Moto-zawody: instruktorka nauki jazdy

02 października 2014
O pracy w zawodzie rozmawiamy z Olgą Kwiecień, która ma 10-letni staż instruktorki nauki jazdy i jest właścicielką szkoły Autofan we Wrocławiu.

Dlaczego zostałaś instruktorem nauki jazdy?
Był to czysty przypadek, ale taki, który pozwolił mi znaleźć własne miejsce na ziemi. Ja nie wyobrażam sobie teraz, dla siebie innej pracy. No może z wyjątkiem jazdy autobusem, ale zostawię to sobie na starość (śmiech). Pracowałam w biurze i byłam tłumaczem, a z zawodu jestem popularnie zwanym „młynarzem”. Pojawiła się potrzeba na dorobienie, więc kiedyś, mijając „elkę” spytałam męża: - „Ciekawe, co trzeba zrobić, żeby być takim instruktorem?” On odpowiedział, że pewnie jakiś kurs i spytał, czy chcę? No to poszłam na ten kurs, a od tamtej pory okrągłe 10 lat jestem instruktorem nauki jazdy. Na początku lepiej mi szła praktyka niż wykładanie teorii, ale nauczyłam się i tego. Myślę, że całkiem ciekawie prowadzę teraz zajęcia. Kursanci są niesamowicie wdzięczni, jak wiedzę im się ładnie poda, a ja chciałabym im przekazać kawałeczek swojego „kochania jeżdżenia”. A jaka to satysfakcja, jak się spotyka swoich uczniów na drodze, jak z daleka machają!

Olga Kwiecień

fot. z archiwum Olgi Kwiecień

Jest to  też biznes, ale mniejszy niż dawniej. To praca dla osób, które kochają ludzi i samochody. Ale nie za bardzo mogą lubić motoryzację, bo jednak kursant katuje auto zaczynając naukę i trzeba mu na to pozwolić (śmiech).

Jak wyglądały Twoje początki w zawodzie?
W tamtych czasach znaleźć pracę jako instruktor będąc kobietą - było bardzo trudno. Wszyscy się ze mnie śmiali: „kobieta na instruktora? W życiu!” Żadna szkoła nie chciała mi dać auta, ale mój mąż wpadł na pomysł, że kupimy swoje auto i przystosujemy je do nauki jazdy. I w ten sposób udało mi się znaleźć pracę. Zatrudnił mnie Zdzisław Tyra ze szkoły jazdy Sukces, który na początek, nie dał mi może dobrych warunków finansowych, ale dał dużo kursantów i możliwości doszkolenia się. Mogę powiedzieć, że przez niego stałam się instruktorem, bo mogłam dzięki temu zdobyć praktykę.

Jakie cechy powinien mieć instruktor nauki jazdy?
Ja może odpowiem, jak zatrudniam instruktorów? Wypatruje ich sobie (śmiech). Patrzę, czy ich kursanci są szczęśliwi i uśmiechnięci, czy oni sami się uśmiechają. Patrzę, jak instruktor sam jeździ (bo my musimy świecić przykładem) i czy robi dobre manewry z kursantem. Przede wszystkim musi być jednak cierpliwy, nastawiony na ludzi i powinien wzbudzać zaufanie. Kursanci wsiądą z każdym, ale - albo przemęczą te jazdy albo fajnie spędzą czas i będą mile kurs wspominać. Trzeba być też fachowcem, bo ludzie wyczuwają każde zwątpienie i nie czują się wtedy bezpiecznie. Cenię pozytywnie nastawienie do ludzi i motoryzacji.

Czy czujesz się bezpiecznie, jeżdżąc po mieście z początkującymi kierowcami?
Bardziej bezpiecznie czuję się z kursantami, niż prywatnie towarzysząc jakiemuś kierowcy. W momencie, kiedy siedzę w aucie mam kontrolę, polegam na swoich umiejętnościach i nie pozwolę kursantowi zrobić krzywdę sobie, czy komuś. Raz tylko się bałam, bo miałam taką kursantkę, która bez ostrzeżenia, jadąc 50 km/h zatrzymywała się i nie potrafiła wyjaśnić przyczyny takiego zachowania. I to było bardzo niebezpieczne. Inni kursanci są raczej przewidywalni. Większy problem jest z kierowcami dookoła, co trąbią, niebezpiecznie wyprzedzają, zajeżdżają drogę.

Czy często zdarzają się kolizje? Kto ma wtedy odpowiedzialność za nią?
Kolizji drogowych mieliśmy wiele, notorycznie ktoś nam wjeżdża w tył samochodu, bo myślał, że „elka” ruszy, skręci, czy mogła jeszcze przejechać na światłach... Odpowiedzialność ciąży zawsze na instruktorze, mimo, że to kursant trzyma kierownicę – on jest tylko świadkiem zdarzenia.

