Karolina Chojnacka

Maserati Levante Hybrid – kolejny krok w stronę elektryfikacji, ale… bardzo malutki

Technologiczna i elektryczna ofensywa Maserati trwa. Niedługo na rynku pojawią się modele w 100% elektryczne oraz z innowacyjnym, bardzo wydajnym silnikiem benzynowym bez żadnej formy hybrydyzacji. Włoski producent podąża też jeszcze inną ścieżką...

Maserati oferuje również kierowcą miękkie hybrydy z instalacją 48 V. W zeszłym roku zaprezentowano światu hybrydową limuzynę, Ghibli, a w tym przyszła pora na SUVa, Levante.

Jak już istniejące i przyszłe hybrydowe modele Maserati, Levante Hybrid wyróżnia się niebieskimi wstawkami na nadwoziu. Poza tym samochód wizualnie bardzo przypomina Levante, które znamy już od zeszłego roku. Różni się jedynie odświeżonym projektem nadwozia oraz nowocześniejszymi multimediami wewnątrz auta z ekranem o przekątnej 8,4 cala.

Maserati Levante Hybrid

Przeczytaj też: Maserati wprowadza nową edycję specjalną dla modeli Levante i Ghibli

Maserati Levante Hybrid to miękka hybryda z dwulitrowym silnikiem czterocylindrowym. I tak jak jego hybrydowy poprzednik, Levante będzie dostępny na rynku w wersji z silnikiem diesla. Włoski producent przekonuje, że nowa wersja napędowa łączy potrzebne producentowi niższe wyniki emisji spalin z kulturą pracy, wysoką mocą, niskim zużyciem paliwa i w końcu dużą elastycznością godną silnika wysokoprężnego.

Maserati Levante Hybrid

A co do mocy… hybrydowy SUV dysponuje mocą 330 KM i już od 2250 obr./min generuje całe 450 Nm (czyli jest to trochę mniej niż bazowe Levante z silnikiem V6 o mocy 350 KM). Moc tę generuje dwulitrowy, czterocylindrowy silnik benzynowy ze wsparciem sprzętu elektrycznego, na który składa się instalacja 48V, przetwornica DC/DC i rozrusznik zintegrowany z alternatorem oraz urządzenie o nazwie eBooster. Czym jest eBooster? To specjalna elektrycznie napędzana sprężarka, która pobiera energię elektryczną zmagazynowaną w akumulatorze, zapewniając dodatkową moc przy przy najniższych obrotach silnika oraz tuż po wciśnięciu pedału gazu.

Jak zapewnia producent, „charakterystyczny dźwięk Maserati pozostał niezaburzony”.

Od 0 do 100 km/h Levante Hybrid przyspiesza w sześć sekund. Maksymalna prędkość, z którą pojedzie SUV to 240 km/h.

Przeczytaj też: Motoryzacja i piłka nożna. Jak Maserati połączy te dwa odmienne światy?

Najnowsze

Volkswagen T1 „Samba” ma już 70 lat. 10 ciekawostek, których możecie nie znać o tym kultowym modelu

Dokładnie 70 lat temu, na pierwszych powojennych targach motoryzacyjnych IAA we Frankfurcie, zaprezentowano „wersję specjalną” Volkswagena T1 - eleganckiego ośmiomiejscowego minibusa.

Frankfurt nad Menem, kwiecień 1951: IAA po raz pierwszy po wojnie ponownie otwiera swoje podwoje. Volkswagen korzysta z tej okazji i prezentuje swoje nowe pojazdy na zapierającym dech w piersiach stoisku o powierzchni 1350 metrów kwadratowych. Buduje na nim kopię części linii montażowej Garbusa, a niespotykana, wręcz surrealistyczna instalacja oświetleniowa wprawia zwiedzających w osłupienie. W mediach stoisko targowe zostaje nawet okrzyknięte „Świątynią Volkswagena”, a koncepcja ta wyznacza trendy dla przyszłych wystaw.

