Ford wprowadza nowy 2,5-litrowy silnik hybrydowy Duratec!

Silnik będzie produkowany od końca 2022 roku w Walencji w Hiszpanii, obok obecnie wytwarzanych w fabryce silników 2,0- i 2,3-litrowych.

Od końca 2022 roku w fabryce silników w Walencji będzie produkowany na rynek europejski 2,5-litrowy silnik hybrydowy Duratec, który napędza model Kuga PHEV, a także modele w pełni hybrydowe Kuga, Galaxy i S-MAX.

Pracująca w cyklu Atkinsona, 2,5-litrowa jednostka benzynowa będzie pierwszym tego typu silnikiem produkowanym przez Forda w Europie, co wzmocni znaczenie pojazdów PHEV oraz w pełni hybrydowych w obecnej, a także w przyszłej europejskiej ofercie Forda. 

Przeczytaj: Test Ford Ranger Raptor – ma własne zasady

Silnik hybrydowy Duratec o pojemności 2,5 litra, który jest obecnie produkowany w zakładach Forda w Chihuahua w Meksyku, będzie produkowany w Walencji obok silników benzynowych EcoBoost o pojemności 2,0 i 2,3 litra, na które nadal jest duży popyt.

Ford wprowadza nowy 2,5-litrowy silnik hybrydowy Duratec!

Ford potwierdził również przekazanie dodatkowych 5,2 mln euro na zwiększenie zdolności produkcyjnych przy montażu pakietów akumulatorów w Walencji, w ślad za początkową inwestycją o wartości 24 mln euro, o której firma informowała w styczniu 2020 roku i w wyniku której zakład rozpoczął działalność we wrześniu ubiegłego roku. Dodatkowe moce są niezbędne do zaspokojenia zwiększonego popytu na pojazdy zelektryfikowane i przyszłej produkcji. 

Zovacz: Test Ford Mustang Fastback 5.0 GT – bestia ucząca pokory

W wyniku postępującej zmiany upodobań klientów, Ford zdecydował o wycofaniu z produkcji z końcem marca 2022 roku modelu Mondeo. Inne duże crossovery i samochody uniwersalne Forda – siedmiomiejscowe modele Ford Galaxy i Ford S-MAX – będą nadal produkowane, w tym niedawno zaoferowane klientom w pełni hybrydowe wersje obu tych modeli.

Ford wprowadza nowy 2,5-litrowy silnik hybrydowy Duratec!

Wprowadzony na rynek w 1993 roku Mondeo był pierwszym pojazdem Forda, który został okrzyknięty samochodem globalnym, mającym na celu zastąpienie wielu modeli marki na całym świecie. Od momentu wprowadzenia na rynek europejski, gdzie zastąpił Forda Sierrę, łączna sprzedaż Mondeo osiągnęła do tej pory około pięć milionów egzemplarzy.

Zobacz test: Ford Mondeo Hybrid – test: ciekawa alternatywa

Najnowsze

Prawie połowa Polaków popiera zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw. A Ty?

49 proc. Polaków poparłoby zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw. Można to tłumaczyć postrzeganiem trunków na półkach stacji jako pokusy dla nieodpowiedzialnych kierowców.

Niemal połowa Polaków poparłaby całkowity zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw – wynika z badania SW Research dla AlcoSense Laboratories. Co piąty ankietowany nie miał wyrobionego zdania na ten temat, a 31 proc. nie chce, by obecny stan rzeczy się zmienił. 

Chęć ograniczenia dostępności alkoholu na stacjach paliwowych można różnie interpretować. Klientami stacji najczęściej są kierowcy, a jazda samochodem i alkohol muszą się wykluczać. Trunki eksponowane na półkach mogą być postrzegane jako pokusa dla nieodpowiedzialnych kierowców – mówi Hunter Abbott, ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego z firmy AlcoSense Laboratories.

Europejskie państwa, które wprowadziły całkowity zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach, to m.in. Belgia i Holandia. We Włoszech zakaz dotyczy stacji znajdujących się przy autostradach.

Czytaj: Ile batoników z alkoholem trzeba zjeść by stracić prawo jazdy?

