Kasia Jundziłł – instruktorka nauki jazdy na kat. B – wywiad

Kasia Jundziłł, z wykształcenia inżynier mechanik, a na codzień instruktorka nauki jazdy na kategorię B. To niezwykła osoba. I przede wszystkim osoba na właściwym miejscu. Samochody to jej pasja a uczenie innych jest dla niej naturalną konsekwencją płynącą prosto z motoryzacyjnych zainteresowań.

Katarzyna Jundziłł – z wykształcenia inżynier mechanik, z zawodu instruktor nauki jazdy, z zamiłowania pasjonatka sportów samochodowych. Zawodowo związana z Działem Szkoleń Automobilklubu Polski, gdzie zajmuje się Ośrodkiem Szkolenia Kierowców, Ośrodkiem Szkolenia i Ośrodkiem Doskonalenia Techniki Jazdy od 2008 roku. Hobbystycznie członek Automobilklubu Polski działający w Komisji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego i sędzia sportu samochodowego. Mama czterolatki, która lepiej rozróżnia marki samochodów niż niejeden dorosły facet.

Katarzyna Jundziłł
fot. z archiwum Kasi Jundziłł

Proszę, dokończ zdanie: samochód dla mnie to…
Nieodłączny element mojego życia. To odrobina wolności, przyjemność czerpana z jazdy. Lubię prowadzić, nie lubię być wożona. Nawet na porodówkę zawiozłam się sama.

Jak wyglądały Twoje motoryzacyjne początki?
Chyba tak samo jak u większości – za kierownicą na kolanach u taty. Później, jako nastolatka uczyłam się pod okiem mamy jazdy samochodem. Potem, chyba nie do końca świadomie, wciągnęła mnie w świat samochodów i motocykli, rajdów, wyścigów, zlotów – opowiadała o swoim ojcu, dla którego samochody i motocykle były całym jego światem, zabierała mnie też co roku na Karową. Skoro dostałam to wszystko w genach – to chyba nic dziwnego, że moje życie związane jest z motoryzacją. Zarówno zawodowo, jak i pod względem hobby.

Wiem, że swoje wykształcenie podporządkowałaś motoryzacyjnej pasji. Masz ukończone studia techniczne na Politechnice Warszawskiej a poza tym masz uprawnienia na różne urządzenia. Czy dziewczynie jest ciężko na kierunkach studiów, o których mówi się, że są typowo męskie?
To prawda, skończyłam studia na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej. Piękne czasy, świetne wspomnienia. To właśnie tam odkryłam, że oprócz dobrze znanego mi świata związanego z samochodami równie pasjonujący jest świat maszyn budowlanych. Największym sentymentem do dziś darzę koparki. Cieszę się, że udało mi się uzyskać dyplom tej uczelni. Wielu kolegom się to nie udało. Nie będę ukrywać, było to okupione ciężką pracą, ale również silnym wsparciem kolegów (i ich notatek). Niestety, zawsze się znajdzie ktoś, kto Ci powie, że przyszłaś tu szukać męża, albo że lepiej iść na kurs gotowania. Jest takie powiedzenie: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Tak było w moim przypadku. Zagryzłam zęby i nie dałam wejść sobie na głowę. Uparcie dążyłam do celu i go osiągnęłam. Tamten okres miał ogromny wpływ na to, jaka dziś jestem. No i zostały mi bardzo fajne znajomości z tamtych lat.

Czego dotyczyła Twoja praca dyplomowa?
Och, moja praca dyplomowa to stosy cyferek i wykresów. Była wynikiem fascynacji aktualnym trendem na paliwa z dodatkami pochodzenia roślinnego.

Od jak dawna masz prawo jazdy kat. B?
Od 13 lat.

A od kiedy masz uprawnienia instruktorskie i co skłoniło Cię, aby zostać instruktorką?
Instruktorem jestem od 6 lat. A skłoniło mnie do tego życie. Pracowałam akurat w biurze jednego z Ośrodków Szkolenia Kierowców, miałam z tym ciągły kontakt, kursanci, koledzy -instruktorzy. Któregoś dnia po prostu mnie namówili na zrobienie uprawnień. To otworzyło przede mną nowe możliwości zawodowe i co ważniejsze poznałam siebie od najbardziej zaskakującej strony.

