Szwajcarskie widoki z okna Mini Morrisa – relacja i galeria Małgosi Czaji

Taka podróż to nie lada wyzwanie dla wyjątkowego samochodu - zabytkowe Mini musiało przejechać wiele kilometrów górskich przełęczy i serpentyn. Relację wrażeń z wyprawy zapewniła nam Małgosia Czaja.

 

fot. Małgorzata Czaja

 

 

fot. Małgorzata Czaja

 

Etap pakowania poszedł sprawnie tym bardziej, że od dobrego tygodnia gromadziłam rzeczy, które zabieram na wyjazd w pokaźną hałdę zajmującą pół pokoju. Teraz przyszedł czas upakować to wszystko w samochodzie. Jestem już wprawiona po kilku wyprawach i doskonale orientuję się co jest niezbędne i jakie rzeczy mam zabrać – każda ma też swoje miejsce w samochodzie. W podróżowaniu mini to ważna umiejętność. Tym razem wyjeżdżaliśmy z mężem na dwa tygodnie i tych „niezbędnych” rzeczy trochę się uzbierało. Po zapakowaniu ich do auta okazało się, że dość mocno go obciążyliśmy. Oprócz wypchanego częściami, namiotem i śpiworami bagażnika torbami zajęliśmy całą tylną kanapę na szczęście upakowanie nie sięgało sufitu. Po śniadaniu ruszyliśmy.

 

Zapowiedź wyprawy, dokładną trasę z mapą i plany podróży Małgosia opisała tutaj.

 

Wybraliśmy trasę przez Niemcy ze względów na dobre i bezpłatne autostrady. Po drodze zepsuł się otwierany dach w naszym mini i po ręcznym domknięciu przez całą podróżnie nie mogliśmy już go otwierać. Noc spędziliśmy na kempingu 400 kilometrów od Wrocławia.

 

fot. Małgorzata Czaja

 

 

fot. Małgorzata Czaja

Bardzo wczesna pobudka zaowocowała decyzją – jedziemy bezpośrednio do St. Stephan. Tym razem 700 km przejechaliśmy już bez niespodzianek. Granicę ze Szwajcarią bardzo sprawnie przejechaliśmy. My mimo, że musieliśmy na granicy zatrzymać auto i kupić winietę  przejechaliśmy ją płynnie. Szwajcaria przywitała nas sporym ruchem na autostradach jednak wszyscy tam bardzo skrupulatnie przestrzegają jazdy z dozwoloną prędkością.  Jak na górzysty kraj przystało przejeżdżaliśmy przez liczne tunele a drogi mimo surowego klimatu nawet w maleńkich wioskach w górach są doskonale utrzymane. Po drodze mijaliśmy wiele szlabanów wskazujących na jedynie sezonowe dopuszczenie ich do ruchu. Wczesnym wieczorem dotarliśmy na miejsce przywitało nas przenikające zimno rekompensowane urzekającymi widokami. Kolejne trzy dni spędziliśmy na przemian spacerując pieszo i poznając okolicę na wspaniale przygotowanych szlakach oraz jeżdżąc na samochodowe wycieczki w nieco dalsze okolice. Autem okrążyliśmy jeziora Thuner i Brienzer.

 

 

fot. Małgorzata Czaja

 

 

fot. Małgorzata Czaja

W poniedziałek po zakończeniu IMM wyruszyliśmy na „Wielką szwajcarską pętlę”. Kierując się w stronę jeziora genewskiego przejechaliśmy przez szczyt Junapass dalej Bulle, Lozannę, Morges i Nyon. Drogi prowadziły malowniczymi serpentynami, a gdy dotarliśmy do brzegów jeziora genewskiego wzdłuż winnic i zabytkowych miasteczek. Widoki niczym z serialu „Doktor z alpejskiej wioski” z uroczymi drewnianymi domami ozdobionymi krowymi dzwonkami i pelargoniami zmieniły się w iście prowansalskie smaki. Bez względu na otaczający nas krajobraz nie mogliśmy nasycić oczu widokami i pięknem pejzażu. Dotarliśmy do Genewy. Sprawnie przejechaliśmy miasto kierując się na jego obrzeża, gdzie był nasz kemping. Resztę dnia spędziliśmy zwiedzając miasto.

