Karolina Chojnacka

Nowy 5-drzwiowy Mini Cooper S pojawi się już w marcu! Co o nim wiemy?

Nowe 5‑drzwiowe Mini ma łączyć w sobie charakterystyczną frajdę z jazdy i indywidualny styl z dodatkową porcją funkcjonalności. Teraz świeże akcenty stylistyczne, unikalny dach Multitone, wysokiej klasy dopracowane wnętrze i dodatkowe funkcje sprawiają, że pięciodrzwiowy wariant nadwozia Mini zyskuje na atrakcyjności.

5-drzwiowe Mini oferuje wszystkie cechy małego samochodu brytyjskiej marki premium, a do tego zdecydowanie wyższy komfort i więcej przestrzeni dla pasażerów i bagażu. Większy o 72 mm rozstaw osi w porównaniu z 3-drzwiowym Mini i dłuższe o 160 mm nadwozie robią różnicę. Pasażerowie na tylnej kanapie mają ułatwione wsiadanie już dzięki dodatkowym drzwiom z tyłu, a w środku mogą cieszyć się zauważalnie szerszym wnętrzem i większą przestrzenią na nogi i nad głową, a także niezwykłą wszechstronnością. Złożenie oparcia tylnej kanapy dzielonego standardowo w proporcjach 60:40 pozwala zwiększyć pojemność bagażnika z 278 do 941 l.

Nowa koncepcja pojazdu w segmencie małych samochodów pozwoliła Mini trafić ze swoją typową do nowych grup docelowych. Na całym świecie sprzedano ponad 500 tysięcy 5-drzwiowych Mini. W samym tylko 2020 roku 56 tysięcy klientów wybrało właśnie ten model.

5-drzwiowy Mini Cooper S

Przeczytaj też: Test Mini Cooper SE – elektryczny mini gokart

Precyzyjnie zmodyfikowana stylistyka 5-drzwiowego Mini  ma kontynuować ten sukces.

Z przodu sześciokątna atrapa chłodnicy i okrągłe reflektory, będące znakiem rozpoznawczym modelu, mają teraz jeszcze bardziej wyrazisty charakter. Reflektory diodowe oferowane są obecnie w wyposażeniu standardowym, podobnie jak diodowe lampy tylne z charakterystycznym motywem flagi Union Jack. Pionowe wloty powietrza zastępują reflektory przeciwmgielne, których funkcję przejęły światła na złą pogodę. Podobnie jak funkcja matrycowa świateł drogowych są one częścią opcjonalnych diodowych reflektorów adaptacyjnych. Również zderzak lakierowany teraz w kolorze karoserii podkreśla nowoczesny, szlachetny wygląd przodu.

5-drzwiowy Mini Cooper S

Oprócz elementów zewnętrznych Piano Black o rozszerzonym zakresie, nową możliwość indywidualizacji wyglądu 5-drzwiowego Minidaje opcjonalny dach Multitone. Ponieważ został on wydłużony, podobnie jak i rozstaw osi, w porównaniu z 3-drzwiowym Mini, atrakcyjność gradientu kolorystycznego od San Marino Blue z przodu przez Pearly Aqua w środku po Jet Black w tylnej części jest tutaj szczególnie efektowna.

5-drzwiowy Mini Cooper S

Dach Multitone można łączyć z niemal wszystkimi lakierami oferowanymi w 5-drzwiowym Mini, w tym z nowym lakierem metalizowanym Rooftop Grey. Ten mocny i elegancki odcień szarości lekko wpadający w srebro idealnie uzupełnia błyszczącą spektakularną kolorystykę dachu.

Przeczytaj też: Test Mini John Cooper Works – fabryka endorfin

Przestronność wnętrza 5-drzwiowego Mini komponuje się z dopracowaną stylistyką kokpitu i nowymi funkcjami komfortu. Centralne otwory wentylacyjne umieszczone w jednej płaszczyźnie z powierzchniami wewnętrznymi oraz nowa stylistyka centralnego zestawu wskaźników, w którym standardowo montowany jest teraz ekran dotykowy o przekątnej 8,8 cala. Najważniejsze elementy po stronie kierowcy to opcjonalny wielofunkcyjny wyświetlacz wskaźników oraz oferowana teraz w standardzie skórzana kierownica sportowa z nowymi przyciskami wielofunkcyjnymi. Po raz pierwszy jako wyposażenie dodatkowe dostępne jest także ogrzewanie kierownicy.

