Nadgorliwy pieszy egzaminuje policjantów z przepisów dotyczących parkowania na chodniku

Podobno najciemniej jest zawsze pod latarnią. Może więc samochody zaparkowane pod komisariatem policji, stoją tam nielegalnie? Pieszy z kamerą postanowił przeprowadzić własne śledztwo.

Czy samochody mogą parkować na chodniku? Mogą, ale konieczne jest pozostawienie 1,5 m miejsca dla pieszych. A czy mogą jeździć po chodniku? Oczywiście że nie – chodnik jest dla pieszych. Ale mogą na chodnik wjechać, chcąc zaparkować. A co jeśli chodnik jest na tyle szeroki, że trzeba przejechać po nim 2-3 metry, żeby zaparkować?

Agresywny kierowca BMW rozprawia się z blokującym go rowerem

Rozwikłanie tej tajemnicy to idealne zadanie dla pieszego z kamerą, który przez siedem minut nagrania chodzi za policjantami i wypytuje ich, czy samochody zaparkowane pod ich komisariatem, zaparkowane są legalnie. Skoro policja ich nie usuwa, to chyba tak. Podobno była też tu kiedyś straż miejska i nie dopatrzyła się powodu do interwencji. Pieszy z kamerą czuł jednak, że coś tu nie gra…

Nasz znajomy rowerzysta znów psuje krew kierowcom. Ale tym razem ma rację!

A tak na poważnie. W tym miejscu powinien być parking. Jest na tyle miejsca i jest taka potrzeba – przecież interesanci powinni mieć możliwość zaparkowania. Z jakiegoś powodu parkingu tu nie ma, za to jest niepotrzebnie szeroki chodnik. Nie dziwi nas, że przyjęło się w tym miejscu parkowanie na chodniku, pod samym budynkiem, jak w wielu innych podobnych miejscach. Policjanci najwyraźniej nic z tym nie robią, ponieważ nie utrudnia to ruchu pieszych, za to rozwiązuje problemy wielu kierowców.

Najnowsze

Edyta Klim

Kobiece podsumowanie MARMA 29. Rajdu Rzeszowskiego

W dniach 6-8 sierpnia odbył się MARMA 29. Rajd Rzeszowski, który otworzył okrojony sezon rajdowy 2020. Jak pierwszą w sezonie rundę rajdową oceniają polskie zawodniczki?

Po 10 miesiącach przerwy ruszyła w Polsce rajdowa rywalizacja. Organizatorzy rajdu zobowiązali się do realizacji wytycznych sanitarnych i epidemiologicznych, dotyczących zawodników i ich zespołów, organizatorów, komisarzy, służb porządkowych i kibiców. 

Tegoroczna edycja Rajdu Rzeszowskiego była rundą Mistrzostw FIA Strefy Europy Centralnej w Rajdach (FIA CEZ) oraz mistrzostw Polski, zarówno dla współczesnych rajdówek, jak i samochodów rajdowych sprzed lat. Dodatkowo 42 kilometry rajdu były trasą 6. Rajdu Rzeszowiak, zaliczanego do kalendarza Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Śląska.

Uroczyste otwarcie rajdu odbyło się na rzeszowskim rynku, wieczorem 6 sierpnia, a zakończenie rywalizacji w tym samym miejscu w sobotę o godz. 15.15. Trasa MARMA 29. Rajdu Rzeszowskiego obejmowała dziewięć odcinków specjalnych o łącznej długości 133,6 km, wytyczonych na wąskich i wymagających drogach Podkarpacia.

Na metę pierwszy wjechał 26-letni Fin Jari Huttunen z pilotem Mikko Lukka (Hyundai i20 R5), którzy na pozycję liderów awansowali po przedostatnim odcinku specjalnym. Drugą pozycję, w rodzinnym Rzeszowie, wywalczyli Grzegorz Grzyb i Michał Poradzisz (Skoda Fabia Rally 2 Evo), którzy dwukrotnie prowadzili w rajdzie, a do sukcesu zabrakło mi 8,6 sekundy. Trzecie miejsce zajęli Marcin Słobodzian i Robert Hundla (Hyundai i20 R5) ze stratą 53,7 do zwycięzcy, a był to debiut kierowcy w nowym samochodzie i z nowym pilotem. Robert Luty i Marcin Celiński w Subaru Legacy po raz drugi z rzędu wygrali rzeszowską rundę Motul HRSMP, osiągając metę z blisko 7-minutową przewagą.

Na 21. miejscu klasyfikacji generalnej i 6. w klasie na mecie zameldowała się Balbina Gryczyńska w Fordzie Fiesta R2 z pilotem Łukaszem Gwiazdą.

