Kierowca uderzył w motocyklistę. Zrobił to ze złośliwości?

W ruchu drogowym powinniśmy kierować się spokojem i rozwagą. Niestety na naszych drogach nie brakuje brawury, a czasami także złośliwości.

Kierowca osobówki kończył wyprzedzanie busa i zaczął zjeżdżać na prawy pas. Na ułamek sekundy jakby się zawahał i ruszył kierownicą w lewo, co doprowadziło do uderzenia w jadącego za nim motocyklistę. Rider nie utrzymał się na maszynie i zaliczył bolesną glebę.

Drobna kolizja i gleba motocyklisty. Nie rozumie, co to jest przejście dla pieszych?

Jak doszło do tego zdarzenia? Kierowca auta prawdopodobnie złośliwie odbił kierownicą, żeby przestraszyć motocyklistę. Dlaczego to zrobił? Bo motocyklista siedział mu dosłownie na zderzaku. Może nawet poganiał długim światłem?

Kobieta na skuterze, po uderzeniu przez samochód, wpadła do studzienki kanalizacyjnej!

Za doprowadzenie do kolizji i ucieczkę z miejsca zdarzenia, kierowca osobówki powinien odpowiedzieć karnie (mało brakowało, a byłby to wypadek – auto z kamerą cudem zahamowało przed leżącym na asfalcie motocyklistą). Ale motocyklista sam naraził się na niebezpieczeństwo. Jego obowiązkiem jest zachowanie bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu, a on jechał tak blisko, że najdrobniejszy, niespodziewany manewr zakończył się dla niego glebą.

https://www.youtube.com/watch?v=RnlwrdU0aR0

Najnowsze

Wjechała pod ciężarówkę i była przez nią pchana przez kilkaset metrów!

Wielu kierowców nie zdaje sobie sprawy z tego, jak duże jest martwe pole w samochodach ciężarowych. Ta kierująca przekonała się o tym na własnej skórze.

Musiał to być straszny widok dla świadków tego zdarzenia. Oto przez ulicę Łodzi jechała ciężarówka, która pchała przed sobą, stojącego bokiem, Peugeota 208. Widokowi towarzyszył przeraźliwy pisk dręczonych opon. Osobówka była tak pchana przez około 300 metrów!

Kierowca doprowadził do kolizji innych aut i uciekł. Świadek ruszył za nim w pościg

Na miejsce zdarzenia przybył patrol policji, który ustalił, że winę za zdarzenie ponosi… kierująca Peugeotem! Kobieta wykonując manewr skrętu w prawo wjechała wprost pod ciężarówkę. Jej kierowca nie był tego wszystkiego świadom, ponieważ osobówka znajdowała się w jego martwym polu.

Policjant cudem uniknął śmierci. Samochód omal nie rozjechał go na autostradzie!

Sprawa znajdzie swój finał w sądzie, ponieważ kobieta, pomimo wyjaśnień policji, nie widziała w całym zdarzeniu swojej winy i odmówiła przyjęcia mandatu. Wobec tego policjanci złożyli wniosek do sądu o rozpatrzenie tej sprawy.

Najnowsze

Kierowca ciężarówki miał „ołtarzyk” na desce rozdzielczej. Trafił do więzienia, a firma zapłaciła ogromną karę!

Według ustaleń śledczych, to zastawienie deski rozdzielczej różnymi szpargałami, sprawiło, że kierowca miał ograniczone pole widzenia, co doprowadziło do tragedii

Sprawa dotyczy brytyjskiego kierowcy ciężarówki, który w 2017 roku śmiertelnie potrącił rowerzystkę. Kobieta poruszała się pasem przeznaczonym dla rowerów i miała na sobie ubranie w jaskrawych kolorach. Jak wykazał eksperyment procesowy, mężczyzna miał siedem sekund na dostrzeżenie rowerzystki, ale zasłonił mu ją „ołtarzyk” jaki zrobił sobie na desce rozdzielczej. Kierowca nie zastawił jej zwyczajnie szpargałami, ale zamontował sobie na niej półeczkę! Umieścił na niej między innymi nawigację, wentylator, czapkę, figurki i garść innych drobiazgów.

