Edyta Wrucha

Project Angel – motocykl zaprojektowany po to, by dać radość z jazdy niepełnosprawnemu chłopcu

Tyler Haynes jest konstruktorem niestandardowych motocykli w „Industrial Moto” (Wirginia, USA). Gdy jego realizacja „Grom Utility Sidecar” odniosła sukces, to napisał do niego motovloger Chris. Interesowało go, czy Taylor może stworzyć taki wózek boczny, żeby bezpiecznie mógł przewozić w nim brata, cierpiącego na zespół Angelmana.

Zobacz także: The Bike Experience pomaga niepełnosprawnym wrócić na motocykl

Zespół Angelmana to zaburzenie układu nerwowego, które uniemożliwia normalną aktywność i ruch, a Chris w pełnym wymiarze godzin opiekuje się bratem Nickiem. Tyler Haynes zgodził się wykonać dla nich taki projekt po kosztach, ale po nagłośnieniu sprawy, wielu internautów postanowiło złożyć się na ten cel i całą kwotę uzbierano w 3 dni!

Fot. https://industrialmoto.com

Konstruktor dostosował projekt wózka tak, aby zmieścić w tej konstrukcji fotel z wyścigów samochodowych, wraz z pięciopunktowymi pasami. Pod fotelem znajduje się, dostosowane do wagi Nicka, zawieszenie z amortyzatorem. Dodatkowo zamontowane są pałąki bezpieczeństwa. Wszystko pod kolor i z dbałością o każdy szczegół.

Chris był oszołomiony rezultatem, podobnie jak jego młodszy brat Nick. Mimo, że wsadzenie chłopca do wózka bocznego jest pracochłonnym i czasochłonnym zajęciem, to radośc obojga była nie do opisania.

Zobacz także: Niepełnosprawna motocyklistka niesie pomoc dzieciom

Najnowsze

Edyta Wrucha

Jesienny Dubanci i motocykl

Nic tak nie oddaje klimatu jesieni, jak dziecięca zabawa z żołędziami i kasztanami. Petr Václavek tak się zainspirował, że stworzył leśne elfy z żołędzi „Dubanci” i wykreował im bardzo ciekawe życie. Ostatnio Dubanek sprawił sobie motocykl!

Petr Václavek przeprowadził się z rodziną do domku pod lasem. Z każdego, jesiennego spaceru dzieci znosiły do domu dużo kasztanów, żołędzi i innych owoców natury. Cała rodzina miała niezłą frajdę, robiąc z nich różne zwierzęta i ludziki. Trudno się łączyło te elementy zapałkami, więc zaczęli korzystać z pistoletu na klej.

Zobacz także: Cinzia Bolognesi motocykle widzi wszędzie

Petr zaczął publikować zdjęcia tych małych stworków w internecie, na tle jakiejś kreatywnej scenerii. Szczególnie zdjęcia żołędziowych elfów odniosły wielki sukces. I tak zabawa dla dzieci, stała się pasją dla taty. Dubanci ma już swoją stronę www oraz sklep z kalendarzami, pocztówkami, koszulkami, puzzlami, naklejkami itp..

Wśród różnych aktywności, Dubanek jeździ także na motocyklu. Niestety niewiele wiemy o tym modelu, oprócz tego, że napęd ma żołędziowy, a drewniane opony świetnie sobie radzą w terenie. Żona Dubanka podziela jego motocyklową pasję.

Fot. www.facebook.com/dubanci

Więcej na: https://dubanci.cz

Najnowsze

Edyta Wrucha

Arabia Saudyjska chce zorganizować zawody kobiecej serii wyścigowej

Arabia Saudyjska jest otwarta na organizację wyścigu W Series już w przyszłym roku! Czy to dobry PR, czy chęć zmian?

W sezonie 2021 kobieca seria wyścigowa będzie towarzyszyć Formule 1 w trakcie ośmiu Grand Prix. Czy jednym z nich będzie Grand Prix Arabii Saudyjskiej, która w przyszłym sezonie po raz pierwszy będzie gościć F1?

Kraj Bliskiego Wschodu jest uważany za jedno z państw, które nagminnie łamie prawa kobiet. Kobiety mogą tam legalnie prowadzić samochody dopiero od 2018 roku. Gdy ogłoszono, że Arabia Saudyjska zorganizuje Grand Prix F1, od razu pojawiły się głosy, że jest to sprzeczne z inicjatywą Formuły 1, #WeRaceAsOne.

Przeczytaj też: GP Arabii Saudyjskiej a promocja równości w F1, czyli co z prawami kobiet?

W Formule 1 nie ściga się obecnie żadna zawodniczka, ale kobiet, które pracują w królowej sportów motorowych jest całkiem sporo. Wiele osób uznało, że skoro Formuła 1 koniecznie musi organizować Grand Prix Arabii Saudyjskiej, to powinna pójść drogą Formuły E.

Sezon 2018/2019 Formuła E rozpoczęła w Arabii Saudyjskiej. W ramach umowy pomiędzy serią, a promotorem zawodów, każda z ekip otrzymała okazję wystawienia drugiego samochodu podczas testu, pod warunkiem, że będzie poprowadzić go kobieta. 

Po podpisaniu umowy o współpracy między F1 a W Series, pojawiła się kolejna opcja. Jeden z mających towarzyszyć Formule 1 wyścigów kobiecej serii, mógłby odbyć się w Arabii Saudyjskiej. Catherine Bond Muir, szefowa W Series, powiedziała:

Nie mam zastrzeżeń co do wyjazdu do Arabii Saudyjskiej, pod warunkiem, że uda nam się nawiązać znaczące stosunki. I myślę, że złożenie tego zajmie trochę czasu.

Arabia Saudyjska chce zorganizować zawody kobiecej serii wyścigowej

Ale książę Khalid Bin Sultan Al Faisal, prezydent saudyjskiej federacji sportów motorowych, powiedział, że kraj jest zainteresowany jak najszybszym zorganizowaniem zawodów kobiecej serii wyścigowej:

Bardzo chciałbym zobaczyć wyścig W Series w Arabii Saudyjskiej.

Wiem, że jest osiem towarzyszących rund i miejmy nadzieję, że będziemy jednym ze szczęśliwych krajów, w którym będą gościć zawodniczki.

Książę Khalid powiedział również, że zamiast próbować zniechęcać kobiety do wyścigów samochodowych, Arabia Saudyjska robi wszystko, co w jej mocy, aby je zachęcić do tego sportu.

Przez ostatnie dwa lata naprawdę promujemy kobiety, a zwłaszcza kobiety w sportach motorowych. Chcielibyśmy inspirować naszych mieszkańców i organizować im tego typu wydarzenia. Chcielibyśmy, aby więcej kobiet ścigało się w Arabii Saudyjskiej.

Reema Juffali to pierwsza kobieta pochodząca z Arabii Saudyjskiej, która startuje w wyścigach samochodowych. Jest dla nas bardzo ważne, aby więcej kobiet zainteresować wyścigami.

Sport jest dla wszystkich i naprawdę zachęcamy kobiety do uprawiania sportów motorowych w przyszłości. I naprawdę traktujemy to poważnie.

Przeczytaj też: Reema Juffali – marzenie o karierze wyścigowej zwyciężyło!

Pojawia się pytanie, czy te słowa to tylko PR-owa zagrywka, po krytyce, jaka spłynęła na Formułę 1 i Arabię Saudyjską po ogłoszeniu informacji o organizacji wyścigu w Dżuddzie, czy też może Saudowie faktycznie chcą zmienić swoje podejście do kobiet?

Najnowsze

Edyta Wrucha

Kiedy zobaczymy kobietę w stawce F1?

Nikt nie ma wątpliwości, że pojawienie się kobiety-zawodniczki w Formule 1 jest tylko kwestią czasu. Ale ile tego czasu potrzeba?

