Motocyklista uciekał przed policją z błahego powodu. Teraz ma poważne kłopoty

Prawie 160 km/h na jednym kole i wyprzedzanie na przejściu dla pieszych - a to jeszcze nie wszystkie przewiny 35-letniego motocyklisty.

Podczas patrolowania drogi krajowej numer 10 policjanci z grupy „Speed” zauważyli bardzo szybko poruszającego się motocyklistę. Na początku udostępnionego nagrania widać nawet, że wyprzedza samochód jadąc na jednym kole!

Motocyklista ucieka funkcjonariuszowi na punkcie kontrolnym

Funkcjonariusze włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe, ale motocyklista widząc je, zaczął uciekać. Rozwijał prędkości sięgające ponad 200 km/h. Kilkukrotnie wyprzedzał pojazdy na skrzyżowaniach oraz przejściu dla pieszych. W pewnym momencie nie zapanował nad motocyklem i przewrócił się na jezdnię.

Policja zatrzymała motocyklistów za to, że jechali na motocyklach. To w końcu wolno, czy nie?

35-letni motocyklista nie odniósł obrażeń i, jak się okazało, był trzeźwy. Powodem ucieczki był brak prawa jazdy. Teraz za szaleńczą jazdę i ucieczkę przed policyjną kontrolą grozi mu do 5 lat więzienia. Ponadto za bezpodstawne przemieszczanie się w dobie istniejących obostrzeń, Powiatowy Inspektor Sanitarny może nałożyć na niego karę w wysokości nawet 30 tys. zł.

Najnowsze

Kolejny ksiądz jedzie w aucie na stojąco. Tym razem w asyście policji

Wraz z epidemią koronawirusa paru księży odkryło zalety otwieranych dachów w samochodach i korzystają z nich, żeby w nietypowy (i mało bezpieczny) sposób, dotrzeć do wiernych.

Był już ksiądz latający z monstrancją nad Wrocławiem, co miało zatrzymać epidemię koronawirusa w mieście. Pisaliśmy też o innym duchownym, który wykorzystał otwierany dach w Peugeocie 3008, żeby zrobić objazd po okolicy. Nie był to zresztą jedyny taki przypadek i legnicka policja wezwała pomysłowych księży na komisariat i zakazała im tego typu praktyk. Trudno się temu dziwić, ponieważ jazda na stojąco z tułowiem wystającym przez otwór w dachu nie jest bezpieczna.

Sprawdzono, czy Polacy zostali w domach na święta wielkanocne!

W Warszawie policja inaczej podeszła do sprawy i w Rembertowie można było zobaczyć księdza też jadącego na stojąco, ale z obstawą policyjną (a swoją drogą – Mitsubishi Galant, ciekawy dobór samochodu). Zdecydowanie rozsądniejsze podejście, minimalizujące ryzyko, że duchownemu się coś stanie. To dobry przykład dla innych księży, którzy chcieliby w jakiś sposób dotrzeć do wiernych i dodać im otuchy. Lepiej najpierw zgłosić się na komisariat i poprosić o zgodę oraz pomoc w zorganizowaniu takiego objazdu.

Najnowsze

Motocyklista ucieka funkcjonariuszowi na punkcie kontrolnym

Walka z koronawirusem przybrała różne formy w różnych częściach świata. Od nas, zwykłych obywateli, oczekuje się jedynie zrozumienia powagi sytuacji i dostosowania się do obostrzeń. Czego najwyraźniej nie rozumie ten motocyklista.

Codziennie notujemy w Polsce wzrost zachorowań oraz wzrost liczby ofiar koronawirusa. Nasza sytuacja jest jednak nieporównanie lepsza, niż w innych krajach europejskich, choćby we Włoszech. Nic dziwnego, że niektóre regiony tego kraju zostały odizolowane, a na drogach pojawiły się punkty kontrolne.

Policja zatrzymała motocyklistów za to, że jechali na motocyklach. To w końcu wolno, czy nie?

Osoba rozsądna rozumie, że najprostszym sposobem na ograniczenie rozprzestrzeniania się epidemii, jest ograniczenie naszego przemieszczania się. Ostatnio jednak włoskie media obiegło nagranie z motocyklistą w roli głównej, którego nie można nazwać „rozsądnym”. Na widok funkcjonariusza, wzywającego go do zatrzymania się, ominął go i mocno odkręcił manetkę.

Motocyklista chciał uciec przed policją, wylądował na masce radiowozu

Nie wiemy, czy służby odnalazły motocyklistę, ale prawdopodobnie nie. A szkoda, bo dał on przykład wyjątkowej bezmyślności i egoizmu. Zapewne chciał uniknąć kontroli, żeby nikt mu nie zadawał niewygodnych pytań skąd i dokąd jedzie, a także nie próbował zawrócić. Ale z punktu widzenia zatrzymującego go funkcjonariusza, mógł uciec ponieważ jest pijany, nie ma prawa jazdy, albo jest poszukiwany. Unikanie kontroli automatycznie rodzi poważne podejrzenia, a ostatnie czego trzeba w czasie epidemii, to angażowanie służb w poszukiwania jakiejś nieodpowiedzialnej osoby i wyjaśnianie co miała do ukrycia.