5-drzwiowy Mini Cooper S

Również światło bardziej niż kiedykolwiek dotąd przyczynia się do dobrego samopoczucia wewnątrz 5-drzwiowego Mini. Grafika centralnego zestawu wskaźników i cyfrowego wyświetlacza kokpitu może zmieniać się w zależności od nastroju. Do wyboru są tryby „Lounge” i „Sport”, każdy o innej kolorystyce. Ustawienia wyświetlaczy można dostosować zarówno do trybów jazdy Mini, jak i łączyć z kolorystyką nowego opcjonalnego oświetlenia ambientowego. Dzięki temu przestronnością i komfortem wnętrza 5-drzwiowego Mini można cieszyć się w niezwykle nastrojowej atmosferze.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Women’s World Car of the Year 2020 – znamy zwycięzców poszczególnych kategorii! Kto ma szansę na tytuł „kobiecego samochodu roku”?

Jury konkursu Women’s World Car of the Year ogłosiło zwycięskie samochody w każdej z dziewięciu kategorii. Pojazdy te reprezentują doskonałość w swoich segmentach pod względem bezpieczeństwa, komfortu, technologii i stosunku jakości do ceny.

To już jedenasta edycja Women’s World Car of the Year, konkursu w którym zespół pięćdziesięciu dziennikarek motoryzacyjnych z 38 krajów na pięciu kontynentach wybiera najlepszy samochód danego roku. Jest to jedyne jury w świecie motoryzacji złożone wyłącznie z kobiet.

Nowy system głosowania wprowadzony w tym roku wymagał od członkiń jury wybrania trzech najlepszych samochodów z każdej kategorii. Podejmując decyzję, jurorki wzięły pod uwagę takie kwestie jak właściwości jezdne, przestrzeń i komfort, łączność, bezpieczeństwo, oszczędność paliwa, stosunek jakości do ceny oraz styl i wygląd.

Do konkursu zakwalifikowały się samochody, które były wypuszczane od stycznia do grudnia 2020 roku.

Przeczytaj też: Women’s World Car of the Year 2020 – znamy finalistów! Które samochody najbardziej podobały się kobietom?

Jury konkursu Women’s World Car of the Year ogłosiło zwycięskie samochody w każdej z dziewięciu kategorii. Oto oni:

Najlepszy samochód miejski Najlepszy samochód rodzinny Najlepszy samochód luksusowy
Peugeot 208 Skoda Octavia Lexus LC500 Cabrio

Najlpeszy samochód sportowy Najlepszy urban SUV Najlepszy średni SUV
Ferrari F8 Spider Peugeot 2008 Land Rover Defender

Najlepszy duży SUV Najlepszy 4×4 Pick-up Najlepszy samochód elektryczny
Kia Sorento Ford F-150 Honda e

Pozostała jeszcze jedna runda głosowania. Jurorki wybiorą teraz najlepszy samochód roku spośród dziewięciu zwycięzców kategorii. Wyniki zostaną ogłoszone 8 marca, w Międzynarodowy Dzień Kobiet.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Extreme E: Jennie Gow i Layla Anna-Lee wprowadzą kibiców w tajniki elektrycznej serii

Prezenterka telewizyjna, Layla Anna-Lee będzie opowiadać o tym co dzieje się za kulisami elektrycznej serii wyścigów aut off-road’owych, a Jennie Gow i Andrew Coley będą komentować wyścigi ze studia w Londynie.

Wybierając trasy w pobliżu obszarów zagrożonych, organizatorzy serii Extreme E mają na celu podniesienie świadomości na temat zmian klimatu wśród fanów sportów motorowych na całym świecie. Chcą także zachęcić polityków, mieszkańców i władze lokalne w tych miejscach do wzmożenia wysiłków na rzecz ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5 stopnia Celsjusza.

Jako innowacyjne i nowe mistrzostwa, które łączą elementy kilku różnych specjalizacji sportów motorowych – i odpowiednio przyciągają zawodników z tak różnych dyscyplin, jak rajdy, rallycross, Formuła 1, wyścigi samochodów sportowych, triali i ciężarówki – Extreme E potrzebowało głosów ekspertów z szeroką wiedzą o sporcie .

Extreme E: Jennie Gow i Layla Anna-Lee wprowadzą kibiców w tajniki elektrycznej serii

Przeczytaj też: Extreme E startuje już w kwietniu. Gdzie będą się ścigać zawodniczki i zawodnicy?

