Motocyklowa pomoc w walce z koronawirusem SARS-CoV-2

Każdy może pomóc w tym, by seniorzy zostali w domach. To oni są bardziej narażeni na powikłania przy zachorowaniu na Covid-19. Motocykliści już pomagają!

W czasach, gdy najbardziej wskazana jest izolacja, nie można zapomnieć o osobach, które mogą potrzebować pomocy. W stanie zagrożenia epidemiologicznego bardzo ważne jest to, by osoby objęte kwarantanną, seniorzy, a także osoby z obniżoną odpornością i chore – pozostały odizolowane. Do tego celu trzeba zapewnić im: pożywienie, leki, środki higieniczne i inne rzeczy, które są niezbędne do ich funkcjonowania. Taka pomoc może też dotyczyć zwierząt, dokarmiania ich i wyprowadzania na spacer.

Do akcji pomocy takim osobom zgłaszają się pierwsi motocykliści, ponieważ motocykl jest bardzo dobrym środkiem przemieszczania się w czasach, gdy zbiorowe formy transportu zwiększają ryzyko zarażenia się koronawirusem. Pełny strój motocyklowy i przebywanie na otwartej przestrzeni, też zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania.

Jak pomagać i się nie zarazić koronawirusem SARS-CoV-2?

Najlepszą formą pomocy jest tzw. „pomoc sąsiedzka”, czyli kontakt z potrzebującymi osobami z najbliższego otoczenia. Według obecnej wiedzy, koronawirusem SARS-CoV-2 można zarazić się bezpośrednio (od innej osoby poprzez kontakt z jej wydzielinami) i pośrednio (np. poprzez kontakt z przedmiotami na których ta wydzielina może się znajdować). Mając to na uwadze, należy wprowadzić pewne środki ochrony przed wirusem.

Do najważniejszych należy bezpieczna odległość od drugiej osoby (1-1,5 metra), unikanie bezpośredniego kontaktu z przedmiotami, których ona dotykała (lepiej kontaktować się np. na klatce schodowej). Wskazane jest używanie jednorazowych rękawiczek. Dokładne mycie i dezynfekcja rąk po takim spotkaniu to także podstawa, a również unikanie dotykania okolic własnej twarzy. Najlepsze będzie rozliczenie bezgotówkowe, a przy gotówkowym wskazana jest dodatkowa dezynfekcja. Podobne zasady należy stosować przy robieniu zakupów w sklepie.

Infografika: Koronawirus - informacja dla seniorów

Buduje to w pewnym stopniu atmosferę podejrzeń i dystansu między ludźmi, jednak nosiciel wirusa też nie jest tego świadomy, przez kilka pierwszych dni od zarażenia, więc jest to zachowanie w pełni uzasadnione. Ocieplić relację można, a nawet trzeba, własnym uśmiechem i słowami wsparcia.

Koronawirus – publikujemy najważniejsze informacje dla kierowców!

Gdzie się zgłosić, by pomagać?

Duże miasta coraz częściej uruchamiają swoje formy kontaktu osób potrzebujących z wolontariuszami, są to np. specjalne infolinie, akcje z ulotkami. Na stronach rządowych są wykazy miejsc, gdzie potrzebni są wolontariusze: https://www.gov.pl/web/koronawirus/wolontariat

Nadzorowane akcje społeczne zapewniają bezpieczeństwo seniorom, ponieważ są oni uprzedzani o wizycie wolontariusza, informowani o jego danych osobowych oraz otrzymują telefonicznie wskazówki, jak bezpiecznie sfinalizować odbiór zakupów.

Być może ta wyjątkowa sytuacja stanie się nowym sposobem na oszukiwanie starszych osób, dlatego warto apelować, by nie wpuszczały obcych osób do domu, ani nie płaciły za zakupy z góry, a rozliczały się na podstawie paragonu.

Infografika: Koronawirus - pomoc sąsiedzka

Na Facebook’u powstają grupy np. „Widzialna Ręka”, „Pomoc Sąsiedzka” – gdzie można zostawić swoją ofertę pomocy lub zgłosić potrzebującą osobę (#pomoge, #potrzebuje). Niestety seniorzy rzadko kiedy korzystają z takiej formy komunikacji. Chcąc im pomóc lepiej zapukać do drzwi i zapytać, czy pomocy potrzebują lub na klatce zostawić karteczkę ze swoim numerem telefonu i notatką o swojej dyspozycyjności w razie potrzeby.

Przeczytaj także:

Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.
 