Co jest najtrudniejsze dla kursanta do opanowania?
Nie lubią sprzęgła, ruszania i zmiany biegów. Ale jak się im to ładnie pokaże i wyćwiczą – to z tego najbardziej się cieszą i potem najbardziej to lubią. Boją się też innych uczestników ruchu drogowego, szczególnie ta grupa dojrzalsza, bo młodzież to się nie boi niczego (śmiech). Chyba ta świadomość, że nie panując dobrze nad autem, można komuś czy sobie zrobić krzywdę - to największy stres kursanta.

Olga Kwiecień często zasiada na prawym fotelu auta.

fot. z archiwum Olgi Kwiecień

Czy zdarzają się na jazdach kursanci teoretycznie nieprzygotowani?
Zdarzają się dość często, szczególnie młodzież lekceważy teorię i wtedy się ciężko  współpracuje. Trudno jest jechać i jednocześnie prowadzić wykład. Ja się buntuję przeciwko robieniu teorii w aucie. Mogę podpowiadać, pokazywać, jak łączyć teorię z praktyką, ale szkoda czasu na zbędne gadanie (śmiech).  Jeżeli jednak kursant nie zna teorii - to jeździć nie ma z kim. Zwykle, osoby po 30-stce są wspaniałe i zawsze przygotowane teoretycznie.

Czy jest coś, co Cię w kursantach drażni?
Jedna, jedyna rzecz - gdy kursant mi zarzuci nieuczciwość. Odpowiadam za kursanta, prowadzę go i uczę, a w pewnym momencie mi mówi, że nie zrobiliśmy czegoś i chcę go naciągnąć na kolejne godziny jazdy! Jak ktoś w ten sposób myśli, to podważa mają wiedzę i doświadczenie. Często kursantom się wydaje, że jeżdżą już świetnie, a ja widzę, że jest inaczej - wtedy im to mówię. Kursant myśli: „ja płacę i będę robił co chce”, a to działa inaczej: płacisz i ja robię, co powinnam, bo mamy być bezpieczni, a nauka ma być efektywna. I, jak płacisz  - to ja zarabiam, ale Ty masz też dostać dobrze wykonana "usługę".

Czy zdarzyły Ci się jakieś, oporne na naukę przypadki?
Uwielbiam jeździć i szkolić, nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś ma 18 lat czy 50, ważne, żeby chciał jeździć. Nie ma ciężkich przypadków, których nie da się nauczyć. Trzeba tylko być cierpliwym. Moja szkoła nie jest fabryką, my znamy swoich kursantów, rozmawiamy o nich i się nimi interesujemy. Chcemy, by byli zadowoleni i zdawali za pierwszym razem. Bardzo rzadko zdarzają się osoby, które „muszą” robić kurs i takim wyjątkowo źle idzie, mają słabe postępy. A po jeździe od razu widać, jaki mamy humor i nastawienie. Trzeba to polubić, mieć iskrę pasji, a wtedy łatwo pokonamy wszelkie opory i strach.

Przez całą karierę zdarzyło mi się powiedzieć dwóm dorosłym paniom, żeby sobie odpuściły... Jedna robiła uprawnienia dlatego, że jej koleżanka w Ameryce je zrobiła, a druga była po poważnych przejściach życiowych, bardzo chciała jeździć, ale pieniążków jej na to brakowało - robiła jazdy z dużymi przerwami. A dla dobrych wyników, postępu - ważna jest jednak systematyczność, bez robienia przerw w jazdach.

Praca biurowa jest częścią codzienności Olgi Kwiecień.

fot. z archiwum Olgi Kwiecień

Pięknie, ładnie, ale chyba są jakieś minusy tego zawodu?
Tak, przede wszystkim kasa. Pracuje się dużo, ciężko a za małe pieniądze. Dopóki ktoś nie zmieni tej „wolnej amerykanki”, nieuczciwej konkurencji  - to nie będzie się opłacać żyć z tego zawodu, jedynie dorabiać, co często robią byli policjanci, czy wojskowi. Najbardziej cierpią Ci młodzi instruktorzy, którzy chcą w tym zawodzie pracować i z tego żyć. Jeżeli ktoś chce mieć rodzinę, wolny czas i pieniądze - to w tym zawodzie jest to niewykonalne. Więcej minusów nie widzę, choć to społeczeństwo teraz, jest też ciężkie do współpracy, nastawione na branie, nie dawanie. Osiemnastolatki z bezstresowego wychowania są dość „ciężkie”, ale jeżeli rodzice nam w nauce nie przeszkadzają – to i z nimi się dogadujemy (śmiech).

Znasz odpowiedź na pytanie - kobiety czy mężczyźni prowadzą lepiej?
Będę mało dyplomatyczna - bo moim zdaniem mężczyźni są lepszymi kierowcami, gdyż skupiają się na jednej rzeczy (jeździe) i robią ją dobrze. A my kobiety prowadząc, myślimy o: domu, zakupach mężu, o wszystkim i o… jeździe. Nie możemy być dobre, choć kochamy jeździć i dobrze się też uczy kobiety. Możemy być świetnymi kierowcami, pod warunkiem, że się skupiamy! Policja twierdzi, że jesteśmy bezpieczniejsze. Oczywiście, bo jest nas mniej na drodze, częściej się boimy, nie szukamy też adrenaliny. Choć w ostatnich czasach, to bardziej kobiety „mają jaja” i mają większe parcie na jazdę niż chłopcy, którzy są nieco wycofani. Samochód, to dla kobiety wolność i takie przedłużenie torebki. Im większy, tym więcej rzeczy możemy ze sobą mieć i to nam się naprawdę podoba (śmiech).

Mężczyźni mają problemy z instruktorem-kobietą?
Bardzo duże! (śmiech) Starsi panowie ciężko znoszą konieczność słuchania kobiety, a już jak im mówi o samochodzie? Straszne! Muszę ich przekonywać, że jestem kompetentna i sporo umiem. Przy motocyklu jest jeszcze ciężej (łatwiej mam, jak sama na lekcję przyjadę motocyklem). Jeżeli dadzą mi szansę to wybronię się i wszystko jest w porządku. Młodsi panowie są raczej pozytywnie nastawieni.

Ostatnio głośno o zmianach w ustawodawstwie dotyczących szkół jazdy?
Mamy bardzo pod górkę, nie szanuje się naszej pracy, a to przecież od nas zależy to - jakiego ”wyprodukujemy” kierowcę.  Temat rzeka… Nikt nas nie lubi, jesteśmy w ustawodawstwie takimi zawalidrogami, jak na drogach, ale wszyscy zapomnieli, że też się kiedyś uczyli jeździć w ten sposób.

Z czego wynika takie wprowadzenie, nieprzemyślanych do końca przepisów?
Tak, jak dobry egzaminator to człowiek, który kiedyś sam był instruktorem, umiał uczyć i wie jak to wygląda. Tak samo - ktoś ustanawiający przepisy powinien mieć, choć trochę wiedzy praktycznej i zająć się tematem całościowo.

Lepiej być instruktorem z autem własnym czy szkoły?
Najlepiej iść na auto szkoły, bo połowę stresów związanych z eksploatacją auta odpada, a pieniądze dostaje się na czysto. Jakieś stłuczki nie są też naszym zmartwieniem, pracuje się ileś godzin i nie przynosi pracy ze sobą do domu.

Poleciłabyś ten zawód kobietom?
Tak, ale tylko tym, które kochają jeździć i są w tym dobre. Jeżeli instruktorka nie potrafi albo boi się jakiś manewrów samochodem - to lepiej niech się za to nie bierze. Bo nawet, jak zda egzamin, a nie prezentuje sobą troszkę pasji, umiejętności  - to za daleko nie zajdzie i dobry kierowca spod jej skrzydeł nie wyjedzie. Moje instruktorki są pasjonatkami, kochają jeździć i same mają po kilka kategorii prawa jazdy.

Stop instruktorom którzy bawią się komórką, ziewają, czytają gazetę w czasie jazdy?
U mnie tacy pracy nie znajdą, zatrudniam odpowiedzialnych ludzi z pasją. Nie ma znaczenia ile lat ma kursant i kim jest - jeżeli chce jeździć, to od początku do końca może liczyć na nasze wsparcie. Mało tego, często wsiadamy do prywatnych aut kursantów, już po zdobyciu uprawnień, żeby dodać im otuchy. Firma - wiadomo to biznes, ale to nie wszystko... Powinna być nastawiona na kursantów, bo nawet w tych ciężkich dla szkół czasach, warto o nich dbać, bo najlepszą reklamą jest poczta pantoflowa (śmiech). To buduje szkołę i atmosferę. Kurs prawa jazdy jest bardzo ważną rzeczą w życiu i albo nauczymy się jeździć jedynie z punktu A do B przy stresie i bólu żołądka albo nauczymy się dobrze, i będziemy świetnie się czuć w samochodzie. Nauczymy się kochać jazdę samochodem czy motocyklem.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!