Trzyosobowa ekipa na skuterku wymusza pierwszeństwo na naszym znajomym rowerzyście

Motorowery, czyli jednoślady o pojemności silnika do 50 ccm nie wymagają od osoby dorosłej żadnych uprawnień. Zupełnie jak rowery. Skąd więc zdziwienie autora nagrania na takie zachowanie?

Często, pisząc o wkroczeniach popełnianych przez rowerzystów, wspominamy, że osoba dorosła nie musi legitymować się żadnym dokumentem, potwierdzającym jej znajomość przepisów. Jakby pełnoletność oznaczała nagle cudowne przyswojenie Kodeksu drogowego.

Nasz znajomy rowerzysta znów się kompromituje. Tym razem pouczając kierowców

Poniższe wideo jest na swój sposób ironiczne, ponieważ zarejestrował je nasz znajomy rowerzysta. Ten sam, który stosuje własną interpretację przepisów dotyczących ruchu drogowego i próbuje piętnować wszystkich, którzy nie zachowują się w zgodzie z jego wyobrażeniami.

Nasz znajomy rowerzysta szukał guza. I prawie go znalazł

Tym razem znalazł się po drugiej stronie barykady. Tym razem to wobec niego inny użytkownik jednośladu, który nie musi znać przepisów, zademonstrował swoją ignorancję prawa. A naszego znajomego rowerzystę to zdenerwowało? Kogoś kto uważa, że przepisy dotyczą wszystkich tylko nie jego? Jest chyba na to stosowne słowo… Hipokryzja?

Najnowsze

Złodziejska incepcja – uciekał, bo kradzioną ciężarówką wiózł kradzione auto

Ciekawe czy jeden samochód został ukradziony na potrzeby transportu drugiego, czy ktoś wpadł na pomysł optymalizacji złodziejskiego procederu i przerzucenia przez granicę dwóch pojazdów za pomocą jednego kierowcy.

Funkcjonariusze ze Straży Granicznej w Legnicy pełniąc służbę na A4 wytypowali do kontroli jadący z Niemiec samochód ciężarowy na litewskich numerach rejestracyjnych. Kierowca po zatrzymaniu pojazdu na zjeździe z autostrady wyskoczył nagle z kabiny i zaczął uciekać.

Bolała go noga, więc ukradł Jeepa. Skończył na latarni

Funkcjonariusze ruszyli za nim, padły strzały ostrzegawcze i wezwane zostały pozostałe będące w pobliżu patrole Straży Granicznej. Kierowca próbował ukryć się w wysokim zbożu, jednak szybko został zauważony i zatrzymany.

Okazało się, że kierowca auta to 33-letni obywatel Litwy. Powodem jego ucieczki był kradziony Mercedes, którym przyjechał z Niemiec do Polski. Jak się po chwili okazało, przewoził nim inny, również kradziony, samochód – Mazdę CX-5. SUV był ukryty w przestrzeni ładunkowej ciężarówki. Oba pojazdy zostały zgłoszone dwa dni wcześniej jako kradzione.  

Przesadził z prędkością i nie zmieścił się w bramkach poboru opłat

Szacunkowa wartość zatrzymanego Mercedesa to 90 tysięcy złotych, natomiast Mazdę oszacowano na 100 tysięcy złotych.

Najnowsze

Kierowca szedł na rekord? Jechał lawetą 24 godziny bez przerwy!

Inspektorzy z lubelskiej Inspekcji Transportu Drogowego już dawno nie spotkali się z tak poważnymi naruszeniami czasu pracy. Skontrolowany przez nich kierowca lawety jechał przez całą dobę praktycznie bez żadnej przerwy.

Kierowca ukraińskiej autolawety, zatrzymany w Chojnie Nowym przez lubelską Inspekcję Transportu Drogowego, długo opierał się, zanim okazał inspektorom swoją wykresówkę. Nic dziwnego, ponieważ mężczyzna miał na koncie masę naruszeń norm dotyczących czasu pracy. Kierowca jechał praktycznie bez odpoczynku przez 24 godziny! Kontrolujący go inspektorzy już dawno nie spotkali się z naruszeniami na taką skalę.

Tak się bał kontroli, że porzucił ciężarówkę i uciekł do lasu

Kierowca musiał odebrać wszystkie przepisowe odpoczynki. Inspektorzy ukarali prowadzącego mandatami na łączną kwotę ponad 2000 złotych. Konsekwencje tej niefrasobliwej i niebezpiecznej jazdy poniesie też przewoźnik. W związku z przewidywaną karą administracyjną ITD pobrała od przedsiębiorcy blisko 10 000 złotych kaucji.

Przekroczył dopuszczalną masę ciągnika z naczepą. O 39 ton!

Przekraczanie czasu pracy przez zawodowych kierowców to nic nowego i zdarza się niestety bardzo często. Przewoźnicy wymagają od swoich kierowców pracy ponad miarę albo wyznaczają im niemożliwe do osiągnięcia w przepisowym czasie punkty, w których muszą się stawić. Mimo to opisywana sytuacja szokuje i zastanawiamy się czy to pracodawca jest taki bezwzględny, czy kierowca taki bezmyślny, że zgodził się na jazdę przez całą dobę.