Najnowsze

Fabryka Volkswagena w Poznaniu pracuje pomimo epidemii koronawirusa

Pracownicy Volkswagen Poznań wzywają do wstrzymania prac w fabryce i apelują do rządu o wywarcie nacisku na zarząd firmy.

Osoby zatrudnione w poznańskiej fabryce wystosowały list otwarty do zarządu firmy oraz polskiego rządu w sprawie panującej tam sytuacji. Napisano w nim że:

VW Poznań jest największym zakładem pracy w Wielkopolsce. Potężna sieć logistyki wiąże każdą z wielkopolskich fabryk VW z miastami i zakładami w Europie. Podczas gdy zamykane są kolejne, dużo mniejsze placówki w kraju, taśmy w naszych fabrykach działają z pełną prędkością. Firma nie zmniejszyła nawet wyśrubowanych norm produktywności, choć Światowa Organizacja Zdrowia apeluje o oszczędzanie organizmów w okresie pandemii.

Mało tego: prosząc nas o wyrozumiałość, w oficjalnym komunikacie z 11.03 zarząd VW przyznaje, że nie nadąża ze… stałym dostarczaniem mydła w naszych łazienkach „ze względu na ogromny globalny popyt.

Wobec realnego zagrożenia zdrowia pracowników w tak dużym skupisku ludzkim jak fabryki VW, OZZ Inicjatywa Pracownicza przy VW Poznań żąda:

1. Wstrzymać produkcję z zachowaniem 100 proc. wynagrodzenia.
2. Uruchomić fundusz wsparcia pracowników na okres większych wydatków na opiekę medyczną podczas pandemii.
3. Do końca pandemii nie kończyć umów z pracownikami tymczasowymi, aby  nie tracili opieki zdrowotnej przyznanej zatrudnionym w VWP, w czasie gdy najbardziej jej potrzebują.

Jeśli zarząd VW Poznań nie spełni natychmiast ww. żądań, apelujemy do władz RP o pilną interwencję w celu ich spełnienia oraz wyciągnięcie konsekwencji za narażanie przez VWP zdrowia i życia swoich pracowników.

Z kolei władze spółki odpowiadają, że żaden z pracowników nie jest zarażony koronawirusem, ani nie przebywa na kwarantannie w związku z podejrzeniem zarażenia. Jednocześnie firma podjęła szereg działań prewencyjnych, takich jak ustawienie dozowników z płynem dezynfekującym przy wejściach do zakładu, wdrożenie procedur medycznych  dziale ochrony zdrowia, uruchomiono infolinię dla pracowników oraz wstrzymano wyjazdy służbowe. Do minimum ograniczono także wizyty przedstawicieli firm zewnętrznych, a pracownicy, którzy mają taką możliwość, pracują zdalnie z domu.

Najnowsze

Koronawirus w natarciu: Orlen zamyka punkty gastronomiczne na swoich stacjach

Z uwagi na rozwój epidemii koronawirusa zamknięte zostały między innymi restauracje, aby ograniczyć dłuższe przebywanie grup ludzi w jednym miejscu. Na takie rozwiązanie zdecydował się również PKN Orlen.

Kiedyś stacje benzynowe koncentrowały się na sprzedaży paliwa, obecnie na wielu z nich znajdziemy szeroki asortyment niczym w dobrym sklepie spożywczym, a także wydzielone strefy, w których można usiąść i zjeść coś na ciepło. W sytuacji rozprzestrzeniania się koronawirusa Orlen poinformował, że punkty restauracyjne na jego stacjach zostały zamknięte.

Zgodnie z komunikatem polskiej spółki w ofercie pozostaną jedynie hot dogi, zapiekanki, kawy oraz herbaty. Chodzi o to, aby klienci nie pozostawali dłużej na terenie stacji, niż jest to konieczne. Oferta sklepowa pozostała niezmieniona.

PKN Orlen na koniec 2019 roku miał 1800 stacji paliw z czego 1699 posiadało punkty restauracyjne. Jeszcze przed wprowadzeniem ograniczeń w części gastronomicznej, wdrożono procedury mające zapobiec ryzyku zarażenia koronawirusem, między innymi poprzez dezynfekowanie placówek.

Najlepszym co naszym zdaniem moga zrobić teraz kierowcy, w dniach, kiedy wirus 2019-ncov wciąż może być groźny, to korzystać ze stacji samoobsługowych używając rękawiczek jednorazowych. Więcej porad dla kierowców w związku z koronawirusem znajdziesz w naszym poradniku:
Koronawirus – publikujemy najważniejsze informacje dla kierowców

Przeczytaj także:
Polscy przewoźnicy a pandemia koronawirusa. Czy są powody do paniki?

Koronawirus zlikwidował korki? Nie wszędzie

Gwałtowne spadki cen ropy naftowej – czy paliwo na stacjach będzie tańsze?

Sprzątasz wnętrze samochodu? Uważaj na drobnoustroje! Czytaj o tym tutaj.

Kierownica brudniejsza, niż… sedes w publicznej toalecie? Czytaj o tym tu.

Najnowsze

Lawinowy wzrost liczby kolizji rządowych limuzyn

Poza najgłośniejszymi zdarzeniami, jak wypadek premier Szydło w Oświęcimiu przy udziale Seicento, uszkodzenie opony w limuzynie prezydenta Dudy, czy wjechanie w auta stojące na światłach podczas transportu ministra Macierewicza, BOR, a później SOP, uczestniczyły w wielu innych wypadkach i kolizjach, o których się nie mówi.

Wypadki chodzą po ludziach, a zdarzeń drogowych nie da się uniknąć. To prawda, ale statystyki dotyczące niebezpiecznych sytuacji podczas przewożenia osób ochranianych, są dość niepokojące. Poseł PO Aleksander Misztalski zapytał o dane dotyczące incydentów drogowych z udziałem BOR a potem SOP z czterech ostatnich lat. Wiceminister MSWiA Maciej Wąsik odpowiedział, że:

– w 2016 roku doszło do 25 zdarzeń z czego w 11 zawinili kierowców BOR,

– w 2017 roku doszło do 34 zdarzeń  z czego 18 z winy kierowców BOR,

– w 2018 roku doszło do 35 zdarzeń z czego 16 z winy kierowców SOP,

– w 2019 roku doszło do aż 74 zdarzeń z czego za 43 odpowiadają kierowcy SOP.

Przyznacie, że wzrost w ostatnim roku był wyjątkowo duży. W sumie wydano niemal 300 tys. zł na naprawy limuzyn BOR/SOP, ponieważ we flotach samochodowych ubezpieczenie AC się nie kalkuluje. A przecież nie tak miało być! Po fali krytyki jaka spadła na Biuro Ochrony Rządu przeprowadzono wiele zmian personalnych, a nazwę zmieniono na Służbę Ochrony Państwa. Rządzący grubą kreską chcieli odciąć się od nieostrożnie jeżdżącego BOR-u, ale zamierzony efekt raczej nie został osiągnięty.

Pod koniec marca ma rozpocząć się cykl szkoleń kierowców SOP, którzy za 507 tys. zł mają nauczyć się, jak powinni jeździć. Czy to pomoże? Zobaczymy.

Z naszej strony możemy zupełnie za darmo, dać dwie rady. Po pierwsze samochody jadące w kolumnie mają jechać jedno za drugim. A nie jak przy wypadku z premier Szydło, kiedy auto z osobą ochranianą nie potrafiło nadążyć za autem prowadzącym. Po drugie przypominamy, że pojazd uprzywilejowany nie ma pierwszeństwa – na innych kierowcach ciąży obowiązek ułatwienia przejazdu, ale nie znaczy to, że można wpadać na „bombach” na skrzyżowanie przy czerwonym świetle. Trzeba najpierw upewnić się, że inni kierujący nas zauważyli i umożliwiają przejazd. 43 zdarzenia drogowe z winy kierowców SOP w zeszłym roku pokazują dobitnie, że nie wszyscy o tym wiedzą.

Najnowsze

Kupił wadliwego Mercedesa za milion złotych, importer nie widzi problemu

Kupując nowy samochód oczekujemy, że przynajmniej przez kilka lat nie będziemy mieli z nim najmniejszych problemów. A jeśli nawet jakiś problem się pojawi, to serwis rozwiąże go w ramach gwarancji. Okazuje się niestety, że rzeczywistość nie zawsze jest taka różowa, o czym przekonał się właściciel Mercedesa kosztującego milion złotych.

Poniższe wideo opisujące całą sytuację jest długie, ale warto je obejrzeć i posłuchać jak pracownicy Mercedesa traktują klienta, który zgłasza poważną usterkę samochodu. W dużym skrócie pewien pan zakupił w krakowskim salonie model AMG S 63 Coupe. Takie auto kosztuje, bez uwzględnienia opcji, 859 600 zł. Wydaje się, że osoba wydająca tak ogromną kwotę, będzie traktowana ze szczególnymi względami. Zdarzają się sytuacje, w których marki oferują takim klientom osobistego asystenta, który będzie na przykład przypominał o terminie przeglądu i wyręczał właściciela w jeżdżeniu do ASO. Nie tym razem. W opisywanym przypadku Mercedes potraktował swojego klienta z góry.