Czy częściej szkolisz mężczyzn czy kobiety? Przypuszczam, że dziewczyny czują się lepiej, kiedy siedzi koło nich inna dziewczyna – instruktorka, a chłopaki przyglądają Ci się ze zdziwieniem.
Chyba zawsze było pół na pół. Albo coś koło tego. Faktycznie, dziewczyny się mniej spinają, czują się bezpiecznie. Pamiętam swojego instruktora na kursie nauki jazdy i żadnej nie życzę, żeby musiała się uczyć pod okiem takiego „fachowca”. Do panów robiących prawo jazdy chyba po prostu miałam szczęście, żaden nigdy nie krzywił się, że uczy go dziewczyna.

Katarzyna Jundziłł
fot. z archiwum Kasi Jundziłł

Jakie są najczęstsze problemy kobiet kursantek za kierownicą?
Chyba to, że trzeba robić kilka rzeczy na raz. No ale początki zawsze bywają trudne. Zżera je stres, zwłaszcza jak opowiadają w domu o swoich postępach i panowie nie zawsze wykazują się taktem i zrozumieniem. Często uważają, że to takie wszystko proste i nie pojmują jak komuś może zająć dużo czasu np. nauka parkowania. Ale jak już załapią, to potem idzie z górki.

A jakie są ich mocne strony?
Dziewczyny są bardziej nastawione na osiąganie wyznaczonego celu. Choćby miały iść do niego małymi kroczkami, robią to dużo skuteczniej. Większości mężczyzn natomiast wydaje się, że wszystko im powinno przychodzić od tak. Jakby należało im się to prawko z samego faktu, że są facetami.

Z czego czerpiesz największą satysfakcję w swojej pracy?
Od niedawna zaczęłam się skupiać na innych aspektach szkolenia kierowców, nie tylko na robieniu prawa jazdy, ale również na kierowcach zawodowych. Uwielbiam moją pracę za nieprzewidywalność i ciągłe, nowe wyzwania. Cieszy mnie to, że pracuję z ludźmi, że nie ma monotonii. Lubię uczyć się nowych rzeczy. Poza tym nauczyłam się organizować sobie czas.

W Polsce pokutuje stereotyp „baby za kierownicą”. Kobiety są rzekomo słabymi kierowcami, jednak badania mówią, co innego. Otóż kobiety są zdecydowanie bardziej ostrożne, powodują mniej wypadków, ale – zdaniem facetów – mają problemy z precyzyjnym parkowaniem. Czy Twoim zdaniem kobiety są gorszymi kierowcami od mężczyzn?
Nie znoszę stereotypów! To, że dziewczyny z reguły jeżdżą wolniej, spokojniej wcale nie znaczy, że są kiepskie. Jest wielu facetów nie potrafiących parkować, albo jeżdżących jak ostatnie ofermy. W praktyce to my najczęściej jeździmy z naszymi dziećmi, manewrujemy na ciasnych parkingach pod sklepami itp. Uważam, że dajemy sobie świetnie radę. Niektórych facetów to niestety boli.

Czy odkąd jesteś instruktorką zwracasz uwagę, kto przychodzi na kursy na prawo jazdy? Więcej jest kobiet czy mężczyzn? Kiedyś było zdecydowanie więcej kierowców – mężczyzn. To oni prowadzili auta. Dziś, kiedy ludzie robią karierę i intensywnie pracują, w rodzinach często jeden samochód to za mało. Małżeństwo lub para równa się przeważnie dwoje kierowców. Wydaje się, jakby kobiet było z każdym rokiem więcej. Jest tak w istocie?
Czasy się zmieniają, potrzeby się zmieniają. Kiedyś kobiety miały tylko siedzieć w domach i wychowywać dzieci. A teraz robią zawrotne kariery. Tak samo jest z byciem kierowcą. Samochód to często oznaka niezależności i swobody w działaniu. 50 lat temu moja babcia wywoływała niemałe poruszenie na ulicy jeżdżąc motocyklem, a teraz dziewczyny coraz częściej sięgają po ten środek transportu.

