Kasia Jundziłł - instruktorka nauki jazdy na kat. B - wywiad

07 października 2013
Kasia Jundziłł, z wykształcenia inżynier mechanik, a na codzień instruktorka nauki jazdy na kategorię B. To niezwykła osoba. I przede wszystkim osoba na właściwym miejscu. Samochody to jej pasja a uczenie innych jest dla niej naturalną konsekwencją płynącą prosto z motoryzacyjnych zainteresowań.

Katarzyna Jundziłł - z wykształcenia inżynier mechanik, z zawodu instruktor nauki jazdy, z zamiłowania pasjonatka sportów samochodowych. Zawodowo związana z Działem Szkoleń Automobilklubu Polski, gdzie zajmuje się Ośrodkiem Szkolenia Kierowców, Ośrodkiem Szkolenia i Ośrodkiem Doskonalenia Techniki Jazdy od 2008 roku. Hobbystycznie członek Automobilklubu Polski działający w Komisji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego i sędzia sportu samochodowego. Mama czterolatki, która lepiej rozróżnia marki samochodów niż niejeden dorosły facet.

Katarzyna Jundziłł

fot. z archiwum Kasi Jundziłł

Proszę, dokończ zdanie: samochód dla mnie to...
Nieodłączny element mojego życia. To odrobina wolności, przyjemność czerpana z jazdy. Lubię prowadzić, nie lubię być wożona. Nawet na porodówkę zawiozłam się sama.

Jak wyglądały Twoje motoryzacyjne początki?
Chyba tak samo jak u większości – za kierownicą na kolanach u taty. Później, jako nastolatka uczyłam się pod okiem mamy jazdy samochodem. Potem, chyba nie do końca świadomie, wciągnęła mnie w świat samochodów i motocykli, rajdów, wyścigów, zlotów – opowiadała o swoim ojcu, dla którego samochody i motocykle były całym jego światem, zabierała mnie też co roku na Karową. Skoro dostałam to wszystko w genach – to chyba nic dziwnego, że moje życie związane jest z motoryzacją. Zarówno zawodowo, jak i pod względem hobby.

Wiem, że swoje wykształcenie podporządkowałaś motoryzacyjnej pasji. Masz ukończone studia techniczne na Politechnice Warszawskiej a poza tym masz uprawnienia na różne urządzenia. Czy dziewczynie jest ciężko na kierunkach studiów, o których mówi się, że są typowo męskie?
To prawda, skończyłam studia na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej. Piękne czasy, świetne wspomnienia. To właśnie tam odkryłam, że oprócz dobrze znanego mi świata związanego z samochodami równie pasjonujący jest świat maszyn budowlanych. Największym sentymentem do dziś darzę koparki. Cieszę się, że udało mi się uzyskać dyplom tej uczelni. Wielu kolegom się to nie udało. Nie będę ukrywać, było to okupione ciężką pracą, ale również silnym wsparciem kolegów (i ich notatek). Niestety, zawsze się znajdzie ktoś, kto Ci powie, że przyszłaś tu szukać męża, albo że lepiej iść na kurs gotowania. Jest takie powiedzenie: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Tak było w moim przypadku. Zagryzłam zęby i nie dałam wejść sobie na głowę. Uparcie dążyłam do celu i go osiągnęłam. Tamten okres miał ogromny wpływ na to, jaka dziś jestem. No i zostały mi bardzo fajne znajomości z tamtych lat.

Czego dotyczyła Twoja praca dyplomowa?
Och, moja praca dyplomowa to stosy cyferek i wykresów. Była wynikiem fascynacji aktualnym trendem na paliwa z dodatkami pochodzenia roślinnego.

Od jak dawna masz prawo jazdy kat. B?
Od 13 lat.

A od kiedy masz uprawnienia instruktorskie i co skłoniło Cię, aby zostać instruktorką?
Instruktorem jestem od 6 lat. A skłoniło mnie do tego życie. Pracowałam akurat w biurze jednego z Ośrodków Szkolenia Kierowców, miałam z tym ciągły kontakt, kursanci, koledzy -instruktorzy. Któregoś dnia po prostu mnie namówili na zrobienie uprawnień. To otworzyło przede mną nowe możliwości zawodowe i co ważniejsze poznałam siebie od najbardziej zaskakującej strony.

Czy częściej szkolisz mężczyzn czy kobiety? Przypuszczam, że dziewczyny czują się lepiej, kiedy siedzi koło nich inna dziewczyna – instruktorka, a chłopaki przyglądają Ci się ze zdziwieniem.
Chyba zawsze było pół na pół. Albo coś koło tego. Faktycznie, dziewczyny się mniej spinają, czują się bezpiecznie. Pamiętam swojego instruktora na kursie nauki jazdy i żadnej nie życzę, żeby musiała się uczyć pod okiem takiego „fachowca”. Do panów robiących prawo jazdy chyba po prostu miałam szczęście, żaden nigdy nie krzywił się, że uczy go dziewczyna.