Jednym z najważniejszych wydarzeń tej wystawy była bez wątpienia światowa premiera nowego pojazdu wieloosobowego, którego w momencie wprowadzenia na rynek Volkswagen nazwał zwyczajnie i prosto: Minibus – „wersja specjalna”. Różnice między nim, a wersją standardową nie były jednak zwyczajne: za cenę, która początkowo wynosiła prawie 3000 DM, klient otrzymywał ekskluzywny zestaw dodatkowych funkcji. Na zewnątrz, ten elegancki minibus charakteryzował się harmonijnym dwukolorowym malowaniem z atrakcyjnymi aluminiowymi listwami ozdobnymi i eleganckim, chromowanym przednim zderzakiem.

Volkswagen T1

Spotykane wcześniej tylko w omnibusach pełne przeszklenie boków pojazdu, w tym charakterystyczne „świetliki” – łącznie 23 okna – sprawiło, że ta wersja Bulli wyglądała niczym turystyczny autobus. Do tego dochodził jeszcze duży, przesuwany, składany harmonijkowo dach, dzięki któremu pasażerowie z tyłu mieli wrażenie jazdy w kabriolecie. Trudno było znaleźć się bliżej natury podczas podróży.

Najprawdopodobniej nazwa „Samba” jest skrótem od niemieckiego określenia: ”Sonnendach-Ausführung mit besonderem Armaturenbrett” (wersja z szyberdachem i specjalną deską rozdzielczą) albo raczej od „Sonder Ausführung mit besonderer Ausstattung” (wersja specjalna ze specjalnym wyposażeniem). Biorąc pod uwagę ówczesne czasy i modę, nie jest również wykluczone, że inspiracja pochodzi od egzotycznie brzmiącej nazwy żywiołowego brazylijskiego tańca. W pewnym momencie okazało się, że potoczna nazwa weszła do stałego użytku. W holenderskim cenniku z roku 1954 znajdziemy oficjalne oznaczenie wersji: „Samba”.

Volkswagen T1

Produkcja seryjna Volkswagena Minibusa „wersja specjalna” rozpoczęła się 27 czerwca 1951 roku, a zakończyła w lipcu 1967. Wyprodukowano niemal 100 tysięcy jego egzemplarzy. Najstarsza znana „Samba” jest prywatną własnością kolekcjonera z niemieckiej Nadrenii. Praktycznie cała jej historia jest udokumentowana. Właściciel posiada nawet oryginalną fakturę. W porównaniu z dzisiejszymi cenami rynkowymi wydaje się, że 9025 DM (marek zachodnioniemieckich) za ten samochód, to niemal darmo. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że w tamtych czasach średni roczny dochód w Zachodnich Niemczech wynosił tylko 3579 DM.

Volkswagen T1

Kilka informacji i ciekawostek na temat Samby:
– Malowanie nadwozia było niemal zawsze utrzymane w dwóch kolorach
– Na powierzchni nadwozia zawsze montowano ozdobne listwy – nie można było zamówić wersji bez nich
– Łączna długość wszystkich listew ozdobnych wynosiła 11 m 12 cm
– W desce rozdzielczej zawsze montowano zegar
– M 130: to oznaczenie dla opcji modelowej bez świetlików i otwieranego dachu
– Samba produkowana od czerwca 1951 do sierpnia 1963 miała łącznie 23 okna. Okno przesuwne w drzwiach kierowcy i pasażera z przodu było liczone jako jedna szyba.

– Samba produkowana w okresie od sierpnia 1963 do lipca 1967 miała 21 okien. Z uwagi na poszerzenie klapy tylnej w tej wersji modelowej, zniknęły okna narożnikowe
– Pierwsza Samba miała moc zaledwie 18 kW/25 KM
– W roku 1953 Samba została pierwszym Volkswagenem Typ 2 z odpowiednim zderzakiem tylnym
– Dopiero w lutym 1955 zastąpiono okna narożnikowe z plexiglasu oknami z bezpiecznego szkła. W Szwajcarii jeszcze do dziś spotkać można osoby nazywające Sambę „Plexibus”. 

Najnowsze

Kolor samochodu wiele mówi o jego właścicielu. Wiemy, jakie lakiery wybierają właściciele Mazdy!