Kiedy się poznałyśmy robiłaś prawo jazdy na motocykl. Czy motocykle skradły Ci serce podobnie jak samochody?
Zdecydowanie tak. Choć prawo jazdy już mam, życie potoczyło się tak, że nie dane mi było jeszcze kupić motocykla. Nie mniej jest to jeden z moich celów i jeśli tylko nadarzy się okazja, zostanę szczęśliwą posiadaczką dwóch kółek.

Samochód Twoich marzeń to…
Nie mam takiego jednego jedynego wymarzonego. To się zmienia w zależności od aktualnych potrzeb, od  tego co mi w duszy gra. Mój pierwszy własny samochód – mała, biała Micra – był moim wymarzonym, bo był własny. Subaru Legacy był wymarzonym samochodem rodzinnym – każda młoda mama powinna się w taki zaopatrzyć. A tak naprawdę to moje serce podbije taki, który da mi frajdę z jazdy i będzie wywoływał to miłe uczucie wciskania w fotel podczas przyspieszania.

Dziękujemy za rozmowę!

Najnowsze

Pierwsza jazda Peugeot 308 – z lwem za pan brat

To już druga odsłona modelu Peugeot 308 będącego przedstawicielem dość popularnego w Polsce segmentu C. Postanowiłyśmy sprawdzić, czym ten francuski kompakt wyróżnia się spośród licznej konkurencji oraz jak się zmienił w stosunku do poprzedniej edycji.

Nowy Peugeot 308 powstał na bazie nowej platformy podłogowej oznaczonej kodem EMP2. Otrzymał też nową sylwetkę: zgrabną, bez zbędnych dodatków, które czasem w zamyśle projektantów mają zdobić, a w rzeczywistości przynoszą odwrotny efekt. Na masce widoczne są cztery subtelne uwypuklenia dodające nowemu 308 drapieżnego charakteru. Światła zostały wykonane w technologii LED i są dostępne w standardzie podobnie jak 6 poduszek powietrznych (VW Golf oraz Toyoya Auris oferują 7 poduszek). Na uwagę zasługuje również bagażnik: 420 litrów to spore osiągnięcie w tym segmencie, którym już nie może pochwalić się konkurencja (Golf VII 380 litrów, Renault Megane 405 litrów, Toyota Auris 360 litrów). Po złożeniu tylnych foteli uzyskamy 1309 litrów.

W poprzednim modelu 308 w wersji SW drzwi otwierały się w dość irytujący sposób; jeżeli nie zostały otworzone na całą szerokość potrafiły same się zatrzaskiwać. Na szczęście w najnowszym egzemplarzu ta przypadłość została wyeliminowana.

Wsiadamy do środka i tu spore zaskoczenie: na desce rozdzielczej nie ma żadnych guzików ani pokręteł. Pewne zmiany na kokpicie były do przewidzenia, ale nie aż tak radykalne.  Sterowanie klimatyzacją, radiem, kierunkiem nawiewu, telefonem oraz nawigacją odbywa się za pomocą dotykowego ekranu o przekątnej 9,7 cala. Dla wielbicieli minimalizmu to dobra wiadomość.  Jednak, mimo rozwoju techniki, nadal ciężko obsługiwać ekran dotykowy bez zerkania w jego stronę. Na drogę podczas jazdy patrzeć trzeba, dlatego też odrywanie od niej uwagi kierowcy to nie jest najlepszy pomysł, chyba, że na postoju. Pod ekranem dotykowym pozostało jedynie duże pokrętło odpowiadające za włączanie i wyłączanie radia oraz regulację jego głośności, przycisk świateł awaryjnych oraz ogrzewanie przedniej i tylnej szyby. Tyle.

Ciekawe tylne światła ożywiają dość nudny kufer Peugeota 308.
fot. Anna Nazarowicz

Użyte tworzywa są przyjemnie miękkie, poprawnie spasowane i sprawiają bardzo dobre wrażenie. Kierownica obszyta skórą pod względem rozmiaru jest idealna, dodatkowo dobrze wyprofilowana, przyjemnie leży w dłoni. Lewarek skrzyni biegów ma dość krótkie i w miarę precyzyjne przełożenia w porównaniu ze swoim poprzednikiem.