 

 

fot. Małgorzata Czaja

 

 

fot. Małgorzata Czaja

Kolejny dzień okazał się najcięższym naszej wyprawy. Do pokonania mieliśmy dystans zaledwie 250 kilometrów jednak prosta na mapie trasa okazała się zwodniczo pokręcona i wylądowaliśmy na odcinku najpiękniejszej widokowej trasy w Szwajcarii na wysokości ponad 3000 metrów nad poziomem morza. Od rana modyfikowaliśmy naszą drogę, zaczęło się od rezygnacji z wizyty w Chamonix. Postanowiliśmy dokończyć nasz objazd jeziora genewskiego i przejechać przez niewielki fragment Francji bezpośrednio kierując się na Chur – miejsce naszego noclegu. Obie granice: szwajcarsko – francuska i francusko – szwajcarską minęliśmy niezauważenie. Po drodze odwiedziliśmy zabytkową kopalnię soli w Bex. Nasza przewodniczka gdy dowiedziała się, że jesteśmy z Polski z zachwytem opowiadała nam o swojej wizycie w Wieliczce. Zapuszczając się coraz głębiej w serce Szwajcarii towarzyszyły nam budzące podziw szczyty górskie. Jeszcze planując wyjazd zdecydowaliśmy się nie korzystać z platform kolejowych przewożących auta dolinami omijając tym samym trasy wiodące przez szczyty. Właśnie nadszedł moment wyboru, zgodnie z planami bez wahania wjechaliśmy na „górską trasę”.

 

 

fot. Małgorzata Czaja

 

Auto spisywało się świetnie zawiódł nas jednak GPS z powodu nakładających się serpentyn system nie był w stanie odczytywać właściwie kierunku. Pojechaliśmy w złą stronę. Urzeczeni widokiem wspaniałych ośnieżonych szczytów, odurzeni krystalicznym powietrzem z euforią pokonywaliśmy serpentyny. Niczym we „Włoskiej robocie” z 1969 roku nasze mini z impetem wspinało się na szczyt. Dzielne, małe, zadziorne autko. Zdrowy rozsądek na wysokości martwego jeziora kazał zweryfikować trasę. Uprzejmy szwajcar zakończył naszą górską sielankę. Musieliśmy zawrócić i do tego pokonać identyczne serpentyny tyle, że prowadzące na sąsiednią górę. Już nie napawaliśmy się widokami, martwiłam się o stan hamulców. Wjechaliśmy mijając po drodze jęzor lodowca, kolejny zjazd z góry.

 

fot. Małgorzata Czaja

 

 

fot. Małgorzata Czaja

Dojechaliśmy do Oberalpass w swojej naiwności cieszyła się, że „zakręcona” droga się już skończyła ale to nie był koniec. Zachowując czujność woleliśmy się upewnić po raz kolejny pytając o drogę miejscowych. Okazało się, że musimy pokonać jeszcze jedną górę i przełęcz aby wreszcie zjechać nieco niżej i kontynuować jazdę już „prostą” drogą. Nie było wyjścia bo jest to jedyna droga wiodąca przez góry. Pojechaliśmy. Wreszcie zjechaliśmy a przed nami nie było kolejnego wzniesienia do pokonania droga przestała być kręta. Wjechaliśmy na autostradę i po chwili byliśmy już na kempingu. Zameldowaliśmy się i rozbiliśmy namiot było dobrze po osiemnastej. Chciałam zamknąć tylko oczy i nie widzieć gór. Rano nadal miałam awersję do otaczających widoków i  zdecydowałam, że pojedziemy prosto na kemping nad jeziorem bodeńskim – drogą prowadzącą przez trzy kraje: Szwajcarię, Austrię i Niemcy. Po nocnym odpoczynku auto spisywało się nienagannie i zapachowy incydent miał swoją przyczynę w trudach drogi a nie usterce.  Jeszcze przed południem stawiliśmy się na kempingu, resztę dnia spędziliśmy na plażowaniu, zwiedzaniu okolicy i wycieczce statkiem po jeziorze bodeńskim. Następnego dnia czterysta kilometrów przejechaliśmy z jedną małą przygodą. Tym razem niespodziewanie auto zaczęło palić dwa razy więcej niż normalnie.