Kolor może nadać samochodowi charakter, wyróżnić go lub wtopić w pejzaż miasta. Być może nawet ważniejsze jest to, że wybór koloru daje klientom sposobność przekazania czegoś o nich samych lub o ich relacji z samochodem.

Wybiegające w przyszłość gamy kolorystyczne odnajdziemy już we wczesnych modelach Mazdy. Pierwszy seryjnie produkowany przez firmę samochód osobowy, Mazda R360 Coupé, pojawił się na rynku w 1960 roku w świeżych kolorach, jak miętowa zieleń, błękit nieba i jaskrawa czerwień, zachwycając klientów zarówno witalnością, jak i różnorodnością wyboru lakierów. Do wyboru było nawet kilka wersji dwukolorowych, co było rzadkością w ofercie przystępnych cenowo mikrosamochodów w tamtych czasach. W kolejnych latach Mazda nie rezygnowała z niezwykłych i nowoczesnych opcji kolorystycznych dla całej linii modeli. Na przykład kultowa Mazda Luce była dostępna z efektownymi złotymi i srebrnymi wykończeniami. Natomiast Mazda MX-5 już od 30 lat kusi żywymi kolorami na europejskich ulicach. Fani kultowego sportowego modelu zawsze mieli szeroki wybór unikatowych kolorów: od klasycznego i wyrafinowanego Racing Green, aż po jaskrawy lakier Racing Orange, zarezerwowany dla jubileuszowej wersji 30th Anniversary.

Podobnie jak dekady temu, większość ludzi wybiera obecnie samochody w kolorze, który w ich odczuciu oddaje ich osobowość: Na przykład w kulturze zachodniej czerwień – kolor, który od dawna ma szczególne znaczenie dla Mazdy i wiernych fanów marki – kojarzy się z takimi cechami jak odwaga i dynamizm.

Ciemniejszy odcień, jaki prezentuje granatowy lakier Deep Crystal Blue, wyraża przeciwieństwo – poczucie spokojnego wyrafinowania. Kolor czarny symbolizuje indywidualność i pewność siebie, zielony to naturalność, prostota i pogoda ducha. Ogólnie rzecz biorąc, jasne i żywe kolory odzwierciedlają młodzieńczy dobry humor, podczas gdy neutralne i ciemniejsze roztaczają aurę elegancji i powściągliwości. Jazda sportowym samochodem w kolorze limonkowej zieleni to świadectwo kawalerskiej fantazji, domagającej się zauważenia, natomiast kompaktowy SUV, Mazda CX-30 w kolorze Polymetal Gray może sugerować bardziej stonowany gust.

Jakie kolory dominują na drogach? Zależy, na jakie drogi trafisz. Popularność kolorów na niektórych rynkach kształtują tradycje i lokalna kultura. Na przykład kolor czarny zajął w roku w 2020 w ujęciu globalnym drugie miejsce w rankingu popularności kolorów pojazdów. Jednak nie wszędzie – chociaż w Europie i Japonii ten ciemny odcień wybierano dla ponad 20 procent nowo rejestrowanych samochodów, w Ameryce Południowej stanowił zaledwie 10 procent, a w Indiach około 2 procent. Przeciwieństwo czarnego – biały, znajduje się na szczycie listy we wszystkich regionach, z wyjątkiem jednego: Europy.

Tutaj inna neutralna barwa zyskuje na popularności w ciągu ostatnich kilku lat: W 2020 roku 29 procent nowych samochodów było w kolorze szarym. Od kilku lat kolor ten cieszy się ogromną popularnością w modzie, technologii oraz wzornictwie i nie widać oznak spadku zainteresowania. Włosy na kolor siwy farbują znane modelki; hasztag Grannyhair został użyty na Instagramie ponad 360 tys. razy. Amerykańska firma Pantone, ekspert w dziedzinie barw, wybrała nawet lakier Ultimate Grey jako jeden z kolorów roku 2020. Według firmy, reprezentuje on siłę i trwałość, a także oznacza poszukiwanie prawdy, wiedzy i mądrości.

W niepewnych czasach daje poczucie konsekwencji i bezpieczeństwa. Szary jest zatem zarówno ponadczasowy, jak i bardzo nowoczesny, co czyni go idealnym wyborem dla długoterminowej inwestycji, jaką bywa samochód. Popyt na szare modele jest nadal duży, Mazda rozszerzyła wiec gamę odcieni szarości, aby zaoferować klientom jeszcze szerszy wybór. Dzięki lakierom Polymetal Gray i Machine Gray Mazda daje klientom możliwość zaprezentowania ich upodobania do pięknych proporcji, łagodnych linii i dynamicznych sylwetek za pomocą wyjątkowego, a zarazem powściągliwego koloru.

Najnowsze

Mercedes-Benz SL serii R 107 – ten fascynujący roadster ma już 50 lat!

R 107 był produkowany od 1971 do 1989 r. W tym czasie regularnie go aktualizowano, przeprowadzając liftingi i wprowadzając nowe silniki. Żaden inny Mercedes z wyjątkiem Klasy G nie utrzymał się w produkcji tak długo.

Od strony konstrukcyjnej 350 SL wprowadzony na rynek 50 lat temu miał niewiele wspólnego ze swoim poprzednikiem, SL-em serii W 113 zwanym „Pagodą”. Przy budowie nowej generacji modelu projektanci skorzystali z rozwiązań stosowanych w ówczesnych autach osobowych z gwiazdą: np. przednie i tylne zawieszenie opierało się na architekturze z modeli „/8” klasy wyższej średniej. Z kolei jednostka V8 o pojemności 3499 cm3 i mocy 147 kW (200 KM) pochodziła z luksusowych Mercedesów 280 SE 3.5 serii W 111 (coupéi kabriolet) oraz serii W 108/109 (limuzyna).

Mercedes-Benz SL serii R 107

Lista innowacji technicznych zastosowanych w nowym roadsterze obejmowała udoskonaloną koncepcję bezpiecznego nadwozia z niezależną konstrukcją ramy i podłogi, wykonaną z arkuszy o różnej grubości – by uzyskać określone zachowanie podczas wypadku, a także zbiornik paliwa, który z myślą o chronieniu go w razie kolizji zamontowano nad tylną osią. Ponadto do produkcji słupków A i ramy przedniej szyby wykorzystano wysokowytrzymałą stal, a samą szybę wklejono.

Mercedes-Benz SL serii R 107

W ramach koncepcji bezpieczeństwa biernego zastosowano też nową czteroramienną, bezpieczną kierownicę oraz miękkie okładziny i deformowalne elementy w kabinie. Od marca 1980 r. SL R107 był wyposażony w układ ABS zapobiegający blokowaniu kół podczas hamowania,a od stycznia 1982 r. – w poduszkę powietrzną kierowcy i napinacze pasów (elementy te były dostępne jako wyposażenie dodatkowe).

W 1985 r. Mercedes-Benz po raz kolejny zaprezentował odnowioną gamę R 107. Oprócz niewielkich korektw wyglądzie zewnętrznym – z 15-calowymi kołami i zunifikowanym przednim spojlerem we wszystkich wersjach, a także ulepszenia przedniego zawieszenia (teraz z zerowym promieniem zataczania) główny nacisk położono na aktualizację gamy silników. Najważniejszym wydarzeniem dla wszystkich fanów samochodów aut z gwiazdą było wprowadzenie wersji 300 SL z sześciocylindrową jednostką o pojemności 3 litrów – wariant ten, o mocy 138 kW (188 KM), ożywił oznaczenie modelu, od którego rozpoczęła się historia SL-a.

Mercedes-Benz SL serii R 107

Zupełną nowością była odmiana 420 SL (160 kW/218 KM). Mercedes-Benz 500 SL (180 kW/245 KM) otrzymał przeprojektowany silnik z elektronicznym układem zapłonowym i elektronicznie sterowanym mechanicznym wtryskiem paliwa. Najwyższe miejsce w portfolio serii R 107 zajął 560 SL z 5,6-litrową jednostką V8; był on jednak zarezerwowany na eksport do Ameryki Północnej, Japonii i Australii. Wszystkie wersje od tamtej pory oferowano z trójdrożnym katalizatorem pracującym w układzie zamkniętym.

