Edyta Klim

„Pani instruktor Ewa” z benzyną we krwi!

Ewa Wojciechowska jest właścicielką Ośrodka Szkolenia Kierowców w Rybniku, aktywną instruktorką i motocyklistką. W swojej pracy zauważa wzrost zainteresowania kobiet kategoriami motocyklowymi, ale też podkreśla, jak ważne jest indywidualne podejście do ich nauczania.

Od kiedy jesteś instruktorką nauki jazdy, jakich kategorii i dlaczego nią zostałaś? 

Jestem instruktorem nauki jazdy kat. B od 2011 r. i kategorii: AM, A1, A2, A – od 2015 r.. Robiąc własne prawo jazdy w 2006 r. już wypytywałam instruktora, co trzeba zrobić, żeby być instruktorem. Czułam, że mam trochę więcej „benzyny we krwi” i że sama chcę kiedyś uczyć. Nie do końca jestem w stanie powiedzieć, skąd to przekonanie, ale wierzyłam, że to mój kierunek w życiu, choć wszyscy, którzy znali mój temperament, mówili, że się do tego nie nadaję (śmiech). Życie jednak pokazało, że mam w sobie ogromne pokłady cierpliwości. Po ukończeniu szkoły miałam 2-letni epizod w spedycji międzynarodowej, a jak uzbierałam fundusze na to, by opłacić kurs – zaczęłam przygodę, która trwa od 10 lat. Teraz jestem na takim etapie, że mam swoje OSK w Rybniku, w którym szkolimy samochodami i motocyklami.

Jaki cechy, Twoim zdaniem, powinien mieć taki wzorcowy instruktor nauki jazdy? 

Wzorcowy instruktor powinien charakteryzować się ogromnymi pokładami cierpliwości i umiejętnością dopasowania swojego podejścia i metod szkolenia do kursanta. Uważam, że instruktor powinien potrafić więcej od przeciętnego kierowcy, dlatego musi pracować nad umiejętnościami, utrwalać je, jak i poszerzać. Musi zawsze przekazywać wiedzę merytoryczną, zgodną z obowiązującymi przepisami i śledzić na bieżąco nowelizacje.

Cenisz sobie nauczycielski dystans czy wolisz styl bardziej koleżeński?

Relacja kursant-instruktor jest u mnie jasna. Jestem wymagającym „nauczycielem”, z którym w samochodzie można posłuchać fajnej nuty, jak i pogadać o wszystkim, ale w większości przypadków jestem „Panią instruktor Ewą”. Nawet, jeśli zdarzy nam się z kursantem/tką przejść na „Ty” (zazwyczaj z ludźmi starszymi ode mnie lub rówieśnikami) to relacja nadal jest jasna. On/ona płaci, ale ja wymagam i to ja jestem w tym samochodzie, czy na motocyklu, osobą posiadającą większą wiedzę w temacie poruszania się nimi.

Zobacz także: Moto-zawody: instruktorka nauki jazdy

Uczysz tylko tego, co trzeba, czy starasz się przekazać znacznie więcej nowemu/ej motocykliście/tce?

Kursant, który do mnie trafia, uczy się nie tylko suchych zadań egzaminacyjnych. Moi uczniowie ćwiczą, jak panować w różnych sytuacjach nad motocyklem. Bardzo mnie boli, jak trafiają do mnie osoby na doszkolenie z innych ośrodków, którzy nigdy np. nie używali hamulca tylnego. Byłam na wielu kursach doskonalenia techniki jazdy, zdarza mi się też jeździć po torach wyścigowych, więc staram się jak najwięcej tej wiedzy i umiejętności przekazać dalej. Może dzięki temu, oni w przyszłości nie musieli jeździć na szkolenia doskonalenia techniki jazdy, tak jak ja.

Czy nauczyciel jazdy motocyklem ma trudniejsze zadanie, niż taki samochodowy? I większą odpowiedzialność?

Oczywiście. Nad motocyklistą na drodze nie mam żadnej kontroli, poza łącznością przez intercom. Instruktor w samochodzie zawsze ma hamulec, który naciska, gdy kursant nie zareaguje lub źle zareaguje. Na motocyklu zostaje mi tylko umiejętność przewidywania i szybkiego ostrzegania kursanta o niebezpieczeństwie „w razie W”. Miałam wątpliwą przyjemność parokrotnie interweniować w sytuacji, gdy kierowca samochodu wymusił nam pierwszeństwo. Na szczęście mam nieco bardziej wyostrzone zmysły i potrafię wyprzedzić to, co się stanie i dzięki temu nie doszło do kolizji. Umiejętność tą staram się wpoić moim kursantom – nauczyć ich przewidywać, wyprzedzać to, co może się zdarzyć…

Czy zauważyłaś zmiany w liczbie i typie kursantów po otwarciu możliwości jazdy małymi motocyklami na kat. B?

Tak, coraz częściej zdarzają się telefony w stylu: „Mam prawo jazdy na kat. B i chciałabym pojeździć na 125, czy mnie Pani pouczy?”. Bardzo lubię te telefony, bo zazwyczaj są od kobiet, a od mężczyzn są sporadyczne. Pokazuje to ich mądrość i bardzo rozsądne podejście do sprawy.

