Karolina Chojnacka

Lewis Hamilton zamierza stworzyć nową organizację, w celu zwiększenia różnorodności w świecie motorsportu

Lewis Hamilton ogłosił powstanie The Hamilton Commission, nowej organizacji mającej na celu uczynienie środowiska sportów motorowych „tak różnorodnym, jak złożony i wielokulturowy jest świat, w którym żyjemy”.

Pomysł powstania The Hamilton Commission ma związek z globalnymi protestami przeciw rasizmowi po śmierci czarnoskórego George’a Floyda. Lewis Hamilton – pierwszy czarnoskóry kierowca Formuły 1 – z całego serca popiera sprawę Black Lives Matter.

Przeczytaj też: Kierowcy wyrażają swój sprzeciw wobec rasizmu

W artykule dla „The Sunday Times” Hamilton napisał:

Jestem przyzwyczajony do bycia jedną z niewielu kolorowych osób w moich zespołach, a ponadto jestem przyzwyczajony do tego, że nikt nie wypowie się za mnie, gdy stanę w obliczu rasizmu, ponieważ nikt osobiście nie odczuwa ani nie rozumie moich doświadczeń.

Pomimo moich sukcesów, w tym sporcie wciąż utrzymują się bariery instytucjonalne, które utrzymują F1 w wyłączności. Nie wystarczy wskazać na mnie, ani na inną, pojedynczą czarną osobę pracującą w branży, jako znaczący przykład postępu. Tysiące osób jest zatrudnionych w tej branży i ta grupa musi być bardziej reprezentatywna dla społeczeństwa.

Z tego właśnie powodu Hamilton, we współpracy z Royal Academy of Engineering, chce założyć nową organizację.

Ich partnerstwo będzie poświęcone badaniu, w jaki sposób można wykorzystać sporty motorowe jako narzędzie do angażowania większej liczby młodych czarnoskórych ludzi w tematy związane z nauką, technologią, inżynierią i matematyką, aby ostatecznie zatrudniać ich w wyścigowych zespołach lub w innych sektorach inżynierii.

Swój artykuł Lewis Hamilton podsumował słowami:

Czas na puste frazesy i symboliczne gesty  się skończył. Mam nadzieję, że The Hamilton Commission umożliwi rzeczywistą, namacalną i mierzalną zmianę. Kiedy będę patrzeć wstecz za 20 lat, chcę zobaczyć, że sport, który dał mnie, nieśmiałemu czarnemu dzieciakowi ze Stevenage, tyle możliwości, stał się tak różnorodny, jak złożony i wielokulturowy jest świat, w którym żyjemy.

Przeczytaj też: Komisja FIA ds. Kobiet w Motosporcie rozpoczyna nową współpracę z Ferrari!

Najnowsze

Drogi rowerowe nie są dla rowerów? Nowy poselski pomysł

Logika podpowiada, że drogi dla rowerów buduje się… dla rowerów. Jeden z posłów wpadł jednak na pomysł, żeby pewna, bardzo roszczeniowa, grupa rowerzystów powróciła na ulice. My mamy co do tej koncepcji pewne wątpliwości.

Poseł Franciszek Sterczewski z Koalicji Obywatelskiej postanowił pochylić się nad sytuacją rowerzystów w Polsce i zaproponować sposób na jej poprawę. W swojej interpelacji do Ministerstwa Infrastruktury nie postuluje jednak za, na przykład, budową większej liczby dróg dla rowerów, tylko za… zwolnieniem z obowiązku jazdy nimi, pewnej ściśle określonej grupy. Jak czytamy w przygotowanej przez niego interpelacji:

Według obowiązującego prawa rowerzyści i rowerzystki mają w Polsce obowiązek poruszania się po drodze dla rowerów, jeżeli jest ona wyznaczona w kierunku, w którym się poruszają. Niestety przepis ten jest problematyczny dla osób uprawiających kolarstwo szosowe. Ich treningi wiążą się z rozwijaniem większych prędkości, a także – w przypadku osób trenujących w klubach sportowych – z jednoczesnym poruszaniem się na rowerach wieloosobowych grup.

Taka sytuacja stwarza niebezpieczeństwo zarówno dla kolarzy szosowych, jak i dla pozostałych użytkowników i użytkowniczek dróg dla rowerów. Infrastruktura rowerowa nie jest dostosowana do treningów kolarskich – choć na wielu ścieżkach rowerowych obowiązują wysokie limity prędkości – przez co osoby trenujące tę dyscyplinę narażone są na kolizje, a także narażają na nie pozostałych rowerzystów i rowerzystki.

Jednym z rozwiązań tej sytuacji może być zniesienie tego zakazu dla osób posiadających licencje zawodnicze, np. wydawane przez Polski Związek Kolarski. Wówczas podczas treningów kolarze mogliby poruszać się po jezdni, chroniąc w ten sposób pozostałych użytkowników i użytkowniczki dróg dla rowerów.

Następnie poseł Sterczewski pyta, czy ministerstwo przewiduje wprowadzenie proponowanych zmian w prawie oraz jakie prowadziło do tej pory konsultacje w sprawie wprowadzenia takiego przepisu (skąd pomysł, że ktoś wcześniej zaproponował takie rozwiązanie i poczynił jakieś kroki w kierunku wprowadzenia go?).