Jechał nielegalnym, niemal 100-tonowym zestawem. Myślał, że nocą nikt go nie zauważy

Za doprowadzenie do wypadku ze skutkiem śmiertelnym, mężczyzna trafił do więzienia na 21 miesięcy. Ma także zakaz prowadzenia pojazdów na 34 miesiące. W sprawie ukarana została także firma transportowa, w której pracował kierowca. Jej przedstawiciele przyznali, że wiedzieli o „wystawce” jaką zrobił sobie ich pracownik. Za złamanie przepisów BHP, dotyczących bezpieczeństwa miejsca pracy, firma została ukarana grzywną w wysokości 112 250 funtów (około 540 tys. zł).

Jechał kombajnem po autostradzie. Teraz stanie przed sądem!

Na tym jednak nie koniec, ponieważ pomimo wydania przez sąd prawomocnego wyroku, zarówno w sprawie kierowcy, jak i zatrudniającej go firmy, swoje dochodzenie wszczął komisarz do spraw ruchu drogowego. W trakcie tego dochodzenia przedstawiciele firmy zeznali, że nie wiedzieli o półce zamontowanej na desce rozdzielczej. Stało to w sprzeczności do zeznań złożonych przed sądem, ale po pewnym czasie przedstawiciele firmy transportowej przyznali, że celowo wprowadzili komisarza w błąd (zrobili to prawdopodobnie w obawie przed utratą licencji). Wobec takiego postępowania kilka dni temu zapadła decyzja o zamknięciu firmy.

Najnowsze

Edyta Klim

O przełamywaniu lęków przed długą, samotną podróżą motocyklową opowiada Urszula Łazarow

Wiele motocyklistek czuje lęk, już na samą myśl o długodystansowej, samotnej podróży motocyklowej. Podobnie czuła Urszula, jednak po kilku latach jeżdżenia motocyklem, pokonała swoje obawy i wyruszyła w świat!

Jak się rozpoczęła Twoja przygoda z motocyklami? Stopniowa to była fascynacja, czy od razu skok na głęboką wodę?

Moja przygoda z motocyklami zaczęła się, jak byłam jeszcze nastolatką, czyli ponad 20 lat temu. Miałam znajomych, którzy jeździli na WSK-ach, Jawach, Dnieprach, a ja jeździłam z nimi jako „plecak”. Potem przeczytałam artykuł w Bravo Girl o dziewczynie motocyklistce i chciałam być taka jak ona. Zrobiłam prawo jazdy tylko na kategorię A, jednak sytuacja finansowa nie pozwoliła mi na kupno, nawet najmniejszego, motocykla i moje marzenia musiały pozostać tylko marzeniami. Sytuacja zmieniła się 7 lat później, kiedy wyjechałam pracować do Hiszpanii. W końcu przyszedł moment, kiedy mogłam pomyśleć o sobie, spełnić marzenie i kupić pierwszy motocykl. Był to Suzuki intruder 800, który stał się moim jedynym środkiem transportu – do pracy, na zakupy i gdziekolwiek indziej. Miałam go przez 12 lat i dopiero 2 lata temu zdecydowałam się na zmianę motocykla.

Africa Twin spełnia teraz Twoje oczekiwania? Wiele kobiet pomija ten model ze względu na wielkość/wagę – jak Ty sobie z nią radzisz?

Hondę Africa mam od niespełna roku. Do tej pory interesowały mnie motocykle innej klasy – choppery. Drugim wyborem był Harley i to właśnie nim odbyłam pierwsze, dalekie podróże. Jednak on wymaga idealnie gładkiego asfaltu, aby podróż była przyjemnością, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia, to po przejechaniu pół Europy, miałam chęć na więcej i dalej. Wtedy też pomyślałam o motocyklu, dla którego dziury, łaty, czy szuter – nie będą problemem. I tak zapadła decyzja o kupnie Africa Twin. Plany były takie, żeby pojechać nią na wschód (Ukraina, Rosja), jednak sytuacja z koronawirusem je przekreśliła i przetestować motocykl pojechałam na zachód. Honda Africa to najbardziej wygodny motocykl, jakim jeździłam. Moja jest trochę obniżona, żebym sięgała stopami do podłoża, jednak jej waga faktycznie jest sporym problemem. Jadąc sama, bałam się zapuszczać w małe, szutrowe drogi, ponieważ w razie wywrotki nie byłabym w stanie jej podnieść. Dlatego też myślę nad kolejną zmianą motocykla.