– Udało się przejechać wszystkie oesy i osiągnąć metę, co nas bardzo cieszy. Tempo nie było idealne… Gdybyśmy osiągali takie czasy na pierwszych pętlach, jakie uzyskiwaliśmy na drugich – to byłabym zadowolona, ale tak nie było. Różnice były zbyt duże. Rajd był trudny, warunki teoretycznie idealne, ale trzeba umieć je wykorzystać, być bliżej limitu. Łukasz robił co mógł, jednak ja nie wykonałam swojego zadania wystarczająco dobrze. Nie obyło się również bez kilku przygód, ale to akurat finalnie zaliczam na plus. Jesteśmy wzbogaceni o nowe doświadczenia i mamy kolejne, wspólne kilometry na koncie. Wierzę, że to droga do prędkości i skuteczności, ale trzeba się jeszcze bardziej wysilić. Analizujemy i ładujemy baterie na kolejną rundę RSMP – Rajd Śląska – podsumowuje start zawodniczka.

Miejsce 27. w klasyfikacji generalnej i 1 w HR3 osiągnęła załoga Renault Megane w składzie: Arkadiusz Kula i Małgorzata Opałka.

– Minęło już kilka dni od Rajdu Rzeszowskiego, a więc najwyższa pora na podsumowanie naszego startu. Zacznijmy od tego, że po tak długiej przerwie czekały nas bardzo trudne trasy, które na dodatek pokonywaliśmy w ogromnym upale. Pot lał się po plecach, ale trzeba było utrzymać pełną koncentrację, aby nie popełnić błędu i nie zakończyć rajdu gdzieś na oesie, co przytrafiło się niejednej załodze. Dlatego pierwszego dnia zaczęliśmy naszą jazdę czujnie, poznając możliwości nowych ustawień. Pomimo tego, wygraliśmy w swojej klasie oba przejazdy na Lubeni oraz odcinek miejski. Drugi dzień to pokonywanie tras z dużo większym wyczuciem zawieszenia, późniejszymi hamowaniami, dzięki czemu od OS 7, na którym osiągnęliśmy 26. czas w klasyfikacji generalnej, objęliśmy prowadzenie w klasie HR3. Kolejny OS 8 zakończyliśmy w generalne jako 27. załoga. Niestety na trasie dojazdowej na ostatni odcinek hamulce powiedziały dość i OS 9 był sporym wyzwaniem. Hamowanie biegami, wspomagane hamulcem ręcznym, wymusiły zmianę tempa i rytmu dyktowania, aby wyhamować przed ostrymi zakrętami. Zmęczeni, ale szczęśliwi wjechaliśmy na metę rajdu jako zwycięzcy klasy HR3 – wspomina zawodniczka.

Załoga BMW 318 w składzie: Wojciech Goździewicz i Asia Madej-Smolarek uplasowała się na 33. miejscu klasyfikacji generalnej rajdu i 3. w HR BMW.

– Lubię Rajd Rzeszowski. Odpowiadają mi tamte trasy. Mają dobre asfalty i zróżnicowane odcinki. Lubenia należy do jednych z moich ulubionych oesów. Dla naszej załogi to był bardzo udany weekend. Obyło się bez przygód, a czysta jazda zawiozła nas na najniższy stopień podium. Jak na drugi Rajd Rzeszowski w życiu mojego kierowcy – to naprawdę nieźle! – podsumowuje zawodniczka.

Druga zawodniczka za kierownicą – Klaudia Temple (Peugeot 208) uplasowała się na 40. miejscu klasyfikacji generalnej i 9. w klasie. Wspierał ją Tomasz Zbroja na prawym fotelu. Szczęśliwie na mecie, choć nie obyło się bez awarii.

– Rajd Rzeszowski, jak co roku, okazał się niemałym wyzwaniem dla zawodników i samochodów, a nas niestety pokonała awaria, już pierwszego dnia rywalizacji. Serwis stanął na wysokości zadania i drugiego dnia mogliśmy się już ścigać po najlepszym trasach w Polsce. To mój pierwszy rajd na suchej nawierzchni nowym samochodem, poznajemy się coraz lepiej, ale żebym była zadowolona z tempa, to jeszcze dużo kilometrów przede mną. Do zobaczenia na Rajdzie Śląska – podsumowuje zawodniczka.