Kobiety już startowały w wyścigach Formuły 1. Odkąd powstała ta seria w 1950 roku, pięć kobiet zostało zgłoszonych do startu w wyścigach Formuły 1, jednak tylko dwóm udało się zakwalifikować i wystartować w wyścigu.

Kobietą, która startowała w największej ilości Grand Prix jest Lella Lombardi. Włoszka wystartowała w 12 wyścigach, z 17 do których została zgłoszona. Jest ona także jedyną kobietą, która zdobyła punkty w Mistrzostwach Świata Formuły 1. Było to w połowie lat 70.

Przeczytaj też: Lella Lombardi, legenda włoskiego sportu motorowego

Po 1976 roku żadna kobieta nie wystartowała w wyścigu Formuły 1, ale to nie oznacza, że panie nie były obecne w paddocku. Były i są obecne. Pełniły i pełnią rolę kierowców testowych i rezerwowych. Są o krok od pojawienia się w stawce F1.

W 2019 roku zadebiutowała kobieca seria wyścigowa, W Series, która uzyskała porozumienie z Formułą 1 i w przyszłym roku, będzie towarzyszyć królowej sportów motorowych w trakcie ośmiu Grand Prix (nie podano jeszcze których). Umowa ma charakter długoterminowy. Czy ta współpraca przyspieszy pojawienie się kobiety-zawodniczki w F1?

Szefowa W Series, Catherine Bond Muir, jest przekonana, że za pewien czas zobaczymy kobietę za kierownicą bolidu Formuły 1 w trakcie wyścigu. I to wcześniej, niż później.

Według Catherine Bond Muir kobieta-zawodniczka pojawi się w Formule 1 za około dziesięć lat.

Przeczytaj też: Kobieca seria wyścigowa będzie towarzyszyć F1!

Najnowsze

Miękka hybryda, czyli ile musisz dopłacić, żeby… NIC nie oszczędzić

Układy mild hybrid coraz częściej pojawiają się w nowych samochodach i coraz częściej oferowane są standardowo. Więc nawet jeśli ich faktyczny wpływ na zużycie paliwa jest znikomy, to nic nie szkodzi, ponieważ i tak dostajemy je w cenie, prawda? Otóż wręcz przeciwnie.

Pamiętacie jak wiele lat temu w samochodach zaczęły się pojawiać układy start / stop, które automatycznie gaszą silniki po zatrzymaniu i samoczynnie je uruchamiają, gdy chcemy ruszyć? Pierwotnie reklamowano to jako ekologiczny dodatek, który można było dokupić do wybranych silników. Często producenci tworzyli wręcz specjalne „eko-wersje” – pod hasłami takimi jak BlueMotion, Econetic czy GreenLine kryły się samochody wyposażone w opony o niskich oporach toczenia, nakładkach poprawiających aerodynamikę oraz właśnie w systemy start / stop. Dopłaty do nich wynosiły zwykle 1500-2000 złotych.

Mikrohybryda i miękka hybryda – wszystko, co trzeba o nich wiedzieć. Czy warto je kupić?

Jaki był ich sens skoro obniżały zużycie paliwa o 0,2-0,4 l / 100 km i to jedynie w warunkach laboratoryjnych? Raczej niewielki, zwłaszcza że eksperci zwracali też uwagę na dodatkowe skomplikowanie osprzętu takich samochodów – mocniejszy rozrusznik, alternator oraz akumulator, które wytrzymają ciągłe rozruchy, budziły wątpliwości co do ich trwałości oraz późniejszych kosztów napraw lub wymiany. Wskazywano także na wydłużony czas osiągania przez jednostkę napędową optymalnej temperatury pracy oraz na obawy co do właściwego chłodzenia turbiny w silniku, który co chwilę gaśnie.

Suzuki Jimny to teraz dwuosobowy van. Dziękujemy ci, Unio Europejska!