Mercedes-Benz SL serii R 107

Produkcja serii R 107 zakończyła się w sierpniu 1989 r., po ponad 18 latach. W tym okresie fabrykaw Sindelfingen zbudowała łącznie 237 287 tych zjawiskowych roadsterów. Dziś „stosiódemki” są poszukiwanymi klasykami: entuzjastów niezmiennie fascynuje ich połączenie luksusu i sportowego charakteru.

Najnowsze

Pies w ciężarówce – nocny stróż i ochrona przed kradzieżą?

Aż 1/3 pracowników biurowych przyznaje, że w firmie czuje się lepiej ze świadomością, gdy pies może im towarzyszyć w pracy. A co, jeżeli nasze biuro znajduje się w kabinie ciężarówki?

Masz w perspektywie trzy tygodnie w trasie, ale nie wiesz, z kim zostawić najwierniejszego przyjaciela? Weź przykład z kierowców, którzy podróżowanie ze zwierzakami mają w małym palcu. Wbrew pozorom nie jest to rzadka sytuacja, o czym świadczy popularność postów (i komentarzy) na branżowych forach i grupach społecznościowych. Truckerów interesuje najczęściej to, jakie dokumenty zabrać w podróż i gdzie je wyrobić, żeby czworonożny przyjaciel bezproblemowo pokonał granice, a także to, jakie kraje stosują bardziej restrykcyjne przepisy niż inne. Jak to jest z tymi zwierzakami w ciężarówkach?

400 tys. kilometrów i 20 krajów z psim towarzyszem

American Trucking Association informuje, że w Stanach Zjednoczonych jeździ około 3,5 miliona kierowców. Według bloga healthypets.com aż 40 proc. z tych, którzy mają psy, zabiera je w trasę. Powstał nawet specjalny program „Mutts4Trucks”, którego celem jest, by zawodowi kierowcy zabierali psy ze schronisk. Pupil dostaje nowy dom, a trucker wiernego towarzysza. O czym warto jeszcze pamiętać przed zabraniem psa do kabiny? Oczywiście o dodatkowym jedzeniu i wodzie na wypadek problemów z ciężarówką czy postoju w korkach. Warto wziąć też ulubiony koc psa, by przypominał mu o domu, apteczkę, w której będą np. szczypce do usuwania kleszczy czy psie zabawki, którymi zabije nudę. Trzeba też sprawdzić rezerwację w hotelu, czy na pewno przyjmą naszego pupila.

Przez lata wspólnego jeżdżenia Daniel Sosnowski nie miał problemów ze strony policji czy innych służb. Zdarza się jednak, że nie wszędzie może z psem wjechać na rozładunek. – Widok psa często wywołuje uśmiech u policjantów. W czasie upałów w Portugalii podjechali do mnie nocą i pytali, czy nie potrzebujemy wody. Kiedyś jechałem z transportem do fabryki chemikaliów i tam nie mógł wjechać. Podobnie było z wjazdem do bazy NATO, ale Majkel po prostu został w stróżówce na czas rozładunku i na mnie czekał. Działa też jak alarm – kilka razy mnie uratował, kiedy ktoś próbował mnie okraść – opowiada Daniel Sosnowski. – Jest oczywiście zaczipowany, ale chcę mu jeszcze dołożyć GPS do obroży.

Ewa z partnerem i goldenem retrieverem Dieselem jeżdżą w trasy we troje. – Kocham psy i uwielbiam koty, dlatego też chciałam mieć swojego futrzaka. Praca kierowcy zawodowego nie pozwala, by zwierzak został sam w domu, dlatego postanowiliśmy zabierać go z sobą. Diesel ma sześć miesięcy i jest dość dużym psiakiem, który ma od groma energii, dlatego każda przerwę na zmianę karty kierowcy wykorzystujemy na spacer, a co wieczór wychodzi się wybiegać. Jeździmy w tzw. kółkach i co drugi dzień wracamy do domu. Wtedy bierzemy go na wybieg dla psiaków – zapewnia.

