Drogi rowerowe nie są dla rowerów? Nowy poselski pomysł

Drogi rowerowe nie są dla rowerów? Nowy poselski pomysł

24 czerwca 2020
2
5
Logika podpowiada, że drogi dla rowerów buduje się… dla rowerów. Jeden z posłów wpadł jednak na pomysł, żeby pewna, bardzo roszczeniowa, grupa rowerzystów powróciła na ulice. My mamy co do tej koncepcji pewne wątpliwości.

Poseł Franciszek Sterczewski z Koalicji Obywatelskiej postanowił pochylić się nad sytuacją rowerzystów w Polsce i zaproponować sposób na jej poprawę. W swojej interpelacji do Ministerstwa Infrastruktury nie postuluje jednak za, na przykład, budową większej liczby dróg dla rowerów, tylko za… zwolnieniem z obowiązku jazdy nimi, pewnej ściśle określonej grupy. Jak czytamy w przygotowanej przez niego interpelacji:

Według obowiązującego prawa rowerzyści i rowerzystki mają w Polsce obowiązek poruszania się po drodze dla rowerów, jeżeli jest ona wyznaczona w kierunku, w którym się poruszają. Niestety przepis ten jest problematyczny dla osób uprawiających kolarstwo szosowe. Ich treningi wiążą się z rozwijaniem większych prędkości, a także - w przypadku osób trenujących w klubach sportowych - z jednoczesnym poruszaniem się na rowerach wieloosobowych grup.

Taka sytuacja stwarza niebezpieczeństwo zarówno dla kolarzy szosowych, jak i dla pozostałych użytkowników i użytkowniczek dróg dla rowerów. Infrastruktura rowerowa nie jest dostosowana do treningów kolarskich - choć na wielu ścieżkach rowerowych obowiązują wysokie limity prędkości - przez co osoby trenujące tę dyscyplinę narażone są na kolizje, a także narażają na nie pozostałych rowerzystów i rowerzystki.

Jednym z rozwiązań tej sytuacji może być zniesienie tego zakazu dla osób posiadających licencje zawodnicze, np. wydawane przez Polski Związek Kolarski. Wówczas podczas treningów kolarze mogliby poruszać się po jezdni, chroniąc w ten sposób pozostałych użytkowników i użytkowniczki dróg dla rowerów.

Następnie poseł Sterczewski pyta, czy ministerstwo przewiduje wprowadzenie proponowanych zmian w prawie oraz jakie prowadziło do tej pory konsultacje w sprawie wprowadzenia takiego przepisu (skąd pomysł, że ktoś wcześniej zaproponował takie rozwiązanie i poczynił jakieś kroki w kierunku wprowadzenia go?).

Pomysł nie wydaje się, na pierwszy rzut oka, taki zły. Skoro są wśród nas kolarze, którzy jeżdżą z prędkościami rzędu 40 km/h, to miejscem o wiele bardziej dla nich odpowiednim jest ulica, a nie droga dla rowerów. Mamy niestety wrażenie, że na tym etapie zakończyła się analiza problemu dokonana przez pana posła. Kiedy się nad tym głębiej zastanowić, sprawa nie jest taka prosta.

Po pierwsze zwolnienie z obowiązku korzystania z dróg dla rowerów, miałoby dotyczyć wyłącznie osób będących zawodnikami. Wyklucza to (zdecydowanie większą) grupę kolarzy-amatorów. Pasjonatów tego sportu, którzy nie biorą udziału w żadnych zawodach i nie mają licencji, i innych zapalonych rowerzystów. Takich, którzy maja porządne rowery i świetną kondycję, więc utrzymanie prędkości 40 km/h nie jest dla nich wyzwaniem. Dlaczego odmawiać im możliwości wyboru, którędy chcą jechać?

Argumentów przeciw zwolnieniu ich z korzystania z dróg dla rowerów, może być kilka. Nie po to na przykład buduje się infrastrukturę dla rowerzystów, żeby dalej jeździli ulicami. W pomyśle chodzi chyba o to, żeby ułatwić życie zawodnikom, a nie dzielić rowerzystów na „szybkich” i „wolnych”, ale taki podział miałby pewien sens. Tylko według jakich kryteriów policja by oceniała, czy dana osoba mogła jechać ulicą, czy musiała drogą dla rowerów? Równie dobrze można  by było w ogóle znieść obowiązek korzystania z DDR. Na jedno by wyszło.