Fot. Krzysztof Miłosz/AMW

Na mecie nie zameldowała się rajdowa para Tomasz i Agnieszka Pyra, bo z rywalizacji wykluczyła ich awaria Hondy Civic Type-R:

– Startując do MARMA 29. Rajdu Rzeszowskiego, złaknieni byliśmy emocji na odcinkach specjalnych pięknego Podkarpacia. Niestety nie udało się nam ukończyć rajdu z powodu awarii, które prześladowały nas od pierwszego dnia. Podczas 1-go etapu urwaliśmy wydech, poduszkę pod silnikiem i uszkodziliśmy miskę olejową, ale dzięki heroicznemu wysiłkowi naszego serwisu, udało nam się pojechać dalej. Niestety na OS 6 – Zawadka przestał działać alternator i przed 7-mym odcinkiem zmuszeni byliśmy wycofać się z rywalizacji. Bardzo się cieszymy z naszej świetnej formy i żałujemy, że nie mogliśmy na tym, jakże wymagającym pod każdym względem rajdzie, w pełni zaprezentować naszych możliwości. Wielkie podziękowania należą się naszemu zespołowi, a także sponsorom: Akademii Marynarki Wojennej i Verde Group. Będziemy robić wszystko, by na odcinkach Rajdu Śląska nie zawieźć naszych kibiców! – mówi Agnieszka.

W roli pilota, u boku Pawła Szczotki w Hondzie Civic, wystartowała Justyna Kurowska-Ferdek, jednak problem ze zdrowiem nie pozwolił jej kontynuować rywalizacji w rajdzie:

– Dla mnie 29. Rajd Rzeszowski to też powrót, po ponad rocznej przerwie, do rajdów. Pod koniec czerwca propozycję wspólnego startu w całym cyklu RSMP złożył mi Paweł Szczotka. Początkowo wahałam się, czy jestem gotowa, tym bardziej, że gdzieś w głowie utwierdziłam się, że w tym roku o startach trzeba zapomnieć. Jednak długo namawiać mnie nie trzeba było i tak rozpoczęliśmy przygotowania do startu.

Od pierwszego dnia wszystko szło zgodnie z planem. W piątek do pokonania mieliśmy 5 oesów, dwa odcinki pokonywane dwukrotnie oraz wieczorny, świetny odcinek miejski. Po porannym stresie, już po pierwszej pętli, mimo okropnego upału, czułam się jak ryba w wodzie i choć z Pawłem dopiero się poznajemy, to bardzo dobrze nam się współpracowało. Sobota wydawała się już być tylko wisienką na torcie: 4 odcinki, spokojne w założeniu tempo – plan na osiągnięcie mety wydawał się pewny. Niestety, tuż przed startem do 7-go odcinka zaczęłam się bardzo źle czuć. Nie szukając niepokojących sygnałów, zrzucaliśmy winę na upalną pogodę. Przejazd odcinka okazał się stresujący, bo co raz trudniej było mi dyktować i kontrolować własny organizm. Wszczepioną gdzieś siłą walki i zaparcia, mimo sytuacji jaka się u mnie dynamicznie rozwijała, dojechaliśmy na serwis o czasie. Jednak już na PKC przed serwisem byłam w karetce pogotowia. Miałam jeszcze nadzieję, że za chwile pójdę do chłopaków, bo do końca nie chciałam głośno myśleć o tym, że musimy się wycofać. Niestety, brak czucia w rękach definitywnie zakończył mój dalszy udział w zawodach, a mnie skierowano prosto do rzeszowskiego szpitala.

W tym miejscu chciałam bardzo podziękować Markowi Kisielowi, który natychmiast zorganizował mi karetkę, a także za komunikatywność i cierpliwość dla nas, zawodników. Organizatorom rajdu, którzy przygotowali fantastyczną imprezę sportową. Zawodnikom, którzy mimo dalszych zmagań na trasach rajdu byli cały czas ze mną w kontakcie. Mam szczerą nadzieję, iż zdrowotna przygoda na Rajdzie Rzeszowskim okaże się jednorazowym epizodem i będę mogła bez żadnych przeszkód wystartować już w kolejnej rundzie RSMP – podsumowuje Justyna, a my za to mocno trzymamy kciuki!

A druga runda Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski 2020 to Rajd Śląska, który rozegra się w dniach 11 – 12 września, z bazą na Stadionie Śląskim.

 

Najnowsze

Jak przewieźć kilkumetrową drabinę? To proste – postawić pionowo na przyczepce

Przewożenie długich przedmiotów często bywa problematyczne, ale ten kierowca wpadł na sprytny pomysł, jak sobie sprawę ułatwić. Wszystkiego chyba do końca nie przemyślał.

Tak duża drabina nie zmieściłaby się do samochodu, a bardzo kompaktowa przyczepka też była do tego celu zdecydowanie za krótka. Co zrobić w takiej sytuacji?