Layla Anna-Lee poprowadzi 20-odcinkowy program „Electric Odyssey”, w którym zajrzy za kulisy i zgłębi kluczowe dla serii zagadnienia, takie jak elektryfikacja, ochrona środowiska, równość i rozrywka:

Trudno to wyrazić słowami, ponieważ jest to naprawdę ważny moment w mojej karierze. Jeszcze zanim postawię stopę na miejscu, wiem już, jaki pozytywny wpływ będzie to miało na naszą sprawę. Rozpoczęcie tej przygody o ekstremalnych proporcjach, opowiadanie historii o szybkości, mocy i dziedzictwie napełnia mnie inspirującymi i ekscytującymi emocjami.

Sport ma niewiarygodnie potężny głos. Jestem przede wszystkim fanką sportu i widziałam, jak na przykład piłka nożna może mieć wpływ na życie, narody i głęboko zakorzenione tradycje i kultury. Praca zespołowa i zdrowa rywalizacja są inspirującymi rzeczami do oglądania, a poprzez sport możemy przekazywać wspaniałe pozytywne przesłania zmian – widziałam już wcześniej, że to działa.

Jestem niedoskonałym ekologiem – czuję, że reprezentuję wielu z nas, których inspiruje zdrowsza, bardziej współczująca przyszłość, i czy jest lepszy sposób na przekraczanie granic, ustanawianie precedensów i wprowadzanie zmian niż szybka i pełna adrenaliny seria wyścigów aut off-road’owych?

Extreme E: Jennie Gow i Layla Anna-Lee wprowadzą kibiców w tajniki elektrycznej serii

Przeczytaj też: Zawodniczki Extreme E testują elektryczną terenówkę

Po tym, jak stanęła na czele relacji BBC Sport z MotoGP, w 2011 roku Jennie Gow przerzuciła się z dwóch kółek na cztery, kiedy dołączyła do BBC Radio 5 jako reporterka i prezenterka w paddocku Formuły 1. Pracowała również w paddocku siostrzanej serii Extreme E, Formuły E, a jako zagorzała zwolenniczka obecności kobiet w sportach motorowych, Jennie jest wiodącą orędowniczką przełomowego podejścia Extreme E do równości płci:

Cieszę się, że dołączę do zespołu Extreme E jako jeden z głównych komentatorów. Misja serii jest czymś, co naprawdę do mnie przemawia, ponieważ od najmłodszych lat interesowałam się i aktywnie działałam na rzecz większej odpowiedzialności za środowisko. Teraz jestem matką i zwiększanie świadomości na temat kwestii środowiskowych jest dla mnie ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Extreme E wykona fantastyczną robotę, zabierając widzów w podróż ku świadomości ekologicznej połączonej z ekscytującymi nigdy wcześniej nie widzianymi wyścigami. Jestem bardzo duma, że jestem częścią tego zespołu.

Różnorodność i integracja są tak ważne dla przyszłego rozwoju sportów motorowych. To ważny moment w historii, w którym mężczyźni i kobiety będą reprezentowani w każdym zespole. Dlatego wydaje się słuszne, że w boksie komentatorskim również jest mieszany zespół.

Cieszę się, że będę pracować z Andrew Coleyem, którego znam od kilku lat. Jest absolutnym profesjonalistą i razem mamy nadzieję, że uda nam się odzwierciedlić dynamiczny charakter tego sportu i zabrać publiczność na przejażdżkę pełną adrenaliny.

Extreme E: Jennie Gow i Layla Anna-Lee wprowadzą kibiców w tajniki elektrycznej serii

Najnowsze

Starcie taksówkarza i agresywnego pasażera. W ruch poszły kamienie i gaz pieprzowy

Praca w roli taksówkarza bywa czasami nieprzyjemna, a może być nawet niebezpieczna. Nigdy nie wiem, na kogo trafimy. Mamy jednak nieodparte wrażenie, że ten kierowca… sam stara się, żeby nie ułatwić sobie życia.

Przewożenie pijanego pasażera, to dla taksówkarza (czy też w tym przypadku kierowcy wykonującego przewóz osób) nic nowego. Może nowego o 9 rano, ale w sumie pora dnia nie ma tu znaczenia. Autor nagrania ruszył z trójką klientów i cała podróż odbyła się bez żadnych problemów. Te zaczęły się, kiedy taksówkarz (nazwijmy go tak dla uproszczenia), zapytał o dokładne miejsce gdzie ma się zatrzymać. Pijany pasażer powiedział, że jeszcze nie tutaj, określając go przy tym wulgarnym słowem.

