Tego jeszcze nie było – ekspert ruchu drogowego broni szeryfa!

Opisywany przez nas już wcześniej szeryf drogowy zyskał właśnie mocnego sojusznika - samego sekretarza Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Krakowie. Człowieka nie tylko uchodzącego za prawdziwy autorytet w zakresie Prawa o ruchu drogowym, ale także mającego swój własny program w telewizji. Chyba już wiecie, o kim mowa.

Jeśli po klatce z nagrania nie kojarzycie, o jakim szeryfie mowa, to poniżej znajdziecie link do naszego poprzedniego materiału, w którym obszernie odnosimy się do jego przypadku. Tutaj przypomnijmy tylko w dużym skrócie, że chodziło o kierowcę, który kurczowo trzymał się lewego pasa drogi ekspresowej, pomimo innych pojazdów siedzących mu na zderzaku oraz wielu sposobności, żeby zjechać na prawy pas. Autor nagrania przyjął zasadę „jadę ile chcę i jak chcę – to moje święte prawo, a wam nic do tego”. Za taką postawę wylała się na niego fala hejtu (podobno nawet groźby karalne), a on sam najpierw nagrał godzinne (!) wideo, w którym tłumaczy dlaczego reszta świata się myli, ale z pewnością nie on, a kiedy to nie pomogło, zwrócił się do autorytetu.

Na szeryfa wylała się fala hejtu, więc nagrał film o tym, że nie jest szeryfem. Sprawdzamy!

Tym autorytetem, jak się pewnie już zdążyliście domyślić, był pan Marek Dworak, prowadzący program „Jedź bezpiecznie”. Wybór był nieprzypadkowy, ponieważ w swoim godzinnym wystąpieniu autor nagrania wymienia program pana Dworaka, jako jeden ze sposobów na poszerzanie swojej wiedzy z zakresu ruchu drogowego. Ponadto pan Dworak sam pokazał w jednym ze swoich programów, że nieobca jest mu mentalność szeryfa i zachowania typowe dla tego typu kierowcy (link do naszego komentarza w tej sprawie poniżej). Nie ma to jak znaleźć sobie bezstronnego arbitra, prawda?

Ekspert nie ma pojęcia o ruchu drogowym? Sprawdzamy kontrowersyjny film

Zobaczmy zatem, co pan Dworak ma do powiedzenia na temat spornej sytuacji. Zaczyna bardzo słusznie, od przypomnienia o obowiązku zachowania bezpiecznej odległości od poprzedzającego samochodu. Wspomina także, że przepisy nie precyzują jaka to jest bezpieczna odległość (to istotne, wrócimy do tego za chwilę), ale przyjmuje się połowę wartości prędkości, wyrażoną w metrach. Ponieważ rzecz miała miejsce na drodze ekspresowej, a autor nagrania podkreśla że jechał 120 km/h, powinno to być 60 metrów. Pan Dworak słusznie zauważa też, że tyczy się to aut zarówno z przodu jak i z tyłu – nie możemy wyprzedzić kogoś i wjechać mu tuż przed maskę. Następnie dodaje:

Ponadto musimy pamiętać o tym, że każdą zmianę pasa ruchu, musimy wyraźnie i zawczasu sygnalizować i płynnie, stopniowo, na stosunkowo długim odcinku drogi, tę zmianę przeprowadzić. Te przepisy obowiązują i zapomnienie o nich, schowanie ich do szuflady, powoduje niebezpieczeństwo. W świadomości niektórych tych przepisów nie ma i stąd bierze się problem.

No i tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Jaki przepis mówi o tym, że zmiana pasa ruchu musi być „stopniowa” oraz „przeprowadzana na stosunkowo długim odcinku drogi”? Sygnalizowanie zamiaru, a nie manewru – ok. Wykonywanie go płynnie, a nie gwałtownie i nerwowo – niech będzie, choć na ten temat przepisy milczą. Ale gdzie zapisano, że zmiana pasa musi być „długa i stopniowa”? W jakim to przepisie, o którym zapominamy? Zapominamy też podobno o przepisie regulującym odległości między pojazdami, a przepisu takiego nie ma – ustawodawca oszacowanie bezpieczeństwa pozostawia uczestnikom ruchu, a pan Dworak traktuje w swoim materiale 60 metrów (skądinąd rzeczywiście przyjmowane jako bezpieczna odległość) jako kolejny przepis, o którym zapominamy.