Przykładem (uwaga!) jest moja mama, która po 50-tce wymarzyła sobie, że chce zacząć przygodę na dwóch kołach. Któregoś dnia właśnie zapytała mnie, czy ją pouczę i oczywiście nie odmówiłam. Motocyklowe prawo jazdy w naszej rodzinie ma: tata, mój młodszy brat, moja młodsza siostra (którą sama szkoliłam na A2) no i ja, a mama „rodzynek”. Od czasu, kiedy tata kupił motocykl, jeździła tylko w roli pasażerki. Nauczyłam ją, kupiła sobie 125-tkę w zeszłym roku i jeździła cały sezon. A zimą zrobiła egzamin państwowy, teoretyczny na kat. A i czekamy na wiosnę, bo będzie uczyć się jeździć na dużym motocyklu. Tak to się skończyło! Najzabawniejsze jest to, że pamiętam czasy, kiedy jako młoda dziewczyna chciałam nauczyć się jeździć na motocyklu, a moja mama mówiła: ” Ja Ci gwoździa do trumny nie wbiję!”, a teraz ja ją będę uczyć jazdy motocyklem (śmiech).

Zobacz także: Kasia Jundziłł-instruktorka nauki jazdy kat. B -wywiad

Jaki odsetek Twoich kursantów motocyklowych to kobiety? W jakim są zwykle wieku i ile wiedzą o motocyklach?

Kobiet jest z roku na rok coraz więcej, co mnie ogromnie cieszy, choć w dalszym ciągu mężczyzn jest więcej, szacunkowo na 3-4 mężczyzn przypada 1 kobieta. Kobiety są w różnym wieku, od 14-letnich dziewczyn, po takie jak moja mama. Coraz częściej też 18-latki robią dwie kategorie na raz czyli B+A2. Są też dojrzałe kobiety, mające małe dzieci, ale realizujące się i spełniające swoje marzenia. Tu wielkie uznanie dla mężczyzn, mężów, partnerów, którzy im to umożliwiają, bo macierzyństwo czy małżeństwo nie oznaczają „krótkiej smyczy” w żadnym kierunku.

Czy dla kursantek płeć instruktora ma duże znaczenie? Kobiety uczy się inaczej?

Coraz więcej pań trafia do mnie, bo wiele lat się wahały, ale usłyszały, że na motocykl szkolę ja i to ich przekonało. Wiele z nich ma również złe doświadczenia z instruktorami, mężczyznami niestety. Zwykle kobiecie nie można dać motocykla i powiedzieć po prostu – jedź! Większość z nich bardzo chce jeździć motocyklem, podoba im się to, ale nie idzie w parze z: wiedzą, siłą i umiejętnościami. One często są na poziomie bardzo słabym, jak nie zerowym i tu z odsieczą pędzę ja. Pracuję z każdym, nie tylko kobietami – nad techniką, nad tym, by jazda na motocyklu była przyjemna, żeby tworzyć z nim jedność i umieć sobie poradzić w przeróżnych sytuacjach. Kobiety uczy się bardzo fajnie, pilnie słuchają tego, co im mówię, zazwyczaj są bardzo ambitne, bo bardzo pragną jeździć dobrze i bezpiecznie na wymarzonych dwóch kołach.

Zobacz także: Trzeba uważać, bo motogymkhana uzależnia-rozmawiamy z Martą Maczan-Malarz

Jak Ty sama lubisz spędzać czas na motocyklu?

Mam dwoje małych dzieci w wieku 3 i 5 lat, więc poza pracą staram się jak najwięcej czasu spędzać z nimi. Udaje mi się łączyć motocykle z rodzinnymi sprawami. Czasem dzieci mogą mnie odwiedzić na placu manewrowym, rozkładają sobie pachołki i jeżdżą na rowerkach. Starszego syna biorę już na motocykl i robimy parę kółek. Zdarza się, że rodzinnie jedziemy na tor wyścigowy. Moja córcia, mając 8 miesięcy, spała słodko w wózku, przy ryku silników na Slovakiaring, kiedy ja kręciłam kółka na „gixie”. W tym roku chciałabym turystycznie więcej pojeździć z synem, w planie mam też wystartowanie w rundach wyścigowych dla kobiet w Poznaniu.

Przez pracę nie masz czasem motocykli dość?

Jak mam tylko wolną chwilę na placu manewrowym, to wsiadam na motocykl i ćwiczę. Czasem jadę na tor gokartowy, który mam blisko i jeżdżę, kręcę kółka, schodzę na kolano przy 30km/h. Motocykli nigdy nie mam dość i zawsze z utęsknieniem czekam na kolejny sezon szkoleniowy. Planów mam całe mnóstwo, chciałabym jeszcze aktywniej spędzać zimę motocyklowo, lecz po prostu na wszystko brakuje mi czasu, ale znając siebie – coś wymyślę!

Strona FB: www.facebook.com/osk.apex/

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze