Test Volkswagen e-up! - do przywiązania jeden krok

30 kwietnia 2020
19
2
Gdy go oddawałam po tygodniowym teście czułam, jakbym żegnała dobrego kumpla, z którym się nieźle zżyłam. Jeszcze siedem dni wcześniej nie sądziłam, że można tak mile spędzić czas w samochodzie, który jest jednym z najtańszych elektryków w Polsce. Wydawało się, że zbyt małym...

Zacznijmy jednak od początku. Volkswagen up! to najmniejszy model niemieckiego producenta. Powstał w 2013 roku, ponieważ rynek zgłosił zapotrzebowanie na małe, figlarne pojazdy, którymi poruszać się będzie jedna, bądź dwie osoby, które od czasu do czasu chcą podrzucić gdzieś znajomych… Ale rzadko. Samochodzik jest więc malutki. Mierzy dokładnie 360 cm, a to stawia go w ścisłej czołówce najkrótszych samochodów na rynku - występuje jednak w kilku ciekawych wersjach. Z punktu widzenia miłośniczki motoryzacji, którą z całą pewnością jestem, najciekawszą wydaje się oczywiście wersja GTI. Jednak stojąc u progu trzeciej dekady XXI wieku świat zwrócony jest w kierunku alternatywnych rodzajów napędu. Auto oczywiście przeszło modernizację, kwestią czasu było więc, by do naszej redakcji trafił zasilany prądem brat sportowego malucha - elektryczny Volkswagen e-up!

Interesujesz się samochodami elektrycznymi, lub chcesz o nich wiedzieć więcej? Posłuchaj o nich w ciekawym podcaście prowadzonym przez Kasię Frendl z motocaina.pl i Pawła Pilarczyka z ITbiznes.

Samochód elektryczny? Nie widać
To sympatyczne małe autko niczym szczególnym nie zdradza, że napędzane jest energią z gniazdka i dopiero z bliska dostrzec można subtelną niebieską listwę pomiędzy reflektorami. Po włączeniu silnika auto komunikuje otoczeniu swoją ekologiczną naturę włączając światła do jazdy dziennej, o charakterystycznym kształcie, umieszczone w zderzaku. To element charakterystyczny dla zelektryfikowanych Volkswagenów, a podobny zabieg stylistyczny znamy już z e-Golfa i Passata GTE.

We wnętrzu przewidziano miejsce dla czterech pasażerów i muszę przyznać, że nawet na tylnej kanapie zmieszczą się dorośli mężczyźni. Z przodu miejsca jest aż nadto. Za kierownicą e-up!-a poczułam się jak w aucie o rozmiar większym. Proste kształty deski rozdzielczej, zaprojektowanej w układzie poziomym, potęgują wrażenie przestronności. Fotele są wystarczająco obszerne, aby czuć się w nich wygodnie, a zintegrowane zagłówki udają trochę sportowy charakter małego samochodu. Zaskoczyło mnie nieco podejście Volkswagena do multimediów miejskiego auta. Fabryczne radio zawiera jedynie podstawowe funkcje i muszę przyznać, że jego „wszechstronność” nie jest jego najmocniejszą stroną. Jednak na górze deski rozdzielczej znajduje się uchwyt do smartfona, który zmienia ascetyczne - jak na dzisiejsze czasy - wnętrze w centrum rozrywki. Po kilku dniach obcowania z małym Volkswagenem doceniłam zabieg, jaki zastosowali projektanci. Rozwiązanie staje się wygodne szczególnie, gdy samochód używany jest przez kilka osób. Wystarczy wpiąć swój telefon i ruszamy w drogę z własnymi mapami, playlistą i aplikacją, która umożliwia podglądanie wielu informacji o naszej eko-jeździe. Tym, którzy wciąż czują się zawiedzeni oznajmiam, że to maleństwo wyposażone zostało w 2-strefową klimatyzację!

