Nasz znajomy rowerzysta znów się naraża, ale pretensje oczywiście kieruje do innych

To już kolejne nagranie pewnego łódzkiego rowerzysty, jakim się z wami dzielimy. Niewątpliwie osoba ta znajduje duże upodobanie w tworzeniu potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, a później obwinianiu za nie wszystkich innych.

Droga wielopasmowa to z definicji nie jest bezpieczne miejsce dla rowerzysty. Ruch na niej jest większy, samochody jadą szybciej (nawet jeśli ograniczenie prędkości to cały czas 50 km/h), a do tego zmieniają czasem pasy, co stanowi kolejne potencjalne zagrożenie dla cyklisty. Dlatego żaden rozsądny rowerzysta nimi nie jeździ. Ale są przecież wyjątki.

„Jezdnia jest dla wszystkich” tłumaczy rowerzysta, narażający swoje zdrowie i życie

Autor tego nagrania po raz pierwszy zagościł w naszym serwisie, kiedy tłumaczył taksówkarzowi, że droga krajowa, którą jechał, to nie droga ekspresowa (zjazd z niej znajdował się o kilometr wcześniej). A ponadto „jezdnia jest dla wszystkich”. Wspaniała postawa na zasadzie „jadę jak mi się podoba, to inni powinni zadbać o moje bezpieczeństwo”.

„Jak mam w lewo skręcić?” – oburza się rowerzysta, uparcie jadący prawą krawędzią jezdni

Tym razem sytuacja była podobna, tyle że rowerzysta został strąbiony przez przejeżdżającego kierowcę tira. Nic dziwnego, że nagranie ma tytuł „Szaleniec w tirze” oraz numer rejestracyjny. Cóż za „obywatelska” postawa.

Rowerzysta zagubiony na drodze ekspresowej

A na koniec mały plebiscyt – jak sądzicie, gdzie potem pojechał rowerzysta? Kierował się drogą krajową 91 na Piotrków Trybunalski, zjechał na drogę ekspresową S8 do Wrocławia, czy może poszedł na całość i wskoczył na autostradę A1 w kierunku Katowic? Piszcie!

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Lilian Bryner: pierwsza kobieta, która wygrała długodystansowy wyścig na Spa

Wyścig Spa 24 Hours w 2004 roku przeszedł do historii sportów motorowych. Lilian Bryner stała się nie tylko pierwszą kobietą, która wygrała belgijski klasyk, ale także pierwszą zwyciężczynią jednego z najważniejszych 24-godzinnych wyścigów. Z kolei Ferrari triumfowało po raz pierwszy w tych zawodach.

Lilian Bryner rozpoczęła karierę w sportach motorowych w 1993 roku od startów w wyścigach Porsche Supercup, gdzie z dorobkiem sześciu punktów uplasowała się na 22 pozycji w klasyfikacji generalnej. W tym samym roku szwajcarska zawodniczka wzięła udział w 24-godzinnym wyścigu Le Mans w klasie GT, jednak nie ukończyła zawodów. Rok później poszło jej już znacznie lepiej. Bryner razem z Ecurie Biennoise zajęła drugie miejsce w klasie GT2 i dziewiąte w klasyfikacji generalnej.

Przeczytaj też: 24-godzinny wyścig Le Mans odbędzie się wirtualnie!

W sezonie 1998 Szwajcarka ścigała się w zespole Autosport Racing w International Sports Racing Series (później znane jako FIA Sportscar Championship), gdzie dwa razy stała na podium. W 2001 roku dołączyła do BMS Scuderia Italia, zdobywając dla zespołu 50 punktów i dwa razy finiszując na podium. Pojawiła się także w stawce Global GT Championship, French GT Championship, Sports Racing World Cup, Grand American Rolex Series, American Le Mans Series oraz FIA GT3 European Championship.

Swoją karierę Bryner związała głównie z FIA GT Championship, w których ścigała się w latach 1997-2005. Pierwszy pełny sezon w tych mistrzostwach zaliczyła w 2003 roku w barwach Care Racing samochodem Ferrari 550 Maranello. Bryner zdobyła jedno pole position i sześć razy stawała na podium, dzięki czemu jej zespół zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Lilian Bryner: pierwsza kobieta, która wygrała długodystansowy wyścig na Spa

Sezon później Lilian Bryner dołączyła do BMS Scuderia Italia i zapisała się na zawsze w historii sportów motorowych, wygrywając wyścig Spa 24 Hours. Została wtedy pierwszą kobietą, która wygrała belgijski klasyk oraz pierwszą zwyciężczynią jednego z najważniejszych 24-godzinnych wyścigów.