No ale ok – przejdźmy do dalszego prześledzenia analizy pana Dworaka. Widzimy nagranie i pierwszą potencjalną możliwość zjechania przez autora na prawo. „Czy mógł pan Marek zjechać przed Seata?” – pyta drugi pan Marek (Dworak). „Nie mógł” – odpowiada zbolałym głosem. „Nie ma szans na taki bezpieczny odstęp, absolutnie” – rozwiewa wątpliwości. No to sprawdźmy.

Widzimy jednocześnie obraz z przedniej oraz tylnej kamery i na nasze oko między Seatem Ibizą a Oplem Corsą, jest naprawdę spora odległość. No ale sami wiecie jak to jest – „na oko to chłop w szpitalu umarł”, jak mówi popularne powiedzenie. Spróbujmy więc to jakoś bardziej precyzyjnie ocenić. Po prawej są ustawione co 100 metrów słupki, jeden z nich autor mija tuż przed zrównaniem się z Seatem. Patrzymy teraz w lewy róg ekranu na obraz z kamery przedniej – tu trudniej oszacować pozycję Opla. Na szczęście mija on właśnie zjazd na przydrożny parking. Liczymy zatem i okazuje się, że zjazd na ów parking znajduje się nieopodal trzeciego słupka, czyli od pierwszego dzieli go ponad 200 metrów. Nasz pomiar odległości powinniśmy rozpocząć jednak tuż za pierwszym słupkiem i wydaje się też, że Opel nie znajdował się wtedy przy samym wjeździe na parking. Odległość między pojazdami była więc wyraźnie mniejsza. Powiedzmy że 150 metrów, a może nawet nieco mniej.

Odwołując się do zasady przywołanej przez pana Dworaka, autor nagrania powinien mieć do auta przed sobą i za sobą po 60 metrów. Czyli w sumie 120 metrów. Z naszych szacunków wynika więc, że miejsce było. Ponadto zastanawia nas jeszcze jedno – czy jeśli zjeżdżamy na prawy pas przed wolniej poruszający się pojazd, to czy już na wstępie mamy mieć do niego 60 metrów? To minimum, ale minimum uznaniowe. Przy różnicy prędkości wynoszącej 20 km/h, jeśli zmienimy pas 50 metrów przed innym uczestnikiem ruchu, to już 2 sekundy później osiągniemy właściwy dystans i będziemy stale go powiększać. Czy taki manewr też będzie można uznać za bezpieczny, skoro widzimy, że przed nami jest długi pusty fragment drogi i nic nie zmusi nas do nagłego zmniejszenia prędkości? Skoro sami mamy ocenić sytuację, to czy taka nie wydaje się bezpieczna?

Wyprzedzanie z prawej strony lub prawym pasem a przepisy ruchu drogowego

Kolejna luka jaka się pojawia na prawym pasie – przyznajemy, wygląda na zbyt małą. Następna wręcz przeciwnie i stwierdza to nawet pan Dworak. „Ale przecież nie zdążył przyłożyć się do zjazdu, a już w tym miejscu był kierowca Forda Mondeo” – tłumaczy autora nasz ekspert. Na jakiej podstawie uważa, że autor zamierzał zjechać na prawom mając mnóstwo miejsca, ale nie zrobił tego, bo Ford już go wyprzedził prawym pasem? „Wydaje się, że odległość do kolejnych pojazdów jeszcze jest” – kontynuuje pan Dworak – „no ale w momencie jak  pan Marek podejmuje decyzję – tak to tłumaczy, ja to rozumiem – że zmienia pas na prawy, rozpoczyna wyprzedzanie Mercedes”. W którym momencie pan Marek tłumaczy, że zamierzał zmienić pas, ale Mercedes mu przeszkodził? Zobaczmy oryginalne nagranie z dźwiękiem – fragment od 0:40.