Mimo to znajdowali się chętni na takie wersje, ponieważ ich głównym celem, było zejście (na papierze) do emisji CO2 poniżej 100 g / km. W wielu zachodnich krajach oznaczało to całkowite zwolnienie z podatku drogowego z uwagi na „ekologiczność” pojazdu. Znamienne jest to, że większość aut legitymowała się emisją na poziomie dokładnie 99 g / km, a żeby ją osiągnąć producenci uciekali się nawet do takich zabiegów, jak rezygnacja z koła zapasowego (zastanówcie się o ile brak „zapasu” obniża masę auta i jak ta różnica wpływa na zużycie paliwa).

„To będzie największa w historii afera spalinowa!” – ostrzegają polskie media. Wyjaśniamy, o co chodzi

Ale to było kiedyś, dawno temu. Teraz systemy start / stop znajdziemy w każdym samochodzie, ponieważ jest to niezawodny sposób na obniżenie emisji CO2 podczas testów homologacyjnych. Upowszechnienie się tego rozwiązania i stosowanie go w każdym aucie z pewnością obniżyła jego cenę, ale i tak jest ona wliczona do końcowego rachunku.

Dlaczego dajemy wam tą krótką lekcję historii? Ponieważ sytuacja się powtarza. Tym razem chodzi o miękkie hybrydy. W dużym uproszczeniu, to rozwinięcie idei systemu start / stop. Tyle tylko, że zamiast rozrusznika i alternatora, stosowany jest malutki silnik elektryczny, a energia do jego działania nie pochodzi z klasycznego akumulatora, tylko z niewielkiej baterii litowo-jonowej. Układ mild hybrid pozwala na częstsze gaszenie silnika, a czasem nawet na jego wyłączenie tuż przed zatrzymaniem pojazdu lub chwilowe wyłączenie jednostki napędowej podczas jazdy (zależnie od modelu samochodu).

Bazowa Honda Jazz kosztuje 93 900 zł. Dziękujemy ci, Unio Europejska!

W teorii zastosowanie tego rozwiązania daje nam oszczędności rzędu 0,4 l / 100 km w przypadku mniejszych silników oraz 0,7 l / 100 km przy dużych jednostkach (od 3 litrów pojemności w górę). W praktyce najważniejszą różnicą jest niezwykle płynne, szybkie i niezauważalne wybudzanie silnika po zgaszeniu, dzięki czemu system start / stop nie irytuje już w żadnym aucie. Co do obniżenia zużycia paliwa, to nie ma się co oszukiwać. Kupując kompaktowy samochód z doładowanym silnikiem o mocy 150 KM, o wiele większy wpływ na jego zużycie paliwa będzie miał wasz styl jazdy, to czy często używacie klimatyzacji i czy nie jeździcie ze zbyt niskim ciśnieniem w oponach. Obniżenie zużycia w warunkach laboratoryjnych o 0,4 l / 100 km oznacza realnie może połowę z tego. Czyli nic.

„Kupiłam 600-konnego supersuva. Okazało się, że w ten sposób stałam się miłośniczką ekologii!”

No trudno – powiecie – ale przynajmniej gaszenie silnika po zatrzymaniu nie jest denerwujące no i przecież jakąś tam oszczędność może uda się jednak uzyskać. Poza tym miękka hybryda coraz częściej stosowana jest standardowo, więc co za różnica? Dokładanie taka sama, jak kiedyś z systemami start / stop. A nawet większa, ponieważ niektórzy producenci za układ mild hybrid życzą sobie 3000 – 4000 zł dopłaty. Mowa oczywiście o tych kilku, którzy jeszcze dają swoim klientom możliwość wyboru. Większość – chcąc zmniejszyć kary, jakie będą musieli zapłacić Unii Europejskiej za zbyt dużą emisję CO2 (przypominamy, że wymagany limit 95 g / km jest nieosiągalny nawet dla klasycznych hybryd) – po prostu włączyli miękką hybrydę do wyposażenia standardowego i podnieśli ceny. I tak to jest z tą ekologią.

Najnowsze