Stacja paliw jako sklep
Od 9 marca 2018 r. polskie samorządy mają możliwość wprowadzania lokalnych zakazów sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych (od 22:00 do 6:00). Jeśli taki przepis zostanie uchwalony, obejmuje też stacje benzynowe. Takie prawo obowiązuje np. w Katowicach.

Koncerny paliwowe podkreślają, że nawyki zakupowe klientów się zmieniają i coraz częściej stacja jest traktowana jak zwykły sklep. Taki trend dodatkowo nasila zakaz handlu w niedzielę. W trakcie gdy inne sklepy są zamknięte, stacja umożliwia zrobienie zakupów, także tych związanych z alkoholem.

Badanie SW Research dla AlcoSense Laboratories przeprowadzono w dniach 30 czerwca – 3 lipca 2020 roku, na reprezentatywnej grupie 1045 polskich respondentów.

Najnowsze

Mówi się, że samochody Alpine są stworzone, by zawsze zwyciężać. Dlaczego?

Szef zespołu Signatech-Alpine startującego w wyścigach długodystansowych i człowiek, który przyczynił się do powrotu marki do sportów motorowych w 2013 roku, tłumaczy, dlaczego instynkt zwycięstwa jest wpisany w DNA marki Alpine.

We wspomnieniach jednych żywe pozostają rajdowe OS-y rozgrywane na stromej, krętej drodze gdzieś w Alpach, od których wzięła się nazwa marki Alpine lub na szutrowych odcinkach Rajdu Akropolu czy Maroka. Inni rozpamiętują wyścigi bolidów lub „długą prostą” toru 24H Le Mans… Albo żwirowo-asfaltowe trasy wyścigów rallycrossowych.

W każdym jednak przypadku obraz ścigających się samochodów Alpine nierozerwalnie kojarzy się z sukcesem. Wystarczy nawet krótki rzut oka na osiągnięcia marki, aby się w tym upewnić: od momentu jej założenia przez Jeana Rédélégo w 1955 roku, Alpine króluje na wszystkich nawierzchniach i bryluje w rytmie zwycięstw. Śnieg, deszcz, noc czy też przeciwności losu nie były przeszkodą dla samochodów Alpine, które wykorzystując ich legendarną lekkość i zwinność, z dumą reprezentowały na podium niebieskie barwy francuskiej marki. Zaś punktem kulminacyjnym było zdobycie tytułu rajdowego Mistrza Świata w 1973 roku i zwycięstwo w wyścigu 24H Le Mans w 1978 roku.

Po długim okresie spędzonym z dala od sportów samochodowych pojawiło się zrozumiałe pragnienie ponownego rozpalenia sportowych emocji i delektowania się niepowtarzalnym smakiem zwycięstwa. Od 2013 roku pracuje nad tym zespół Signatech-Alpine. Philippe Sinault, jego szef, opowiada, jak to się zaczęło.

Nasza przygoda z Alpine sięga końca 2012 roku, kiedy Grupa Renault poinformowała nas o zamiarze reaktywacji marki Alpine. Poproszono nas o zbadanie możliwości powrotu marki do startów w wyścigach samochodowych. Bardzo szybko ustaliliśmy, że najwłaściwszym scenariuszem będzie najpierw powrót do wyścigów długodystansowych.

Mówi się, że samochody Alpine są stworzone, by zawsze zwyciężać. Dlaczego?

W 2013 roku, trzydzieści pięć lat po wielkim triumfie w wyścigu 24H Le Mans, Alpine powróciło na tor startując w kategorii LMP2.

Nasz dzisiejszy sposób myślenia jest analogiczny do działań komandosów. To w tym duchu zbudowano historię Alpine w sportach samochodowych – zauważa Philippe Sinault. – Nasz sposób postępowania jest bardzo podobny do ówczesnego. Wtedy jeździliśmy mając mniejsze zasoby niż rywale, ale myśleliśmy kreatywnie i byliśmy zdeterminowani.

