Strażacy chcieli wyedukować naszego znajomego rowerzystę. Niestety nie pomogło

Cóż możemy napisać? Nasz znajomy rowerzysta ponownie chciał na złość całemu światu udowodnić, że jego nie obowiązują żadne zasady. I spotkał strażaków, którym się to nie spodobało.

Wzruszający na swój sposób jest wstęp tego nagrania. Najpierw cytat z Wikipedii na temat tego kim jest strażak oraz zdjęcie jednego z nich, ukradzione z sieci. Później widzimy wymowną planszę z napisem:

Niestety wiele osób opanowała nieuleczalna choroba zwana samochodozą i wszelkie definicje przestają obowiązywać gdy taka osoba wsiądzie do samochodu.

Plansza trochę myląca, kiedy zestawimy ją z samym nagraniem sytuacji. Ale wystarczy „samochodozę” oraz „samochód” zamienić na „rowerozę” oraz „rower” i już nam się wszystko zaczyna układać w logiczną całość. No prawie, ponieważ nie wiemy jakie „definicje przestają obowiązywać”. Może chodzi o to, że jak ktoś ma „rowerozę” i wsiada na rower, to na przykład przestaje go obowiązywać definicja „rowerzysty” i może równie dobrze uważać się za pieszego lub też samochód. Tak, to ma sens.

Czy za ten filmik nasz znajomy rowerzysta stanie przed sądem?

Wracając do nagrania. Nasz znajomy rowerzysta dziarsko pedałuje ulicą, udając że nie zauważa biegnącej równolegle, wyasfaltowanej, drogi dla rowerów. A może zauważa, tylko „definicje przestały go obowiązywać”? Dogania go wóz strażacki, który najpierw na niego trąbi, a potem zrównuje się z nim i jeden ze strażaków coś do niego mówi. Rozmowa nie jest zrozumiała, ale znając naszego rowerzystę wyglądała mniej więcej tak: „- Zjeżdżaj na ścieżkę! – Sam zjeżdżaj!”.

Nasz znajomy rowerzysta szukał guza. I prawie go znalazł

W odpowiedzi strażak zbliżył się do rowerzysty, zmuszając go do wjechania na chodnik. Autor nagrania odwdzięczył się stekiem wyzwisk. Lepiej przyciszcie dźwięk.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze