Kamila Nawotnik

Test Ford Ranger Raptor – ma własne zasady

Na polskich drogach nie pojawia się wiele pick-upów. W naszym kraju można czasem spotkać kilka Hiluxów, sporadycznie Amaroka, sprowadzonego Chevroleta lub ewentualnie misternie przerobione Seicento. Oferta takich aut jest u nas dość okrojona, ale nie oznacza to, że nie da się kupić czegoś ciekawego! Dobitnie uświadomił nam to Ford Ranger Raptor.

W Polsce nadwozie pick-up jest umiarkowanie potrzebne. Poza tym, w odróżnieniu od Amerykanów, u nas nie ma powszechnego dostępu do broni. To z kolei oznacza, że jeżeli potencjalny złodziej zobaczy zapełnioną pakę pick-upa zostawionego bez opieki na parkingu pod Biedronką, nie będzie przejęty perspektywą postrzału. Co najwyżej dostanie po głowie bagietką. Bezpieczniej w takim razie kupić dostawczaka.

Załóżmy jednak, że jesteście właścicielami farmy, niestraszne wam parkingowe kradzieże, albo po prostu macie ochotę na porządnego pick-upa. Takiego, który będzie praktyczny i wjedzie wszędzie. I będzie duży na tyle, by właściciel Seicento po agrotuningu zastanowił się, czy ma szansę zmieścić się pod waszym samochodem. No i super, jakby dawał przy tym trochę frajdy.

Test na odwagę

Typowo amerykański, ogromny Ford F150 nie jest u nas dostępny, ale jego mniejszy brat – Ranger, już tak. W odmianie Raptor staje się autem na wskroś sportowo-terenowym. Ale nie tak jak Gelenda AMG, tylko takim, w którym nie boicie się porysować trochę lakieru czy felg i nie pobrudzicie luksusowej, tłoczonej skóry na fotelach. No i takim, który nie ustanowi rekordów prędkości, a w każdym razie nie na asfalcie.

Co innego w piachu. Tam Raptor da wam dawkę takiej radochy, jaką ostatnio czuliście w dzieciństwie, kiedy mama pozwoliła zjeść lody przed obiadem. Ten samochód kocha przekopywać się przez zaspy, błota, rzeki, jeździć po kamieniach i szrocie. Jeśli kiedykolwiek zażyliście trochę offroadu, znacie na pewno podstawową zasadę jazdy w terenie: „Im wolniej i precyzyjniej, tym lepiej i skuteczniej.” Jeśli kupicie Raptora, zapomnijcie o tym. Wyrzućcie to do śmieci, bo on nauczy was przejeżdżać przez spowalniacze z prędkością 70 km/h i z taką samą (a nawet większą) pokonywać wydmy. Pozwala pokonywać uskoki bardzo szybko i czasem zapomnieć o dohamowaniu. Gwarantuje przy tym, że uśmiech nie zejdzie z waszej twarzy. Będzie trochę niezgrabny, trochę powalczy z brakiem przyczepności, ale ostatecznie przekopie się przez najbardziej wymagający teren. I zrobi to imponująco szybko, nawet szybciej niż przyszłoby wam do głowy.

Wymiary i masy Forda Rangera Raptora:

Długość: 5363 mm
Szerokość: 2180 mm
Wysokość: 1873 mm
kąt natarcia 32,5 st.
kąt zejścia 24 st.
kąt rampowy 24 st.
Masa własna: 2510 kg
Rozstaw osi: 3220 mm
Prześwit minimalny: 281 mm
Pojemność bagażnika: 620 l
Pojemność zbiornika paliwa: 80 l

Pomaga mu w tym możliwość załączenia napędu na cztery koła (wyjściowo cała moc trafia na przód), reduktor, elektroniczna blokada tylnego dyferencjału, konstrukcja oparta na wzmocnionej ramie oraz amortyzatory ze zmienną charakterystyką tłumienia od firmy FOX Racing, która specjalizuje się w rajdach. Zmieniono samą konstrukcję zawieszenia opartego na sprężynach śrubowych, z podwoziem wzmocnionym stalowymi płytami, grubymi na ponad 2 cm. Nie zabrakło także dedykowanych trybów jazdy. Poza klasyką jak sport/normal/śnieg/skały/piach, pojawił się także tryb Baja. To właśnie on pozwala Fordowi szaleć w krzakach jak Travolta na płycie dyskotekowej. Podbija on prędkość obrotową i wyciska z silnika ile się da.

Jest jednak łyżka dziegciu w tej beczce miodu – kierownica w Raptorze porusza się w zakresie 3,5 obrotu od skraju do skraju. Chodzi przy tym dość łatwo, co w „szybkim offroadzie” okazało się nieraz utrudnieniem. Przy prędkościach rozwijanych przez Forda trzeba się zdrowo namachać, żeby wyrobić się z omijaniem muld i drzew.
Wymiary pojazdu są imponujące – długość 5363 mm, szerokość 2180 mm, wysokość 1873 mm. Ford Ranger Raptor oferuje lepszy rozstaw osi (3220 mm) niż Volkswagen Amarok i Mercedes X, ma także o wiele większy prześwit, wynoszący aż 281 mm. Wspomniane auta dostępne w tej cenie są jednak z lepszym napędem, choć równocześnie ze słabszym wyposażeniem.

Szybki, ale nie na ulicach

No właśnie, Ranger Raptor jest bardzo szybki na bezdrożach, ale nie w mieście. O ile samochód świetnie radzi sobie w terenie, o tyle na asfalcie spisuje się na poziomie „bardzo dobrze, 3+”. To po pierwsze zasługa opon typu „All Terrain” BF Goodrich w sporym rozmiarze 285/70. Są to wzmocnione gumy z grubym bieżnikiem, które mają poradzić sobie z każdym niestandardowym rodzajem nawierzchni. Podczas jazdy po zwykłej ulicy wykazują natomiast sporą skłonność do utraty przyczepności, zwłaszcza gdy jest mokro. I choć doświadczenie nieplanowanego przedriftowania 2,5-tonowym pick-upem przez rondo zostanie ze mną na zawsze, to jednak fajnie byłoby mieć większą pewność prowadzenia w codziennej eksploatacji. Ale coś względem czegoś…

Po drugie, Raptora napędza 2-litrowy diesel z podwójnym turbodoładowaniem, który generuje 213 KM mocy i 500 Nm momentu obrotowego. Współpracuje z automatyczną skrzynią biegów, która ma aż 10 przełożeń. To naprawdę dużo, a wszystko po to by ograniczyć emisję spalin i zużycie paliwa. Sukces jest tu pojęciem względnym, bo według naszych pomiarów Ford w mieście połyka ok. 14-16 l/100 km. Podczas zabaw w terenie wynik wzrasta do ponad 20 litrów, ale już w trasie może spaść do okolic 10-11 l/100 km (i tu widać jakiś sens 10 biegów).

Choć moc i moment obrotowy Raptora brzmią optymistycznie, to na co dzień nie przyprawiają o szybsze bicie serca. Ze względu na gabaryty, samochód rozpędza się nie tyle powoli, co… zwyczajnie. Ani szybko, ani wolno. Osiągnięcie „setki” zajmuje mu 10 sekund, a maksymalnie jest w stanie jechać 170 km/h.

Kilka detali

Przy opracowaniu Forda Rangera Raptora udział brał oddział Performance, co widać we wnętrzu samochodu. Sportowe fotele wykończone skórą i zamszem, sportowa kierownica ze specjalnym przyciskiem aktywującym tryb Sport, manetki do obsługi skrzyni i specjalne aluminiowe nakładki na progach przypominają o zadziornym charakterze auta.

Raptor dostępny jest w konfiguracji z podwójną kabiną. Oznacza to, że podróżować nim może 5 osób. Każda z nich będzie mieć wystarczającą ilość miejsca i dość komfortowe warunki jazdy. Wszelki bagaż pomieści paka o pojemności minimum 620 litrów. Dostęp do niej nie jest szczególnie łatwy, bo znajduje się ona na wysokości 90 cm, a w dodatku jeśli bagaże powędrują na sam jej koniec, trzeba będzie się nagimnastykować, aby wygrzebać je bez otwierania rolety. I tu kolejna uwaga – w konfiguracji Rangera dostępne są trzy rodzaje zadaszenia paki, w tym testowana przez nas aluminiowa roleta zamykana na kluczyk. Zaletą jest twarda, porządna konstrukcja i zabezpieczenie, a wadą piach, który z czasem może przedostać się do prowadnic i skutecznie zablokować roletę. Inne opcje to zwijana osłona materiałowa oraz twarda pokrywa z tworzywa.

Poza tym, topowo dla Forda we wnętrzu jest sporo plastiku. Na słupkach A pojawiły się dodatkowe rączki do jazdy terenowej. Są solidne, czego nie można powiedzieć o tych trzeszczących uchwytach na drzwiach. Twarde plastiki zagościły też na kokpicie, choć deska rozdzielcza została w całości pokryta skórą z niebieską nicią. W konsolę środkową wbudowano 8-calowy ekran dotykowy znany z innych modeli, obsługujący system Ford Sync 3.2. Raptor ma także asystentów jazdy w postaci Lane Assist, Pre-Collision Assist, tempomatu z inteligentnym ogranicznikiem prędkości i funkcją rozpoznawania znaków drogowych oraz reflektory przednie w technologii Full LED.

Ile to kosztuje?

Cennik Raptora startuje od 200 850 zł i taka podstawowa konfiguracja zawiera w zasadzie całe wymienione wyposażenie. Dopłacicie najwyżej za lakier i akcesoria dobierane indywidualnie.

TO NAM SIĘ PODOBA:

  • Świetna amortyzacja i wytrzymałość zawieszenia
  • Gabaryty i ogólny wygląd nadwozia
  • Komfort jazdy
  • Przyzwoite spalanie przy uważnej eksploatacji
  • Cena adekwatna do wrażeń

TO NAM SIĘ NIE PODOBA:

  • Brak mocniejszego napędu
  • Twarde plastiki

Dane techniczne Forda Rangera Raptora:

Silnik: wysokoprężny Bi-turbo
Pojemność skokowa: 1995 cm3
Moc:  213 KM przy 3750 obr./min
Maksymalny moment obrotowy: 500 Nm przy 1750-2000 obr./min
Skrzynia biegów: automatyczna 10-stopniowa
Prędkość maksymalna: 170  km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 10 s

Najnowsze

Koronawirus – czy dalej zakładać maseczkę w samochodzie? O jakich obostrzeniach nadal musimy pamiętać jadąc autem?

Chociaż życie społeczne coraz bardziej zaczyna przypominać to sprzed wybuchu epidemii COVID-19 i coraz mniej osób przejmuje się restrykcjami z nią związanymi, koronawirus to nadal poważny problem. Przypominamy jakie ograniczenia nadal obowiązują podczas podróżowania oraz jak minimalizować ryzyko zarażenia.

Ostatnie dni stoją pod znakiem wyraźnych wzrostów zachorowań na koronawirusa, a liczby dobowych zakażeń ustanawiają w Polsce nowe rekordy. Mimo tego rząd niedawno poluzował restrykcje związane z epidemią i nietrudno spotkać osoby, które potraktowały to jak zupełne ich zniesienie. Wbrew pozorom większość z nich pozostała w mocy o czym musimy pamiętać.

Koronawirusowe obostrzenia nadal obowiązują!

Przykładowo wciąż obowiązują restrykcje podczas podróżowania samochodem. Tak jak na początku epidemii, nie ma limitu co do liczby pasażerów w aucie osobowym, ale jeśli nie są to osoby żyjące w jednym gospodarstwie domowym, obowiązkowo muszą mieć ubrane maseczki. Obecnie prawie nikt się tym nie przejmuje, ale pamiętajmy, że policja nadal ma prawo nas zatrzymać i nałożyć mandat (do 500 zł) lub wystąpić z wnioskiem o karę administracyjną (do 30 tys. zł) – od początku epidemii nic się w tym względzie nie zmieniło.