 

 

fot. Małgorzata Czaja
fot. Małgorzata Czaja

 

Po kolejnym tankowaniu zdecydowaliśmy się stanąć na parkingu i poszukać przyczyny. Okazała się mało groźna i szybko udało się przywrócić normalne spalanie. Wystarczył kawałek taśmy, którą mąż okleił pęknięte kolanko od podsinienia. Auto musiało rekompensować powietrze większym spalaniem benzyny. Noc w Plauen minęła spokojnie podobnie jak ostatni również czterystukilometrowy odcinek drogi do domu. Nasza wyprawa dobiegła końca, udało nam się pokonać całą, choć nieco zmodyfikowaną trasę i szczęśliwie wrócić na kołach do domu. Już planujemy kolejny wyjazd tym razem idąc tropem największych europejskich jezior po genewskim i bodeńskim zamierzamy pojechać nad Balaton a potem nad jezioro Garda.

Najnowsze

Stig i Dodge Durango?

Co znaczy jeden Stig w aucie wiemy między innymi z programu Top Gear. Ale jeśli chcecie wiedzieć, co stanie się jeśli będzie siedmiu Stigów, zobaczcie najnowszą reklamę Dodga Durango.

 

„Bad News” – najnowsza reklama siedmioosobowego SUV-a – Dodge’a Durango.
fot.YT

Właśnie ruszyła kampania reklamowa nowego Dodga Durnago, w której wykorzystano wizerunek, znanego z popularnego programu ” Top Gear” Stiga. Trzeba przyznać, że reklama jest zabawna, chociaż wierzyć nam się nie chce, że siedmioosobowy Durango jest w stylu prawdziwego Stiga, ale oceńcie sami:

 

 

Najnowsze

Złe ciśnienie opon przyczyną co 6. wypadku

Sezon wakacyjny w pełni, a statystyki są porażające. Badania wykazują, że nieprawidłowe ciśnienie w oponach jest przyczyną co szóstego wypadku w miesiącach wakacyjnych. Jeśli wynika to z lekceważenia nic z tym nie zrobimy, jeśli z nie wiedzy przeczytajcie ten artykuł uważnie.

 

Sprawdzając stan ciśnienia w oponach nie stracimy dużo czasu, znacznie więcej możemy zyskać mając pewność, że stan opony i ciśnienia jest prawidłowy.
fot. Goodyear

Problem nie dotyczy tylko polskich kierowców. Jak pokazują badania w całej Europie większość urlopowiczów wyruszających w trasę samochodem, zaczyna podróż bez wcześniejszego sprawdzenia stanu opon. To zaniedbanie wynikające albo z lekceważenia albo z braku świdomości skutkuje co szóstym wypadkiem na drodze. Zapytaliśmy specjalistę szefa działu badań opon Goodyear w Ośrodku Badań, Rozwoju i testów w Luksemburgu Emmanuela Robinet co sądzi na ten temat.

 

– Kierowcy często zapominają, że tylko odpowiednio napompowane opony właściwie spełniają swoje zadanie, zapewniając należyte prowadzenie pojazdu. Nasze kompleksowe testy opon wykazały, że zarówno niedostateczne, jak i nadmierne ciśnienie w oponach, może istotnie oddziaływać na ogólne właściwości jezdne samochodu i drogę hamowania. Wpływa to nie tylko na bezpieczeństwo samochodu, lecz także na żywotność opon i zużycie paliwa.

No dobrze, ale zakładając sytuacje, że mąż jedzie na stację sprawdzić opony podczas gdy żona przygotowuje bagaże przed zapakowaniem ich do auta i wyruszeniem w podróż, czy takie zachowanie jest poprawne?