Pomysł nie wydaje się, na pierwszy rzut oka, taki zły. Skoro są wśród nas kolarze, którzy jeżdżą z prędkościami rzędu 40 km/h, to miejscem o wiele bardziej dla nich odpowiednim jest ulica, a nie droga dla rowerów. Mamy niestety wrażenie, że na tym etapie zakończyła się analiza problemu dokonana przez pana posła. Kiedy się nad tym głębiej zastanowić, sprawa nie jest taka prosta.

Po pierwsze zwolnienie z obowiązku korzystania z dróg dla rowerów, miałoby dotyczyć wyłącznie osób będących zawodnikami. Wyklucza to (zdecydowanie większą) grupę kolarzy-amatorów. Pasjonatów tego sportu, którzy nie biorą udziału w żadnych zawodach i nie mają licencji, i innych zapalonych rowerzystów. Takich, którzy maja porządne rowery i świetną kondycję, więc utrzymanie prędkości 40 km/h nie jest dla nich wyzwaniem. Dlaczego odmawiać im możliwości wyboru, którędy chcą jechać?

Argumentów przeciw zwolnieniu ich z korzystania z dróg dla rowerów, może być kilka. Nie po to na przykład buduje się infrastrukturę dla rowerzystów, żeby dalej jeździli ulicami. W pomyśle chodzi chyba o to, żeby ułatwić życie zawodnikom, a nie dzielić rowerzystów na „szybkich” i „wolnych”, ale taki podział miałby pewien sens. Tylko według jakich kryteriów policja by oceniała, czy dana osoba mogła jechać ulicą, czy musiała drogą dla rowerów? Równie dobrze można  by było w ogóle znieść obowiązek korzystania z DDR. Na jedno by wyszło.

Rowerzystów prawo nie obowiązuje? Z pewnością nie kolarzy

Tego jednak robić się nie powinno z tego samego powodu, dla którego w ogóle buduje się infrastrukturę rowerową. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo rowerzystów oraz o ich wygodę. W ten sposób poprawia się także ogólnie bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Jazda przy krawędzi prawego pasa i bycie bez przerwy wyprzedzanym przez samochody nie jest niczym przyjemnym. Zniszczona nawierzchnia na obrzeżach dróg oraz kratki odpływowe nie poprawiają tych wrażeń. Kierowcy z kolei wykonują czasem niebezpieczne manewry – gwałtownie hamują na widok rowerzysty lub niebezpiecznie go wyprzedzają, żeby zdążyć przed pojazdem z naprzeciwka. Wyprzedzają zbyt szeroko, pomimo innego pojazdu na sąsiednim pasie, albo mijają rowerzystę dosłownie na centymetry, narażając go na utratę równowagi. Rowery na ulicach to kiepski pomysł i nie bez powodu drogi dla rowerów to ważny element infrastruktury.

Wróćmy więc do początkowego problemu – co z trenującymi kolarzami? Otóż… nic. Ulice miast nie służą do treningów kolarskich i nie ma w tym niczego zaskakującego, ani godzącego w interesy sportowców. Większość rzeczy w miastach projektowana jest z myślą o wyłącznie „standardowym” użytkowaniu. Ulice są budowane, aby można się było przemieszczać nimi samochodami oraz motocyklami, a nie trenować jazdę w peletonie. To trochę jak z ogólnodostępnymi basenami – zbudowano je po to, żeby każdy mógł na nie przyjść i popływać, a nie do treningów dla zawodowych pływaków.

Dlaczego „kolarze” nie jeżdżą po drogach dla rowerów – wyjaśnia „król rowerów”

Szeroko pisaliśmy o tym przy okazji komentowania filmu nagranego przez „króla rowerów”, który tłumaczył, dlaczego kolarze nie jeżdżą, i wręcz nie powinni, po drogach dla rowerów. Nie rozumieliśmy wtedy i nadal nie rozumiemy skąd to przeświadczenie, że kolarze koniecznie muszą trenować na ulicach. Startujący w zawodach kierowcy i motocykliści też nie mogą się do nich przygotowywać jeżdżąc po mieście i jakoś nie słyszeliśmy, żeby kiedykolwiek na to narzekali. Kompletnie nie rozumiemy, dlaczego kolarze tak bardzo chcą trenować właśnie w miastach, które przecież zupełnie się do tego nie nadają! Co chwilę na drodze pojawiają się skrzyżowania ze światłami, przejścia dla pieszych – nie jesteśmy ekspertami ale nie przypominamy sobie żadnych zawodów kolarskich, do których warto trenować ciągłe rozpędzanie się i zatrzymywanie. Może dlatego niektórzy nie zatrzymują się na czerwonym, tak jak ten kolarz na poniższym nagraniu.

Problem z panującymi w mieście warunkami do treningów także wyjaśniał „król rowerów”, tłumacząc, że na widok pieszego wyścig kolarski nie zahamuje, tylko po nim przejedzie (może ten na powyższym filmiku to jego uczeń?). Nie wynika to podobno ze złej woli kolarzy, tylko specyfiki sportu. Członek peletonu nie może tak po prostu nagle się zatrzymać, bo jest to niebezpieczne dla reszty grupy. Zobaczcie zresztą sami.