W niedzielne popołudnie 1 sierpnia 2004 roku, Lilian Bryner przypadł zaszczyt minięcia w Ferrari 550 Maranello flagi w biało-czarną szachownicę. Zwycięstwo współdzieliła z Fabrizio Gollinim, Lucą Cappellarim i Enzo Calderarim. Zespół przejechał 558 okrążeń, bijąc przy okazji poprzedni rekord dystansu na torze Spa-Francorchamps o 30 okrążeń.

Zespół startował z czoła stawki, dzięki niesamowitemu okrążeniu kwalifikacyjnemu Gollina. Włoch przejechał okrążenie w czasie 2:15.047. Eksperci przewidywali, że dla kwartetu z BMS Scuderia Italia największym zagrożeniem będzie trio samochodów Ferrari 575GTC Maranello oraz zespół Vitaphone Racing z samochodem Saleen S7-R.

Po wyścigu zachwycona Bryner powiedziała mediom:

Dziś jest Święto Narodowe Szwajcarii i z pewnością jest to dla mnie wyjątkowy dzień. Chcę bardzo podziękować wszystkim moim współkierowcom, którzy wykonali wspaniałą pracę przez całą dobę jazdy, oraz całemu zespołowi, który również był wspaniały.

Lilian Bryner: pierwsza kobieta, która wygrała długodystansowy wyścig na Spa

Co ciekawe Bryner nie była jedyną kobietą, która stanęła na podium podczas 24-godzinnego wyścigu na Spa w 2004 roku. W klasie G3 Vanina Ickx była częścią załogi Mühlner Motorsport Porsche 911 GT3, która zwyciężyła. Na podium dołączyła do niej także Sylvie Delcour, która pomogła ekipie EBRT w Lotusie Elise zająć trzecie miejsce.

Przeczytaj też: Louise Bryden-Brown: pierwsza kobieta-szef w F1

Sezon 2005 był ostatnim sezonem FIA GT Championship w karierze Lilian Bryner. Wystartowała wtedy trzykrotnie w barwach Larbre Competitio.

Po zakończeniu kariery Bryner została profesjonalnym pilotem oraz instruktorem lotów helikopterem i pracuje na lotnisku Ambrì-Piotta.

Najnowsze

Nissan GT-R50 by Italdesign – włoski Japończyk czy japoński Włoch? Sprawdźmy!

W świecie petrolheadów Nissan GT-R jest żywą legendą i pomimo 12 lat na rynku, nie chce jeszcze odejść na emeryturę. Czy jednak jego specjalna edycja jest pożegnaniem?

Rok 2007 był bez wątpienia jednym z najważniejszych w historii marki Nissan. To właśnie wtedy światło dzienne ujrzał model GT-R. Samochód o osiągach supercarów, za połowę ich ceny – to musiało się udać. Jednak czas mija, lata lecą, a konkurencja nie śpi. I pomimo tego, że od momentu premiery japońska wyścigówka przeszła już 3 liftingi, pojawiające się „zmarszczki” na karoserii były coraz bardziej widoczne.

Alfa Romeo Duetto – włoski spider uwiódł niejedną gwiazdę hollywoodzkiego kina

Obecnie mamy rok 2020, a sportowa seria Nissana obchodzi 50-lecie. Czy to nie idealny moment na odświeżenie swojego sportowca? Tak właśnie stwierdził japoński producent i co więcej, zdecydował się pójść na całość, a nudne półśrodki pozostawić w świecie crossoverów i SUV-ów. Do współpracy zaprosił więc włoskie studio Italdesign, mające się zająć odkurzeniem wyglądu, natomiast zaprzyjaźnieni inżynierowie z NISMO – ulepszeniem mechaniki. Efekty są zdumiewające.

