Rowerzysta ostentacyjnie wjeżdża pod koła samochodu. A samochód się nie zatrzymuje

Nie lubimy generalizować, ale jest w rowerach coś takiego, że wyzwala w niektórych osobach nieprzebrane zasoby buty, zadufania w sobie i przekonania, że są najważniejsze na świecie, a wszyscy inni mają im ustępować. Zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne.

Nagranie pochodzi z Petersburga i pokazuje, że rowerzyści w Rosji mają podobną mentalność, co ci w Polsce. Oto jedzie dziarski miłośnik dwóch kółek i z godnością mija znak STOP, przypominający mu, że nie ma pierwszeństwa i nie wolno mu tak po prostu wjeżdżać na przejazd dla rowerów.

Drogi rowerowe nie są dla rowerów? Nowy poselski pomysł

On oczywiście wjeżdża, a widząc dwa nadjeżdżające samochody nie hamuje, tylko unosi ręce do góry, w geście, który ma chyba wyrażać: „No i co mi się tu wtryniacie, samochodziarze? Nie widzicie, że pan dróg jedzie?”. Jego ironicznie-władczy gest nie trwał długo, kiedy zorientował się, że wjeżdżanie pod koła samochodu, może skutkować potrąceniem przez ten samochód. I rzeczywiście.

Rowerzysta wjechał w nowego Mercedesa i próbował uciec z miejsca kolizji

Podpis w rogu nagrania wskazuje, że nagranie trafiło na policję (sama kamera to prawdopodobnie miejski monitoring). Mamy nadzieję, że funkcjonariusze chcieli przesłuchać rowerzystę, wręczyć mu mandat i nakazać zwrócić kierowcy koszty naprawy auta. Przypominamy przy okazji, że w Polsce rowerzystę dotyczą podobne przepisy co pieszego – pierwszeństwo nabywa dopiero będąc na przejeździe. Dojeżdżając do niego ma obowiązek zatrzymać się i przepuścić jadące ulicą pojazdy.

Najnowsze

Skuter to rower, a rower to pieszy? Tak wynika z tego nagrania

Lekceważące podejście do przepisów w wykonaniu rowerzystów, a czasem także skuterzystów, woła czasami o pomstę do nieba.

Ledwie szesnasta sekunda nagrania i już mamy przykład mentalności rowerzystów. Autor nagrania zatrzymał się na czerwonym świetle, a co robi drugi rowerzysta? Wskakuje na chodnik (bo przecież rowerzysta to praktycznie pieszy, nic takiego się nie dzieje), żeby typowym trikiem rowerzystów ominąć konieczność stania na czerwonym. Trochę tylko ma problemy z analizą sytuacji, ponieważ zamierza dalej jechać na wprost, więc trafia na czerwony sygnał dla pieszych. Czasu zatem nie oszczędził, ale przynajmniej złamał kilka przepisów.

Rowerzystka jedzie po przejściu, na czerwonym, przez cztery pasy. No bo czemu nie?

Jego wynik próbował przebić kierujący skuterem, który najpierw poruszał się drogą dla rowerów, a później zjechał na chodnik, przejechał po przejściu dla pieszych i ponownie zjechał na drogę dla rowerów. To już nie rozdwojenie, ale roztrojenie jaźni!

Nasz znajomy rowerzysta znów się kompromituje. Tym razem pouczając kierowców

Na koniec skuterzysta dołożył jeszcze jeden ciekawy manewr – zjechał z drogi dla rowerów na ulicę, przecinając powierzchnię wyłączoną z ruchu. To się dopiero nazywa wolna amerykanka. Gdyby ktoś was kiedyś poprosił o wyjaśnienie tego określenia w mowie potocznej, pokażcie mu to nagranie.

Najnowsze

Jechał bez dwóch opon, z odpalonymi poduszkami i kosił latarnie. I nie był pijany!

Wyjątkowo groźna sytuacja została zarejestrowana przez motocyklistę, który nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Cud, że nikt nie został ranny.

Motocyklista jadący drogą szybkiego ruchu, trafił na podejrzanie poruszający się samochód. Najpierw jechał z niedużą prędkością lewym pasem, a po chwili zaczęło go znosić na prawą stronę, aż znalazł się na trawie. Uderzył nawet w latarnię, ale i to go nie zatrzymało.

Przegapiła zjazd, więc zaczęła zawracać na drodze ekspresowej

Później podejrzany kierowca wrócił na asfalt i jechał jakby nigdy nic, choć nie miał już opony na przedniej feldze. Następnie zjechał na trawę po lewej stronie, wrócił na prawą i ogólnie jechał jeszcze przez chwilę, skręcając raz w lewo, raz w prawo, niszcząc swoje auto. Motocyklista cały czas za nim podążał i mówił do niego, jak gdyby sądził, że tamten go usłyszy (w dalszej części nagrania komentuje całe zajście podczas jazdy, więc wszystkie jego „polecenia” były raczej na potrzeby filmiku).

Pomógł trzem osobom wydostać się z płonącego auta!

Wreszcie samochód się zatrzymał, motocyklista podszedł do niego, a wraz z nim wielu innych kierujących, którzy trzymali bezpieczny dystans. Mężczyzna siedzący za kierownicą nie wyglądał na rannego, chociaż miał przed sobą odpalone poduszki, ale wyglądał na kompletnie zdezorientowanego. Jak się później okazało, przyczyną jego dziwnego zachowania była cukrzyca i niski poziom cukru we krwi.

Najnowsze

Radny próbuje zlikwidować jeden z najstarszych polskich torów!