Jeden z kolarzy, imieniem Grzegorz, nagle się zatrzymał i przynajmniej jeden z jego kolegów zaliczył glebę. Nie ma się co dziwić, jadąc w peletonie bardzo trudno zareagować odpowiednio szybko w takiej sytuacji. „Jak jedziemy, to już nie hamujcie, no” – mówi jeden z kolarzy, zwracając uwagę, że wyścig to wyścig. „Co to samochód jedzie, czy co?” – strofuje Grzegorza jego drugi kolega. Faktycznie nie było żadnego samochodu, jedynie pieszy na przejściu, ale to przecież żadne zagrożenie dla peletonu.

Podsumowując, rozumiemy intencje pana posła Sterczewskiego, ale jego pomysł jest zupełnie chybiony. Miasta nie są miejscem do przeprowadzania treningów kolarskich, a do jakich zagrożeń mogą one prowadzić, widzieliście powyżej. Powinno się raczej pomyśleć o tym, jak ułatwiać życie wszystkim rowerzystom. Dobrym pomysłem byłoby budowanie szerszych dróg dla rowerów (czasami naprawdę trudno się na nich bezpiecznie minąć nie wyjeżdżając poza ich obręb) i wyraźne oddzielanie ich od chodników. Ciągi pieszo-rowerowe to kiepski pomysł, ponieważ piesi często nie zwracają uwagi, którą częścią idą, a rozważny rowerzysta powinien cały czas uważać i obserwować czy ktoś zaraz nie wejdzie mu pod koła. To z kolei skłania szybko jeżdżących rowerzystów do zjeżdżania na ulicę. A nie o to przecież chodzi. Drogi dla rowerów powinno się budować w taki sposób, aby nawet szybko jeżdżący rowerzyści chętnie z nich korzystali, oddzielając ich od ruchu samochodowego i pieszego, poprawiając tym samem bezpieczeństwo wszystkich.

Najnowsze

Kierowca BMW spokojnie i płynnie rozbił się o barierki

Wyprzedzając inny pojazd na śliskiej nawierzchni, można popełnić wiele błędów. Ale co zrobił ten kierowca BMW?

Nagranie pochodzi z ciężarówki, którą wyprzedziło BMW. Nawierzchnia była odśnieżona na obu pasach, ale asfalt nadal mógł być śliski. Kierowca srebrnego kombi był tego świadom i podczas wyprzedzania nie szarżował, tylko wykonał go spokojnie i płynnie zjechał na prawy pas.

Kierowca BMW „z gracją” pokonuje rondo

Nagle, bez żadnego wyraźnego powodu, przód BMW skręcił, jakby kierowca chciał znów zmienić pas ruchu. Kierujący wcisnął hamulec, skręcił w prawo i szybko założył kontrę, ale poprzedni ruch kierownicą był zbyt gwałtowny i auto już sunęło w poślizgu, rozbijając przód o barierę energochłonną.

Kierowca BMW pobił się z kierowcą Skody. O co poszło?

Macie jakiś pomysł, co spowodowało, że BMW zjechało nagle ze swojego toru jazdy?

Najnowsze

Takiego zachowania sarny kierowca się nie spodziewał

Jedyną rzeczą pewną na temat zachowania zwierząt jest to, że nie możemy być go pewni. To nagranie stanowi najlepszy tego przykład.

Jazda po zmroku poza miastem bardzo często wiąże się z ryzykiem, że nagle na drogę wyjdzie dzikie zwierzę. Zupełnie jak na tym filmie, chociaż przy samej drodze nie rośne żaden las, a w oddali widać zabudowania.

Policja pomaga dzikom dostać się na osiedle. Zaraz, co?

Nieduża sarna schodziła już z drogi i kierowca uznał, że nie stanowi zagrożenia. Nie przewidział, że zwierzę spłoszy się, kiedy zbliży się do niej samochód, a ucieknie w miejsce, które instynktownie uzna za bezpieczne. Czyli to, z którego przyszło.

Najnowsze

Jechał złomem na złom, ale trafił na inspekcję złą

Nie, to nie są nasze złośliwości pod adresem W210 - jego usterkowości i tego jak chętnie rdzewieje. To auto naprawdę nadawało się już na złom.

Uwagę inspektorów ITD, pełniących służbę w Strzelinie, zwrócił uszkodzony Mercedes W210, który prowadził młody mężczyzna. Został zatrzymany do kontroli.

Passat B5 to najbardziej uniwersalne i pakowne auto. Oto dowód

Okazało się, że jedzie do skup złomu oddać samochód, który uczestniczył w kolizji kilka dni temu. Kierujący nie miał prawa jazdy, a samochód ubezpieczenia OC. Liczne usterki techniczne dyskwalifikowały pojazd z ruchu. Kontrola drogowa zakończyła się zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego oraz wydaniem kierowcy zakazu dalszej jazdy. Został też ukarany mandatami.

Najnowsze