Agresywny kierowca BMW rozprawia się z blokującym go rowerem

Poniższe wideo to w sumie cała kompilacja sytuacji, w których nagrywający próbuje utrudniać życie nieprawidłowo parkującym kierowcom.

Wszyscy wiemy, jak jest z miejscami do parkowania, szczególnie w dużych miastach jak na przykład Warszawa. Niektórzy kierowcy akceptują taki stan rzeczy, ale zdarzają się też kombinatorzy, którzy zostawiają swoje pojazdy w miejscach, w których teoretycznie nie utrudniają ruchu (przynajmniej samochodowego), ale nie mają prawa tam stać.

Kierowca BMW pobił się z kierowcą Skody. O co poszło?

Poniższe wideo nagrał ktoś, kto bardzo nie lubi takiego zachowania i w wolnym czasie biega za takimi kierowcami z kamerką przyczepioną do ubrania. Poniżej możecie zobaczyć jak kłóci się z kilkoma właścicielami samochodów oraz z motocyklistą, a także co dało zastawienie rowerem drzwi pewnemu kierowcy BMW.

Najnowsze

Nocny pościg ulicami miasta. Ścigani wyrzucali narkotyki przez okno!

Kilkunastominutowy pościg w centrum Zielonej Góry zakończył się zatrzymaniem czterech osób. Kierowca stwarzał bardzo poważne zagrożenie podczas próby ucieczki, ale na szczęście nikt postronny nie ucierpiał.

Uwagę zielonogórskich policjantów zwróciła Honda Civic z czterema osobami w środku. Chcieli zatrzymać pojazd do kontroli, ale kierujący zlekceważył polecenia i zaczął uciekać ulicami w centrum miasta. Policjanci ruszyli w pościg za samochodem, powiadamiając jednocześnie dyżurnego o sytuacji i informując na bieżąco o przebiegu i kierunku pościgu, czego można posłuchać na poniższym wideo.

Kierowca z 3 promilami uciekał lepiej, niż niejeden na trzeźwo!

W pewnym momencie funkcjonariusze zauważyli, że z Hondy ktoś wyrzucił małą czarną torbę. Radiowóz jeszcze kilkanaście minut jechał za uciekającym samochodem, który próbował zgubić pościg wjeżdżając pod prąd w wąskie uliczki, a nawet na chodniki. Akcja zakończyła się gdy Honda wjechała w kompleks leśny i zatrzymała się, a kierujący i jeden z pasażerów zaczęli uciekać pieszo. Zostali zatrzymani przez policjantów prowadzących pościg, a pozostałe dwie osoby w samochodzie zatrzymał kolejny patrol policji, który także dotarł na miejsce.

Cała czwórka zatrzymanych spędziła noc w policyjnym areszcie. W odnalezionej przez inny patrol czarnej torebce wyrzuconej wcześniej z samochodu znajdowała się metaamfetamina w zapakowanych porcjach. Honda Civic została odholowana na zabezpieczony parking, a podczas przeszukania samochodu policjanci znaleźli jeszcze dowód osobisty innej osoby, który figuruje w bazie danych jako utracony.

Uciekał przed policją i odgryzł funkcjonariuszowi palec. Postawiono mu zarzuty

Kierującym Hondą okazał się 28-letni zielonogórzanin, który ma zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych do 2024 roku. Test na narkotyki wykrył w jego organizmie obecność marihuany i amfetaminy. 28-latek dwa tygodnie wcześniej opuścił zakład karny, gdzie odbywał siedmioletni wyrok pozbawienia wolności za przestępstwa rozboju i kradzieży. Mężczyzna dotychczas usłyszał zarzut niezatrzymania się do policyjnej kontroli oraz kierowania pojazdem mimo sądowego zakazu. Po uzyskaniu opinii biegłego kolejnym zarzutem będzie kierowanie samochodem pod wpływem środków odurzających.