Właściciel felernego AMG S 63 przebył już długą drogę, aby uzyskać należące mu się wsparcie, ale bezskutecznie. Usterka polega na wyraźnych wibracjach, pochodzących z układu napędowego, podczas jazdy na niskich obrotach, a także mocnym szarpaniu podczas zmiany biegów. Początkowo autoryzowany serwis bagatelizował sprawę, ale wreszcie przyznano rację, że coś jest nie tak. W takim przypadku procedura zakłada wysłanie przedstawiciela polskiego importera z Warszawy, który weryfikuje czy rzeczywiście zgłaszany problem występuje. Potwierdził on, że wibracje czuje, podobnie jak szarpanie, ale uznał je za charakterystykę samochodu.

Samochód został sprawdzony przez trzech niezależnych rzeczoznawców i każdy z nich potwierdził, że auto jest wadliwe. Jeden z nich przejechał za jednym razem aż 1150 km, co pozwoliło mu stwierdzić, że niepokojące objawy narastają wraz z pokonanym dystansem. Wibracje zaczęły pojawiać się też podczas mocnego przyspieszania, przy wyższych obrotach (2200-3100 obr./min), a z okolic tylnego mostu zaczął dochodzić jednostajny hałas, gdy tylko wciśnie się gaz. W sumie właściciel szacuje, że przejechał z rzeczoznawcami oraz pracownikami Mercedesa około 2500-3000 km. Organizował także porównania z innymi identycznymi egzemplarzami, w których żadna ze zgłaszanych usterek nie występowała.

Chyba najbardziej kuriozalne w tym wszystkim są tłumaczenia techników Mercedesa. Poniższy film zawiera nagrania dźwięku z jazd testowych i po wysłuchaniu ich gratulujemy właścicielowi samochodu opanowania. Wiecie jak na przykład rozwiązać problem wibracji przy niskich obrotach? Przejść w tryb Sport – wtedy obroty będą wyższe i wibracje znikną. Dlaczego auto wibruje przy 1500 obr./min? „Bo to jest dławienie silnika” – odpowiada technik Mercedesa z wyrzutem. Zgadzamy się, że zbyt niskie obroty nie są dla silnika korzystne, ale to przecież skrzynia automatyczna, jak w każdym innym współczesnym samochodzie, wymusza jak najniższą prędkość obrotową. Technicy AMG projektując swój silnik generujący 900 Nm oraz dobierając do niego przekładnię, nie przewidzieli tego? Na argument, że zgłaszane problemy nie występują w innych egzemplarzach tego samego modelu, pan z Mercedesa odparł, że „przyjmuje to z dobrocią inwentarza”, cokolwiek miało to znaczyć. Kiedy pada pytanie czy ekspert wysłany przez importera zna w ogóle historię sprawy, ten odpowiada, że „nie był uprzejmy się z nią zapoznać”. Niezbyt to uprzejme.

Właściciel podczas rozmów z technikami dowiedział się też, że auto ma szarpać, bo to samochód sportowy, winę za wibracje po dodaniu gazu ponoszą opony (ich wymiana niczego nie zmieniła), a poza tym to sam właściciel specjalnie jedzie tak, żeby wywołać wibracje. Więc to chyba jego wina, że w jego aucie występują, a w żadnym innym nie, bez względu na styl jazdy.

Od siebie możemy jedynie dodać, że jeździłyśmy różnymi modelami AMG z 4-litrowym silnikiem, stosowanym w opisywanej klasie S (w tym AMG S 63, tyle że limuzyną). W żadnym z nich nie występowały jakiekolwiek wibracje, bez względu na obroty i wybrany tryb jazdy. Szarpnięcia przy zmianie biegów pojawiają się, ale tylko w trybach takich jak Sport+ czy Race i faktycznie wynikają ze sportowego charakteru auta. Wybierając Comfort lub Eco dobór kolejnych przełożeń odbywa się niezauważalnie, a wskazówka obrotomierza schodzi czasami nawet do zaledwie 1000 obr./min. Każde auto jechało przy tym płynnie, bez problemu przyspieszało i nie wydawało z siebie żadnych niepokojących dźwięków.

Najnowsze