Takie podejście pozwoliło Alpine błyskawicznie odzyskać swoje naturalne miejsce na najwyższym stopniu podium! Zespół Signatech-Alpine, mistrz Europy w rajdach wytrzymałościowych w 2013 i 2014 roku, awansował do wyścigów World Endurance Championship w 2015 roku i wygrał w swojej kategorii w wyścigu 24H Le Mans w 2016, 2018 i 2019 roku, zdobywając przy okazji w 2016 i w 2019 roku tytuł mistrza świata LMP2. Było to wystarczająco dużo, aby w 2021 roku wyznaczyć jeszcze bardziej ambitne cele.

Po ośmiu latach sukcesów w LMP2 wyznaczyliśmy sobie nowe wyzwanie na 2021 rok. To będzie prawdziwy punkt zwrotny, ponieważ naszym celem jest zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Zdobycie tego trofeum w wyścigach długodystansowych będzie dla nas fantastycznym spełnieniem! – powiedział Philippe Sinault.

Oprócz zaangażowania w długodystansowych, wytrzymałościowych mistrzostwach świata – WEC, w kategorii Hypercar – oraz w wyścig 24H Le Mans, rok 2021 będzie dla Alpine sezonem wyjątkowych wyzwań. Marka wystartuje również (nowość!) w zawodach Formuły 1, a także w rajdach. To właśnie w tej dyscyplinie Alpine odniosła w tym roku swoje pierwsze zwycięstwo. Pięćdziesiąt lat po pierwszym zwycięstwie w Rajdzie Monte-Carlo, samochód Alpine A110 Rally zgłoszony przez prywatnego uczestnika wygrał klasyfikację R-GT w edycji 2021 tego klasyka. To bez wątpienia dowód na to, że marka nie straciła nic ze swojego zwycięskiego DNA!

Najnowsze

Sztuczna inteligencja i pojazdy autonomiczne nie lubią deszczu?

Nie tylko kierowcom trudniej się prowadzi podczas opadów atmosferycznych. Okazuje się, że problemy z jazdą w takich warunkach ma także sztuczna inteligencja.

Paradoksalnie do największej liczby wypadków drogowych dochodzi podczas dobrych warunków atmosferycznych. Brak opadów, sucha nawierzchnia i ładna pogoda to warunki, które statystycznie sprzyjają przekraczaniu dozwolonych limitów prędkości. Prędkość zaś jest głównym czynnikiem determinującym wypadki drogowe w Polsce, wynika z analiz Polskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ITS.

To, że do zdarzeń drogowych dochodzi rzadziej w miesiącach jesienno-zimowych, które charakteryzują się wzmożoną liczbą opadów deszczu czy śniegu, wynika z tego, że jeździmy wolniej. Ograniczona widoczność, zaparowane szyby, problemy z trakcją i hamowaniem na zalanej lub zaśnieżonej drodze powodują, że kierowcy zdejmują nogę z gazu. Co ciekawe, badania systemów autonomizujących dowodzą, że problem z „komfortem” jazdy podczas złych warunków atmosferycznych mają także pojazdy samojezdne. 

To z jednej strony może wydawać się zaskakujące, z drugiej zaś jest symptomatyczne. Zaskakujące dlatego, że w zamierzeniu inteligentne pojazdy mają być doskonalsze i bezpieczniejsze, bo będą pozbawione ludzkich słabości. Zaś symptomatyczne, ponieważ każda pionierska technologia napotyka pewne ograniczenia lub bariery i tak właśnie jest w przypadku pojazdów autonomicznych i wspomnianego deszczu, argumentuje prof. Marcin Ślęzak, dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego.

Czytaj: Motocaina w walce ze sztuczną inteligencją, czyli MC vs AI

Badania ITS realizowane w ramach projektu „AV-PL-ROAD – Polska droga do automatyzacji transportu drogowego” (w konsorcjum z Ministerstwem Infrastruktury i Politechniką Warszawską), wskazują na szereg czynników, które obecnie stanowią przeszkodę dla dynamicznego rozwoju technologii pojazdów samojezdnych. Pomijając szereg zagadnień natury prawnej, do rozwiązania pozostają niedociągnięcia organizacyjne i technologiczne, takie jak budowa niezbędnej infrastruktury cyfrowej w standardzie 5G, rozwój inteligentnych miast, bezpieczeństwo danych, zakłócenia elektromagnetyczne, kalibracja systemów do płynnej i jednocześnie bezpiecznej jazdy czy też przywołany problem jazdy w trudnych warunkach pogodowych. 

