Moto-zawody: kobieta – taksówkarz. Część 3 Przygody na drodze

07 marca 2014
Ruchliwe ulice Wrocławia to codzienne środowisko pracy Moniki, Doroty i Krysi. Czy są wyrozumiałe na drodze, czy miały wypadki w pracy i jak jeździ się po mieście nocą? O tym opowiedzą w trzeciej części opowieści o zawodzie taksówkarza.

Każda z przepytywanych przez nas pań, za kierownicą taksówki czuje się jak ryba w wodzie. Jednak nie każdy użytkownik wrocławskich dróg prowadzi samochód tak pewnie, więc zapewne jest, na co narzekać.

- Denerwuje się na innych kierowców tylko wtedy, gdy stwarzają sytuacje, które są bardzo dużym zagrożeniem. Ale nie okazuję tego, czasem nawet klient przeklnie zamiast mnie – mówi Monika. A Krysia z tej samej korporacji dodaje: - Inni kierowcy czasami bardzo podnoszą mi ciśnienie, ponieważ nie mają wyobraźni i nie potrafią się skupić na jeździe.

Dorota z Radio Taxi Expres nie daje się wyprowadzić z równowagi.

- Nie używam klaksonu, cenię sobie spokój i mam dużą cierpliwość. Nie udało mi się jej stracić w pracy.

Panie nie należą do piratów drogowych i nie łapią punktów karnych, ale każda przyznaje, że czasem zdarza jej się złamać przepisy. Dorota czasem w nocy (jak droga pusta) na prawoskręcie nie poczeka na zielone, a Monika dawniej lubiła przekraczać dozwolone prędkości. To się jednak od pewnego czasu zmieniło:

- Zdarza mi się łamać przepisy, ale punktów brak. Staram się jeździć wolno. Kiedyś lubiłam przycisnąć, jednak odkąd mam dziecko - to moje nastawienie do ryzykowania się zmieniło. Nawet mąż kiedyś postanowił mi zrobić niespodziankę i wykupił skok ze spadochronem o którym marzyłam. A ja odmówiłam! Dziecko zmieniło moje życie na bardziej odpowiedzialne.

Krysia

fot. z archiwum prywatnego

Krysia, z 25-letnim stażem za kierownicą zapłaciła tylko jeden mandat 100 zł i zdobyła 1 punkt karny. Tylko gratulować! Choć raz łamiąc przepisy musiała wybrać „mniejsze zło”:

- Pamiętam, jak wiozłam chłopca z zapaleniem wyrostka, który bardzo cierpiał. A ja jadąc do szpitala miałam zakaz skrętu w lewo. Ale wiele nie myśląc - rozglądnęłam się ostrożnie i złamałam przepis - było to konieczne. Jego mama nie mogła wyjść z podziwu, że nie patrzyłam na nic i ratowałam ludzkie życie. Potem ze łzami w oczach bardzo mi dziękowała - jak matka, matce.

Przygody na drodze

Na temat przygód na drodze, najwięcej do opowiedzenia miała Monika z czteroletnim stażem w taksówce:

- Mieszkam pod Wrocławiem, wśród pól i nie mam problemów z dzikimi zwierzętami, a uderzyłam w dzika w mieście wracając nocą z lotniska. Wyleciały mi przed auto dwa ogromne dziki, bardzo się wystraszyłam - dwa ogromne ryje z żółtymi oczami, jak diabły! Droga była dziurawa i było bardzo ciemno, więc na szczęście nie jechałam szybko. Uderzyłam w jednego z nich nie hamując, przeturlał się i leżał, a ja siedziałam jak sparaliżowana. Skupiłam się na dymie z chłodnicy, a jak popatrzyłam za dzikiem, to już go nie było. Widocznie wstał i poszedł - wspomina.

- Uderzyłam też w tramwaj, widziałam, że jedzie, ale oblodzona droga nie pozwoliła mi na zatrzymanie. Ale to była już mniejsza stłuczka. Raczej to inni wjeżdżają we mnie, niż ja w kogoś. Miałam jeden, taki pechowy rok, ale ostatnie dwa już były spokojne – dodaje Monika.

Monika

fot. z archiwum prywatnego

Słynne filmowe sceny z porodem w taksówce na żywo także przerabiała, a nawet takie gangsterskie.

- Pod koniec zeszłego roku wiozłam kobietę na Brochów, która rodziła! Ale było dobrze, bo wody odeszły w domu, a skurcze się jeszcze nie zaczęły. Musiałam uspokajać klientkę i jej męża, że nad wszystkim panuję i dowiozę na czas. Raz też mi wsiadł Pan, którego nikt z postoju nie chciał zabrać i poprosił o kurs na ulicę, która była kilka metrów dalej. Odpowiedział, że wie, gdzie ta ulica, ale chce się przejechać taksówką. Zawiozłam go i spytałam, dlaczego koledzy nie chcieli go wziąć, a on powiedział, że przestraszyli się tego – pokazując na broń przy pasku. Lekko zbladłam (myśląc, że wariat i bandyta), ale Pan mnie uspokoił: „Nie bój się mała, przecież Cię nie zabiję”. Dostałam za ten krótki kurs 50 zł i Pan spytał z uśmiechem: „I co, opłacało się?”