Rowerzystów prawo nie obowiązuje? Z pewnością nie kolarzy

Tego jednak robić się nie powinno z tego samego powodu, dla którego w ogóle buduje się infrastrukturę rowerową. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo rowerzystów oraz o ich wygodę. W ten sposób poprawia się także ogólnie bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Jazda przy krawędzi prawego pasa i bycie bez przerwy wyprzedzanym przez samochody nie jest niczym przyjemnym. Zniszczona nawierzchnia na obrzeżach dróg oraz kratki odpływowe nie poprawiają tych wrażeń. Kierowcy z kolei wykonują czasem niebezpieczne manewry - gwałtownie hamują na widok rowerzysty lub niebezpiecznie go wyprzedzają, żeby zdążyć przed pojazdem z naprzeciwka. Wyprzedzają zbyt szeroko, pomimo innego pojazdu na sąsiednim pasie, albo mijają rowerzystę dosłownie na centymetry, narażając go na utratę równowagi. Rowery na ulicach to kiepski pomysł i nie bez powodu drogi dla rowerów to ważny element infrastruktury.

Wróćmy więc do początkowego problemu - co z trenującymi kolarzami? Otóż… nic. Ulice miast nie służą do treningów kolarskich i nie ma w tym niczego zaskakującego, ani godzącego w interesy sportowców. Większość rzeczy w miastach projektowana jest z myślą o wyłącznie „standardowym” użytkowaniu. Ulice są budowane, aby można się było przemieszczać nimi samochodami oraz motocyklami, a nie trenować jazdę w peletonie. To trochę jak z ogólnodostępnymi basenami - zbudowano je po to, żeby każdy mógł na nie przyjść i popływać, a nie do treningów dla zawodowych pływaków.

Dlaczego „kolarze” nie jeżdżą po drogach dla rowerów - wyjaśnia „król rowerów”

Szeroko pisaliśmy o tym przy okazji komentowania filmu nagranego przez „króla rowerów”, który tłumaczył, dlaczego kolarze nie jeżdżą, i wręcz nie powinni, po drogach dla rowerów. Nie rozumieliśmy wtedy i nadal nie rozumiemy skąd to przeświadczenie, że kolarze koniecznie muszą trenować na ulicach. Startujący w zawodach kierowcy i motocykliści też nie mogą się do nich przygotowywać jeżdżąc po mieście i jakoś nie słyszeliśmy, żeby kiedykolwiek na to narzekali. Kompletnie nie rozumiemy, dlaczego kolarze tak bardzo chcą trenować właśnie w miastach, które przecież zupełnie się do tego nie nadają! Co chwilę na drodze pojawiają się skrzyżowania ze światłami, przejścia dla pieszych - nie jesteśmy ekspertami ale nie przypominamy sobie żadnych zawodów kolarskich, do których warto trenować ciągłe rozpędzanie się i zatrzymywanie. Może dlatego niektórzy nie zatrzymują się na czerwonym, tak jak ten kolarz na poniższym nagraniu.

Problem z panującymi w mieście warunkami do treningów także wyjaśniał „król rowerów”, tłumacząc, że na widok pieszego wyścig kolarski nie zahamuje, tylko po nim przejedzie (może ten na powyższym filmiku to jego uczeń?). Nie wynika to podobno ze złej woli kolarzy, tylko specyfiki sportu. Członek peletonu nie może tak po prostu nagle się zatrzymać, bo jest to niebezpieczne dla reszty grupy. Zobaczcie zresztą sami.

Jeden z kolarzy, imieniem Grzegorz, nagle się zatrzymał i przynajmniej jeden z jego kolegów zaliczył glebę. Nie ma się co dziwić, jadąc w peletonie bardzo trudno zareagować odpowiednio szybko w takiej sytuacji. „Jak jedziemy, to już nie hamujcie, no” - mówi jeden z kolarzy, zwracając uwagę, że wyścig to wyścig. „Co to samochód jedzie, czy co?” - strofuje Grzegorza jego drugi kolega. Faktycznie nie było żadnego samochodu, jedynie pieszy na przejściu, ale to przecież żadne zagrożenie dla peletonu.