Najnowsze

Tesla celowo wprowadza klientów w błąd? Sąd nie ma co do tego wątpliwości

Według niemieckiego sądu Tesla z premedytacją, za pomocą marketingu oraz samej nazwy oferowanej funkcji, oszukuje swoich klientów co do tego, że jej samochody potrafią samodzielnie poruszać się po drogach. Zdanie to podzielają także eksperci w Wielkiej Brytanii.

Chodzi oczywiście o słynnego „autopilota”, czyli funkcję którą Elon Musk, z właściwą sobie beztroską, daje jasny sygnał, że jego samochody potrafią poruszać się autonomicznie. Wyraźny rozdźwięk między marketingiem, a rzeczywistością, zauważyła niemiecka organizacja non-profit Centrum Ochrony przed Nieuczciwą Konkurencją. Złożyła ona pozew do sądu w Monachium, w którym oskarża Teslę o celowe wprowadzanie w błąd klientów.

Tesla wbiła się w przewróconą ciężarówkę. Wina sławnego autopilota?

Jednym z przykładów nieuczciwych praktyk Tesli jest informacja na stronie producenta, że „zautomatyzowana jazda po miejskich ulicach pojawi się jeszcze w tym roku”. Zapewnienie takie pojawiło się w 2019 roku i nikomu chyba nie przeszkadzało, że zapowiadany termin już minął, a technologia pozwalająca na takie rozwiązanie jeszcze przez długi czas nie będzie gotowa, podobnie jak stosowne przepisy pozwalające na korzystanie z niej.

W swoim orzeczeniu sąd zakazał Tesli używania takich określeń jak „pełny potencjał do autonomicznej jazdy” oraz „funkcja autopilota”. Co jest w pełni zrozumiałe, ponieważ powyższe określenia oraz sama nazwa „autopilot” sugerują całkiem bezpośrednio, że modele amerykańskiego producenta to pojazdy autonomiczne. Tymczasem mogą one jechać samodzielnie wyłącznie na drogach szybkiego ruchu, co potrafi wiele innych aut na rynku. Różnica polega na tym, że żaden inny producent nie jest tak… beztroski i nierozsądny, aby pozwolić kierowcy na dłuższe zdjęcie rąk z kierownicy. Może nie być zbiegiem okoliczności to, że tylko w przypadku Tesli mówi się o śmiertelnych wypadkach podczas jazdy w trybie częściowo autonomicznym.

Tesla Model 3 zafundowała kierowcy nie lada niespodziankę…”kierownica mi odpadła”!

Elon Musk z właściwą sobie gracją zaćwierkał na Twitterze, w reakcji na wyrok niemieckiego sądu, że przecież termin „autopilot” pochodzi z lotnictwa. Jakby sugerując, że nikt nie rozumie go dosłownie, bo przecież samochody nie latają. Raczej mało dojrzała argumentacja. Zapytał też co w takim razie z autostradami. Rzeczywiście Tesle jeżdżą same po drogach szybkiego ruchu, ale czy to uprawnia do pisania na stronie, że auta te są „w pełni autonomiczne” i od zeszłego roku same jeżdżą także po mieście? No właśnie.

Wsparcie klienta poziom Tesla: dostał odszkodowanie, ale nie może nigdy kupić Tesli

Sytuację skomentował brytyjski ekspert i członek w zarządzie Euro NCAP Matthew Avery, który przypomniał, że już wcześniej ostrzegał (wraz z organizacjami zajmującymi się bezpieczeństwem drogowym, z którym współpracuje) przed „pułapkami” w autopilocie Tesli. Podkreślił, że to nadal system asystujący kierowcy, a nie mogący go zastąpić. Co jest oczywiste dla każdej osoby, będącej na bieżąco z nowinkami technologicznymi w motoryzacji.

Tesla usuwa dodatki ze swoich używanych aut i każe za nie płacić drugi raz?

Jakby tego było mało, firma Thatcham Research zajmująca się bezpieczeństwem samochodów (w której także pracuje wspomniany wcześniej ekspert) poinformowała niedawno, że niektórzy właściciele Tesli w Wielkiej Brytanii dostali e-maile o takiej oto treści:

Nasze informacje wskazują, że jeszcze nie ulepszyłeś swojego Modelu S do poziomu Całkowitej Autonomii Jazdy. Możesz zrobić to teraz w promocyjnej cenie 2200 funtów.

Ciekawe jak Elon Musk odniósłby się do takiego e-maila. W naszej ocenie to nie jest już „wprowadzenie w błąd”, tylko jawne oszukiwanie swoich klientów i wyłudzanie od nich pieniędzy. Nie byłby to zresztą pierwszy raz w historii firmy (polecamy nasz tekst na temat usuwania z samochodów już zakupionych funkcji – link powyżej).