Pijany i bez prawa jazdy uciekał na samych felgach

Pasażer samochodu, także 28-letni zielonogórzanin, powiedział policjantom, że narkotyki wyrzucone w torbie należały do niego. Usłyszał zarzut posiadania środków odurzających i przyznał się do winy. Pozostała dwójka pasażerów – 19-latka i 24-latek zostali przesłuchani w charakterze świadków.

Najnowsze

Rządowy program dopłat do elektryków oficjalnie totalną porażką

Niedługo po uruchomieniu programu dopłat do zakupu aut elektrycznych wieszczyliśmy, że okaże się on kompletną klapą, na co wskazywało początkowe, wyjątkowo skromne, zainteresowanie nim. Oficjalne dane jedynie potwierdziły nasze prognozy.

Nabór wniosków na dofinansowanie zakupu samochodu elektrycznego ruszyły 26 czerwca i do 31 lipca Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przyjmował podania o taką dotację. Dostępne były w sumie trzy programy – „zielony samochód” skierowany do osób fizycznych, „e-van” przeznaczony dla firm oraz „koliber” dla taksówkarzy. Na pierwszy z nich zarezerwowano 150 mln zł, na drugi 70 mln zł, a na trzeci 40 mln zł.

Program dofinansowania elektryków spełnił swoją rolę – (niemal) nikt z niego nie korzysta

Przypomnijmy jeszcze, że rząd pierwotnie obiecywał do 30 proc. zwrotu za zakup nowego auta elektrycznego (nie więcej niż 37,5 tys. zł), ale później zmniejszył wysokość dofinansowania o połowę, a także przygotował osobne propozycje dla przedsiębiorców oraz taksówkarzy. Powód? Chciano aby dopłaty trafiły do większej grupy osób i aby środki nie wyczerpały się przedwcześnie.

Jak podaje Instytut Samar, obawy te były zupełnie niepotrzebne. Złożono w sumie 344 wnioski o wartości 11,2 mln zł. Nadal pozostało więc 138.8 mln zł do rozdysponowania. Przedsiębiorcy wystąpili o 68 dopłat na kwotę 4,6 mln zł (pozostało 65,4 mln zł). Natomiast na program „koliber” skusiła się tylko jedna osoba. Maksymalna kwota dofinansowania w tym przypadku wynosiła 25 tys. zł. Do rozdysponowania pozostało zatem 39 975 000 zł.

Uwierzyłam w dopłaty do aut elektrycznych i zamówiłam samochód. A rząd mnie oszukał

Dlaczego Polacy przyjęli długo wyczekiwany start programu dopłat do elektryków tak chłodno? Powodów może być kilka. Samochody elektryczne to nadal pojazdy niszowe, a do tego drogie. W dobie epidemii koronawirusa i problemów finansowych wielu przedsiębiorstw, a co za tym idzie także ich pracowników, dla wielu osób to nie jest najlepszy moment na duże wydatki.

Ponadto rząd bardzo się postarał, żeby zniechęcić potencjalnych zainteresowanych dopłatami. Poza zmniejszeniem ich o połowę i zachowaniu maksymalnej ceny pojazdu na poziomie 125 tys. zł (co bardzo zawęża wybór), do ostatecznej wersji programu dodał jeszcze kilka innych warunków. Między innymi konieczność wożenia na drzwiach wielkiej naklejki, informującej o tym, że skorzystaliśmy z dopłaty. Narzucono także minimalny przebieg 10 tys. km rocznie, jaki trzeba takim autem pokonywać.

Rząd jednak rusza z programem dopłat do elektryków, tylko kto się odważy z niego skorzystać? Obowiązkowa m.in. wielka naklejka

Teoretycznie taksówkarze mieli lepiej, ale w ich przypadku dofinansowanie 25 tys. zł obejmowało także instalację punktu ładowania, więc nie wszystko można było przeznaczyć na samochód. Przedsiębiorcom z kolei zakazano korzystania z elektrycznego dostawczaka w celach zarobkowych, co jest absurdem samym w sobie. Po co w takim razie firmy miałyby kupować takie auta?