Nowością w tym modelu (oczywiście konkurencja również ma podobne rozwiązanie) jest  wykrywanie martwego pola. Wbudowana w lusterka boczne dioda świetlna ostrzega kierowcę podczas jazdy o obecności samochodu lub motocykla w martwym polu widzenia. Jest to jednak rozwiązanie dostępne za dodatkową opłatą.

Nie zabrakło również innych nowinek technicznych mających zadbać o bezpieczeństwo pasażerów, którymi nie mógł się pochwalić poprzedni model: aktywny tempomat, system ostrzegania przed ryzykiem kolizji oraz układ wspomagający nagłe hamowanie.

Kolejna niespodzianka to obrotomierz, który został wykonany na wzór lustrzanego odbicia – skala zaczyna się od maksymalnych obrotów, a kończy na najniższych. Nietypowe rozwiązanie, ale po pewnym czasie można się przyzwyczaić.

Na brak przestrzeni w nowym 308 przyszły użytkownik nie powinien narzekać. Z przodu miejsca jest sporo, a dzięki regulacji kierownicy w dwóch płaszczyznach nawet Ci najbardziej wymagający znajdą wygodną dla siebie pozycję. Na tylnej kanapie komfortowo będzie się czuć dwójka dorosłych pasażerów. Dodatkowo tylne siedzenia zostały wyposażone w system mocowania fotelików dla dzieci Isofix.

Najładniej Peugeot 308 prezentuje się z przodu.
fot. Anna Nazarowicz

Jazdę zaczęłam od egzemplarza z benzynowym silnikiem 1.6 THP o mocy 125 KM z manualną, 6-przełożeniową skrzynią biegów. Ta jednostka napędowa od razu przypadła mi do gustu. Jest zrywna, elastyczna i oferuje moc, która podczas codziennej jazdy dostarczy sporo przyjemnych wrażeń.

Nawet na bardzo ostrych zakrętach samochód świetnie trzymał się drogi, ani przez chwilę nie dało się wyczuć, że auto może być podsterowne. Fotele okazały się jednak odrobinę za płytkie (pod tym względem Toyota radzi sobie o wiele lepiej). Czuć, że zawieszenie zostało zestrojone na miejskie warunki, dzięki czemu nawet podczas jazdy po brukowanej drodze nie odczuwaliśmy bólu w żołądku.

308 okazał się również bardzo zwrotny. Manewr zawracania na bardzo wąskiej uliczce nie stanowił żadnego problemu. Świetnie sprawuje sie w tym kontekście wspomaganie układu kierowniczego – ciasne skręty można wykonać za pomocą jednej ręki. Wprawdzie producent oferuje czujniki parkowania, ale dla bardziej wymagających istnieje możliwość dokupienia opcji z kamerą cofania – dzięki niej na sporym wyświetlaczu zobaczymy obraz znajdujący się za tylnym zderzakiem. Wielbicielom diesla można z czystym sumieniem polecić jednostkę 1.6 eHDi o mocy 115 KM. To bardzo elastyczny silnik ze sporym momentem obrotowym dostepnym od niskiego zakresu obrotów. Dla mniej wymagających od samochodu dynamiki wystarczy jednostka wysokoprężna 1.6 HDi o mocy 92 KM.

Samochód będzie oferowany w 3 wersjach wyposażenia: Access, Active i Allure.

Pod maską do wyboru będą 3 jednostki benzynowe:

  • 1.2 VTi (82 KM) z 5-przełożeniową skrzynią biegów
  • 1.6 THP (125 KM) z 6-przełożeniową skrzynią biegów
  • 1.6 THP (155 KM) z 6-przełożeniową skrzynią biegów

oraz 2 jednostki wysokoprężne:

  • 1.6 HDi (92 KM) z 5-przełożeniową skrzynią biegów
  • 1.6 e-HDi (115 KM) z 6-przełożeniową skrzynią biegów

Dla kierowców oczekujących bardziej sportowego designu producent przygotował pakiet specjalnych dodatków pod nazwą „linia S”, które obejmują przedni spojler, spojlery progowe, obudowy lusterek bocznych, aluminiowe felgi oraz podświetlone na czerwono osłony progów z oznakowaniem S.

Najsłabsza jednostka benzynowa o pojemności 1.2 l. VTi i mocy 82 KM nie należy do najbardziej energicznych – pod tym względem wypada słabiej od innych kompaktów (Renault Megane 1.2 TCe o mocy 115 KM, Toyota Auris 1.3 VVTI o mocy 99 KM, VW Golf 1.2 TSI o mocy 85 KM).

Cena Peugeot 308 zaczyna się od 59 900 złotych. Za tę kwotę można otrzymać ładne auto kompaktowe, wykończone dobrymi materiałami, bardzo dobrze trzymające się drogi, dość zwrotne i z dużym bagażnikiem.

Wnętrze nowego Peugeota 308.
fot. Anna Nazarowicz

Najnowsze

Ana Carrasco – wschodząca gwiazda wyścigów Moto3

Zawodnicy w serii wyścigów Moto Grand Prix to osoby, którym nie można ująć ani talentu ani umiejętności jazdy motocyklem. Niestety, z reguły na motocyklach widzimy tylko mężczyzn. Jak się jednak okazuje, w klasie Moto3 jeździ jedna kobieta i w dodatku bardzo młodziutka - Ana Carrasco.

Ana Carrasco – wschodząca gwiazd wyścigów Moto3

Ana urodziła się 10 marca 1997 roku. Niebywałe, prawda? Kiedy większość dziewczyn w jej wieku nie ma sprecyzowanych celów, to Ana ma jeden – zdobyć podium w Moto3. Jak dotąd, 16-latce w tym sezonie nie udało się jeszcze stanąć na pudle, a kwalifikacje każdego wyścigu kończy mniej więcej na 26-30 miejscu.

O udziale Any w Moto3 pisałyśmy wcześniej tutaj.

To nie znaczy jednak, że wszystko stracone. Wartym uwagi jest potencjał Any – już jako 3-latka po raz pierwszy usiadła na mini bike’u, a jako sześciolatka uczestniczyła w zawodach motocyklowych. W latach 2005 – 2009 Ana Carrasco osiągnęła szereg sukcesów: została mistrzynią hiszpańskich wyścigów Extremeña, Murcia i Copa de España w klasie 125 cm3.

Z kolei, w 2011 roku została pierwszą kobietą i zdobyła punkty w zawodach CEV 125, a w 2012 jako pierwsza kobieta wystartowała w klasie motocyklowych mistrzostw świata – Moto3.

Rywalką Any w Moto3 jest Maria Herrera, o czym informowałyśmy tutaj.

W tym roku, Ana jeździ na motocyklu KTM w teamie JHK T-Shirt Laglisse, a jej partnerem z drużyny jest osiągający sukcesy Maverick Vinales. Jesteśmy pewne, że to jest kwestią czasu, kiedy Ana dorówna innym zawodnikom w klasie Moto3 – jest przecież bardzo młoda i nieprzypadkowo zaszła już tak daleko.

Ana Carrasco
fot. materiały zawodniczki

Najnowsze

3 zawodniczki w finale VW Castrol Cup na Torze Poznań

W nadchodzący weekend na Torze Poznań zostanie rozegrana siódma, finałowa runda pucharu Volkswagen Castrol Cup, w której wystartują również 3 zawodniczki. To podczas zawodów w Poznaniu rozstrzygną się losy tytułu mistrzowskiego, na który matematyczne szanse ma jeszcze aż siedmiu zawodników.

Na starcie stanie 25 kierowców z 9 krajów. Wśród nich pojawi się najwyżej sklasyfikowana w tym sezonie zawodniczka Klaudia Podkalicka (20 miejsce) i Aleksandra Bursiak (23.). Gościnnie wystartuje też Małgorzata Rdest, która brała udział w tym sezonie w Formule 4. W stawce znajdzie się Jerzy Dudek, który miał już okazję startować za kierownicą pucharowego Golfa podczas poprzednich rund w Poznaniu, gdzie ukończył jeden z wyścigów na wysokiej, trzynastej pozycji. Dodatkowo gościnnie wystartują Sebastian Arriola oraz Dominik Kotarba-Majkutewicz.

Niestety w Poznaniu nie zobaczymy Oli Furgał – na poprzedniej rundzie miała zderzenie z innym pojazdem i nie udało sie przygotowac samochodu na nadchodzacą eliminację.