– Kierowcy często popełniają klasyczne błędy: nie sprawdzają ciśnienia w oponach przed wyjazdem lub sprawdzają je, gdy opona jest rozgrzana, co skutkuje błędnym odczytem, ewentualnie pompują powietrze do określonego poziomu nie biorąc pod uwagę masy samochodu. Tymczasem jest duża różnica między pustym, a w pełni obciążonym pojazdem.

Właściwe ciśnienie w oponach jest niezbędne, by móc optymalnie prowadzić samochód, szczególnie na zakrętach. Wiele problemów ma swoje źródło w stopniowej, nieodczuwalnej utracie ciśnienia. O czym w takim razie należy pamiętać?

– Gdy opona jest niedostatecznie napompowana, masa samochodu spoczywa na zewnętrznych krawędziach bieżnika, zwiększając nacisk na ściany boczne opony, zamiast rozkładać się równomiernie na całej szerokości. Podczas jazdy ściany boczne nagrzewają się bardziej niż powinny, co ma wpływ na prowadzenie auta i bezpieczeństwo. Niedostateczne ciśnienie to mniej równomierne rozłożenie nacisku na nawierzchnię. To także mniejsza powierzchnia styku bieżnika z drogą, co skutkuje zmniejszeniem przyczepności i może rzutować na prowadzenie auta, szczególnie przy dużym obciążeniu. Droga hamowania wydłuża się, a na zakrętach samochód zachowuje się mniej stabilnie, co może prowadzić do pogorszenia kontroli nad pojazdem.

Ciśnienie w oponie może zmniejszyć się samoistnie o 0,2 atmosfery przez okres trzech miesięcy, wyłącznie na skutek ciągłego procesu dyfuzji. Jak w takim razie odpowiednio sprawdzić ciśnienie opony, czy kopniak wystarczy?

– Zbyt wielu kierowców popełnia błąd sądząc, że kopnięcie w oponę lub kontrola wizualna pozwolą stwierdzić, czy ciśnienie powietrza jest prawidłowe. Oglądając oponę nie wykryjemy ubytku ciśnienia o 0,2 atmosfery. Badania przeprowadzone w Unii Europejskiej wykazały, że ponad 64% wszystkich samochodów jeździ na niedostatecznie napompowanych oponach. Większość kierowców po prostu nie sprawdza ciśnienia w oponach tak często jak potrzeba, co może mieć istotny wpływ na bezpieczeństwo pojazdu.

Oprócz sprawdzenia ciśnienia, kierowcy przed wyjazdem powinni upewnić się, że opona jest w dobrym stanie. Na co zwrócić uwagę?

– Przed wyjazdem sprawdź stan bieżnika. Czy jego głębokość jest wystarczająca? To szczególnie ważne dla prowadzenia się pojazdu na mokrej drodze. Czy bieżnik jest zużyty równomiernie? Należy również sprawdzić, czy nie są uszkodzone ściany boczne.

Jak często należy sprawdzać ciśnienie w oponach?
– Kierowcy powinni dbać o opony tak samo jak o wszelkie inne elementy samochodu związane z bezpieczeństwem. Należy regularnie sprawdzać ciśnienie w oponach – co najmniej raz w  miesiącu, lecz szczególnie przed wyjazdem w dłuższą trasę, kiedy panują wysokie, letnie temperatury, i gdy samochód jest w pełni obciążony.

Prawidłowy stan ciśnienia w oponach ma także wpływ na nasz domowy budżet.
fot. Goodyear

Wyjeżdżając na wakację trzeba pamiętać jeszcze o kilku innych czynnikach. Jeśli naszym samochodem podróżuje cała rodzina, a także mnóstwo bagaży nie należy zapominać, że znaczie zwiększa to obciążenie pojazdu i opon. Podobnie jest w sytuacji kiedy nasze auto ciągnie przyczepę. Dla własnego bezpieczeństwa poświęćmy chwilę i sprawdźmy w instrukcji obsługi auta jakie ciśnienie według producenta powinniśmy utrzymać.