Sztuczna inteligencja autonomicznego samochodu wykorzystuje do kierowania szereg czujników, w tym: radary, LIDAR-y, sensory ultradźwiękowe i kamery. Dzięki nim wykrywa inne pobliskie obiekty i podejmuje samodzielne decyzje o wszelkich aspektach jazdy. System sztucznej inteligencji próbuje śledzić i przewidywać, co będą robić inne samochody, niezależnie od tego, czy są kierowane przez komputer czy przez człowieka. Nie oznacza to jednak, że podczas deszczu lub śniegu samojezdne pojazdy, mimo rozbudowanej elektroniki, poradzą sobie lepiej, niż przysłowiowy Kowalski. Trudne warunki pogodowe stanowią dla inteligentnych pojazdów, podobnie jak dla ludzi, dodatkowe wyzwanie. Dzieje się tak dlatego, że zakłócenia w funkcjonowaniu LIDAR-u (najdokładniejszego czujnika laserowego na pokładzie samochodu samojezdnego) np. przez złe warunki pogodowe, są niwelowane za pomocą mniej dokładnych radarów i kamer. Nie bez przyczyny większość testów drogowych takich pojazdów realizowana jest w miejscach, gdzie przez większość czasu jest słonecznie, np. w Kalifornii, Arizonie czy Teksasie, zauważa prof. Ślęzak.

Przeczytaj także: Sztuczna inteligencja w transporcie – czy maszyny i komputery zastąpią ludzi za kilka lat?

Oczywiście nie świadczy to, że inteligentny pojazd nie ruszy z miejsca w trakcie deszczu lub zatrzyma się na środku drogi podczas obfitych opadów śniegu. Ruszy i będzie jechał dalej, tyle że wolniej niż auta kierowane przez kierowców. Czynnikiem, który będzie go dodatkowo spowolniał będą pozostali użytkownicy dróg – ludzie i ich zachowawcza, a nawet nieprzewidywalna jazda. Należy zatem oczekiwać, że pojazdy samojezdne (choć z założenia bezpieczniejsze, bo powinny zredukować liczbę wypadków o ok. 30 proc.) przynajmniej w początkowej fazie ich popularyzacji będą generować uliczne korki.

Najnowsze

Tak skończyła się jazda BMW bez prawa jazdy. Teraz kierowcy grozi 5 lat więzienia!

Złota zasada dotycząca wykroczeń drogowych głosi, że nie ważne, co zrobiłeś - jeśli będziesz próbował uniknąć konsekwencji tego, to tylko pogorszysz swoją sytuację. Tak jak ten młody kierowca.

Policjanci z Oświęcimia podczas rutynowego patrolu, zauważyli BMW serii 3, które jechało z niesprawnym oświetleniem. Chcieli na ten temat porozmawiać z kierowcą, a on posłuchał ich polecenia i zjechał na pobocze. Lecz w chwili, gdy podszedł do niego funkcjonariusz, gwałtownie ruszył.

Kierowca co kilka dni uciekał przed policją! Wreszcie znalazł się na niego sposób

Policjanci natychmiast ruszyli za nim. Kierowca BMW chcąc zgubić ścigający go radiowóz, wyprzedził inne pojazdy na podwójnej ciągłej, po czym wjechał w jedną z wąskich uliczek, gdzie na łuku wpadł w poślizg i wpadł z drogi.  Funkcjonariusze natychmiast podbiegli do leżącego na boku BMW i wydostali kierowcę z wnętrza drzwiami od strony pasażera. Nie doznał on poważniejszych obrażeń.

Pijany kierowca uciekał przed policją. Omal nie zginął!

Policyjna kontrola wykazała, że kierujący BMW nie był pod wpływem alkoholu ani narkotyków. 20-latek uciekał przed policją, ponieważ nie ma prawa jazdy i bał się konsekwencji. Za jazdę bez uprawnień groził mu mandat 500 zł. Zamiast tego wolał uciekać przed policją, co jest przestępstwem, zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat 5. Przy okazji rozbił też należące do jego rodziców BMW, którzy pożyczyli mu auto, bo okłamał ich, że zdał egzamin na prawo jazdy.

Najnowsze