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Mustang Mach-E 1400 – elektryk do driftu o spektakularnej mocy? Ford mówi: czemu nie?

Celem Mustanga Mach-E 1400, napędzanego siedmioma silnikami elektrycznymi o łącznej mocy ponad 1400 KM, jest wypełnienie luki między tym, co może zrobić pojazd elektryczny, a tym, co klienci wierzą, że potrafi osiągnąć. Czy Ford właśnie udowodnił, że jazda takim elektrykiem może sprawiać ogromną frajdę?

Powstały we współpracy Ford Performance z RTR Vehicles, Mustang Mach-E 1400 to samochód zbudowany na lekkim nadwoziu BIW Mustanga Mach-E GT, zaprojektowany z myślą o dobrej zabawie. Przeznaczony jest głównie do jazdy po torze, a konkretnie do driftu. Z aerodynamiką zapewniającą dużą siłę docisku, jest stworzony do startów dragsterów lub w pokazach gymkhana – wszędzie, gdzie może udowodnić ekstremalne osiągi napędu elektrycznego Mustanga.

Mustang Mach-E 1400 napędzany jest siedmioma silnikami elektrycznymi – trzy są zamontowane przy przednim mechanizmie różnicowym, a cztery z tyłu, ułożone na wspólnym wale napędowym, łączącym je z mechanizmami różnicowymi, które mają szeroki zakres regulacji. Ich łączna moc wynosi 1419 KM. Jednostek jest o pięć więcej niż w Mustangu Mach-E GT.

Za zasilenie całości odpowiada bateria składająca się z ogniw niklowo-manganowo-kobaltowych o pojemności 56,8 kWh. Niewiele, bo bazowe auto seryjne ma baterię o pojemności 75 kWh, ale w tym wypadku ważniejsza jest wydajność układu elektrycznego. System akumulatorów został specjalnie zaprojektowany z myślą o chłodzeniu podczas ładowania za pomocą płynu chłodzącego dielektrycznego, co skraca czas wymaganej przerwy między wyjazdami na tor.

Maska wykonana jest z organicznych włókien kompozytowych, lekkiej alternatywy dla włókna węglowego stanowiącego pozostałą część  poszycia pojazdu. Kształt i rozłożenie elementów poprawiających aerodynamikę podyktowane było uwzględnieniem kanałów chłodzących oraz zadaniami przedniego splittera, płaszczyzn docisku przedniej osi oraz tylnego spojlera. 

Ponieważ Mustang Mach-E 1400 został zaprojektowany z myślą o driftowaniu Ford zapewnia, że w zależności od potrzeb i konfiguracji, napęd może być realizowany na tylne, przednie lub wszystkie koła, w dowolnych proporcjach. Podwozie i układ napędowy są skonfigurowane tak, aby umożliwić zespołowi testowanie różnych nastawów i ich wpływu na zużycie energii i osiągi, oddzielnie dla napędu na tylne koła, na przednie koła i na obie osie. Dla driftu i jazdy torowej ustalono zupełnie inne konfiguracje przedniej osi. W pierwszym wypadku chodziło o to, aby umożliwić ekstremalne kąty skrętu w drifcie. Dystrybucja mocy odbywa się równomiernie na przód i tył lub 100 procent trafia na jedną z osi. Docelowa siła dociskowa przekracza 1000 kg przy 257 km/h.

Przeczytaj też: Tak wygląda Ford Mustang Mach-E. Elektryczny SUV z dużym zasięgiem

Na pokładzie znajdziemy zintegrowany elektroniczny układ wspomagania hamulców, który umożliwia szeregowe hamowanie regeneracyjne, współpracuje z ABS i układem kontroli stabilności. Mustang Mach-E 1400 jest wyposażony –  jak wyścigowy Mustang GT4 – w hamulce Brembo oraz zaprojektowany do driftu hydrauliczny hamulec ręczny, zintegrowany z układem sterowania całego zespołu napędowego, aby umożliwić odcięcie zasilania tylnych silników, ułatwiając uślizg tylnej osi.

Mustang Mach-E 1400 – elektryk zaprojektowany z myślą o dobrej zabawie

Vaughn Gittin, zawodowy drifter, tak opisał swoje przeżycia za kierownicą tego samochodu:

Jazda za kierownicą tego auta całkowicie zmieniła moje spojrzenie na to, czym może być moc i moment obrotowy. To doświadczenie, którego nie jesteście w stanie sobie wyobrazić. Można je porównać jedynie do jazdy magnetycznym rollercoasterem.

Mustang Mach-E 1400 – elektryk zaprojektowany z myślą o dobrej zabawie

Mustang Mach-E 1400 zadebiutuje już niebawem podczas wyścigów NASCAR. Niestety wiele wskazuje na to, że Ford ograniczy się do produkcji jedynie tego jednego egzemplarza, który poza funkcjami reprezentacyjnymi będzie też pełnił rolę testera nowych rozwiązań i materiałów.

Przeczytaj też: Mustang Mach 1 powraca! Ford prezentuje kolejną wersję kultowego samochodu

Najnowsze