Najnowsze

Chciał zawrócić na przejeździe kolejowym. Utknął, a potem przyjechał pociąg

Widzieliśmy już kierowców wjeżdżających prosto pod pociągi. Widzieliśmy kierowców, którzy zamiast wyłamać rogatki i uciec z torów, czekali na swoją śmierć. Ale czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy.

Do zdarzenia doszło na przejeździe kolejowym w Kluczborku. Kierowca Opla Astry zignorował sygnały świetlne, ominął półrogatki i wjechał na tory. Dlaczego? Uznał to za idealne wprost miejsce do zawrócenia. Ale spokojnie – pamiętał o zasadach bezpieczeństwa. Włączył światła awaryjne, żeby zasygnalizować nietypowy manewr.

Kolumna prezydencka pędziła bez zatrzymania przez przejazd kolejowy

Nie szło mu jednak zbyt dobrze, auto jakby zdławiło się podczas wjeżdżania na tory. Z rury poszły kłęby białego dymu (na dławienie najlepsze obroty) i po chwili kierowca puścił sprzęgło. Zbyt gwałtownie i zjechał przednimi kołami z wyasfaltowanej części przejazdu. Ale bez strachu – wsteczny, dużo gazu i już Astra wyskoczyła do tyłu… tym razem cała zatrzymując się na torowisku. I tam już została.

Kierowca mógł w takiej sytuacji zadzwonić na policję. Albo na straż pożarną. Mógł zadzwonić na numer podany na żółtej naklejce znajdującej się na znaku rogatek i poinformować kolej o sytuacji. Wystarczy podać numer przejazdu na którym utknęliśmy, a dyspozytor ostrzeże wszystkich zbliżających się maszynistów. Zamiast tego kierowca wraz z pasażerem oraz innym kierującym woleli czekać. Godzinę. A kiedy nadjechał pociąg, machać w jego kierunku rękami oraz latarką. Zgadnijcie, czy to pomogło.

Zginęła na przejeździe podczas egzaminu – ujawniono przyczyny wypadku

No więc nie. Maszynista musiał widzieć, co się święci, ale cały skład, z wleczonym przez pociąg samochodem, zatrzymał się dopiero po dziewięćdziesięciu metrach. Nikomu nic się nie stało.

Kierowca Astry, jego pasażer oraz maszynista byli trzeźwi. Policjanci podejrzewając jednak, że 41-latek może znajdować się pod działaniem środków odurzających, podjęli decyzję o pobraniu mu krwi. W przypadku, kiedy podejrzenia policjantów potwierdzą się, mężczyźnie grozi kara do dwóch lat więzienia oraz wysoka grzywna. Pomimo, że kierowcy i jego pasażerowi nic się nie stało, to kierowca został zatrzymany i przewieziony do szpitala na obserwację.

Najnowsze

To się nazywa wiara w ludzką uczciwość – zostawił kluczyki w aucie za 1,5 mln zł! Zniknęło

Szybkie wyskoczenie po chleb i bułki - tyle wystarczyło, żeby Bentley zniknął właścicielowi z oczu. Niezwykła historia i zastanawiające okoliczności.

Policjanci z komisariatu w warszawskiej dzielnicy Wawer zostali zaalarmowani przez właściciela Bentleya Continentala GT, że jego samochód został skradziony. A mówimy tu o pojeździe, którego wartość wynosi około półtora miliona złotych!

Z relacji pokrzywdzonego wynikało, że pozostawił auto otwarte z kluczykami w stacyjce i wyszedł tylko do stoiska z pieczywem. Kiedy po chwili wrócił jego samochodu nie było.

Ukradli BMW M2. Wsiedli i odpalili jak swoje

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału do walki z przestępczością samochodową. Po trzech godzinach Bentley został zlokalizowany na jednym z parkingów w podwarszawskiej miejscowości. Policjanci zabezpieczyli auto, które wróciło do właściciela. Aktualnie trwają czynności związane z wyjaśnieniem okoliczności kradzieży oraz ustalenia sprawcy.

Musimy przyznać, że jesteśmy pełni podziwu w wiarę właściciela Continentala GT w ludzką uczciwość. Sądził, że nikt nie odważy się ukraść tak drogiego samochodu? Może było trochę w tym racji, ponieważ ekskluzywnych aut nie kradnie się z przypadku, tylko „na zamówienie” (pytanie czy tak nie było). Zastanawia nas tylko jak mógł zostawić „kluczyki w stacyjce” w aucie, które nie ma stacyjki? Może „stacyjka” to inwencja własna policjanta, który pisał informację prasową. Inna sprawa, że założeniem systemu bezkluczykowego jest to, że mamy pilota cały czas w kieszeni, a nie nosimy w ręce i wrzucamy do uchwytu na napoje czy do schowka.

Bentley Ultratank – szalony rosyjski projekt

Szczęśliwe auto się szybko znalazło, ale trwało to trzy godziny. Tak długo zajęło zlokalizowanie pozycji samochodu? Czy może właściciel Bentleya za 1,5 mln zł, poza tym, że ma zwyczaj zostawiania kluczyka w aucie, nie wykupił usługi monitorowania pozycji pojazdu? Ciekawe też czy policji uda się ustalić, kto połasił się na „podjęcie” takiego auta.

Najnowsze