Taksówkarz zaatakował kluczem do kół innego kierowcę

W tym momencie kierowca się zatrzymał i zażądał, żeby wszyscy wysiedli. Ponieważ pasażerowie nie zrobili tego natychmiast, tylko zaczęli go prosić, żeby dowiózł ich na miejsce, zadzwonił na policję. Pasażerowie wysiedli, ale… taksówkarz wcale nie odwołał wezwania patrolu, tylko pojechał za nimi. W ciągu 20 minut czekania na patrol, pijany pasażer pogroził taksówkarzowi kamieniem, ten w odpowiedzi psiknął gazem pieprzowym. Pasażerka podeszła do kierowcy i chciała załagodzić sytuację, a w tym czasie pijany mężczyzna rzucił w bok auta kamieniem. Taksówkarz rzucił się na niego… i przegrałby z pijanym. Więc psiknął raz jeszcze, przy okazji także na kobietę, która próbowała ich rozdzielić. Brawo. Później pijany wrócił z deskę i po chwili bezsensownej rozmowy uderzył w błotnik auta i uciekł. Przybyła wreszcie na miejsce policja porozmawiała z uczestnikami zdarzenia i zabrała ze sobą pijanego mężczyznę (podobno na 48 godzin).

Agresywny taksówkarz atakuje pieszego, a patrol policji udaje, że nic nie widzi

Oglądając całe to zajście, zastanawialiśmy się, po co to było temu kierowcy. Czy jego duma aż tak bardzo ucierpiała, że pijany pasażer zwrócił się do niego jednym niecenzuralnym słowem? Chciał go wysadzić i pogroził policją? OK, ale po co za nimi pojechał? Bo nie zapłacili mu 7 zł za niedokończony kurs? Teraz musi wymienić reflektor i błotnik co ASO wyceniło na 2500 zł netto. Jeśli naprawi to z autocasco, straci zniżki. Liczy oczywiście na zwrot od mężczyzny, który mu je uszkodził, ale najpierw musi odbyć się rozprawa (zapewne nie jedna i na rozprawy będzie musiał jeździć), a potem liczyć, że sprawca mu odda pieniądze, a nie będą konieczne dalsze działania, żeby je odzyskać.

Taksówkarz prawie doprowadził do karambolu!

Ponownie zapytamy: „po co mu to było”? Oczywiście trzeba mieć swój honor i samego siebie szanować. Tylko wyobraźcie sobie taką sytuację. Idziecie ulicą, zaczepia was pijany facet i określa niecenzuralnym słowem. Co robicie? Ignorujecie go? Spławiacie i idziecie dalej? Czy zaczynacie się z nim kłócić, straszycie policją, a potem idziecie za nim do domu i z dumą pokazujecie przybyłym policjantom siniaka, którego zdążył wam do tego czasu nabić? Taksówkarz mógł zakląć w myślach, wysadzić pasażerów jakieś kilkaset metrów dalej (byli prawie na miejscu), zainkasować 7 zł i ruszyć dalej na zarobek. Teraz ma auto w serwisie (więc nie jeździ i nie zarabia) i w perspektywie kilka kolejnych zmarnowanych dni na rozprawy oraz egzekwowanie odszkodowania. Mamy nadzieję, że było warto.

Najnowsze

Samochód wjechał do kanału portowego. Nie żyje cała rodzina!

Do tragedii doszło w Dziwnowie w województwie zachodniopomorskim. To dlaczego samochód raz z całą rodziną wpadł do wody, pozostaje zagadką.

Jak podaje RMF FM, czarny Volkswagen Sharan wjechał do kanału portowego około godziny 12:00 w niedzielę (28 lutego). Samochodem podróżowała cała rodzina – 38-letnia kobieta, 41-letni mężczyzna, dwójka dzieci w wieku siedmiu i trzech lat oraz ich pies. Nikt nie przeżył.

Wjechała autem do jeziora, bo „zaufała nawigacji”

Przyczyny tej tragedii są zagadkowe, a w ich wyjaśnieniu nie pomaga nagranie z monitoringu. Widać na nim, że Volkswagen nagle skręcił na parking, przez który przejechał, a następnie wjechał do wody. Na miejscu nie było śladów hamowania. Samochód znajdował się w wodzie przez trzy godziny! Tyle czasu zajęło strażakom zorganizowanie żurawia, który wyciągnął auto. Nie wiemy, czy były podejmowane próby ratowania rodziny w Volkswagenie, czy wszyscy czekali na żurawia.

Samochód prawie wpadł do rzeki

W tej sprawie prokuratura prowadzi teraz śledztwo. Z uwagi na zagadkowe przyczyny zdarzenia i niepokojące zachowanie kierowcy, śledczy nie wykluczają hipotezy, że mogło być to samobójstwo rozszerzone.

Najnowsze