Katarzyna Frendl

Mercedes VLE: luksusowa limuzyna, van, a może statek kosmiczny? Dokąd zmierzasz motoryzacjo…

Zapomnijcie o SUV-ach! Mercedes VLE to elektryczny kolos na osiem osób, który ma opływową sylwetkę jak rasowe coupe i wnętrze jak apartament. Pytanie tylko, czy świat jest gotowy na taką rewolucję?

Niemcy ogłosili właśnie początek „nowej ery”. Zwykle kiedy słyszę takie słowa, myślę sobie: „O rety, kolejny samochód, który ma o trzy centymetry więcej miejsca na nogi i diodę LED w innym kształcie”. Ale tym razem, siedząc w swoim ulubionym fotelu i przeglądając informację prasową z Mercedes-Benz, ze zdziwienia odstawiłam ulubioną whisky. Bo to, co pokazali, jest albo geniuszem, albo kompletnym szaleństwem.

Mowa o nowym, w pełni elektrycznym modelu o nazwie VLE. I zanim zapytacie – nie, nie jest to kolejny SUV. To, moi drodzy, jest „Grand Limousine”. To taki twór, który powstaje, gdy inżynierowie odpowiedzialni za luksusową limuzynę Klasy S wpadną na piwo do działu projektującego dostawcze vany. Efekt? Pojazd, który ma przewozić osiem osób, ale ma robić to z godnością brytyjskiego lokaja.

Czy to jest ładne? Podyskutujmy…

Spójrzmy prawdzie w oczy – van z definicji jest pudełkiem na kołach. Ma być funkcjonalny, przestronny, ale zazwyczaj wygląda jakby ktoś zapomniał dokończyć rysunek. Tymczasem VLE… VLE ma współczynnik oporu powietrza 0,25. Wiecie, co to oznacza? To nie tylko świetny wynik dla tak dużego auta, to wynik, którego nie powstydziłby się niejeden rasowy sports car. Projektanci w Stuttgarcie naprawdę się postarali.

Z przodu wygląda dumnie. Ta reinterpretacja osłony chłodnicy, podświetlana ramka, stercząca gwiazda na masce – to wszystko krzyczy „jestem ważny i luksusowy”. I jestem ogromną limuzyną. Ale potem zerkacie na tył nadwozia. Dach opada płynnie, a tył jest zaokrąglony… Mercedes poszedł ewidentnie w stronę elegancji, mimo że drzwi boczne są przesuwne.

Centrum luksusu w tylnych rzędach

Skoro na zewnątrz mamy rewolucję stylistyczną, to w środku zastajemy już czysty pokaz inżynierskiej finezji. Mercedes chwali się, że VLE na nowo definiuje pojęcie „welcome home”. I wiecie co? Po lekturze informacji prasowej, zaczynam w to wierzyć.

Po pierwsze fotele. System nazywa się Roll & Go i to jeden z tych pomysłów, przy których biję brawo. Fotele w drugim i trzecim rzędzie mają wbudowane kółka. Chcecie przewieźć siedem osób i górę bagażu? Przesuwacie je i blokujecie. Chcecie przewieźć nową komodę z IKEI? Wyciągacie fotele z auta i bez wysiłku wtaczacie je do garażu jak walizki na kółkach. Genialne w swojej prostocie.

A jeśli nie chcecie się męczyć, możecie zamówić wersję elektryczną i przestawiać siedzenia zdalnie, aplikacją w telefonie. Tryby są cztery: bagażowy, executive (maksimum miejsca na nogi), standard i mieszany. Transformers?

Po drugie rozrywka. Nad głowami kierowcy i pasażera z przodu, w podsufitce, ukryto 79-centymetrowy, panoramiczny ekran o rozdzielczości 8K, który wysuwa się na komendę. Podczas gdy biedny kierowca będzie się wpatrywał w drogę, reszta rodziny z tyłu może oglądać film w jakości lepszej niż w kinie, grać w gry lub uczestniczyć w wideokonferencji z babcią Jadzią. Do tego system Burmester z 22 głośnikami i technologią Dolby Atmos. Panie i panowie, właśnie znaleźliśmy najdroższe kino domowe na świecie, które dodatkowo się przemieszcza.

Powyższy „wodotrysk” zwie się MBUX Rear Space Experience. Dla mnie to idealna metoda, by dzieci nie pytały wciąż „daleko jeszcze?” przez najbliższe 700 kilometrów.

Co pod karoserią?

Skoro jeszcze nie jeździłam, muszę operować liczbami z danych producenta. A te są, mówiąc wprost, imponujące. VLE powstaje na nowej, modułowej platformie Van Architecture. To ważne, bo oznacza, że nie jest to przeróbka spalinówki, tylko konstrukcja od zera – z przeznaczeniem dla auta elektrycznego.

Na start dostaniemy dwie wersje. VLE 300 z tylnym napędem i mocą 203 kW (około 276 koni) oraz VLE 400 4MATIC z napędem na wszystkie koła i mocą 305 kW (około 415 koni). Akumulator NMC o użytecznej pojemności 115 kWh ma zapewnić zasięg ponad 700 kilometrów według normy WLTP. To stawia go w absolutnej czołówce.

Kluczowa jest tu technologia 800 V. Dzięki niej i mocy ładowania 300 kW, VLE ma doładować się na 355 kilometrów zasięgu w zaledwie 15 minut. To nie jest już wymówka, że elektrykiem nie da się jechać na wakacje. Zatrzymujecie się na kawę i hot-doga, a samochód jest gotowy na kolejne 300 kilometrów.

Do tego dochodzi skrętna tylna oś. Promień skrętu wynosi 10,9 metra. To tyle samo, co w nowym Mercedesie CLA, który jest o – delikatnie pisząc – mniejszy. To oznacza, że ten ośmiomiejscowy kolos będzie zwrotny jak taksówka w centrum Rzymu.

W poszukiwaniu sensu…

Mercedes VLE to pojazd, który inspiruje do zadania pytania: po co kupować osobno auto do wożenia dzieci i osobno do wożenia klientów? VLE łączy te światy. Macie komfort limuzyny (zawieszenie pneumatyczne AIRMATIC, izolacja akustyczna), macie technologię z najdroższych modeli (system MB.OS, wirtualny asystent z AI) i macie przestrzeń vana.

Czy to przyszłość? Być może. Na razie to odważna wizja, która albo wystrzeli w kosmos, albo spotka się z chłodnym przyjęciem konserwatywnych klientów. Jedno jest pewne: nie będzie nudno. A w świecie, gdzie coraz więcej aut wygląda jak identyczne mydełka, VLE ma charakter i chce być wyjątkowy. Z niecierpliwością czekam, aż wsiądę za kierownicę i sprawdzę, czy te wszystkie obietnice mają pokrycie w rzeczywistości. Choć chyba bardziej wolę zasiąść tym razem na tylnej kanapie. Kto chętny na szofera?

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze