Pijany 77-latek jechał pod prąd drogą ekspresową!

Policjanci z posterunku w Fałkowie (powiat gnieźnieński) zatrzymali pijanego kierowcę, który poruszał się pod prąd. Jak wykazała kontrola, to nie były jego jedyne przewinienia.

Jak informuje policja, dyżurny z komendy w Gnieźnie otrzymał zawiadomienie, że drogą ekspresową S5 przed węzłem Wierzyce w kierunku Gniezna jedzie pod prąd Renault Megane. Wysłany w te okolice patrol z komisariatu w Fałkowie zauważył wskazany pojazd na wysokości miejscowości Łubowo.

Wjechał tirem pod prąd na autostradę, trafił do więzienia

Po zatrzymaniu nieodpowiedzialnego kierowcy, okazało się, że 77-letni mieszkaniec gminy Trzemeszno nawet nie miał świadomości, że jechał w przeciwnym kierunku i stwarzał poważne zagrożenie w ruchu drogowym. Powiedział policjantom, że pomylił drogi. Kontrola wykazała, że miał on więcej na sumieniu. Po pierwsze był pijany – alkomat wskazał 0,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Mężczyzna miał też cofnięte uprawnienia do kierowania pojazdami. Samochód, którym się poruszał został odholowany na parking strzeżony. Nieodpowiedzialny kierowca wkrótce stanie przed sądem.

Jedzie pod prąd, bo ma plakietkę inwalidy

Nagranie pochodzi z kamery zamontowanej w samochodzie postronnego kierowcy, który w ostatniej chwili uniknął zderzenia z jadącym pod prąd 77-latkiem. Jego zachowanie też jest zastanawiające – poruszający się w złym kierunku pojazd, było widać z daleka. Kierowca Opla natychmiast zjechał na prawy pas. Tymczasem kierujący z kamerą czekał do ostatniej chwili, żeby wykonać gwałtowny i niebezpieczny przy tej prędkości manewr, pozwalający na uniknięcie wypadku.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Berlin E-Prix II: António Félix da Costa triumfuje po raz kolejny

António Félix da Costa odniósł drugie zwycięstwo w Berlinie i umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Mistrzostw Formuły E ABB FIA 2019/20.

António Félix da Costa z DS Techeetah zdominował kolejny dzień w Berlinie. Drugi dzień z rządu najpierw zdobył pole position, a potem wygrał wyścig.

Przeczytaj też: Berlin E-Prix I: restart sezonu wygrywa António Félix da Costa

António Félix da Costa minął linie mety na trzy sekundy przed drugim Sébastienem Buemim. Trzecią pozycję zajął Lucas Di Grassi.

Dzięki zwycięstwu zawodnik DS Techeetah umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Mistrzostw Formuły E ABB FIA 2019/20. Na drugie miejsce awansował Lucas Di Grassi z Audi Sport ABT Schaeffler. Na trzecie miejsce wskoczył Stoffel Vandoorne z ekipy Mercedesa.

W trakcie emocjonującego wyścigu trzy razy doszło do jego neutralizacji. Pierwszy raz na szóstym okrążeniu, gdy na prostej start/meta leżała urwana osłona koła z uszkodzonego auta Maxa Günthera. Drugi raz neutralizację zarządzono na 11 okrążeniu z powodu leżącej na torze osłony koła.  Trzeci raz nastąpił już dwa okrążenia później, gdy Nyck de Vries zatrzymał się przed zakrętem numer 2 i wysiadł z samochodu (zrobił to bez zgody dyrektora wyścigu!).

Przeczytaj też: Zespół Formuły E, Envision Virgin Racing, osiągnął status neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla

Najnowsze

A jednak ktoś kupił 32 graty przeznaczone na złom! I to za niemałe pieniądze

W naszym artykule na temat nietypowego przetargu pokpiwaliśmy sobie z pomysłu hurtowego kupna pojazdów, które można jedynie zezłomować. Inne media komentowały sprawę w podobny sposób, ale okazało się, że wcale nie mieliśmy racji.

Przypomnijmy, że chodzi o licytację, jaką przeprowadził Urząd Miasta Białegostoku. Dotyczył 31 samochodów oraz jednego skutera, które zostały porzucone przez właścicieli i przeszły na własność miasta. Pierwsza próba pozbycia się problemu zakończyła się fiaskiem – nie zgłosił się żaden chętny.

Najgorsza inwestycja w życiu? Wylicytuj sobie prawo do zezłomowania 32 gruchotów!

Ogłoszono więc drugą licytację, w której obniżono cenę wywoławczą z 14 653,40 zł na 7326,70 zł. Haczyk polegał na tym, że trzeba było kupić wszystkie pojazdy, a następnie na własny koszt usunąć je z parkingu i zezłomować.

