Kamila Nawotnik

Test Ford Mustang Fastback 5.0 GT – bestia ucząca pokory

Mam teorię, która zakłada, że każdy - a przynajmniej zdecydowana większość fanów motoryzacji ma taki samochód, który jest szczególnie ważny. Ten konkretny model może od wielu lat za każdym razem szczególnie przykuwać uwagę, być odwiecznym marzeniem i obiektem pożądania lub stanowić symboliczny punkt w życiu, po którym motoryzacyjna pasja zaczęła się rozwijać.

Nie wiem, w jakim stopniu ta teoria znalazłaby odzwierciedlenie w rzeczywistości, choć dotychczasowe doświadczenia mówią mi, że coś w tym jest i faktycznie każdy, kto motoryzację traktuje jako swoje hobby czy pasję, ma osobistą listę pt. „Gdybym mógł dziś zrealizować wszystkie swoje marzenia, to byłoby pierwsze”.

Ja mam taką listę. Na samym szczycie, gdzieś w chmurach kompletnego oderwania od rzeczywistości pomyka Aston Martin, ale na poziomie trochę bardziej zbliżonym do ziemi, mniej szalonym i bardziej realistycznym, od wielu lat jest… Ford Mustang.

To jedno z tych aut, które jako pierwsze zaczęły zapisywać się w mojej świadomości. To jedno z tych aut, które pozwoliły mojej pasji i ciekawości rosnąć. To także jedno z tych aut, które pozwoliły mi zrozumieć, że samochód składa się nie tylko z kilogramów metalu i plastiku, mnóstwa przewodów i litrów paliwa, ale ma także swoją historię i pewnego rodzaju duszę. To w końcu jedno z tych aut, które – odkąd sięgam pamięcią, było moją miłością i wielkim marzeniem.

Z marzeniami jest czasem tak, że im dłużej kwitną w naszej świadomości, tym bardziej zaciera się granica pomiędzy obiektywną oceną rzeczywistości, a pragnieniami. Im dłużej coś jest dla nas nieuchwytne, im dłużej czegoś chcemy i na to czekamy, tym większą mamy skłonność do idealizacji danego celu. Bardzo często (chyba nawet w większości) kończy się to rozczarowaniem, większym lub mniejszym i mniej lub bardziej bolesnym.

Zdarzają się jednak te wyjątkowe, pojedyncze przypadki, gdy doczekujemy się spełnienia i, zdając sobie sprawę z tego jak odważnie podeszliśmy do tematu i jak mocno zaszaleliśmy w wyobraźni, przekonujemy się, że rzeczywistość nie tylko sprostała postawionemu wyzwaniu. O ile to w ogóle możliwe, ona wręcz potrafi je przebić.

A teraz do rzeczy…

Tym dłuższym wstępem chciałam podkreślić ciężar zadania, jakie stanęło przed najnowszą odsłoną Mustanga, który trafił na nasz test. Miałam względem tego auta ogromny sentyment, ale też pewne oczekiwania. Czy Ford im sprostał?

Już nasze pierwsze spotkanie pokazało, czego mogę faktycznie się spodziewać. Idąc wzdłuż samochodu, starałam się uchwycić całokształt i wszystkie detale jednocześnie. Widziałam czarne emblematy „5.0” tuż przed obrysem drzwi i srebrne „GT” na klapce od bagażnika. Przyglądałam się przetłoczeniom na przodzie, opadającej linii dachu, mocno zabudowanemu tyłowi i szerokim nadkolom wystającym w sposób kojarzący mi się z kościami biodrowymi. Patenty niby podobne, ale Mustang w żaden sposób nie wywołuje skojarzeń zarezerwowanych dla włoskich aut sportowych. Te wszystkie przetłoczenia i poszerzenia nie sprawiają, że auto wygląda jak ponętna, elegancka kobieta z kuszącymi, seksownymi krągłościami. To domena Ferrari lub Alfy Romeo. Mustang to mocno wytrenowany atleta, którego każdy mięsień jest wyraźnie zarysowany. Zdecydowany i silny. Trochę brutalny, ale o tym dopiero miałam się przekonać. Póki co, patrzyłam na 19-calowe czarne felgi i przebijające zza ich obręczy 15-calowe tarcze hamulcowe, przytulane przez 6-tłoczkowe zaciski Brembo. Ok, no ma na czym jechać.