Nissan GT-R50 by Italdesign

Sam koncept tego modelu został zaprezentowany już w 2018 roku. Od tego czasu przeszedł dodatkowe modyfikacje, których efekt końcowy widoczny jest na zdjęciach. Czego jednak nie można dostrzec to dane techniczne, które są równie imponujące – 720 KM i 780 Nm osiągane dzięki budowanemu ręcznie 3.8 V6 twin-turbo. Takie parametry zostały uzyskane dzięki m.in. przerobieniu turbiny, wtrysków paliwa i tłoków, a także wymianie układu wydechowego. Na tym jednak nie poprzestano – do możliwości napędu dopasowano również skrzynię biegów, dyferencjały, podwozie z regulowanym zawieszeniem Bilstein DampTronic, układ hamulcowy oraz 21-calowe alufelgi. Podsumowując – nie ma żartów.

Nissan GT-R50 by Italdesign

Seria produkcyjna tego wyjątkowego GT-R’a będzie liczyć jedynie 50 sztuk, a cena każdego z nich to 990 tys. euro. Większość z planowanej produkcji została już zamówiona, więc wartość tego modelu będzie już tylko rosła…

Najnowsze

Transport stoi a właściciele firm liczą straty. Skąd wezmą pieniądze na ponowny rozruch?

Branża transportowa nie została, tak jak wiele innych, zupełnie unieruchomiona w czasie epidemii, ale trapią ją utrudnienia związane z przemieszczaniem się na terenie Europy, wielokilometrowe korki na granicach i ograniczenia ruchu wewnątrz kraju. Jak branża poradzi sobie finansowo?

Drastycznie spadła liczba zleceń w ruchu międzynarodowym, który jest dla branży najbardziej dochodowy. Polscy kierowcy niemal zmonopolizowali unijny rynek przewozów transportowych, teraz większość z nich nie może pracować. W Polsce jest 36 tys. licencjonowanych, międzynarodowych przewoźników towarowych, dysponujących parkiem 250 tys. pojazdów*. Teraz za granicę wyjeżdża tylko niewielka część z nich. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej w kwietniu przez Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, 90% respondentów doświadcza spadku liczby zleceń przewozowych, część z nich aż o 80%. Skalę załamania tego ruchu potwierdzają obawy niemieckich polityków, którzy alarmowali, że bez polskich kierowców w tamtejszych sklepach zabraknie towaru. W 2018 r. na przewozy międzynarodowe przypadało 64 proc. pracy przewozowej polskich firm. Większość z nich to małe rodzinne firmy zaniepokojone teraz o swoje dalsze funkcjonowanie.

Część firm ratuje się przyjmując dodatkowe zlecenia krajowe. Nie jest to jednak autostrada do uratowania ich działalności, bo ruch krajowy jest znacznie gorzej wyceniany. Największym problemem jest jednak to, że koronawirus dołożył dwa tygodnie do oczekiwania na zapłatę.

Branża transportowa charakteryzuje się znaczącą rotacją klientów. Dodatkowo jej specyfiką jest duża liczba, ale jednak mniejszych kwotowo faktur. Banki, a nawet bankowi faktorzy niechętnie podejmują się finansowania tej branży. Tymczasem długi rosną – wg danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor zaległe płatności w branży transportowej wzrosły w kwietniu do 2,06 mld Zł. Maj jeszcze pogarsza te statystyki. Każdy dzień postoju to walka o utrzymanie płynności finansowej. Spadek liczby zleceń, szczególnie tych najbardziej dochodowych, oznacza dla transportowców mniejsze przychody i dziury w budżecie, które starają się zasypać. W bankach nie uda im się tego zrobić, bo transport od lat jest tam na czarnej liście. To powoduje, że ciężarówki zawracają w kierunku faktoringu.

Brokerzy ubezpieczeniowi działający w imieniu przedsiębiorców obserwują, że towarzystwa ubezpieczeń zdają sobie sprawę z trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się branża transportowa i co do zasady są gotowe do pomocy. Dzięki temu możliwe są negocjacje i szukanie rozwiązań, które pozwolą przetrwać ten wyjątkowy okres bez zmniejszania poziomu ochrony. Może to być np. rozłożenie składki na raty, czy nawet obniżenie składki w OC komunikacyjnym, w sytuacji gdy flota stoi. Najbardziej drastycznym posunięciem, które powinno jednak być stosowane z dużą ostrożnością i traktowane jako ostateczność jest czasowe wyrejestrowanie pojazdu lub ograniczenia ubezpieczenia AC. Mimo iż, część przewoźników zastanawia się nad tego typu posunięciami to trzeba jednak pamiętać, że ryzyko awarii i uszkodzenia pojazdu, np. w wyniku zjawisk atmosferycznych, czy też zwarcia i w konsekwencji pożaru pojazdu, nie zmniejsza się z powodu przestoju.  