Katarzyna Jundziłł

fot. z archiwum Kasi Jundziłł

Jakie są najczęstsze problemy kobiet kursantek za kierownicą?
Chyba to, że trzeba robić kilka rzeczy na raz. No ale początki zawsze bywają trudne. Zżera je stres, zwłaszcza jak opowiadają w domu o swoich postępach i panowie nie zawsze wykazują się taktem i zrozumieniem. Często uważają, że to takie wszystko proste i nie pojmują jak komuś może zająć dużo czasu np. nauka parkowania. Ale jak już załapią, to potem idzie z górki.

A jakie są ich mocne strony?
Dziewczyny są bardziej nastawione na osiąganie wyznaczonego celu. Choćby miały iść do niego małymi kroczkami, robią to dużo skuteczniej. Większości mężczyzn natomiast wydaje się, że wszystko im powinno przychodzić od tak. Jakby należało im się to prawko z samego faktu, że są facetami.

Z czego czerpiesz największą satysfakcję w swojej pracy?
Od niedawna zaczęłam się skupiać na innych aspektach szkolenia kierowców, nie tylko na robieniu prawa jazdy, ale również na kierowcach zawodowych. Uwielbiam moją pracę za nieprzewidywalność i ciągłe, nowe wyzwania. Cieszy mnie to, że pracuję z ludźmi, że nie ma monotonii. Lubię uczyć się nowych rzeczy. Poza tym nauczyłam się organizować sobie czas.

W Polsce pokutuje stereotyp „baby za kierownicą”. Kobiety są rzekomo słabymi kierowcami, jednak badania mówią, co innego. Otóż kobiety są zdecydowanie bardziej ostrożne, powodują mniej wypadków, ale - zdaniem facetów - mają problemy z precyzyjnym parkowaniem. Czy Twoim zdaniem kobiety są gorszymi kierowcami od mężczyzn?
Nie znoszę stereotypów! To, że dziewczyny z reguły jeżdżą wolniej, spokojniej wcale nie znaczy, że są kiepskie. Jest wielu facetów nie potrafiących parkować, albo jeżdżących jak ostatnie ofermy. W praktyce to my najczęściej jeździmy z naszymi dziećmi, manewrujemy na ciasnych parkingach pod sklepami itp. Uważam, że dajemy sobie świetnie radę. Niektórych facetów to niestety boli.

Czy odkąd jesteś instruktorką zwracasz uwagę, kto przychodzi na kursy na prawo jazdy? Więcej jest kobiet czy mężczyzn? Kiedyś było zdecydowanie więcej kierowców – mężczyzn. To oni prowadzili auta. Dziś, kiedy ludzie robią karierę i intensywnie pracują, w rodzinach często jeden samochód to za mało. Małżeństwo lub para równa się przeważnie dwoje kierowców. Wydaje się, jakby kobiet było z każdym rokiem więcej. Jest tak w istocie?
Czasy się zmieniają, potrzeby się zmieniają. Kiedyś kobiety miały tylko siedzieć w domach i wychowywać dzieci. A teraz robią zawrotne kariery. Tak samo jest z byciem kierowcą. Samochód to często oznaka niezależności i swobody w działaniu. 50 lat temu moja babcia wywoływała niemałe poruszenie na ulicy jeżdżąc motocyklem, a teraz dziewczyny coraz częściej sięgają po ten środek transportu.

Kiedy się poznałyśmy robiłaś prawo jazdy na motocykl. Czy motocykle skradły Ci serce podobnie jak samochody?
Zdecydowanie tak. Choć prawo jazdy już mam, życie potoczyło się tak, że nie dane mi było jeszcze kupić motocykla. Nie mniej jest to jeden z moich celów i jeśli tylko nadarzy się okazja, zostanę szczęśliwą posiadaczką dwóch kółek.

Samochód Twoich marzeń to...
Nie mam takiego jednego jedynego wymarzonego. To się zmienia w zależności od aktualnych potrzeb, od  tego co mi w duszy gra. Mój pierwszy własny samochód – mała, biała Micra - był moim wymarzonym, bo był własny. Subaru Legacy był wymarzonym samochodem rodzinnym – każda młoda mama powinna się w taki zaopatrzyć. A tak naprawdę to moje serce podbije taki, który da mi frajdę z jazdy i będzie wywoływał to miłe uczucie wciskania w fotel podczas przyspieszania.

Dziękujemy za rozmowę!

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!