Poza tym chociaż w póki co w przypadku tegorocznego lata brzmi to obco, ale nie zapominajmy, że gorące, letnie powietrze zwiększa ciśnienie powietrza w oponach. Aby prawidłowo określić jego wartość, ciśnienie należy sprawdzać gdy opony są zimne.Jeżeli samochód nie jest wyposażony w nowoczesne opony umożliwiające jazdę po utracie ciśnienia (RunOnFlat), należy sprawdzić również powietrze w kole zapasowym.

Na sam koniec pamięjmy również, że odpowiednie ciśnienie w oponach to nie tylko czynnik wpływający na nasze bezpieczeństwo, ale również na portfel. Niedostatecznie lub nadmiernie napompowane opony nierównomiernie wykorzystują powierzchnię bieżnika. Zbyt małe ciśnienie powoduje przyspieszone zużycie krawędzi bieżnika, natomiast nadmierne zwiększa zużycie środkowej części bieżnika. Ma to negatywny wpływ na żywotność opony: bieżnik zużywa się szybciej i nierówno. Niedostatecznie napompowane opony wymagają więcej energii by się obracać, co zwiększa zużycie paliwa.

 

 

Najnowsze

Zawodniczki w Rajdzie Rzeszowskim – wypowiedzi

Od 4 sierpnia Rzeszów stał się stolicą polskich rajdów - na podkarpackich asfaltach można zobaczyć rekordową liczbę 149 załóg! Wśród nich będziemy kibicować aż 16 zawodniczkom.

Rajd Rzeszowski od lat słynie z pięknie położonych, krętych tras. Szczególnie widowiskowy jest przejazd przez rzekę w Lubeni, który niejednokrotnie dostarczał kibicom wielkich emocji. 

Organizator pomyślał nawet o kibicach, którzy na rajd nie mogą się wybrać i zapewnił im podgląd odcinków i serwisu na żywo, a także wiele relacji video. Szczegóły znajdziecie na stronie: www.rajd.rzeszow.pl

Rajd Rzeszowski jest eliminacją mistrzostw Polski – zgłosiło się do tej rundy 5 pilotek. A także jest to Rajdowy Puchar Polski, który cieszy się wśród kobiet sporą popularnością. W sobotę na trasy wyruszy 6 kobiet w roli pilotek i 2 za kierownicą. Kolejne 3 pilotki będą wspierały kierowców, jadących bez pomiaru czasu (zdobywających punkty do licencji). 

RSMP
Pierwszą kobietą na trasie rajdu będzie Magda Lukas, która będzie dyktować Andrzejowi Lipskiemu w Lancerze Evo IX (nr 28).

Gabriela zapewnia o świetnym przygotowaniu auta.
fot. z archiwum Gabrieli Bar

Niestety jeszcze przed startem, na odcinku testowym załoga nr 42 – Tomasz Żerebecki i Ewa Rybko wypadła z trasy urywając koło. Citroen C2R2 wpadł przodem do rowu, a kierowca został przewieziony do szpitala na badania kontrolne. 

W Renault Clio z numerem 54 zobaczymy Gabrielę Bar, która dyktować będzie Rafałowi Rybackiemu.

– Jestem jak zwykle w biegu, więc nawet nie miałam czasu obejrzeć na mapie przebiegu tras rajdu. Zarówno dla Rafała, jak i dla mnie ten rajd jest wielką niewiadomą, gdyż nie znamy Rzeszowa i okolic, niemniej z opowieści wiem, że trasy powinny być ciekawe i… trudne. Auto jest solidnie przygotowane (choć nadal brakuje nam szpery), a my w dobrych nastrojach. Jak będzie dalej – przekonamy się już w piątek – mówi Gabriela. 