Jakie marki, modele i pojemności bierzesz pod uwagę?

Na razie wzięłam pod uwagę dwa motocykle: BMW F700 GS i nową Yamaha Tenere 700. Są one niewiele lżejsze od Hondy Africa, jednak najbliżej im do złotego środka, którego szukam. Idealny motocykl dla mnie to taki, który świetnie radzi sobie na drogach szutrowych, jak i na asfalcie. Nie waży za dużo, ale można go zapakować bagażami i ruszyć w podróż dookoła świata.

Podróżujesz po świecie sama z wyboru, czy po prostu nie spotkałaś takiej osoby, z którą byś chciała drogę dzielić?

Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zacznę może od tego, że przez wiele lat nigdzie daleko nie jechałam, bo bałam się awarii w trasie, z którą sobie nie poradzę. Mieszkając w Hiszpanii marzyłam, żeby pojechać do Polski motocyklem, ale wszyscy, którym o tym mówiłam, stukali się w głowę, pytając: „Gdzie? Do Polski? Czym? Intruderem? Oszalałaś!”. I tak oto, przez wiele lat, najdalej gdzie się zapuściłam, to było 350 km od domu. Kiedy wróciłam do Polski nie znałam prawie nikogo, od nowa poznawałam ludzi i stwierdziłam, że jak sama nie pojadę gdzieś motocyklem, to nigdzie, nigdy nie pojadę.

Zaczęłam od krótkich, samotnych tras po Polsce, ale brakowało mi towarzystwa. Pojechałam kilka razy w trasę z obcymi ludźmi, jednak dopiero podczas trasy wychodzi, że czasami każde chce czegoś innego. Jeden lubi szybko, drugi wolno, jeden chce wygodnie, na bogato, drugi lubi namiot i na dziko. Dołączając się do czyjejś trasy, musiałam dostosować się do innych, a nie zawsze mi to pasowało. Dopiero wtedy zrozumiałam, że z odpowiednim kompanem podróży jest tak, jak z kompanem życiowym – ważne żeby każde chciało tego samego. A że ja do końca nie wiedziałam czego chcę (śmiech), to postanowiłam się sprawdzić i pojechać w podróż sama.

Jaki to był kierunek?

Na przełomie czerwca i lipca pojechałam z grupą znajomych do Włoch i razem jeździliśmy przez tydzień. Później oni wrócili do Polski, a ja zostałam na kolejny tydzień. Chciałam zostać sama, żeby sprawdzić, czy sobie poradzę. To nie była moja pierwsza, samotna podróż, jednak pierwsza taka długa. Jako że przebiegła bezproblemowo, postanowiłam pojechać w kolejną – dalszą i dłuższą.  Przez pierwsze 2 tygodnie czułam, że nabieram pewności siebie, uczyłam się radzenia sobie w różnych sytuacjach i nie przeszkadzało mi to, że jestem sama. Jednak po jakimś czasie czułam potrzebę towarzystwa i coraz częściej podchodziłam do obcych ludzi, aby porozmawiać. W taki sposób poznałam w Pirenejach, równie samotnego motocyklistę, który podróżował w bardzo podobnym stylu co ja i przez 3 dni razem zwiedzaliśmy Pireneje.

To ile łącznie kilometrów pokonałaś, na to przełamanie strachu, podczas ostatniej podróży i gdzie trafiłaś?

Podczas ostatniej trasy zrobiłam 10.514 km. Przejechałam przez takie kraje jak: Czechy, Austria, Szwajcaria, Włochy, Francja, Hiszpania, Gibraltar, Portugalia, a wracałam przez Andorę, znowu Francję, Szwajcarię i Niemcy. Celem była Hiszpania, ale cała trasa była na bieżąco modyfikowana, głównie ze względu na pogodę. Ze Szwajcarii uciekłam przed deszczem do Włoch, a w Hiszpanii dopiekło mi słońce i uciekłam do Portugalii nad ocean. Prognoza kilkudniowego deszczu sprawiła też, że ominęłam Galicję.