Maseczkę musimy mieć zawsze założoną w komunikacji miejskiej, tak jak zresztą w każdym zamkniętym miejscu publicznym lub takim gdzie nie możemy zachować dystansu 1,5 metra. W ramach luzowania obostrzeń zwiększono dopuszczalną liczbę podróżnych do połowy wszystkich miejsc (siedzących i stojących). Co ważne, podróżując środkiem komunikacji zbiorowej, który ma wyłącznie miejsca siedzące, wszystkie mogą być zajęte.

Jak dezynfekować motocykl i ubranie motocyklisty? Podajemy przepis na płyn do dezynfekcji

Obecnie nie musimy się natomiast bać kar za wydawałoby się szkodliwe zachowania, które kilka miesięcy temu nie podobały się niektórym policjantom, co wzbudzało wiele kontrowersji. Mowa na przykład o myciu samochodu – pamiętacie zapewne sytuację, w której policja zablokowała wyjazd z myjni i wystawiała mandaty znajdującym się tam kierowcom. Wiązało się to z panującym wtedy zakazem opuszczania domu bez istotnego życiowo powodu. Obecnie nie potrzebujemy pretekstu, żeby wyjść na zewnątrz. Z tego samego powodu nie ma dziś obaw o karę za rekreacyjną przejażdżkę motocyklem, do której jednoznacznego stanowiska nie potrafiła przedstawić nawet policja.

Jak dezynfekować samochód i o czym pamiętać, żeby się nie zarazić

Jeżdżąc prywatnym samochodem nie musimy obawiać się ryzyka zarażenia COVID-19, ale zdarzają się sytuacje, kiedy się na nie narażamy. Najprostszym przykładem jest tankowanie pojazdu. Koniecznie pamiętajmy wtedy o jednorazowych rękawiczkach (które powinny być przy dystrybutorach), odkażaniu rąk (najlepiej przed i po wyjściu ze stacji) oraz oczywiście o maseczce. Przez stację benzynową przewija się codziennie cała rzesza osób (z których nie wszystkie pamiętają o przestrzeganiu podstawowych zasad higieny koronawirusowej) – wystarczy, żeby jedna z nich była zarażona, a my przenosząc wirusa do samochodu w łatwy sposób możemy zarazić siebie oraz bliskich.

Koronawirus – jak bezpiecznie tankować paliwo?

Inną prozaiczną, a potencjalnie niebezpieczną sytuacją, jest uiszczanie opłaty za parkowanie. Służby miejskie zapewniają, że parkometry są regularnie dezynfekowane, ale przecież nie po każdej osobie. Dezynfekowanie rąk po odebraniu biletu nie jest stuprocentowo skutecznym rozwiązaniem, bo żeby zapłacić, musieliśmy na przykład wbić numer rejestracyjny swojego pojazdu, a później sięgnąć do kieszeni po portfel. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest opłacanie parkowania za pomocą aplikacji w smartfonie.

Ponieważ niezwykle trudno jest stuprocentowe zabezpieczenie się przed przeniesieniem koronawirusa (jak to ma miejsce w przypadku wszystkich drobnoustrojów), dobrze od czasu do czasu zdezynfekować wnętrze swojego samochodu. Najlepiej przy użyciu jednego, z powszechnie dostępnych obecnie, płynów do dezynfekcji i miękkich ściereczek (na przykład z mikrofibry). Pamiętajmy o wszystkich powierzchniach, jakie dotykamy, a tych jest wbrew pozorom całkiem sporo. Są to między innymi klamki (wewnętrzne i zewnętrzne), dźwignia zmiany biegów, hamulec ręczny, kierownica, dźwigienki za nią, przełączniki klimatyzacji, radia lub systemu inforozrywki, przełączniki do sterowania szybami oraz klamry pasów bezpieczeństwa.

Koronawirus a samochód – gdzie jeździmy i jak się chronimy?