Kolejny obiekt w naszym kraju stał się celem ataku, ale tym razem nie okolicznych mieszkańców, ale lokalnego polityka. Władze toru mają dość tej sytuacji i wystosowały list otwarty do wszystkich polityków.

Poważny deficyt torów z prawdziwego zdarzenia i skromna liczba obiektów, pozwalających na doskonalenie techniki jazdy w kontrolowanych warunkach, są jednym z poważniejszych problemów polskiej branży motoryzacyjnej. Pomimo tego co jakiś czas pojawia się kolejny atak na istniejące już miejsca, a walczyć o przetrwanie musiał nawet Tor Poznań.

Tor Poznań – dobro narodowe kością niezgody?

Teraz wypłynęła sprawa WallraV Race Center w Starym Kisielinie, niedaleko Zielonej Góry, którego zamknięcia domaga się radny Koalicji Obywatelskiej, Mariusz Rosik. Jak podaje portal Ścigacz.pl, pan Rosik od lat wystosowuje donosy, w których zarzuca przekraczanie dopuszczalnego poziomu hałasu oraz powołuje się na skargi mieszkańców. Według Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska natężenie dźwięków utrzymuje się w normie, a okoliczne władze nic nie wiedzą o skargach mieszkańców.

W związku z niekończącą się nagonką radnego, list otwarty, skierowany do polityków, wystosował Rafał Waliłko, prezes zarządu WallraV Race Center. Pisze w nim, że mowa tu o obiekcie historycznym, który działa od 1977 roku i stale jest unowocześniany, a także utrzymywany w nienagannym stanie, w zgodzie ze wszystkimi normami. Wspomina, że odbywają się tu zawody, na które przyjeżdżają także osoby zza granicy, co świadczy o randze obiektu, a także pobudza lokalną gospodarkę. Wskazuje również, że odbywają się tu szkolenia, pozwalające kierującym na doskonalenie swoich umiejętności, wymiernie poprawiając bezpieczeństwo na drogach. Tutaj szkolą się też policjanci z grupy Speed, której działaniami policja tak chętnie się chwali.

Zawodnicy Motocyklowej Reprezentacji Polski wracają na tor!

Cały list możecie przeczytać poniżej, a my dodamy jedynie, że całym sercem przyłączamy się do tego apelu. Potrzebujemy w Polsce więcej, a nie mniej takich obiektów. Powinno się zachęcać do korzystania z możliwości jakie dają i brania udziału w szkoleniach, poprawiających umiejętności kierowców. To świetne miejsca, które uczą przede wszystkim pokory i pozwalają zrozumieć własne ograniczenia, szczególnie osobom młodym. To również jedyna okazja dla pasjonatów motoryzacji, aby poczuć adrenalinę ze sportowej jazdy, w możliwie bezpieczny sposób. Podpisujemy się także pod zasadą pierwszeństwa budowlanego – nie może być tak, że jakiś deweloper kupi w korzystnej cenie działkę w pobliżu toru, wybuduje tam bloki, a później zaczną się protesty mieszkańców, którzy nie wiedzieli, że kupując mieszkanie w takim miejscu, będą narażeni na hałas.

Najnowsze

Był świeżo po przeglądzie, a kilka dni później lista usterek przyprawiała o zawrót głowy. Jak to możliwe?

Kontrola Inspekcji Transportu Drogowego wykazała szereg poważnych usterek w ciężarówce, również takich, stwarzających zagrożenie w ruchu drogowym. Jak to możliwe, że cztery dni wcześniej pojazd ten zaliczył przegląd okresowy?

Niezabezpieczony ładunek sypki zwrócił uwagę inspektorów ITD, którzy prowadzili działania na drogach Sycowa w powiecie oleśnickim. Zatrzymany przedsiębiorca wykonywał niezarobkowy przewóz na potrzeby własne. Kontrola wykazała liczne uchybienia – brak właściwego zabezpieczenia ładunku był początkiem długiej listy stwierdzonych nieprawidłowości.

Takiej kumulacji nieprawidłowości jeszcze nie było. Miejsce kontroli opuścił na lawecie

Z pojazdu wyciekały płyny eksploatacyjne, oświetlenie było popsute, a w układzie pneumatycznym odnotowano nadmierne ubytki powietrza. Przy tylu poważnych i zagrażających bezpieczeństwu nieprawidłowościach dziwił  fakt, że cztery dni przed kontrolą pojazd pozytywnie przeszedł przegląd techniczny. Prowadzący z kolei nie posiadał swojej karty kierowcy, twierdził, że zostawił ją w innym pojeździe. Brakowało również dokumentacji dotyczącej przewożonego ładunku oraz badania okresowego tachografu. Listę wad zamykały nieprzymocowane elementy metalowe, m.in. duże nakrętki. W trakcie jazdy te elementy mogły odpaść, były zatem poważnym zagrożeniem w ruchu.

„Naprawił” pojazd odłączając przewody hamulcowe i ruszył w drogę

Inspektorzy zakazali dalszej jazdy, zatrzymali dowód rejestracyjny pojazdu, ukarali kierowcę siedmioma mandatami karnymi oraz wszczęli postępowanie wyjaśniające wobec przedsiębiorcy. Niestety w komunikacie ITD nie ma ani słowa o kontroli w Stacji Kontroli Pojazdów, która dopuściła taki pojazd do ruchu. Szanse, że wszystkie te usterki wystąpiły nagle, w ciągu czterech dni od badania technicznego, są raczej nikłe.

Najnowsze