Auto na prąd
e-up! napędzany jest silnikiem elektrycznym, który energię czerpie z baterii litowo-jonowej umieszczonej w podłodze między osiami samochodu. Czego mogę więc się spodziewać pod maską? 60 kW, czyli 81 KM i automatyczna skrzynia biegów. Trudno tu mówić o normalnej skrzyni. Ta w e-up! ma jedno przełożenie. Napęd i zawieszenie zamieniają miejskiego Volkswagena w prawdziwego gokarta. Wydawałoby się, że nieduża moc nie jest w stanie zapewnić zadowalających osiągów, ale nic bardziej mylnego! Elektryczny silnik swoją moc i moment obrotowy uzyskują już od mikro naciśnięcia pedału przyspieszenia. Pozwala to na wystrzelenie e-up!-a spod świateł w taki sposób, że zanim pozostali kierowcy wrzucą pierwszy bieg, wy będziecie już dobre 100 metrów z przodu. Na kolejnych światłach skupicie już na sobie wszystkie spojrzenia pozostałych uczestników ruchu.

Wiesz już wszystko o elektrykach? Dowiedz się też o samochodach wodorowych!

Mały Volkswagen okazuje się także niezwykle dynamiczny i bardzo sprytny w miejskim ruchu. Ale to nie sprint spod świateł jest jego żywiołem. Kluczowe okazują się: zwinność i gabaryty, jego predyspozycje do przeskakiwania z pasa na pas oraz niesamowita elastyczność elektrycznego silnika. Nieważne, jak spokojnie jedziecie. Gdy zobaczycie lukę na pasie obok, po prostu wiecie, że w nią się zmieścicie i skwapliwie z tego korzystacie. Potem w następną i następną… Nagle okazuje się, że wielkie, spalinowe landary zostawiacie daleko w tyle. W tej przyjemnej, żwawej, miejskiej jeździe, zdecydowanie pomaga nisko umieszczony środek ciężkości auta oraz koła umieszczone w samych narożnikach nadwozia. O zaletach krótkich zwisów oraz zwrotności takiego samochodu podczas parkowania nie muszę chyba nikogo przekonywać, a przepisy promujące samochody elektryczne w przestrzeni miejskiej tylko dopełniają listę zalet Volkswagena. Przede wszystkim możesz swobodnie skorzystać z bus pasów, parkujesz za darmo i wjedziesz bez problemu na starówkę, czyli w miejsce o jakim buchające spalinami benzyniaki lub diesle moga tylko pomarzyć.

Zasieg jest uzależniony choćby od stylu jazdy, obciążenia czy temperatury powietrza. Sposób prowadzenia e-upa! możemy kontrolować, wybierając jeden z trzech profili jazdy: tryb standardowy (włączany automatycznie) oraz Eco i Eco+. Na krótkich dystansach bez obaw można postawić na standard. Jednak gdy planujemy przejechać więcej, warto rozważyć już jeden z trybów Eco. Spadnie nam dostępna moc silnika elektrycznego, a układy elektroniczne zredukują moc klimatyzacji i zmienią charakterystykę przyspieszenia, czy ograniczą prędkość maksymalną. Największego spadku parametrów należy spodziewać się przy Eco+: moc spada o 20 kW i całkowicie wyłącza się klimatyzacja. Coś za coś.

Koniecznie wypróbuj!
Choć to najmniejszy model niemieckiego producenta, wzbudza agresję męskiej części użytkowników dróg. Będą chcieli utrzeć ci nosa, dlatego spodziewaj się rywali do wyścigu. Na wszystkich światłach spięci do granic możliwości właściciele focusów, civiców, czy meganek, będą chcieli ci udowodnić, że są szybsi. A Ty? Spokojnie wciskasz gaz i do 60 km/h rozpędzasz się w niewiele powyżej 4 sekund - jak niezły motocykl! Do setki potrzebujesz nieco więcej czasu 11,9 s, ale w mieście nie przekraczamy zwykle 90 km/h. No chyba, że na obwodnicy czy autostradzie - na tej ostatniej, ze względu na dbałość o zasięg, producent ograniczył prędkość maksymalną do 130 km/h. Oczywiście to nie jest auto do bicia rekordów prędkości.

Choć moc 81 koni mechanicznych, które masz do dyspozycji, nie jest porażającą wartością, powinna wystarczyć do pokonania większości zawodników - przynajmniej do prędkości 60 km/h. Twoją największą bronią są: energia od prędkości 1 km/h (gdzie zwykle w konwencjonalnym aucie jest wielka turbo dziura), przyczepność (niezły rozkład mas, niski środek ciężkości, gabaryty, rozstaw osi) i miejsko zestrojony układ kierowniczy, który w sposób bezpośredni daje kierowcy informacje o każdym manewrze kół. Autko wchodzi w zakręty jak gokart, a zawieszenie wykazuje się zadziwiającą przyczepnością. Nisko zlokalizowane, ciężkie baterie i sposób ich rozmieszczenia wpływają na to, że auto wydaje się przylepione do drogi. Jedziesz dynamicznie, wrzucając tę "małą puderniczkę" w kolejny zakręt i nagle uzmysławiasz sobie, że licznik wskazuje wciąż 70 km/h! 