Tor Poznań areną finałowych zmagań
Ostatnie dwa wyścigi w sezonie 2013 pucharu Volkswagen Castrol Cup rozegrane zostaną na torze w podpoznańskim Przeźmierowie. Po zmaganiach na słynnych zagranicznych torach w Austrii (Red Bull Ring) i na Węgrzech (Hungaroring) kierowcy startujący w markowym pucharze Volkswagena powrócą na finałową rywalizację do Polski. Tor Poznań został oficjalnie otwarty w 1977 roku. Długość jednego okrążenia wynosi 4083m. Tor ma 14 zakrętów – 5 lewych i 9 prawych, a jego najdłuższa prosta ma długość 560m. Rekord okrążenia należy do czeskiego kierowcy Thomasa Kostki, który w 2011 roku w samochodzie Mercedes C-klasse DTM potrzebował na to 1:24,01 min.

Aleksandra Furgał niestety nie wystartuje w nadchodzoącej eliminacji. Na poprzedniej rundzie jej auto wyległo uszkodzeniu.
fot. Katarzyna Frendl

Kwalifikacje
Kwalifikacje do pierwszego wyścigu siódmej rundy Volkswagen Castrol Cup na Torze Poznań odbędą się w piątek 4 października. Wyniki „czasówki”, która rozpocznie się o godzinie 16:20 i potrwa trzydzieści minut, ustalą kolejność, w jakiej na starcie do pierwszego sobotniego wyścigu (5 października) ustawią się zawodnicy. Wyścig ten rozpocznie się o godzinie 10:30. Drugi, popołudniowy wyścig pucharu Volkswagen Castrol Cup rozpocznie się tego samego dnia o godzinie 14:35. Zawodnicy podczas obu wyścigów pokonają 14 okrążeń toru.

Push – to – Pass
Podczas finałowej rundy na torze Poznań zawodnicy będą mogli skorzystać z systemu Push – to – Pass, który zwiększy moc wyścigowego Golfa o dodatkowe 50 KM (do 310 KM). Każdy z zawodników będzie mógł użyć systemu 19 razy podczas jednego wyścigu. Poprzednie rundy pokazały, jak istotny wpływ na rywalizację oraz kolejność na mecie ma ten element. Za każdym razem zwiększy on moc wyścigowego Golfa na 10 sekund, z tym, że kolejny „strzał” zawodnik będzie mógł wykonać dopiero po 10 sekundach.

Decydujące rozstrzygnięcia i cenne nagrody
Przed finałową rundą matematyczne szanse na zwycięstwo w pucharze Volkswagen Castrol Cup ma aż siedmiu zawodników. Aktualnym liderem cyklu z dorobkiem 450 punktów jest Mateusz Lisowski. Drugi w klasyfikacji generalnej jest Jan Kisiel, który dobrymi występami podczas ostatniej rundy na torze Hungaroring zapewnił sobie drugie miejsce w aktualnej klasyfikacji (403 pkt). Tuż za Kisielem, na zwycięstwo w pucharze ma szansę kolejny Polak Jakub Litwin (398 pkt). W walce o końcowe zwycięstwo będzie się także liczył, najlepszy do tej pory zawodnik zagraniczny, czyli Szwed Rasmus Marthen, który do trzeciego Kuby Litwina traci obecnie 23 punkty. Sytuacja w tabeli jest także dobra dla kolejnych zawodników w stawce – Macieja Steinhofa (348 pkt), Robertasa Kupcikasa (338 pkt) i Marcusa Flucha (337 pkt), którzy jeśli nie powalczą o zwycięstwo, to na pewno o miejsce na podium pucharu. Dodatkową motywacją dla zawodników oprócz samego tytułu będą z pewnością nagrody – zwycięzca pucharu otrzyma nowego Volkswagena Golfa 7 oraz czek na 30.000 EUR, drugi zawodnik klasyfikacji otrzyma czek na 20.000, a trzeci na 10.000 EUR. Pieniądze te będą przeznaczone na dalszy rozwój kariery zawodników.

Najnowsze

Molly Taylor zwyciężyła w Ladies' Trophy!

