziesiątym miejscu, podczas gdy jego zespołowy kolega, Charles Leclerc, stanął na podium. Były partner zespołowy Niemca, Mark Webber, uważa, że na jego aktualną formę wpłynęła właśnie decyzja Ferrari: 

Myślę, że to było zaskoczenie dla większości, dla Sebastiana prawdopodobnie największe. Nawet sposób w jaki zostało mu to przekazane... Przez telefon, nie wykonano żadnego wysiłku by powiedzieć mu to w twarz. Ewidentnie ta relacja nie była zdrowa i doszli do wniosku, że najlepiej jej nie kontynuować.

Uważam, że Sebastian po wyścigu wydawał się „pusty”. Myślę, że z jego perspektywy, im szybciej się to skończy, tym lepiej dla wszystkich. Relacja jest zerwana, chemia uleciała, małżeństwo się skończyło. Sebastian zakłada czerwony kombinezon, jeździ czerwonym bolidem, ale jest tam już tylko dla samego siebie. Przyjmując pewne scenariusze można by życzyć, by to się już skończyło. Tak to teraz wygląda.

Każdy kolejny wyścigowy weekend sprawia, że stosunki na linii Sebastian Vettel-Ferrari są coraz bardziej napięte. Do tego stopnia, że Vettel w Silverstone odpowiedział „Nie wiem” na pytanie dziennikarza, czy uważa, że jego samochód jest taki sam jak jego kolegi zespołowego.

Po Grand Prix 70-lecia Formuły 1 Vettel wprost dał wyraz swojemu niezadowoleniu, mówiąc, że zespół popsuł mu strategię wyścigową:

Nie mieli odwagi, by pozwolić Charlesowi Leclercowi na to, by mnie wyprzedził. Zamiast tego woleli wezwać mnie do boksów, żeby Charles miał pusty tor. Mogłem na tych oponach zrobić jeszcze dziesięć, jak nie więcej, okrążeń. Zrujnowano mi wyścig tą strategią.

Rano rozmawialiśmy o tym, że nie ma sensu zjeżdżać na pit stop, gdy wiemy, że na tor wyjedziemy w korku, a właśnie tak zrobiliśmy w wyścigu. Zmierzam do tego, czemu dostaję twardą mieszankę na dziesięć okrążeń, a później muszę przejechać dwadzieścia na pośredniej? Pod koniec wyścigu już kończyły mi się opony. Dokładnie o tym rozmawialiśmy przed wyścigiem. Nie była to najlepsza praca, jaką mogliśmy wykonać.

Nasze tempo w obu wyścigach na Silverstone było takie same. Nie było poprawy. Niewiele jestem w stanie z tym zrobić. Nadal będę dawać z siebie wszystko, będę próbować zachować spokój i tyle. Za nami dwa bardzo kiepskie tygodnie. Nie wiem, co się stało, ale to trochę dziwne. To nie był dla mnie dobry dzień i jestem sfrustrowany.

Zespół co prawda zapewnia, że stara się pomóc czterokrotnemu mistrzowi świata odzyskać formę, ale sytuacja kiedy Charles Leclerc dostaje kurtkę z wyszytym swoim imieniem i nazwiskiem, a Vettel nie, z pewnością w tym nie pomaga. Urzędujący mistrz świata, Lewis Hamilton, uważa, że Ferrari przestało wspierać Sebastiana:

Nie sądzę, żeby w tej chwili robili zbyt wiele, by Sebastian mógł zabłysnąć.

W podobnym tonie wypowiadają się byli kierowcy F1, Christian Danner i Ralf Schumacher:

Vettel nie jest o trzy lub cztery dziesiąte wolniejszy od Leclerca.

Sebastian nie jest o pół sekundy wolniejszy od jakiegokolwiek kolegi z zespołu. Jest bardzo jasne: jego Ferrari nie pojedzie szybciej.

Ross Brown, dyrektor wykonawczy F1, uważa, że obie strony tego wewnętrzzespołowego konfliktu powinny usiąść do wspólnych rozmów i wszystko sobie wyjaśnić:

Zobaczymy jak Vettel i zespół poradzą sobie przez resztę sezonu. Najwyraźniej mają bardzo sfrustrowanego kierowcę i w interesie obu stron jest znalezienie sposobu, by utrzymać to w kupie do końca roku. Muszą spróbować zmienić przegraną w zwycięstwo. Kiedy ja miałem podobne sytuacje w przeszłości, siadałem z kierowcą twarzą w twarz i staraliśmy się zrozumieć, gdzie tkwi problem. Potem trzeba włączyć do tej dyskusji inne osoby, jak inżynierów czy mechaników. Z pewnością będzie to pomocne.

Były kierowca Ferrari, Gerhard Berger, uważa jednak, że współpracę Vettela z Ferrari należałoby przerwać już w tym momencie, nie czekając na koniec sezonu:

Dla Vettela lepiej byłoby, gdyby już teraz odszedł z Ferrari. Ze względu na nastroje w konkretnych zespołach, lepiej by było mieć już składy z 2021 roku.

Aktualnie w klasyfikacji generalnej Vettel jest na trzynastej pozycji, do swojego partnera zespołowego traci 35 punktów.

Co będzie dalej z Sebastianem Vettelem? Jego przyszłość w Formule 1 nadal jest nieznana. Coraz głośniej mówi się o tym, że w sezonie 2021 Niemiec będzie się ścigać dla ekipy Astona Martina (tegoroczne Racing Point).

Przeczytaj też: Co dalej z Sebastianem Vettelem?

Nick Heidfeld, uważa, że odejście Vettela z Ferrari i przejście do Astona Martina, to najlepsza możliwa decyzja:

Jeśli jego przyszły zespół osiągnie lepsze wyniki niż Ferrari, to będzie jak błogosławieństwo.

Błogosławieństwem będzie również to, że nie trzeba będzie wtedy znosić presji wynikającej z rozczarowujących osiągów Ferrari. Znowu będzie mógł swobodnie oddychać. To będzie dla niego jak nowy początek.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!