Elektryki są bardziej czyste od aut spalinowych? Ujawniamy prawdę

Do kompletu zalet należy dopisać hamulce i działanie rekuperacji, czyli systemu odzyskiwania energii kinetycznej podczas zwalniania. Układ generuje prąd, a jednocześnie redukuje prędkość. e-up! ma 4 stopnie rekuperacji - D1, D2, D3 i B - i jak ustawicie sobie tryb na ten najbardziej silny, samochód praktycznie będzie stawał w miejscu, w ułamek sekundy po zdjęciu nogi z pedału przyspieszenia. Innymi słowy używacie tylko jednego pedału do jazdy - pedału gazu - albo naciskacie go chcąc przyspieszyć, albo zwalniacie nacisk i wtedy hamujecie. Jednocześnie takim mocnym hamowaniem silnikiem można szybko podładować baterię i wydłużyć zasięg. W mieście, podczas jazdy od świateł do świateł, ten samochód staje się istnym perpetum mobile! Co więcej, podczas dynamicznego prowadzenia e-upa, kiedy mocno przyspieszasz, ale też mocno hamujesz, licznik kilometrów zasięgu czasem "stoi" w miejscu - to auto zdaje się uwielbiać taki stan. Dosłownie jakby czekało na twoją bardziej żywiołową jazdę i nagradzało cię kolejnymi kilometrami przejechanymi za darmo!

Ładowanie i zasięg VW e-up!
Każda przyjemność kiedyś się kończy… W e-upie po przejechaniu nieco ponad 200 kilometrów. Ponieważ średnio Polacy przejeżdżają miejskimi samochodami nie więcej niż 50 kilometrów, to więcej niż pewne, że po dystansie trzykrotnie większym jesteś już dawno pod domem. Wtedy podpinasz auto na noc do gniazdka i gotowe. Rano wstajesz i znów możesz korzystać z około 80% naładowanej baterii (po około 6 h - z wykorzystaniem wallboxa lub ładowarki typu carport, o prądzie ładowania o mocy 3,6 kW) lub 100% (po około 16 h). Czas ładowania oczywiście zależy od tego, czy korzystasz z gniazka domowego (2,2 kW, 230 V), czy ładujesz baterie za pomocą wspomnianego wallboxa, w którym - najogólniej - prąd szybciej płynie. Z pewnością warto zainwestować w tę drugą opcję. Tak czy owak to najkorzystniejsza, najtańsza odmiana ładowania - jeśli macie dobrą taryfę nocną, prąd do waszego samochodu kosztuje was grosze. Mniej więcej za 7-8 złotych przejedziecie 100 kilometrów, podczas gdy za 30-40 zł osiągniecie ten sam dystans w w samochodzie spalinowym. 

e-up! jest również przystosowany do ładowania prądem stałym (DC) przez złącze CCS (Combined Charging System). W tym przypadku specjalne stacje ładowania prądem o mocy 40 kW - pod dużymi korporacjami, galeriami handlowymi, urzędami gmin, lub dyskontami - umożliwiają naładowanie bateri w ciągu zaledwie 30 minut. Naprawdę. Właśnie tyle trwa naładowanie baterii 36,8 kWh do 80% ich pojemności. Tych szybkich ładowarek jest nieco mniej, niż wolniejszych, w których płynie prąd przemienny (AC), dlatego warto szukać tych pierwszych. W niektórych warszawskich galeriach elektryka naładujesz zupełnie za darmo.