„Nie, nie będę. Wyprzedzam, ekhm” – mówi autor na zamieszczonym przez siebie wideo. Mamy pytanie do pana Dworaka – czy pan widział to nagranie? Całe, z dźwiękiem i czy poddał je pan analizie? Czy tylko pobieżnie rzucił okiem? Autor nagrania wyraźnie mówi, że nie zamierzał i nadal nie zamierza zmieniać pasa, a pan w swoim programie broni go, mówiąc coś zupełnie przeciwnego, nie mając ku temu żadnych podstaw. Później jeszcze autor dodaje coś, co brzmi jak „pierniczę ich” i stanowi zgrabne podsumowanie jego zachowania na drodze. On jedzie tak jak mu się podoba i w nosie ma wszystkich innych uczestników ruchu. I kogoś takiego broni sekretarz Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego…

Autor nagrania decyduje się na zjechanie na prawy pas dopiero wtedy, kiedy horyzoncie nie widać żadnych pojazdów. Nie robi tego od razu, lecz ponownie zwleka, moment ten wykorzystuje kierowca BMW, który jako kolejny wyprzedza go prawym pasem. Dopiero wtedy auto z kamerą zjeżdża na właściwą stronę.

Zwróćmy uwagę jeszcze na jedną rzecz. W oryginalnym nagraniu moment opuszczenia lewego pasa następuje w 1:45. Przez tak długi czas przy prędkości 120 km/h, przejedziemy 3,5 km. Pamiętajmy też, że od początku wideo autor porusza się lewym pasem i ma inne auta na zderzaku. Jak długo tak już jechał? Czy pan Dworak naprawdę tego nie widzi? Czy naprawdę na prawym pasie znajdował się tak nieprzenikniony sznur samochodów, że uzasadniona była jazda przez kilka kilometrów lewym pasem?

Zachowanie autora nagrania nie tylko komentującym oraz nam wydało się niewłaściwe. Przypadek ten został opisany także na portalu natemat.pl, w artykule zatytułowanym „To zgroza, co wyprawiają „patokierowcy”. Policjant zobaczył nagranie i wyliczył drogowe grzechy”. W materiale tym znajdziemy wypowiedzi policjanta ze stołecznej drogówki, który na temat opisywanego zdarzenia mówi tak:

Kierujący lewym pasem cały czas popełnia wykroczenie, bo miał możliwość zjechania na prawy pas. (…) Ewidentnie nie było tam wyprzedzania szeregu pojazdów. Widać luki na prawym pasie, kiedy miał obowiązek zjechać. Jeśli widział pojazd poruszający się szybciej, nie miał prawa go blokować. Nawet jeśli jechał z przepisową prędkością, to nie uprawnia go do regulowania ruchu. To policja jest od wyłapywania tych, którzy jadą za szybko.

Tak sytuację ocenia policjant drogówki. Czy trzeba dodawać coś więcej?

Problem obu panów Marków jest podobny. Obaj wychodzą ze słusznego założenia, że wykonując manewr wyprzedzania na drodze dwupasmowej, mają pełne prawo go dokończyć i mogą to zrobić w swoim własnym tempie. Nie wolno im oczywiście robić tego przesadnie powolnie, ale gdy dogoni ich szybciej jadący kierowca, to w żaden sposób nie są zobligowani do przyspieszania. Tamtemu kierującemu się spieszy? Trudno, musi poczekać. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynamy uważać, że w sumie to nic nie musimy, możemy jechać jak chcemy, a jeśli innym się to nie podoba, to mają problem. Autorowi nagrania nie chciało się zmienić pasa, choćby ze zwykłej ludzkiej uprzejmości, ponieważ on jedzie. ON – inni niech czekają aż JEMU się to znudzi i zapragnie zjechać na prawo. Jego lekceważący, pogardliwy wręcz stosunek do innych kierujących, widać zarówno w jego czynach jak i słowach.

Co do pana Dworaka to daje on kilka cennych rad – na przykład znacznie wcześniejsze włączanie kierunkowskazu. Kiedy wyprzedzacie jakiś pojazd, a ktoś wam siedzi na zderzaku, albo dogania was, włączcie migacz jeszcze zanim skończycie wyprzedzać. Dacie drugiemu kierowcy jasny sygnał, że go widzicie, wiecie, że chce jechać szybciej i zaraz mu to umożliwicie. W ten sposób unikniecie agresywnych zachowań, jak poganianie poprzez dojeżdżanie do samego zderzaka lub wciskanie się na prawy pas, zanim wy zdążycie na niego zjechać. Poza tym dawanie innym kierującym znać, że rozumiemy ich zamiary i zaraz im je umożliwimy, jest po prostu uprzejme.