Warto także pamiętać o drobnych rzeczach, jak na przykład wietrzenie samochodu. Przy obecnych temperaturach większość osób korzysta tylko z klimatyzacji, ale dobrze czasem otworzyć okna w czasie jazdy. A skoro o klimatyzacji mowa – jeśli nie wymienialiśmy filtra kabinowego w tym roku, koniecznie trzeba to zrobić. Po pierwsze dlatego, że sprawny filtr również może nas ochronić przed zarażeniem, a po drugie dlatego, że zanieczyszczony filtr to siedlisko różnych drobnoustrojów. Niekoniecznie koronawirusa, ale również niekorzystnych dla naszego zdrowia.

Sposobem na całkowite odkażenie samochodu jest ozonowanie wnętrza. Pozwala skutecznie pozbyć się wszystkich bakterii, grzybów (również pleśni), nieprzyjemnego zapachu oraz, co najbardziej nas teraz interesuje, wirusów. To procedura którą warto co jakiś czas wykonać, szczególnie jeśli autem podróżują alergicy. Z koronawirusowego punktu widzenia warto je przeprowadzić jeśli na przykład pożyczyliśmy samochód znajomemu i chcemy być pewni, że nie zostawił nam w nim niczego „niepożądanego”.

Najnowsze

Wyjątkowo złośliwy (i potencjalnie niebezpieczny) kierowca Fiata Bravo

Trudno doprawdy zrozumieć kierowców, którzy aktywnie starają się utrudniać innym życie na drodze i doprowadzać do niebezpiecznych sytuacji.

Akcja na nagraniu zaczyna się od około 0:35. Wtedy kierowca ciężarówki z kamerą dogania Fiata Bravo na zjeździe z drogi szybkiego ruchu. Postanawia natychmiast go wyprzedzić, ale kierujący osobówką dodaje gazu.

Kierowca BMW celowo doprowadza do kolizji, myśląc, że jest bezkarny

Przerażające w tej sytuacji jest to, że jadą w ten sposób 20 sekund! A kiedy kierowca ciężarówki zwalnia i chce się schować za Fiata ten również hamuje, żeby mu tu uniemożliwić. Nawet zatrzymuje się na moment, jakby chciał doprowadzić do kolizji ciężarówki z drugą, która nadjechała z naprzeciwka!

Kierowca zdołał uciec policjantom, ale po drodze zgubił swoje dokumenty

Później jeszcze kilkukrotnie wciska hamulec, żeby postraszyć kierującego autem ciężarowym. Autor nagrania mimo to podejmuje kolejną próbę wyprzedzenia Bravo, ale ostatecznie decyduje się na zjechanie z drogi na duży parking, rozsądnie kończąc niebezpieczną jazdę.

Przesadził z prędkością w czasie deszczu, cudem uniknął śmierci

Słowa „dłuższy materiał” znajdujące się w tytule nagrania wskazują prawdopodobnie, że do sieci wcześniej trafiła krótsza wersja wideo i komentujący zarzucali autorowi, że pewnie sprowokował wcześniej kierowcę Bravo i dlatego nie pokazuje, co działo się wcześniej. Wygląda na to, że wcześniej się nie spotkali, chociaż nadal nie jest to całkowicie pewne. Zastanawiające jest też zachowanie kierowcy ciężarówki – wyprzedzanie samochodu, który zaczyna się rozpędzać po wykonaniu jakiegoś manewru jest rozsądne tylko wtedy, kiedy wiemy, że mamy znacznie szybsze auto. Dlaczego autor nagrania natychmiast zaczął wyprzedzać Fiata, chociaż logika podpowiada, że osobówka natychmiast mu odjedzie na prostej? Zastanawiające.

Najnowsze

Nasz znajomy rowerzysta tym razem mógł mieć rację (szok)?

Poczucie bycia ponad prawem cechuje niestety nie tylko tego rowerzystę, ale to on właśnie postanowił nagrywać swoje wykroczenia i chwalić się nimi w internecie.

Okoliczności tego zdarzenia są klasyczne dla tego rowerzysty. Porusza się wielopasmową ulicą, a kiedy jakiś kierowca zwraca mu uwagę, że obok biegnie droga dla rowerów i to nią powinien się poruszać, odpowiada „i co z tego”.