Na rajdzie wystąpi także jedna załoga francuska z kobietą w roli pilotki i jedna słowacka. Izabellę Galmiche pilotować będzie Laurenta Viana, tym razem nie w Citroenie C2R2, ale już w DS3 (nr 21). A z numerem 47 na trasy wyruszy Citroen C2R2 Marka Spavelko i Gabrieli Szenderakovej

RPP
Kasia Kiewrel powraca na prawy fotel u boku męża Ryszarda w Renault Clio Sport z numerem 134:

– Wracam do mojego głównego zajęcia na rajdzie, a więc do pilotowania. Patrząc na mapki tegorocznych odcinków specjalnych zauważam, że będą to dla nas odcinki zupełnie nowe – co mnie osobiście bardzo cieszy. Szkoda, że nie udało nam się pojeździć, chociaż trochę przed rajdem, ale jestem pewna, że poradzimy sobie na trasie i po raz kolejny zmniejszymy dystans dzielący nas od czołówki klasy N3. Zapraszamy wszystkich w ten weekend na trasy 20 Rajdu Rzeszowskiego! – mówi Kasia. 

Karolina Szczerbik pojedzie z Dawidem Dobrodziejem w nieco odświeżonej wizualnie Hondzie Civic (nr 136):

– Samochód zmienił barwy – z przodu mamy piękną gwiazdę z 4freak. Jesteśmy dobrze przygotowani do rajdu, który będzie dosyć wymagający! Wszystko jest dopięte na ostatni guzik i z niecierpliwością czekamy na start – mówi Karolina.

Kolejną pilotką na trasie będzie Małgorzata Malicka-Adamiec. Zobaczymy ją w Peugeocie 206 XS z numerem 151 u boku Grzegorza Sikorskiego. 

Małgosia Opałka u boku męża Marcina w BMW 318 z numerem 154:

Małgosia Opałka pilotuje męża.
fot. Jola Żuk

– Bardzo się cieszę, że wystartujemy w 20 Rajdzie Rzeszowskim. Po pierwsze dlatego, że nie startowaliśmy w Rajdzie Karkonoskim, więc mamy pewien niedosyt jazdy rajdowej. Po drugie dlatego, że jest to podobno rajd z trudnymi, technicznymi oesami – a więc ukończenie takiego rajdu jest bardzo satysfakcjonujące. Plan jest jeden- dobrze się bawić, dać z siebie 100 %, unikać błędów i być na mecie! Mam także nadzieję, że już nie będziemy mieli problemów z intercomem. Osobiście odliczam już tak naprawdę godziny do wyjazdu do Rzeszowa, a ponieważ zapowiada się nareszcie ładna pogoda, mam nadzieję, że wszystkim załogom będzie kibicować duża ilość widzów – mówi Małgosia. 

Klaudię Temple zobaczymy za kierownicą Citroena Saxo z numerem 160. U jej boku zasiądzie pilot – Jakub Wróbel. A z numerem 164 na trasę w Hondzie Civic wyjedzie Jacek Polok, któremu dyktować będzie Katarzyna Pytel-Majakowska

Anna Żak swój start w Rajdzie Rzeszowskim zawdzięcza swoim wiernym kibicom. Którzy, by zobaczyć ją za kierownicą Fiata 126p (nr 172), gotowi byli nieść pomoc finansową dla zawodniczki:

Ania ma dar przekonywania swoich fanów do wsparcia!
fot. z archiwum Anny Żak

– Bardzo chciałam wystartować w Rajdzie Rzeszowskim, ale niestety pojawiły się problemy finansowe. Poprosiłam organizatora o możliwość obniżenia wysokości wpisowego, jednak niestety odmówiono mi. W ostatniej chwili napisałam o swoich problemach na Facebooku i ku mojej wielkiej radości – spotkało się to z szybkim odzewem kibiców, którzy zareagowali i wspomogli mnie finansowo. Bardzo wszystkim za to serdecznie dziękuję. Bez was ten start nie byłby możliwy! Do startu już prawie wszystko jest gotowe, pozostaje mi jeszcze poznać osobiście mojego nowego pilota Marcina Hinza – z którym po raz pierwszy wystartuję. Pozdrawiam i do zobaczenia na trasie rajdu – mówi Ania. 