Informując o tym, zastanawialiśmy się, kto może zainteresować się kupnem tylu gruchotów, skoro nawet po obniżeniu ceny wywoławczej, szanse na odzyskanie swoich pieniędzy, po odwiezieniu ich na złom, były raczej marne. Niektóre media zastanawiały się także, czy nie mamy przypadkiem do czynienia z nielegalnym procederem, jakim jest handel odpadami. Nie były to rozważania bezpodstawne, ponieważ urząd miasta sprzedawał pojazdy bez prawa do rejestracji i wymagał dostarczenia w ciągu 2 miesięcy o zezłomowaniu wszystkich pojazdów. Trochę tak jakby urząd miał kilka kontenerów odpadów i zrobił licytację – kto da więcej za możliwość odwiezienia ich do sortowni?

Jechał złomem na złom, ale trafił na inspekcję złą

Okazuje się jednak, że mało wiemy o realiach rynku złomiarskiego. Chociaż w internecie można znaleźć informacje na temat cen złomu i tego ile dostaniemy za samochód dostarczony do punktu demontażu (około 300, w porywach do 400 zł), to najwyraźniej jest jedynie wycinek prawdziwej sytuacji. Wszystko wskazuje na to oferta była wbrew pozorom bardzo atrakcyjna, a jedyne, czego jej brakowało, to rozgłos, którego w ostatnich dniach nie brakowało.

W drugiej licytacji wzięło udział aż 10 przedsiębiorców zajmujących się złomowaniem pojazdów albo prowadzących punkt zbierania pojazdów. Ostatecznie 32 gruchoty sprzedano za 22 tys. zł! Oznacza to, że ktoś zapłacił 687,5 zł za sztukę. Do tego musi jeszcze pokryć koszty transportu tych pojazdów. Z pewnością ma własną lawetę, ale to nie znaczy, że nic go to nie będzie kosztowało. Najwyraźniej na złomie można znacznie lepiej zarobić, niż się nam wydaje.

Najnowsze

Chciał być zabawny i pokazał środkowy palec do fotoradaru. Stracił prawo jazdy

Z władzą nie ma żartów - przekonał się o tym pewien 26-latek, który zamiast niewielkiego mandatu za nieznaczne przekroczenie prędkości, zapłaci 75 razy większą grzywnę! Plus przez pewien czas nie wsiądzie za kółko.

Złośliwi powiedzą, że to wszystko dlatego, że sprawa miała miejsce w Niemczech, a obiegowa opinia o poczuci humoru tej nacji jest wszystkim dobrze znana. Ale prawda jest taka, że zachowanie kierowcy było raczej niskich lotów.

Kierowca Bentleya przekroczył prędkość o prawie 100 km/h i myślał, że uniknie mandatu

26-latek przejeżdżając koło miejscowości Kulmbach, przekroczył dozwoloną prędkość o 11 km/h. Według taryfikatora za takie wykroczenie należy się mandat w wysokości 20 euro. Przewinienie drobne i każdemu chyba zdarzyło się podobne przekroczenie, choćby przypadkiem.

Babcia chciała ochronić wnuczka-pirata. Zapłacili oboje

Mężczyzna najwyraźniej wiedział jednak, że zostanie uwieczniony. Może nawet specjalnie pojechał nieco za szybko, żeby pokazać policji co sądzi o jej działaniu, nie narażając się przy tym na dotkliwą karę?

Jechał 193 km/h w mieście! Takiej kary się nie spodziewał

Jak wiecie z tytułu, policjanci nie wykazali się wyrozumiałością. Sprawa została potraktowana jako obraza funkcjonariuszy i trafiła przed oblicze sądu. Ten przyznał rację policjantom i zasądził 1500 euro grzywny oraz miesięczny zakaz prowadzenia pojazdów.

Najnowsze

T1 Bulli z 1950 roku – najstarszy na świecie van Volkswagena dopuszczony do ruchu

Dokładnie 70 lat temu z linii produkcyjnej zakładu w Wolfsburgu zjechał van pierwszej generacji (T1) w kolorze gołębiego błękitu i podwoziem o numerze 20-1880. Trafił on do fabryki w Hildesheim i miał być przeznaczony do użytku komercyjnego, by służyć do transportu towarów z punktu A do B.

Produkcja pojazdów „VW Transporter” typu 2 (Typ 1 to VW Beetle) ruszyła pełną parą 8 marca 1950 r.. Bulli – bo tak nazywano wozy typu 2 – był jaśniejącym punktem w czasach niemieckiego cudu gospodarczego i szybko okazał się ulubieńcem na rynku. 5 sierpnia tego samego roku z taśmy montażowej zjechała niebieska furgonetka o numerze podwozia 20-1880, będąc pierwszym Bulli’m w tej części Dolnej Saksonii. Po drogach i wąskich uliczkach Hildesheim jeździła przez 23 lata, po czym sprzedano ją pasjonatowi samochodów.