Przed wyjazdem najwięcej formalności czeka właścicieli psów, kotów i… fretek. Żeby te zwierzaki mogły legalnie przekroczyć granicę, musimy wyrobić im paszport. – To prosta sprawa, którą załatwimy podczas jednej wizyty u weterynarza. Zwierzęcy paszport to dokument, w którym wykazuje się dane zwierzęcia jak imię, data urodzenia i informację o właścicielu, a także numer obowiązkowego mikroczipa oraz wykaz szczepień wraz z datami ich podania. Podróżujący pupile muszą bezwzględnie przejść szczepienie na wściekliznę i to około trzy tygodnie przed wyjazdem, dlatego załatwianie formalności warto zaplanować z wyprzedzeniem – informuje Piotr Dajema, ekspert do spraw wdrożeń i szkoleń Grupy INELO.

Takich problemów nie będą mieli właściciele królików, chomików, szczurów czy myszy. Jak się okazuje to również zwierzęta, które podróżują z właścicielami w ciężarówce. Nie dotyczą ich obowiązkowe szczepionki ani mikroczipy. Nie trzeba się też martwić, żeby wyrobić paszport.

Z psem po Unii i poza nią – gdzie nie wjedziemy z rottweilerem?

O tym, na jakich zasadach możemy podróżować ze zwierzakami w Unii Europejskiej i poza jej granicami podpowiada strona Głównego Inspektoratu Weterynarii. Na terenie wspólnoty zwierzęta towarzyszące mogą jeździć właściwie bez ograniczeń, pod warunkiem, że właściciel może zaświadczyć o ich dobrym stanie zdrowia i posiada aktualną książeczkę szczepień (wspomniany paszport). Pewne obostrzenia czekają jednak na właścicieli ras określanych powszechnie jako niebezpieczne, np. pitbulli czy rottweilerów. Te psy są objęte zakazem wjazdu do Francji, na Węgry i na Maltę. Dodatkowe warunki stawiają też Norwegia, Malta i Irlandia, które od właścicieli wymagają, żeby ich pies, kot lub fretka były wolne od tasiemca. W praktyce oznacza to, że zwierzę powinno zażyć preparat zwalczający te pasożyty w ciągu od 120 do 24 godzin przez przekroczeniem granicy.

Co zrobić, jeżeli jedziemy poza UE? Oprócz paszportu, który identyfikuje zwierzaka, aktualnych szczepień na wściekliznę, dokumentu o braku pasożytów wymagają w Wielkiej Brytanii i Norwegii. Stosunkowo prosty jest też wwóz zwierząt towarzyszących na teren unii celnej. Jeżeli kierowcy wybierają się na Białoruś, do Kazachstanu albo do Rosji, mogą bez kwarantanny i zezwolenia przewieźć do dwóch pupili, pod warunkiem, że ich paszport poświadcza aktualne szczepienie na wściekliznę i dowodzi przeprowadzenia badania, którego wynik wskazuje na dobrą kondycję zwierzaka. 

Co o jeżdżeniu z nietypowymi towarzyszami podróży myślą właściciele firm transportowych? W Stanach Zjednoczonych powstają nieoficjalne rankingi i zestawienia firm, które przychylnym okiem patrzą na zwierzaki w szoferce. To zazwyczaj przewoźnicy o lokalnym zasięgu, którzy przed wyjazdem pobierają od kierowcy kaucję na wypadek ewentualnych zniszczeń. Amerykańscy truckerzy dzielą się też przy okazji spostrzeżeniami na temat ras psów idealnych do podróży. Zgodnie przyznają, że najbardziej w trasie sprawdzają się „niskopodłogowce” jak beagle czy jamniki – oczywiście ze względu na rozmiar. Zdaniem Barry’ego Starra, autora jednego z zestawień, podróżowanie z psem to też sposób na zachowanie aktywności w czasie postojów. Pół żartem, pół serio dodaje, że jego pies sprawdza się również jako system alarmowy. 

Najnowsze