motocaina.pl logo

Ruch rowerowy w Polsce to wolna amerykanka. Czas to zmienić!

08 kwietnia 2019
3
Wraz z rozpoczęciem się wiosny i wzrostem temperatur coraz więcej osób przesiada się na rowery. Ten bardzo korzystny trend nie przez wszystkich uczestników ruchu jest lubiany, a zarzuty wysnuwane pod adresem cyklistów często są poważne i, niestety, niebezpodstawne. Postanowiliśmy przyjrzeć się problemowi rowerzystów w Polsce i zastanowić, jakie zmiany należałoby wprowadzić, aby sytuacja uległa poprawie.

Statystyki dotyczące wypadków z udziałem rowerzystów nie napawają optymizmem. Według danych Komendy Głównej Policji w 2018 roku uczestniczyli oni w 4712 wypadkach, w których zginęło 286 osób, a 4259 zostało rannych. Oznacza to wzrost liczby wypadków o 500, a zabitych o 66 osób. Sami rowerzyści spowodowali 1713 wypadków, w których zginęły 132 osoby. Te statystyki również wzrosły – o 167 zdarzeń i 13 zabitych.

Problem bezpieczeństwa rowerzystów na drogach jest więc bardzo poważny, a trend niepokojący. Można go oczywiście tłumaczyć wzrostem liczby osób korzystających z rowerów, ale nie oznacza to przecież, że wzrost liczby wypadków możemy w takiej sytuacji potraktować jako coś „naturalnego” i niewymagającego interwencji.

Praca u podstaw
Podstawowy problem to nadal niedostatecznie rozbudowana infrastruktura. Wzrost liczby dróg rowerowych jest w naszym kraju bardzo zauważalny, ale wciąż niezadowalający. Poprawa tej sytuacji powinna iść w parze z edukacją pozostałych uczestników ruchu. Nadal łatwo można trafić na pieszych, którzy nie rozróżniają chodnika od drogi dla rowerów, a przechodząc przez nią, nie sprawdzają, czy nie jedzie nią właśnie cyklista.

Kierowcy z kolei muszą mieć świadomość, że kiedy skręcają i przecinają ścieżkę rowerową, nie mogą ograniczyć obserwacji otoczenia do kilku najbliższych metrów. Szanse, że kierujący samochodem zauważy wtedy rowerzystę będą niewielkie.

Co rowerzyści wiedzą o prawie o ruchu drogowym?
Rowerzysta, w myśl ustawy prawo o ruchu drogowym, jest tak zwanym niechronionym uczestnikiem ruchu. Tak jak pieszy, przez co często jest traktowany na równi z pieszym i sami rowerzyści też często się tak czują. Jest to myśleniem błędnym, ponieważ rowerzysta ma znacznie więcej możliwości jako uczestnik ruchu drogowego, ale ma także więcej obowiązków i wymaga się od niego znacznie lepszej znajomości kodeksu drogowego i doświadczenia. A z tym bywa niestety krucho.

Jednym ze źródeł problemów jest zbyt liberalne podejście do wiedzy rowerzystów, a właściwie do jej weryfikacji. Zgodnie z zapisami w prawie o ruchu drogowym, osoba w wieku od 10 do 18 lat powinna mieć kartę rowerową, co jest pewnym potwierdzeniem jej znajomości przepisów. Wraz z ukończeniem 18 roku życia taki obowiązek znika. Ustawodawca założył najwyraźniej, że osoba dorosła niejako z automatu nabywa niezbędną wiedzę z zakresu kodeksu drogowego, więc nie ma podstaw, aby taką wiedzę kwestionować i weryfikować.

Pojawią się zapewne głosy mówiące, że rowerzysta to nie kierowca samochodu i nie potrzebuje szczególnych kompetencji. Ma jechać drogą rowerową, zatrzymywać się widząc czerwone światło i tyle - jaka w tym filozofia? Takie opnie nie są odosobnione, ale są za to stu procentach błędne.

Czy wiedzieliście na przykład, że do pewnego wieku dziecko na rowerze traktowane jest jako pieszy i jego opiekun również? Nie mogą oni więc korzystać z drogi rowerowej, a jedynie z chodnika. A może potraficie wymienić w jakich sytuacjach rowerzysta zamiast ulicą może jechać chodnikiem? Prawo o ruchu drogowym zawiera kilka zapisów dotyczących poruszania się cyklistów, ale nie uczą tego ani w szkole, ani na kursach prawa jazdy. Skąd więc przekonanie, że rowerzyści je znają?

Oprócz tego dochodzą przecież przepisy odnoszące się do poruszania się po drogach. Nie wszędzie da się dojechać ścieżkami rowerowymi, więc konieczna jest wiedza na temat znaków drogowych, wykonywania manewrów (zmiana pasa ruchu, skręcanie, zawracanie), a także poruszania się na przykład po rondzie. Dlaczego nie jest to w żaden sposób weryfikowane, tylko automatycznie się zakłada, że rowerzysta ma całą tę wiedzę?

Rowerzyści nie muszą za nic odpowiadać?
Można odnieść wrażenie, że niepisaną regułą jest podejście, że cykliści „jakoś sobie poradzą”. Przecież nie prowadzą motocykla, ani tym bardziej samochodu, ale lekki i niezbyt szybko poruszający się rower, więc jakie szkody mogą spowodować, jeśli nie będą przestrzegać przepisów? Na to pytanie odpowiedzieliśmy już wcześniej - 132 osoby zginęły w 2018 roku z tego właśnie powodu. Ponadto rowerzysta z łatwością może przewrócić pieszego (a upadek może skończyć się różnie), a także uszkodzić samochód. Rowerzysta to nie pieszy, który - gdy się zagapi - najwyżej trąci kogoś, albo sam nabije sobie guza.

A co w sytuacji, kiedy dojdzie do tego, że rowerzysta doprowadzi do kolizji? Tu pojawiają się kolejne problemy, ponieważ nie ma on obowiązku posiadania ubezpieczenia OC. Jeśli więc cyklista spowoduje obrażenia u pieszego, uszkodzi samochód, albo swoim zachowaniem doprowadzi na przykład do kolizji dwóch pojazdów, poszkodowani nie mają co liczyć na proste otrzymanie odszkodowania. W takiej sytuacji pozostaje jedynie wytoczenie sprawcy procesu z powództwa cywilnego, co może oznaczać kilkuletnią batalię sądową.

Powyższy scenariusz to i tak, wbrew pozorom, wariant optymistyczny. Niejeden rowerzysta nie poczuwał się do odpowiedzialności za wyrządzone szkody i po prostu odjeżdżał. Tu pojawia się kolejny problem, ponieważ rower nie ma tablicy rejestracyjnej. Jeśli staliśmy w korku, a przejeżdżający rowerzysta urwał nam lusterko i odjechał, to nawet nagranie z kamery niewiele nam daje. Dla kierowcy czy motocyklisty ucieczka z miejsca zdarzenia rodzi poważne konsekwencje - sprawa trafia do sądu, osoba taka traktowana jest jak sprawca, który prowadził pod wpływem alkoholu, traci uprawnienia do kierowania (przynajmniej czasowo) i nie może liczyć na najniższy wymiar kary.

„Przesadzacie”...
Zdajemy sobie sprawę, że ten artykuł może budzić spore kontrowersje, szczególnie wśród osób regularnie jeżdżących rowerami. Mogą pojawić się głosy, że rowerzyści nie stanowią żadnego zagrożenia i wcale nie są ignorantami, jeśli chodzi o przepisy. Co innego podpowiada nam jednak doświadczenie i obserwacje cyklistów na drogach.