Nie zagrzała tam jednak miejsca. Między 1973 a 1992 rokiem co jakiś czas zmieniała właścicieli. Ostatni z kolekcjonerów postanowił się jej w końcu pozbyć, jednak okazało się to niezwykle trudne. Nie pomogły ogłoszenia publikowane w magazynie prowadzonym przez fanklub „Brezelfenstervereinigung e.V.”. Wszystko wskazywało na to, że używany „samochód użytkowy” nie był w tamtych czasach szczególnie atrakcyjny dla potencjalnych nabywców. Sprawy nie ułatwiały też realia rynku prasowego, ponieważ ogłoszenie nie zawierało zdjęcia i mogło mieć maksymalnie trzy wiersze tekstu. Właściciel tak długo ponawiał swoją ofertę, dopóki nie trafił na nią Dane Tonny L.. Kiedy w rozmowie telefonicznej Tonny dowiedział się, że pojazd ma najniższy znany wówczas numer podwozia wśród modeli Bulli, kupił auto w ciemno!

T1 Bulli z 1950 roku – najstarszy na świecie van Volkswagena dopuszczony do ruchu

W dumnym wieku 42 lat samochód trafił do Danii. Choć pojazd miał przejechane niespełna 100 000 kilometrów, do nowego miejsca dotarł na ciężarówce. Aby po 19 latach poza drogą mógł znowu wyruszyć na szlak, wymagał gruntownej naprawy. Nowy właściciel od razu wiedział, że dokonał dobrego wyboru i postanowił nadać swojej nowej zdobyczy imię. Wybrał „Sofie” – na cześć pierwszego modelu T1 dostarczonego na wyspy.

Prace nad „Zosią” ruszyły z początkiem wejścia w XXI wiek. Pełna renowacja była tak kosztowna i czasochłonna, że zakończyła się dopiero po 3 latach – wiosną 2003 roku. Pierwszą jazdę próbną odbyli wspólnie na zlot VW w Bad Camberg. Podróżując razem po Europie pokonali ponad 20 000 kilometrów. Często odwiedzali zloty Bulli, gdzie Sofie zawsze stanowiła główną atrakcję. Nic dziwnego, że ta niezwykła furgonetka w odcieniu gołębiego błękitu zdobyła nagrodę „Najpiękniejszego Bulli”. Zawsze była także najstarsza ze wszystkich.

T1 Bulli z 1950 roku – najstarszy na świecie van Volkswagena dopuszczony do ruchu

Choć przeżyli wspólnie emocjonujące chwile, przyszedł czas kiedy Tonny poczuł, że jest już za stary, aby wciąż być w „drodze”. Chętniej przebywał w domu, niż w dalekich trasach. Nie chciał jednak, żeby Sofie znowu zastygła pod zakurzoną plandeką i marzył, by jego wóz nadal cieszył oczy fanów motoryzacji.

Okazja do ofiarowania pojazdowi nowego życia pojawiła się w 2014 roku. Podczas wizyty następcy tronu Danii w Volkswagen Commercial Vehicles w Hanowerze, towarzyszący spotkaniu importer wspomniał o Duńczyku, który jest właścicielem modelu Bulli z 1950 roku i szuka dla auta nowego domu. Niedługo później z Tonnym skontaktował się przedstawiciel działu oldtimerów VWCV.

T1 Bulli z 1950 roku – najstarszy na świecie van Volkswagena dopuszczony do ruchu

Dyskusje trwały bardzo długo, ale ostatecznie właściciel nie mógł ukryć ekscytacji, że Sofie miała szansę stać się ważną częścią kolekcji Volkswagen Samochody Dostawcze: „Dlatego wolałbym sprzedać wam Sofie, gdzie nadal będzie mogła wywołać uśmiech na twarzach ludzi… :-)”. Umowa stała się więc faktem, a najstarszy błękitny Bulli przyjechał do Hanoweru, określanego miastem Bulli. Tonny nie ukrywał wzruszenia: „Wiem, że najlepiej poradzi sobie w domu”. Miał rację. Od tego czasu Sofie wiele już przeżyła, uszczęśliwiła niezliczone rzesze ludzi i przywróciła wiele wspomnień. Czy to w zakładzie w Wolfsburgu, w Hildesheim, czy w Hanowerze – gdy tylko Sofie się pojawi, każdy chce mieć z nią zdjęcie, jak gdyby była gwiazdą na czerwonym dywanie. I w zasadzie nią jest – niekwestionowaną gwiazdą Bulli. Swoje 70. urodziny świętowała z innymi klasycznymi pojazdami z kolekcji VWCV Oldtimer. Plotka głosi, że mieli świeży olej silnikowy i pyszne ciasto.

Najnowsze