Do większości ocen pana Dworaka musimy niestety odnieść się krytycznie. Po jego poprzednim materiale, kiedy sam blokował lewy pas, jakoś nas to nie zdziwiło. Sytuacja na drodze, szczególnie przy tych prędkościach, jest dynamiczna i takie też powinny być nasze reakcje. „Stopniowa zmiana pasa na długim odcinku drogi” nie brzmi jak zdecydowany i sprawnie wykonany manewr przy dużej prędkości. Efekt jest taki, że zanim pan Dworak dokonał szczegółowej analizy sytuacji i rozważył czy aby na pewno moment jest dogodny, aby zmienić pas, inny kierowca zdążył wziąć go za szeryfa, zirygować się na niego i wyprzedzić prawym pasem. Nic dziwnego, że w zachowaniu bohatera nagrania nie widział nic złego.

My pozostajemy więc przy naszej wcześniejszej ocenie sytuacji. Takiej samej, jak większości komentującej i takiej samej, jak opinia policji.

Najnowsze

Goodc

Łódź jako pierwsze miasto w Polsce analizuje potencjał elektryków – zarówno osobówek, jak i autobusów

Czy użytkowanie pojazdów elektrycznych w miastach może być jednocześnie przyjazne dla środowiska i efektywne ekonomicznie? W 15 tygodni 6 samochodów pokona 10 tysięcy kilometrów, w trakcie których zostanie wykonanych 20 tysięcy różnych pomiarów i poznamy odpowiedź na to pytanie.

PSPA wspólnie z Miastem Łódź, w ramach „Laboratorium Nowej Mobilności”, zainicjowało projekt badawczy związany z sektorem e-mobility w Europie Środkowo-Wschodniej. Celem badania „ELAB” jest porównanie samochodów elektrycznych i spalinowych w dwóch obszarach: ekonomicznym, poprzez analizę całkowitych kosztów posiadania (TCO) oraz środowiskowym, poprzez sprawdzenie emisyjności na etapie eksploatacji. Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA, powiedział:

Projekt ELAB to kolejny krok w kierunku elektryfikacji transportu ze szczególnym naciskiem na transport ostatniej mili. Badanie realizujemy we współpracy z szeregiem partnerów branżowych z różnych sektorów biznesu oraz z Miastem Łódź w ramach utworzonego wspólnie „Laboratorium Nowej Mobilności”. To inicjatywa składająca się z wielu projektów, której nadrzędnym celem jest popularyzowanie rozwiązań zeroemisyjnych w przestrzeni miejskiej. ELAB to jeden z takich projektów.

Przeczytaj też: „Laboratorium Nowej Mobilności” – tak rozwija się elektromobliność w Polsce

 Wyniki badania posłużą do porównania całkowitych kosztów posiadania samochodów elektrycznych i spalinowych, oceny ich wpływu na środowisko, a także analizy potencjału elektryfikacji firmowych flot. Projekt ma także  pozwolić ustalić między innymi wpływ masy przewożonych ładunków na zasięg pojazdów, porównać wiele wariantów instalowanej infrastruktury oraz ocenić potencjał wdrożeniowy stacji ładowania zintegrowanych z oświetleniem miejskim.

Projekt zakłada, że zarówno do floty samochodów jeżdżących dla Urzędu Miasta Łodzi, jak i do miejskich spółek i jednostek, np. do ZWiK czy ZDIT, trafią pojazdy elektryczne, jak i te konwencjonalne. Przez trzy tygodnie każde z nich będzie z osobna „testowane” i porównywane. Dzięki odpowiednim nadajnikom zainstalowanym w pojazdach będzie można monitorować i porównać między innymi zużycie energii czy poziom spalania. W sumie wykonanych zostanie 20 tysięscy pomiarów. Testowane będą zarówno samochody osobowe, jak i dostawcze.

Hanna Zdanowska, prezydent miasta Łódź, wyznała:

My się elektromobilności nie boimy. W końcu to my, Łódź, jako pierwsi w Polsce wprowadziliśmy specjalne piktogramy informujące, że auta elektryczne mają przywilej jeżdżenia po buspasach. Daliśmy też bardzo atrakcyjne warunki dla firm, które chcą budować 200 punktów ładowania samochodów elektrycznych w całym mieście. Kupujemy też pierwsze 17 autobusów elektrycznych. Elektromobilność wchodzi więc wielkimi krokami do Łodzi.