Passat B5 to najbardziej uniwersalne i pakowne auto. Oto dowód

Można taką drabinę wsunąć do samochodu i zostawić otwarty bagażnik tak, żeby wystawała z auta. W ten sposób można jednak przewozić ładunki, wystające maksymalnie 2 metry poza obrys pojazdu. Ta drabina mogłaby okazać się zbyt długa.

Tak przewoził kombajn, że spadł mu na ziemię i zablokował drogę krajową

Kierowca wpadł więc na inny pomysł i zwyczajnie postawił drabinę na przyczepce. W teorii obchodzimy w ten sposób wspomniany przepis, ale pojawia się inny problem. Tak wysoka drabina może zahaczyć o coś podczas jazdy. Szczególnie kiedy jest pochylona. Na nagraniu widzimy jak dosłownie na centymetry mija naczepę ciągnika siodłowego, jadącego sąsiednim pasem.

Najnowsze

Dwóch pijanych jechało skuterem z doczepionym wózkiem. Odczepił się

Do sadu po brzoskwinie wybrało się dwóch mężczyzn na skuterze. W trakcie jazdy prowizorycznie przyczepiony do pojazdu wózek wypiął się i wpadł do przydrożnego rowu.

Dolnośląscy inspektorzy ITD ważyli pojazdy w punkcie kontrolnym na obrzeżach Wrocławia, kiedy nagle zauważyli jak od przejeżdżającego skutera odczepia się wózek i wpada do rowu na przeciwko punktu kontrolnego. Od razu ruszyli z pomocą, ale na szczęście wózek wjechał do rowu, a nie na pas dla przeciwnego kierunku ruchu.

Pijany motocyklista przewrócił się uciekając przed policją

Już po pierwszych zamienionych z kierowcą i pasażerem słowach, inspektorzy zorientowali się, że obaj mężczyźni są pod wpływem alkoholu. Kierowca i pasażer przyznali się, że przed wyjazdem do sadu po brzoskwinie, pili alkohol.

Kierowca został najpierw zbadany alkosensorem – wynik był pozytywny. Wstępne badanie potwierdziło kolejne, wykonane już alkotestem. Kierowca wydmuchał 0,26 promila alkoholu. Został przekazany do dalszych czynności wezwanemu na miejsce patrolowi policji.

Najnowsze

Nielegalny i za wysoki transport – trakcję na swojej drodze podnosił tyczką!

Uszkodzeniami infrastruktury oraz karą na 15 tys. zł zakończyła się próba nielegalnego przewozu zepsutej ciężarówki.

Najpierw policjanci z Tychów otrzymali sygnał, że pojazd z ładunkiem uszkodził sygnalizację świetlną, a następnie ich koledzy z Gierałtowic, że uszkodzona została trakcja elektryczna na przejeździe kolejowym. Szybko zatrzymano kierowcę prowadzącego pojazd członowy oraz towarzyszącego mu właściciela.

„Nie widzę tragedii” powiedział kierowca ciężarówki bez koła

Okazało się, że jeden z dolnośląskich przedsiębiorców postanowił własnymi siłami sprowadzić na bazę zepsutą ciężarówkę. Została ona załadowana na naczepę innego pojazdu. Przedsiębiorca przed wyruszeniem w trasę mógł stwierdzić, że wysokość pojazdu z ładunkiem przekraczała dopuszczalne 4 metry.  Prawdopodobnie liczył na to, że uda mu się przejechać nie tylko bez wymaganego w tym przypadku zezwolenia, ale także bez szkód. 

W trakcie transportu zepsutej ciężarówki, tyczką unosił zwisające przewody, dzięki czemu nienormatywny pojazd „prześlizgiwał się” pod zwisającymi elementami infrastruktury drogowej. Ta metoda nie sprawdziła się. Po uszkodzeniu sygnalizacji oraz trakcji kolejowej i zatrzymaniu przez policję, do działań przystąpiła wezwana na miejsce śląska Inspekcja Transportu Drogowego. Inspektorzy wykonali pomiary. Pojazd miał ponad 5 metrów wysokości. W takiej sytuacji wymagane jest zezwolenie na przewóz nienormatywny, którego przewoźnik nie posiadał.

Przewoził kwiaty, chcieli mu wlepić ponad 40 tys. zł kary!

Teraz przedsiębiorca poniesie poważne konsekwencje – grozi mu 15 tys. zł kary administracyjnej, a kierowcę ukarano mandatem karnym. W gestii organizatora tego „przedsięwzięcia” zostanie zapewne również pokrycie kosztów napraw poczynionych szkód. Inspektorzy nakazali rozładować także przewożony pojazd, a do miejsca docelowego miał go dostarczyć specjalistyczny samochód pomocy drogowej.

Najnowsze