Bez pomiaru czasu na rajdzie wystąpią kierowcy zbierający swoje pierwsze, rajdowe doświadczenia na oesach. W Renault Clio z numerem 202 zasiądzie doświadczona pilotka Aneta Marcol, która pomagać będzie Kamilowi Strzała: 

– W najbliższy weekend będę miała okazję wystartować już po raz drugi na rzeszowskich, malowniczych trasach. Po Rajdzie Karkonoskim Kamil znów zaprosił mnie na prawy fotel. Mam nadzieję, że doświadczenie, jakie zebrał podczas Rajdu Karkonoskiego zaprocentuje w Rzeszowie. Rajd zapowiada się bardzo ciekawie, zwłaszcza, że organizator przewidział dla stawki RD-3L odcinki specjalne trasy RSMP Lubenia i Blizianka, które do łatwych nie należą. Samochód jakim wystartujemy to ponownie Renault Clio. Naszym celem oczywiście jest meta i zebranie cennych doświadczeń i 7 punktów do licencji R1. Zapraszam wszystkich w dniach 5 – 6 sierpnia na trasy w okolicach Rzeszowa – mówi Aneta. 

Naszą redakcyjną Panią fotograf również zobaczymy na oesach rajdu – Jola Żuk pilotuje Jacka Kotlińskiego w samochodzie o numerze startowym 211!

A z numerem 215 zobaczymy w roli pilotki Magdę Kutta. Towarzyszyć będzie Rafałowi Ziemińskiemu w Peugeocie 106.

Anna Wódkiewicz liczy na dobry występ u boku Łukasza Dziemidoka w Peugeocie 306 z numerem 116:

– Przed nami Rajd Rzeszowski, jedna z najbardziej lubianych eliminacji w sezonie, ostatni raz jechałam ten rajd w 2009 roku w Mistrzostwach Polski z zadowalającym wynikiem na mecie. Mam nadzieję, że dobra passa będzie trwała cały czas i uda się nam w tym roku czysto i bezbłędnie przejechać całe zawody. Liczę na to, że prognozy na sobotę nie sprawdzą się i nie będzie mowy o żadnym deszczu. Staraliśmy się optymalnie przygotować do startu udało się odbyć krótkie testy, w piątek rozpoczynamy zapoznanie, a w sobotę liczymy na Wasz doping na odcinkach. 

Zapraszamy do czynnego wspierania naszych zawodniczek podczas Rajdu Rzeszowskiego. A po powrocie z rajdu na pewno odwdzięczą się, pełnymi wrażeń, opowieściami z rajdowych odcinków – specjalnie dla motocaina.pl.

Najnowsze

Jaś Fasola rozbił McLarena F1- tym razem to nie żart!

Brytyjski aktor i komik znany głównie z roli Jasia Fasoli, rozbił swój wart bagatela 650 tysięcy dolarów supersamochód. Jak podają brytyjskie media Rowan Atkinson doznał niewielkich obrażeń, a auto mimo iż stanęło w płomieniach da się uratować.

fot. Blogspot

Jak donosi brytyjski „Daily Mail” do wypadku doszło we czwartek 04 sierpnia wieczorem na drodze A605 w Haddon w okolicy Peterborough.
Komik prawdopodobnie stracił panowanie nad swoim samochodem i uderzył w drzewo, co miało spowodować zapalenie się auta. Rowan Atkinson podobno o własnych siłach wyszedł z samochodu i czekał do momentu przyjazdu ambulansu. Z informacji podawanych w brytyjskich mediach wynika, że jego stan jest dobry, odniósł jedynie niegroźne obrażenia ramienia.

Oficjalne wersja i przyczyny wypadku na chwilę obecną nie są znane, a 56-letni komik opuścił już szpital w Peterborough District Hospital.

Im szybsze, tym lepsze – powiedział brat Atkinsona Rodney –  On jest bardzo dobrym kierowcą i uwielbia samochody. To jego pierwszy taki wypadek, o którym mi wiadomo. Oczywiście cieszymy się, że nic mu się nie stało –  dodał.

Najnowsze