Podsumowując, rozumiemy intencje pana posła Sterczewskiego, ale jego pomysł jest zupełnie chybiony. Miasta nie są miejscem do przeprowadzania treningów kolarskich, a do jakich zagrożeń mogą one prowadzić, widzieliście powyżej. Powinno się raczej pomyśleć o tym, jak ułatwiać życie wszystkim rowerzystom. Dobrym pomysłem byłoby budowanie szerszych dróg dla rowerów (czasami naprawdę trudno się na nich bezpiecznie minąć nie wyjeżdżając poza ich obręb) i wyraźne oddzielanie ich od chodników. Ciągi pieszo-rowerowe to kiepski pomysł, ponieważ piesi często nie zwracają uwagi, którą częścią idą, a rozważny rowerzysta powinien cały czas uważać i obserwować czy ktoś zaraz nie wejdzie mu pod koła. To z kolei skłania szybko jeżdżących rowerzystów do zjeżdżania na ulicę. A nie o to przecież chodzi. Drogi dla rowerów powinno się budować w taki sposób, aby nawet szybko jeżdżący rowerzyści chętnie z nich korzystali, oddzielając ich od ruchu samochodowego i pieszego, poprawiając tym samem bezpieczeństwo wszystkich.

Komentarze

Kierujący
25 czerwca 2020 11:16
Na trening ścieżkami w mieście, poza miastem jazda po szosie. Najlepiej w sob/nd z samego rana. I tyle. Tylko, ze takie podejście i tak nie zmieni faktu, ze spora części kierujących autami, którzy nigdy nie mieli możliwości przejechania się rowerem poza miastem, jeździ bez wyobraźni i szacunku. A wystarczy po prostu myśleć i dać żyć innym.
s// > Kierujący
20 lipca 2020 10:55
Tak tak tylko że na wiochach też skurwysyny budują te chodniki i stawiają znaki że to wspólne takie fajne dla rowerów i pieszych największe gówna po których wala się piach tłuczone szkło jeżdżą dzieciaki matki z bąbelkami a na szosie obok 10 samochodów na godzinę przejeżdża
Zp
08 lipca 2020 10:02
Jeśli ktoś się zajmuje zawodowo kolarstwem, to na zamknięty tor wyścigowy, a nie na drogi publiczne. Jakoś samochodem rajdowym nie można trenować na ulicach.
s// > Zp
20 lipca 2020 10:53
kolarstwo torowe barani łbie to zupełnie inna odmiana tego sportu po co pierdolisz bzdury nie mając pojęcia o czym gadasz?Samochodem rajdowym poruszasz się przy prawej krawędzi 45 na godzinę?Czy może 4 krotnie szybciej?
s//
20 lipca 2020 12:29
Bezpieczeństwo rowerzystów i wygoda?Halo tu ziemia?Jechałeś kiedyś na rowerze człowieku po beznadziejnej ścieżce rowerowej wyznaczonej raczej po pijanemu niż na trzeźwo?Tylko w tym chorym państwie na drodze dla rowerów spotkamy słupy śmietniki ławki postawione na samym skraju znaki drogowe zwieszające się tak nisko gałęzie że położenie się na kierownicy powoduje że ledwo da się przejechać masa przeszkód śmieci potłuczonego szkła jakieś blachowkręty które różne chuje złośliwie rozsypują samochody traktujące ścieżkę jako parking czy szybszy dojazd do poprzecznej ulicy by nie stać w korku pieszych na spacerkach z dziećmi rolkarzy którzy jadą od prawej do lewej piszmy o realiach nie pobożnych życzeniach ścieżka szeroka na 2 m na chodniku pełnym ludzi obok.To się średnio nadaje dla rowerzysty jadącego do pracy a więc trochę szybciej niż na niedzielną wycieczkę.Problemem kolarzy nie są ścieżki przy bardzo ruchliwych ulicach ale te pierdolone gówna pobudowane na wioskach żeby przeżreć unijne dotacje.Na szosach poza miastem zamiast takich gównien chyba lepsze jest budowanie asfaltowych poboczy zamiast bieda chodników z kostki bauma z najebanymi wyjazdami z chałup co kawałek myślisz człowieku że jazda po muldach to taka przyjemność?Polscy urzędnicy to debile którzy nie umieją nawet kawałka drogi dla rowerów zbudować poprawnie i zgodnie z normami wygoda dla rowerzysty to np krawężniki odstające na centymetr przy pokonywaniu każdego skrzyżowania po co się je robi?Czy na pasach ruchu w poprzek skrzyżowania są położone odstające krawężniki?W czym rowerzysta jest gorszy że ma jechać jak po torze z przeszkodami?