Krysia raz miała stłuczkę z winy innej kobiety.

- Jak jechałam ulicą Kościuszki, pani wyjeżdżająca ze Starostwa Powiatowego z całą siłą uderzyła w mój samochód po stronie pasażera. Ale na szczęście jechałam bez klienta i nic złego się nie stało. Pani pomyliły się pedały w samochodzie - zdarza się, jesteśmy tylko ludźmi…

A nocą…

Monika zrezygnowała z pracy nocą, bo większość przygód (o których nam już opowiedziała) i awarii, miała właśnie o tej porze. Krysia też zrezygnowała z nocek.

- Na samym początku mojej kariery jeździłam na nocne zmiany, ale było to bardzo męczące i stresujące. Nigdy nie mogłam odespać tych straconych nocy. Więc podziwiam kobiety, które się na ten krok decydują. Bo jest to bardzo ciężka praca dla kobiety i niebezpieczna. Jednej nocy wsiedli mi trzej panowie, a gdy zawiozłam ich na miejsce - podziękowali i po prostu sobie wysiedli, nie płacąc. Nie miałam żadnych szans i po kilku takich akcjach - zdecydowałam się na jazdę taksówką tylko w dzień.

Dorota jednak chwali sobie pracę nocą.

- Nigdy nie czułam zagrożenia. Wiele osób pyta: "Nie boi się Pani jeździć sama w nocy?" Ja zawsze odpowiadam: "Nigdy nie jeżdżę sama, zawsze z klientami" i wtedy w taksówce robi się wesoło. Staram się nie prowokować sytuacji, nie loguję się w miejscach gdzie można spotkać młodzież po narkotykach. Pracując w korporacji dostaję zlecenia z przyzwoitymi, stałymi klientami, którzy są związani są z naszą korporacją kilka lat. Czasami zdarzają się „oszołomy”, jak wszędzie, ale wtedy wystarczy zażartować inteligentnie i atmosfera się rozluźnia – opowiada.

Dorota

fot. z archiwum prywatnego

- Pracuję w nocy tylko w weekendy - piątek i sobota w nocy. Od godziny 21 do rana, około 5-6-tej rano. Śpię potem do 14-15-tej. Jeżeli mam niedzielę wolną, to śpię po nocy o wiele krócej, aby nie tracić tego dnia – dodaje Dorota.

Wolny czas

Praca taksówkarza ma to do siebie, że obejmuje też czas czekania na zlecenie. Nasze panie są dzięki temu bardzo oczytane, bo to właśnie książki, czasopisma, sudoku, krzyżówki czy nauka języka – ratują je przed nudą. Monika ma też inne zajęcia w wolnym czasie.

- Zakupy, ceny i promocje – mam zawsze na bieżąco. Lubię też pojechać w dzielnice z ogrodami i podglądam różne pomysły na organizację zieleni, które wykorzystuje potem we własnym ogrodzie.

Jednak tego czasu trochę szkoda.

- W oczekiwaniu na zlecenia najbardziej żałuję tego czasu, przeciekającego przez palce. Myślę z punktu widzenia kobiety - ile bym w domu rzeczy mogła zrobić w tym czasie – mówi Dorota.

Mimo tego, że praca za kierownicą daje satysfakcję – to czasem przychodzi moment odpoczynku od siedzenia za kółkiem. Monika już w drodze powrotnej z pracy oddaje kierownicę.

- Jeszcze kilka lat temu lubiłam jeździć po pracy, teraz już nie. Daję się wozić, bo mam dość siedzenia za kierownicą, czasem już wracając do domu po pracy - kieruje mąż.

Dorota przyznaje, że zwykle potrzebuje tylko trochę regeneracji i może znów wskoczyć za kierownicę. A u Krysi wszystko zależy od dnia.

- Po 9-ciu godzinach pracy czasami mam dość jazdy za kierownicą, ale są takie dni, że chętnie siadam i z przyjemnością kieruję autkiem. Bo jest to praca bardzo odpowiedzialna, a zarazem wyczerpująca umysłowo.

Powstały już dwie części kobiecych opowieści zza kierownicy taksówki – o wyborze zawodu:

- o wyborze zawodu teksówkarki czytaj tu

- o relacjach międzyludzkich - między kobietą taksówkarz a pasażerami - czytaj tu

A już wkrótce ostatnia cześć - podsumowanie: o plusach i minusach zawodu taksówkarza z punktu widzenia kobiet.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!