Teraz to Twoje wyprawy są imponujące, lubisz takie wyjazdy długodystansowe?

Uwielbiam wyjazdy długodystansowe, tzw. kręcenie się w koło komina mnie nie kręci. Od czasu do czasu umawiam się ze znajomymi na małą trasę po okolicy, ale zdecydowanie wolę te dalekie. Nie interesuje mnie zbytnio zwiedzanie zabytków, czy miast, bo kocham samą jazdę, najchętniej przez małe, niezatłoczone wioski, gdzie góry, zakręty, piękne krajobrazy. Jeśli nie muszę, to nie wyjeżdżam na autostrady.

A co z Twoim strachem przed usterką motocykla w samotnej podróży?

Obawa jest zawsze, ale zanim jeszcze wyruszę w podróż, to staram się zabezpieczyć, jak to tylko możliwe. Po pierwsze – sprawny motocykl, więc oddaję go do mechanika, aby przejrzał, czy wszystko dobrze działa. Mam ze sobą  podstawowy zestaw narzędzi, bo jednak łatwiej na drodze o kogoś, kto potrafi ich użyć, niż o same narzędzia. Kolejna sprawa to ubezpieczenie podróżne i najlepszy z możliwych assistance. Jadąc sama, unikałam wąskich szutrowych ścieżek, czy jazdy po zmroku, ponieważ w razie awarii, trudniej by było uzyskać pomoc od innych ludzi.

Miałaś okazję sprawdzić, czy to wszystko się przydaje?

Tak, bo podczas mojej ostatniej podróży, wracając już do domu, miałam awarię pompy paliwa.  Niefortunnie stało się to w Szwajcarii, gdzie nie mogłam się z nikim skontaktować. Miałam również problem z ubezpieczycielem, który nie miał informacji o wykupionej polisie assistance i byłam zdana na siebie. Poprosiłam więc o pomoc przejeżdżających motocyklistów. Oni zorganizowali mi mechanika, który naprawił motocykl i wiedząc o moich problemach z ubezpieczycielem, nie wziął ode mnie nic za naprawę. Wszystko skończyło się pomyślnie, jednak zdaję sobie sprawę, że podobne awarie mogą mieć miejsce w każdej chwili i staram się przygotować na takie sytuacje. Każda podróż uczy mnie czegoś nowego i w każdej następnej będę bogatsza o nabytą wiedzę i doświadczenia.

Jak planujesz swoje podróże? Tak krok po kroku w domu przed wyjazdem, czy jedziesz tam, gdzie w danym momencie zapragniesz?

Staram się nigdy, nic nie planować, bo plany lubią się komplikować. Zazwyczaj pojawia się w głowie myśl, która przez jakiś czas dojrzewa. Nie trzymam się jej kurczowo, ale jak dojdę do wniosku, że może się udać, to na ostatnią chwilę zaczynam przygotowania do podróży. Pierwsza i najważniejsza rzecz, to sprawny motocykl i zazwyczaj ostatnie poprawki są robione w ostatni dzień, tak samo zakupy, czy pakowanie. Obieram sobie cel wstępny, ale nic więcej nie planuję. Wszystko jest spontanem i nawet ten cel może się zmienić, jeżeli podczas podróży pojawi się nowy, lepszy. Dlatego też trudno mi proponować komukolwiek wspólną podróż, bo przynajmniej powinnam wiedzieć, gdzie jadę, na jak długo i tego bym się musiała trzymać. Wolę jednak mieć luźne podejście do planu i móc go modyfikować w zależności od pogody, kaprysu, czy okoliczności.

Preferujesz noclegi pod dachem czy pod namiotem, posiłki gotujesz czy korzystasz z restauracji?