Łódź jako pierwsze miasto w Polsce analizuje potencjał elektryków

Do badania Renault Polska dostarczyło samochody elektryczne (osobowe Zoe, a także dostawcze Kangoo Z.E. i Master Z.E.) oraz odpowiadające im modele spalinowe (Clio, Kangoo i Master).

Wybrani partnerzy PSPA będą użytkować i porównywać pojazdy Renault przy realizacji celów związanych z bieżącą działalnością przedsiębiorstw, w tym między innymi usług serwisowych oraz dostaw ostatniej mili.

Każdy z partnerów będzie eksploatował każdy z sześciu pojazdów przez okres minimum trzech tygodni. Łączny czas badania wyniesie 15 tygodni. Po zakończeniu fazy testowej, rozpocznie się etap analiz i opracowania raportu zawierającego wnioski ustalone na podstawie zgromadzonych danych. Oficjalne wyniki badania „ELAB – Miasto Czystego Transportu” zostaną zaprezentowane w I kwartale 2021 roku.

Najnowsze

Kierująca potrąciła kobietę na pasach. Kogoś to jeszcze dziwi?

Ostatnio opisywaliśmy podobne zajście i wskazywaliśmy szczegółowo wszystkie czynniki, które doprowadziły do zdarzenia. W dużej mierze moglibyśmy przepisać tamten komentarz i wstawić go tutaj.

Bezpośrednia przyczyna tego zdarzenia jest prosta do określenia. Za kierownicą Skody siedziała niedouczona kierująca, której nikt nie powiedział, że jeśli na jednym pasie samochody zatrzymały się przed przejściem dla pieszych, to mogą mieć ku temu ważny powód. Na przykład pieszego na pasach. Zamiast nacisnąć na hamulec, ona zmieniła pas, ominęła stojące pojazdy i wjechała prosto w pieszą.

Kierowca nie widział pieszych, piesi nawet nie spojrzeli w stronę samochodu

Z opisu nagrania wynika, że poszkodowana trafiła do szpitala, a przybyła policja, pozostała na miejscu zdarzenia ze sprawczynią. Prawdopodobnie czekano na wyniki badań, żeby wiedzieć czy zdarzenie kwalifikować jako kolizję czy wypadek.

Można mieć Ferrari i nie znać przepisów. Ale wytłumaczyła mu je policja

Przyjrzyjmy się jeszcze pozostałym czynnikom, które przyczyniły się do tego zdarzenia. Piesza widząc, że pojazdy na jednym pasie umożliwiają jej wejście na zebrę, ruszyła przed siebie. Miała przed sobą jeszcze dwa pasy ruchu, po których też mogły jechać samochody i nie wiedziała czy ich kierowcy także się zatrzymają. Jak wielu pieszych, po wejściu na przejście jej własne bezpieczeństwo przestało ją interesować i nawet nie zerknęła w prawo by upewnić się, czy jest bezpiecznie. Zareagowała dopiero słysząc pisk opon awaryjnie hamującej Skody.

Kobieta poczekała aż nadjedzie tramwaj, a następnie pod niego weszła

Ciekawi nas przy okazji, co myślał organizator ruchu, wyznaczając przejście dla pieszych przez trzy pasy. „Damy znak z żółtym światłem u góry i może jakoś to będzie”? Popatrzcie też na znaki – pod tym informującym o przejściu dla pieszych, jest także „Agatka”! Jak można wyznaczyć równie niebezpieczne przejście w pobliżu szkoły?!

Najnowsze

Motocyklista chciał być romantyczny w dniu swojego ślubu. Teraz stanie przed sądem

W miłosnych uniesieniach robi się czasem szalone rzeczy, a chęć zrobienia czegoś niezwykłego w dniu własnego ślubu, towarzyszy wielu nowożeńcom. To małżeństwo bez wątpienia zapamięta ten dzień nie tylko z sakramentalnego „tak” przed ołtarzem oraz hucznego wesela.

Pan młody jest zawodowym stunterem, a panna młoda wielokrotnie towarzyszyła mu w pokazach. Ich znajomość rozwinęła się zresztą dzięki wspólnej pasji do motocykli. Wyobrażacie sobie zatem, jak wyjątkową chwilą była ta, kiedy zupełnie niespodziewanie pan młody zaczął jeździć wokół panny młodej na jednym kole, a któryś z gości wystrzelił nad nią złote konfetti. Były race, palenie gumy i popisowe przejazdy innych motocyklistów. Przyznacie, że brzmi niezwykle, niczym z zakończenia komedii romantycznej.