Jak zdradził wiceprezes NFOŚiGW Artur Lorkowski z rozmowie z Samarem, trwają prace nad drugą edycją programu dopłat, która dla osób fizycznych miałaby ruszyć już jesienią. Miejmy nadzieję, że na znacznie lepszych warunkach – w przeciwnym wypadku ponownie będziemy mieli do czynienia z działaniem pozorowanym, a nie realnym wsparciem elektromobilności.

Najnowsze

Chwila nieuwagi i trzech motocyklistów zostało rannych

Każdy motocyklista dobrze wie, że musi znacznie uważniej obserwować sytuację na drodze, niż przeciętny kierowca. Tym bardziej trudno zrozumieć jak ten rider mógł popełnić tak poważny błąd.

Do zdarzenia doszło na dwupasmowej ulicy w Płocku. Na nagraniu widzimy dużą grupę motocyklistów, która zajmuje oba pasy. Niektórzy korzystają nawet z pobocza. Nie sposób nie zauważyć tych wszystkich riderów oraz ich maszyny.

Motocyklista który potrącił 6-latkę zatrzymany przez policję. Oto czego o sprawie nie mówią media

Trudno więc zrozumieć, dlaczego jeden z motocyklistów… przesadził z prędkością? Nie zapanował nad sprzętem? Na wideo widać tylko, jak rider upada na asfalt i uderza w motocykl, a jego maszyna wzbija się w powietrze i uderza w osoby jadące na tym samym motocyklu.

Motocyklista w krótkich spodenkach i klapkach upadł przy prędkości 200 km/h. Więcej szczęścia niż rozumu?

W opisie nagrania znajduje się tylko informacja, że trzy osoby zostały ranne w wyniku tego zdarzenia. Nie wiemy, czy są to osoby widoczne na nagraniu, czy może jedna z nich wyszła z sytuacji bez szwanku, a trzeci poszkodowany znajdował się poza kadrem.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Pirelli wyjaśniło przyczynę pękających opon w trakcie GP Wielkiej Brytanii

Włoski producent ogłosił, że liczne uszkodzenia opon pod koniec Grand Prix Wielkiej Brytanii wynikały z niezwykle długich przejazdów na twardej mieszance.

Na ostatnich okrążeniach Grand Prix Wielkiej Brytanii Valtteri Bottas, Carlos Sainz i Lewis Hamilton przebili lewe przednie opony w swoich bolidach. Pozostali kierowcy narzekali między innymi na wibracje i zużywanie się ogumienia.

Przeczytaj też: GP Wielkiej Brytanii: wygrywa Hamilton, mijając linię mety na trzech kołach

Pirelli przeprowadziła analizę, która wykazała, że przyczyną uszkodzeń opon były niezwykle długie przejazdy na twardej mieszance. Zaznaczono również, że docisk generowany przez tegoroczne samochody, to największe siły jakie kiedykolwiek działały na opony w F1:

Na kluczowy powód składa się szereg indywidualnych okoliczności, które doprowadziły do wyjątkowo długiego użytkowania drugiego kompletu opon. Druga neutralizacja spowodowana obecnością samochodu bezpieczeństwa sprawiła, że niemal wszystkie zespoły przyspieszyły swój planowany pit stop oraz doprowadziła do wyjątkowo długiego stintu, który wynosił około 40 okrążeń, co stanowi ponad trzy czwarte dystansu wyścigu na jednym z najbardziej wymagających dla opon torze.

W połączeniu ze znacznie lepszym tempem samochodów z 2020 roku, sprawiło to, że ostatnie okrążenia Grand Prix Wielkiej Brytanii były bardzo trudne, a przyczyniły się do tego też największe siły, kiedykolwiek działające na opony, generowane przez najszybsze bolidy w historii.

Doprowadziło to do sytuacji, w której lewa przednia opona (najciężej pracująca na Silverstone) została poddana maksymalnemu obciążeniu po bardzo dużej liczbie okrążeń, skutkującym wysokim zużyciem i mniejszą ochroną przed ekstremalnymi siłami.

Przeczytaj też: Protest aktywistów klimatycznych przed GP Wielkiej Brytanii. Policja bada sprawę

Najnowsze