Dlaczego „kolarze” nie jeżdżą po drogach dla rowerów – wyjaśnia „król rowerów”

Tym razem uwagę zwrócił mu nie byle kto, bo były dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Nasz znajomy rowerzysta go rozpoznał, więc tym razem nie tylko zamieścił widoczny numer rejestracyjny (który według prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych jest daną osobową i podlega ochronie), ale także jego imię nazwisko oraz zdjęcie. Odważnie.

Numer rejestracyjny jak Pesel? Według prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych to też dana osobowa!

Najciekawsze w tym nagraniu jest jednak to, że nasz znajomy rowerzysta tym razem miał rację! No… odrobinę racji. Rzeczywiście na drodze przejazdu, którą sobie wybrał, nie było drogi dla rowerów i faktycznie chcąc kontynuować jazdę musiałby zjechać na czteropasmową ulicę. Lecz w momencie, kiedy kierowca zwracał mu uwagę, obok niego znajdował się jeszcze ciąg pieszo-rowerowy. Rozumiemy, że rowerzyście nie uśmiechało się zeskakiwanie z krawężnika na ruchliwą arterię tylko po to żeby przepisowo pokonać niecałe 200 m. Mógł uznać nawet taki manewr za mniej bezpieczny, niż przejechanie tego odcinka ulicą.

Szok! Nasz znajomy rowerzysta skrytykował kierowców i miał rację. Ale sam przepisy też złamał

Rzecz w tym, że nasz znajomy rowerzysta nie broni się troską o własne bezpieczeństwo, tylko zarzuca innym nieznajomość przepisów (które nawet przywołuje!), chociaż to właśnie on je łamie. Nagranie wskazuje też, że przed skrętem w lewo na skrzyżowaniu, widocznym na początku filmu, też poruszał się drogą wielopasmową, wzdłuż której biegnie droga dla rowerów i na której obowiązuje ograniczenie do 70 km/h (co uprawniałoby go do jazdy chodnikiem, gdyby nie było tam DDR). Ale nasz znajomy rowerzysta jeździł przecież nawet po drogach z ograniczeniem do 100 km/h, więc co to dla niego.

Najnowsze

Stylmartin Audax Glam i Jungle – wystrzałowe buty dla motocyklistek

Marka Stylmartin udowadnia, że buty motocyklowe nie muszą być nudne. Dwa kobiece wersje Audax są całkiem zaskakujące!

Stylmartin Audax Glam i Jungle to dwie tegoroczne propozycje, w segmencie obuwia motocyklowego dla kobiet, od Stylmartin. Te motocyklowe sneakersy to świetne połączenie praktyczności i bezpieczeństwa z odrobiną mody i szaleństwa.

Wygląd butów motocyklowych Stylmartin z linii SPORT U  jest inspirowany obuwiem samochodowym tej marki z lat 80-tych. A połączenie tego z modnymi tkaninami i detalami sprawiają, że od butów Audax trudno oderwać wzrok.

Skórzana cholewka Glam jest połączona z błyszczącą tkaniną, a w wersji Jungle – materiałem zamszowym z nadrukiem zebry. Te retro, wystrzałowe modele spodobają się motocyklistkom, które nudy w ubiorze nie lubią.

Oprócz niebanalnego wyglądu Audax oczywiście chronią stopę motocyklistki. Po obu stronach kostek znalazły się ochraniacze Malleolus PU. O komfort dba wszyta wodoodporna, a jednocześnie oddychająca, membrana. Podeszwa jest antypoślizgowa, a wewnątrz umieszczono anatomiczną i perforowaną wkładkę. Zapięcie to sznurówki w połączeniu z zabezpieczeniem dwóch rzepów. Stylmartin Audax posiadają certyfikat CE i są zgodne z normą EN 13634:2017.

Te damskie sneakersy są dostępne w rozmiarach od 36 do 42, a w Polsce dealerem marki Stylmartin jest Modeka.

Najnowsze