Motocyklista jechał 200 km/h pasem awaryjnym na ruchliwej autostradzie i wszystko nagrał. Teraz szuka go policja

W tej pięknej chwili pojawił się jednak pewien zgrzyt. Cały pokaz miał miejsce na środku największego skrzyżowania w Szczytnie. Takie spontaniczne zrywy wyglądają dobrze na srebrnym ekranie, ale to niestety była rzeczywistość. Goście weselni na motocyklach zablokowali ruch, zadymili okolicę i zachowywali się w sposób nie do końca zgodny z przepisami ruchu drogowego.

Państwo młodzi wspominają ten moment wspaniale i bardzo zdziwiło ich zainteresowanie policji. Żadnego patrolu nie było na miejscu, ale wideo pokazujące fragment tego zdarzenia, pojawiło się w sieci. Pannę młodą zaskoczyło to, że stojąc na środku skrzyżowania blokowała ruch, za co wystawiono jej mandat na 300 złotych, który przyjęła. Pan młody był jeszcze bardziej zaskoczony oskarżeniem go o spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym, innego niż kolizja. Jak tłumaczył, oboje nie raz występują razem, mają w tym doświadczenie i nie było mowy o żadnym zagrożeniu. Cóż najwyraźniej droga publiczna to nie teren motocyklowego show.

Nieszczęśliwy wypadek, czy próba zabójstwa motocyklisty?

Z jednej strony doceniamy wyjątkowość tej chwili i chęć zrobienia czegoś niezwykłego w takim dniu, ale z drugiej łamanie przepisów pod pretekstem wesela nie wydaje się do końca słuszne. Cały show można było przecież zrobić w innym, bardziej rozsądnym miejscu, ale chyba właśnie chodziło o wzmocnienie wrażenia. Udało się to osiągnąć i poza policją, państwem młodym zainteresowały się media. Udzielili paru wywiadów, w tym także dla telewizji, a pan młody chwali się nimi w swoich mediach społecznościowych.

Kontrole drogowe a liczba wypadków. Czy policja zawsze stoi tam, gdzie powinna?

A wy jak oceniacie „weselny taniec” (jak niektóre media ochrzciły sytuację) oraz szum jaki się wokół niego zrobił?

Najnowsze

Goodc

Zawodniczki podsumowują 48. Rajd Świdnicki-Krause

Ostatnia runda RSMP 2020 była udana dla wszystkich, zgłoszonych w Rajdzie Świdnickim, zawodniczek.

Z planowanych w tym sezonie siedmiu rund RSMP, udało się rozegrać trzy rajdy: na Podkarpaciu, Śląsku i Dolnym Śląsku, które pozwoliły wyłonić mistrzów Polski w klasyfikacji generalnej i w poszczególnych klasach. 48. Rajd Świdnicki Krause, który przypieczętował te tytuły, rozegrał się na 9-ciu odcinkach specjalnych w dniach 2-4 października 2020.

Jari Huttunen i jego pilot Mikko Lukka (Hyundai i20 R5) zajęli drugie miejsce w Rajdzie Świdnickim i tym samym zdobyli tytuły mistrzów Polski 2020. Jari Huttunen został trzecim w historii cudzoziemcem, który sięgnął po tytuł mistrza Polski, po Lelio Lattarim z Włoch i Bryanie Bouffier z Francji. 

Najszybsza podczas rajdu była załoga w składzie: Grzegorz Grzyb i Michał Poradzisz (Skoda Fabia Rally 2 Evo), która wywalczyła tytuły wicemistrzowskie. Trzecie miejsce zajęli Sylwester Płachytka i Jacek Nowaczewski (Skoda Fabia Rally 2 Evo). A na trzeci stopień mistrzowskiego podium 2020 zasłużyli Łukasz i Tomasz Kotrabowie (Citroen C3 R5), którzy w finałowej rundzie uplasowali się na piątej pozycji.  