Wielokrotnie zamieszczaliśmy też w naszym serwisie nagrania pokazujące różne „wyczyny” rowerzystów. Przypomnijmy tylko kilka. Rowerzystka nie ustępuje pieszym pierwszeństwa na przejściu. Kierowcom za takie zachowanie zabierano czasem prawa jazdy. Rowerzysta wjeżdża na przejście dla pieszych pod ruszający samochód. Słysząc klakson zatrzymuje się i przyjmuje pozycję „no i co trąbisz gamoniu”. Kolejny rowerzysta na przejściu dla pieszych nie jest taki pobłażliwy - rzuca rower na ziemię i ewidentnie prowokuje do bójki. Kolejny cyklista trzyma się ulic, a nie chodników, ale nie rozumie dlaczego kierowcy mają do niego pretensje za jazdę lewym pasem. Inni rowerzyści mieli możliwość jazdy ścieżką rowerową, ale woleli ulicą. Dla kierowcy zwracającego im uwagę mają tylko lekceważenie i obelgi.

A na koniec nasz niekwestionowany faworyt. Rowerzysta, który mocno pedałując mija sygnalizator z czerwonym światłem, dziarsko wjeżdża na skrzyżowanie i uderza w dwa prawidłowo jadące samochody. Jego tłumaczenie bardzo nas rozbawiło, natomiast mocno zaniepokoiła reakcja policji na to zdarzenie.

Co należy zmienić?
Szczerze popieramy coraz powszechniejsze korzystanie z rowerów i podziwiamy osoby, które tak zmieniły swoją codzienną rutynę, aby mogły zostawić samochód pod domem i poruszać się po mieście na dwóch kółkach. Nie może być jednak tak, aby panowała wolna amerykanka. Rowerzysta to nie pieszy i jego wiedza na temat przepisów ruchu drogowego powinna podlegać obowiązkowej weryfikacji. Jeśli dorosły nie ma prawa jazdy żadnej kategorii, powinien mieć kartę rowerową.

Obowiązkowe powinno być także ubezpieczenie OC. Ofert skierowanych do rowerzystów jest sporo, a koszt za jeden sezon nie musi przekraczać 100 zł. Powinno to iść w parze z obowiązkiem rejestracji rowerów, aby ewentualny sprawca nie mógł uciec bezkarnie z miejsca zdarzenia.

Wydaje się wam, że to zbyt radykalne podejście? No to wyobraźcie sobie, że stoicie w korku, między autami przeciska się rowerzysta i zarysowuje wam drzwi, błotnik oraz urywa lusterko. Nie zatrzymuje się, tylko jedzie dalej, a wy na nogach go nie dogonicie. Wezwana na miejsce policja ogląda nagranie z waszej kamery i rozkłada ręce: „Widać tylko plecy. To mógł być ktokolwiek”. Ostatecznie musicie zapłacić z własnej kieszeni po 400 zł za lakierowanie drzwi i błotnika oraz kilkaset złotych za używane lusterko. Chcielibyście się znaleźć w takiej sytuacji?

To może bardziej optymistyczny scenariusz? Rowerzysta nie ucieka, tylko się zatrzymuje i przyznaje do winy. Obiecuje pokryć koszty napraw, ale później tego nie robi. Musicie więc złożyć pozew do sądu, stawiać się na rozprawy i liczyć, że uda się odzyskać pieniądze za naprawę auta. Może za pół roku, może za dwa lata.

Najwyższy czas, aby rowerzyści poczuli, że nie są pieszymi, ale kierującymi pojazdami kołowymi i wymagana jest od nich pewna wiedza, obycie i przede wszystkim poszanowanie dla przepisów. W dużej mierze dla własnego dobra, ponieważ to zwykle oni są najbardziej poszkodowanymi w wypadkach.

Komentarze

Kaja
09 kwietnia 2019 08:28
Denerwują mnie te kolejne, wymyślone podziały. Wcześniej byli kierowcy i motocykliści. Teraz dołączyli do nich rowerzyści :) Co będzie następne? Hulajnogiści?
Denat > Kaja
09 kwietnia 2019 08:32
Zapomniałaś o pieszych :)
RowerRoman
09 kwietnia 2019 13:56
Niestety w większości przypadków ściezki rowerowe są ścieżkami rekreacyjnymi i nie służą swoim celom. Ktoś kto transportuje się, a nie rekreuje na rowerze. często w trosce o swoje bezpieczeństwo ucieka na jezdnię lub łamie przepisy :(