Rozwiązaniem, które może okazać się szczególnie istotne w momencie powrotu biznesu na dawne tory, jest ubezpieczenie od utraty zysku. Powinni się nim zainteresować przedsiębiorcy, których działalność wykracza poza sam transport, tzn. zajmują się również magazynowaniem czy też spedycją. W sytuacji, gdy część ograniczeń społeczno-gospodarczych pozostaje w mocy, czas napraw może się wydłużyć, zatem straty z dodatkowego przestoju, mogą być bardziej dotkliwe od tych spowodowanych pandemią.

Z danych GUS wynika, że branża transportowa stanowi około 6% polskiego PKB. Jest „towarem eksportowym” polskiej gospodarki. Udział krajowych firm transportowych w relacjach między Polską, a innymi krajami UE wyniósł w 2018 r. blisko 93 proc. Pozwala na to ogromny park pojazdów – z danych ACEA (European Automobile Manufacturers Association) wynika, że w 2018 r. liczba komercyjnych ciężarówek i samochodów dostawczych o dmc powyżej 3,5 t. przekroczyła w naszym kraju liczbę 1,1 mln. Dało to Polsce pierwsze miejsce w zestawieniu, w którym ujęte są kraje Unii Europejskiej. Dla porównania w całej Wspólnocie było 6,6 mln pojazdów tej kategorii.

Żródło: Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, Brandscope

Najnowsze

Mercedes-Benz Klasy E po liftingu. Tym razem w wersji coupé oraz kabriolet

Po sedanie i kombi przyszedł czas na kolejne nadwozia - tym razem Mercedes przedstawił odświeżoną Klasę E w wersji coupé oraz kabriolet. Co się zmieniło?

Nowa Klasa E otrzymała najnowszą generację systemów wspomagających Mercedes-Benz.Coupé i Kabriolet mogą szybko i inteligentnie reagować w obliczu braku reakcji kierowcy. Funkcja wykrywania trzymania dłoni w kierownicy działa teraz pojemnościowo, zwiększając łatwość prowadzenia podczas jazdy w trybie częściowo zautomatyzowanym. M.in. dlatego nowa Klasa E została wyposażona w inteligentną kierownicę.

Mercedes-Benz Klasy E po liftingu. Tym razem w wersji coupé oraz kabriolet

Klasa E została też wyposażona w najnowszą generację systemu multimedialnego MBUX (Mercedes-Benz User Experience). Standardowo obejmuje on dwa umieszczone obok siebie duże ekrany o przekątnej 10,25”, tworzące panoramiczny kokpit.

Mercedes-Benz Klasy E po liftingu. Tym razem w wersji coupé oraz kabriolet

Na życzenie dostępne są dwa wyświetlacze o przekątnej 12,3”. Mercedes zapowiada nową paletę lakierów nadwozia: Cirrus Silver Metallic, Graphite Grey Metallic, Mojave Silver Metallic oraz Patagonia Red Metallic.

Mercedes-Benz Klasy E po liftingu. Tym razem w wersji coupé oraz kabriolet

Nowe dwudrzwiowe odmiany korzystają z wersji 4-cylindrowego silnika wysokoprężnego (OM 654 M) o mocy 265 KM, którą po raz pierwszy wyposażono w alternator zintegrowany z rozrusznikiem (ISG). Dostępny bezzwłocznie dodatkowy „zastrzyk” siły napędowej, znany jako EQ Boost, może zapewnić do 15 kW mocy i 180 Nm momentu obrotowego.

Mercedes-Benz Klasy E po liftingu. Tym razem w wersji coupé oraz kabriolet

E-klasa jak zwykle oferuje duży wybór napędów. W całej gamie silnikowej znajdziemu diesle: E220d, E220d 4Matic oraz E400d 4Matic, jak również opcje benzynowe E200, E200 4MATIC, E300 i E450 4MATIC. Moc jednostek waha się od 194 do 367 KM. W standardzie znajdziemy skrzynię automatyczną.

Mercedes-Benz Klasy E po liftingu. Tym razem w wersji coupé oraz kabriolet

Najnowsze