Czy warto "bawić" się w elektryka?
Na powyżej postawione pytanie, odpowiem: tak. Nieduży samochód elektryczny do miasta jest rozwiązaniem idealnym i tanim w eksploatacji. Części się mniej lub w ogóle nie zużywają, bo ich np. w ogóle nie ma. Jest tu nieskomplikowany, pratycznie bezobsługowy silnik. Nie ma zwykłej skrzyni jaką znamy z aut spalinowych. Samochody elektryczne najczęściej mają tylko jeden bieg oraz wsteczny, który uzyskuje się przez odwrotne przyłożenie napięcia. Silnik elektyczny połączony jest z kołami za pomocą wybitnie prostej przekładni, która redukuje obroty silnika. Do tańszej eksploatacji dochodzi zdecydowanie mniejsze zużycie hamulców (dzięki działaniu rekuperacji używamy ich mnniej). Zamiast halogenów, świecą tu bezobsługowe praktycznie LEDy. Nie ma też tradycyjnego rozrusznika, czy układu wydechowego, a czas życia elementów ściernych, w tym klocków i tarcz, zdecydowanie się wydłuża. Wyliczono, że koszty serwisowania samochodu elektrycznego wynoszą tylko około jednej trzeciej kosztów serwisu konwencjonalnych samochodów. 



Ile kosztuje samochód elektryczny? Wyjściowo VW e-up! to koszt 96 290 złotych, ale doposażając go o dostępne pakiety, łatwo osiągniemy kwotę 106 tysięcy złotych - właśnie tyle kosztuje nasz testowy egzemplarz. Jeśli uda wam się skorzystać z dopłaty Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, zaoszczędzicie nawet 30% tej kwoty. Jak do tej pory niestety dopłaty nie ruszyły.

Czyli jaki?
Po tygodniu fantastycznej przyjaźni - bo tak należy nazwać tę naszą relację - nadszedł czas na pożegnanie Volkswagena e-up! Spotkanie z elektromobilnością po raz kolejny uświadomiło mi, że powszechność motoryzacji napędzanej prądem jest już tylko kwestią czasu, a auta, które do niedawna były jedynie ciekawostką, odważnie wkraczają do europejskich miast. e-up! jest samochodem kompletnym, bo przy całej swej ekologicznej otoczce - a to temat na zupełnie inną rozmowę i tekst - jest po prostu zwykłym samochodem do codziennego przemieszczania się z domu do pracy. Taki zdroworozsądkowym, tani w ładowaniu i eksploatacji. Wygodnym. Za możliwościami auta wciąż stara się nadążać infrastruktura ładowania, ale jej szybka rozbudowa i powszechność stacji ładowania w ciągu najbliższych dwóch lat będzie gwałtownie rosnąć. Może więc już teraz rozważyć elektryka? Ja jestem za.

NA TAK
- energiczny silnik elektryczny;
- dobre prowadzenie;
- 4 trybów rekuperacji;
- frajda z jazdy;
- bezemisyjność lokalna.

NA NIE
- dość twarde plastiki we wnętrzu;
- proste multimedia;
- wysoka cena zakupu bez dopłaty.



Volkswagen e-up! dane techniczne

Silnik

Elektryczny, baterie 32,3 kWh

Moc

81 KM przy 2800 - 12000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy

210 Nm przy 2800 obr./min

Skrzynia biegów

Automatyczna, 1-biegowa

Prędkość maksymalna

130 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

11,9 s

Długość/szerokość/wysokość

3600/1645/1507 mm

Komentarze

Krzysiek
05 maja 2020 08:20
Ten samochód to ciekawa opcja. Ja jednak miałem problemy z ładowaniem mojego elektryka w mieście. Ogólnodostępne stacje rzadko kiedy były dostępne. Wiele razy krążyłem po Krakowie w poszukiwaniu wolnej stacji. Mieszkam poza miastem, więc dla własnego komfortu zaopatrzyłem się w swoją ładowarkę z AmperGo. Jak to jest w przypadku VW? Wallbox jest w pakiecie czy trzeba go dokupić?

05 maja 2020 16:45
W Warszawie nie ma problemu z ładowaniem elektryka i zwykle miejsca nie są zajęte. Jak napisałam, można ładować auto pod galeriami handlowymi, pod biurowcami w dzielnicy biurowej, pod urzędami. Ale rzadko Ci, którzy kupują elektryka ładują się w mieście - zwykle robią to w domu i zasięg im spokojnie wystarczy na kilka dni jazdy (mnie nawet na tydzień, bo pokonywałam krótkie dystanse na codzień :-). Żadna marka nie daje wallboxa gratis. To koszt minimum ok. 1700 złotych.