Najwyżej sklasyfikowaną zawodniczką w rajdzie była Balbina Gryczyńska, za kierownicą Forda Fiesty R2. Po rajdowych odcinkach prowadził ją pilot – Łukasz Gwiazda. Wspólnymi siłami całego zespołu, załoga uplasowała się na 21. miejscu w klasyfikacji generalnej rajdu i 5. w klasie:

– To był trudny rajd – oesy w tej okolicy są bardzo wymagające, a zmienna pogoda dodatkowo komplikuje rywalizację. Zaliczyliśmy tam zarówno przebłyski, jak i wpadki. Wygraliśmy odcinek testowy oraz, po udanym doborze opon, zajęliśmy drugą pozycję w 2WD na długim, mokrym oesie Jawornik-Kamionki. Takich rezultatów, jeszcze chwilę temu, nie byliśmy w stanie osiągać. Na odcinku miejskim odnieśliśmy natomiast kompletną porażkę (biorę ją na siebie), a śliskie oesy drugiej, niedzielnej pętli pojechaliśmy bez przekonania. Finalnie 5-te miejsce w klasie, na 12 startujących załóg, powinno nas jednak cieszyć, a meta w Świdnicy oznacza zdobycie sporego doświadczenia. Tego się trzymamy! Do zobaczenia w następnym sezonie – podsumowuje Balbina.

Na 1. miejscu w klasie HR3 i 29. w klasyfikacji generalnej rajd ukończyła załoga w składzie: Arkadiusz Kula i Małgorzata Opałka w Renault Megane Maxi:

Sezon RSMP 2020 za nami. Każdy inaczej go sobie wyobrażał, życie pisze jednak swoje scenariusze. Tylko trzy rundy, z czego z Arkiem wystartowaliśmy w dwóch: Rajdzie Rzeszowskim i Świdnickim. Dwa rajdy o bardzo zróżnicowanych, technicznych i momentami chytrych trasach, dlatego dwie wygrane, w naszej klasie HR3, bardzo cieszą i dają satysfakcję. Wyszło małe podsumowanie sezonu, ale jeszcze kilka słów o Rajdzie Świdnickim- Krause. Największą niewiadomą na rajdzie była pogoda. Początkowe prognozy, wskazujące na słoneczną niedzielę, zaczęły się zmieniać, ale bardzo nieśmiało. Pomimo słońca w samej Świdnicy, zaryzykowaliśmy i tuż przed wyjazdem ze strefy serwisowej na pierwszą pętlę, zdecydowaliśmy się założyć opony medie. I to był strzał w dziesiątkę, ponieważ tuż przed startem do pierwszego odcinka specjalnego zaczął padać deszcz, a na samym odcinku dosłownie lało. Kilka załóg znalazło się niestety poza drogą. My, dzięki odpowiednim oponom, mieliśmy niesamowity komfort jazdy. Auto prowadziło się bez problemów i tak było przez cały dzień. Wielkie podziękowania dla wszystkich, dzięki którym na mojej półce stanął kolejny puchar: dla Arka Kuli za emocje i adrenalinę, Marcina Opałki, Maćka Książek i Artura Ryzińskiego za dbanie, aby Megane nie sprawiała żadnych problemów podczas rywalizacji. A także podziękowania dla Valvoline za wsparcie naszych startów – podsumowuje Małgosia.

Także na podium znalazła się kolejna załoga – Tomasz i Agnieszka Pyra w Hondzie Civic Type-R. Rajdowa para uplasowała się na 3. miejscu w klasie Open 2WD i 32. w klasyfikacji generalnej:

– W końcu przełamaliśmy złą passę i ukończyliśmy rajd, co więcej, udało nam się wskoczyć na najniższy stopień podium. Cieszę się, że dokonaliśmy tego w Świdnicy, która dla nas zawsze była łaskawa (dwa razy triumfowaliśmy tam w klasie 4N). Odcinki były, jak zawsze, wymagające i kręte, a niedzielny deszcz i zmienna aura – dostarczyły dodatkowych emocji. Rajd nie należał do długich, a w dodatku dwa odcinki zostały odwołane. Czujemy niedosyt po tym, jakże dziwnym i krótkim sezonie. Dziękujemy naszym sponsorom: Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni i Verde Group, motocainie, kibicom i bliskim. Mamy nadzieję, że wszyscy się spotkamy w sezonie 2021, i że RSMP powróci ze zdwojoną siłą! – podsumowuje Agnieszka.

 Fot. Stanisław Krzemiński

Super wynik zanotowała też załoga BMW E30 w składzie: Wojciech Goździewicz i Joanna Madej-Smolarek – 1. miejsce w klasie HR BMW oraz 35. w klasyfikacji generalnej.

 

Najnowsze