Noclegi preferuję pod namiotem i póki co – na kempingach, choć kręci mnie spanie na dziko. Podczas mojej ostatniej trasy dwa razy spałam na dziko. Pierwszy raz wtedy, gdy kemping, na który dojechałam był zamknięty. Następny był ok. 50 km dalej, a ja po całym dniu jazdy w upale, nie miałam już chęci, ani siły, żeby tam jechać. Wtedy postanowiłam przenocować tam, gdzie byłam i była to dodatkowa dawka adrenaliny.

Nie wykluczam jednak spania w hotelu, tylko zostawiam to jako ostateczność – skorzystam, jak już będę potrzebowała regeneracji. Nie bez znaczenia jest fakt, że staram się oszczędzać, na czym się da, żeby mieć zapas gotówki na awaryjne sytuacje. To samo dotyczy jedzenia, więc zazwyczaj kupuję je w supermarketach. Mam ze sobą mini kuchenkę gazową i sama coś tam przyrządzam, jednak od czasu do czasu jadam też w restauracjach.

Masz ze sobą wszystko, co się może przydać, czy raczej zakładasz, że wszystko da się kupić po drodze?

Staram się mieć ze sobą wszystko, czego mogę potrzebować, aby jednak nie musieć niczego kupować na trasie. Taka podróż jest dla mnie oderwaniem od codzienności i specjalnie chcę się wymęczyć, zmarznąć, zmoknąć, aby tym chętniej wrócić do domu.

Jakie kierunki/kraje już odwiedziłaś, a jakie Cię jeszcze pociągają?

Do tej pory udało mi się zwiedzić motocyklem takie kraje jak: Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Chorwacja, Włochy, Austria, Szwajcaria, Niemcy, Francja, Hiszpania, Andora, Portugalia. W wielu krajach byłam kilka razy i chętnie bym wróciła jeszcze nie raz. Szczególnie w kraje Alpejskie, jednak bardziej pociągają mnie kraje, w których jeszcze nie byłam. A moja podróż marzeń to taka, aby móc objechać wszystkie kraje świata!

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Mick Schumacher zasiądzie za kierownicą legendarnego bolidu Ferrari

Mick Schumacher zasiądzie za kierownicą Ferrari F2004 swojego ojca, siedmiokrotnego mistrza świata Michaela Schumachera.

W najbliższy weekend, przy okazji Grand Prix Toskanii Ferrari stanie się pierwszym zespołem w historii, który osiągnie barierę tysiąca występów w rundzie Mistrzostw Świata Formuły 1.

Z tej okazji Ferrari przygotowało dla tifosich szereg atrakcji. Między innymi oba bolidy SF1000 prowadzone przez Charlesa Leclerca i Sebastiana Vettela, będą miały burgundowe barwy. Takie malowanie wykorzystano na samochodach Ferrari 125, z którymi zespół zadebiutował w królowej sportów motorowych w 1950 roku.

Przeczytaj też: Specjalne malowanie bolidu Ferrari z okazji tysięcznego Grand Prix w Formule 1

Z kolei w niedzielę Mick Schumacher zaliczy pokazowe okrążenie bolidem F2004, za kierownicą którego jego ojciec Michael zdobył w sezonie 2004 ostatni tytuł mistrzowski w swojej karierze w F1. Powszechnie model F2004 uznaje się za jedną z lepszych konstrukcji w historii królowej motorsportu:

To odpowiedni hołd dla najbardziej udanego bolidu w historii Ferrari i niesamowitego kierowcy.

Młody Schumacher już wcześniej miał okazję prowadzić ten słynny bolid na torze Hockenheim w zeszłym roku, przed Grand Prix Niemiec:

Bardzo się cieszę, że znowu mam szansę jeździć kultowym Ferrari F2004 mojego ojca. Nie mogę się doczekać niedzieli w Mugello!

Mick Schumacher jest członkiem Akademii Kierowców Ferrari. Jego celem jest oczywiście awans do Formuły 1. Wiele mówi się o tym, że już w przyszłym roku będzie się ścigać w barwach zespołu Alfy Romeo.

Przeczytaj też: Mick Schumacher w F1? Ferrari nie mówi nie, ale…

 

Najnowsze