United Business może świętować: załoga Molly Taylor i Seb Mrashall zwyciężyła w Ladies' Trophy podczas tegorocznych Rajdowych Mistrzostw Europy na dwa rajdy przed końcem sezonu.

Długo oczekiwany sukces duetu ścigającego się Citroenem DS3 R3 przyszedł po tym, jak pozostałe drużyny słabły. To pozwoliło Molly wyjść na prowadzenie, a w czasie Rajdu Chorwacji powoli, ale w sposób przemyślany, dotrzeć do mety.

Dwa bardzo intensywne dni w chorwackim Poreču, w którym odbyła się dziesiąta runda mistrzowskich zmagań, zmotywowały Molly, aby się jeszcze lepiej zaprezentować i osiągnąć cel, założony na początku tego sezonu.
– Było ciężko, ale koniec końcu, daliśmy radę – mówi Taylor. – Chciałbym podziękować mojej niezawodnej ekipie, Sebowi oraz United Business, za niezachwianą wiarę we mnie oraz stworzenie okazji do pracy pośród zawodowców. Dziękuję Paolo Butelli i wszystkim pozostałym za wsparcie w czasie wszystkich moich startów w tym sezonie. Kiedy wygrywasz, wszystko wydaje ci się takie łatwe i absolutnie pewne, ale mijający sezon był niezwykle ciężki. Seb i ja wzięliśmy udział w ośmiu rajdowych imprezach w Europie, z czego siedem z nich było dla nas kompletną nowością. Naprawdę, ciężko pracowaliśmy na nasz sukces.

Molly Taylor i Seb Mrashall zwyciężyła w Ladies' Trophy podczas tegorocznych Rajdowych Mistrzostw Europy.
fot. materiały zawodniczki

Seb Marshall:
– Jestem szczęśliwy! Jesteśmy świetnym zespołem, co udowodniliśmy w bieżącym sezonie. Wszyscy uprawiamy sport, który jest bardzo ważną częścią naszego życia, więc robimy to profesjonalnie i wkładamy w to całe serce. Zdecydowaliśmy, że mistrzowski tytuł zadedykujemy sobie i całej naszej ekipie, która zawsze dba o naszego Citroena DS3 R3, żeby był w dobrej kondycji i jechał bez przeszkód.

Pier Liberali z United Business, włoskiej firmy, która wspiera Molly Taylor i Seba Marshalla:
– Molly i Seb ukończyli Rajd Chorwacji w najlepszym stylu, podczas bardzo trudnego sezonu, ale za to ze wspaniałym wynikiem końcowym. Całej naszej ekipie bardzo zależało, aby w czasie Rajdu Chorwacji wszystko poszło świetnie. Byliśmy patronem tego wydarzenia. Dla Molly i Seba nie było t łatwy start, ponieważ brali w tym  udział po raz pierwszy. Odcinki specjalne były trudne technicznie, a sama Molly zmagała się jeszcze z problemem technicznym ponieważ opary paliwa przedostały się do wnętrza samochodu. Ostatecznie jednak wszystko udało się świetnie. W Rajdzie Chorwacji niebezpieczeństwo zawsze czai się tuż za rogiem. Ponadto możliwość popełnienia błędu w tak trudnym rajdzie jest bardzo wysoka. Molly i Seb są jednak bardzo dobrym i zgranym teamem, któremu udało się uniknąć pomyłek. Teraz możemy świętować. Zwycięstwo w Ladies' Trophy było naszym celem, który założyliśmy sobie na początku sezonu, a Molly i Seb osiągnęli ten cel. Ze wszystkiego wyciągamy wnioski i zastanawiamy się, co możemy jeszcze poprawić, aby utrzymać naszą pozycję. Zwycięstwo to fajna sprawa, ale trening i doskonalenie się trwa dalej. Z pewnością wprowadzimy pewne zmiany, aby wszystko pracowało jak należy. Tymczasem gratuluję Molly i Sebowi, a także Paolo Butelli, jak i firmom Citroen i Pirelli, ponieważ każdy z nich ma swój wkład w to zwycięstwo.

Citroenem DS3 R3 załogi Molly Taylor i Seb Mrashall.
fot. materiały zawodniczki

Najnowsze