W końcu otworzyłam ciężkie i grube drzwi. Wsiadłam i potrzebowałam chwili, żeby zrozumieć rozkład poszczególnych przycisków, przyjrzeć się desce rozdzielczej i kierownicy. W Mustangu wnętrze jest raczej surowe i pozbawione zbędnej kokieterii czy silenia się na przesadną elegancję. Jest amerykańsko, w stylu lotniczym, co sugerują chociażby wystające przełączniki zamiast guzików u dołu konsoli. Kiedy już ochłonę, dojdę do wniosku, że wnętrze auta nie jest zbyt piękne, trochę za skomplikowane (a do jego wykończenia użyto chyba każdego możliwego materiału) i może lekko przytłaczające. Podobnie jednak jak w momencie pierwszego spotkania, także później nie będzie to miało dla mnie absolutnie żadnego znaczenia. Później będzie już… komfortowo i przytulnie.

Wreszcie włączyłam zapłon i usłyszałam mruczenie silnika – bardzo mocnego V8 o pojemności pięciu litrów. „Klasyczny amerykański big block”, pomyślałam. Ten motor zapewni mi 450 KM mocy i świetny moment obrotowy w wysokości 529 Nm, które w teorii powinny wciskać mnie w fotel przy każdym mocnym zrywie. Tak nie będzie, ale o tym później. Na razie kolejne minuty zajmowało mi rozszyfrowanie informacji wyświetlanych na 12-calowym wyświetlaczu ze wskaźnikami. To wyjątkowo skomplikowane zadanie, którego nie udało mi się dokończyć. Uznałam, że zajmę się tym w trakcie jazdy, której bardzo mocno nie mogę się już doczekać.

Ruszyłam, czując cały potencjał ukryty pod klapą maski i – ku mojemu zaskoczeniu – bardzo dużą masę samochodu. Mustang Fastback 5.0 GT z kierowcą waży niecałe 1800 kilogramów i to zdecydowanie jeden z tych pojazdów, w których czujecie absolutnie każdy z nich.

Wymiary i masy Forda Mustanga Fastback GT:

Długość: 4789 mm
Szerokość: 1916 mm
Wysokość: 1382 mm
Masa własna: 1693 kg
Minimalna pojemność bagażnika: 408 l
Pojemność zbiornika paliwa: 61 l

W 1964 roku Mustang przyszedł na świat jako stylowy pony car – kompaktowy, sportowy samochód dla każdego. W dzisiejszych czasach naprawdę trudno nazwać to auto kompaktowym. Jest po prostu wielkie, od fastbacka pierwszej generacji dłuższe o 2,4 cm, szersze o 11,5 cm, ale też wyższe o 7,9 cm. Ma on niecałe 4,8 m długości, z czego prawie połowę zabiera odcinek wzdłuż klapy maski.

Pokora przede wszystkim

Jak zatem prowadzi się tak mocnego potwora? Specyficznie. Jak już wspomniałam, patrząc na dane techniczne i mając jakieś tam doświadczenie ze sportowymi autami nastawionymi na świetne osiągi, po wduszeniu pedału gazu do dechy spodziewałam się mocnego wciśnięcia mojego ciała w fotel oraz agresywnego i ani trochę subtelnego zerwania się do biegu. Nie do końca tak było. Przy szybkim rozpędzaniu auta doskonale czujecie każdy kilogram masy i słyszycie warczący silnik. Czujecie wysiłek ośmiu garów zaprzęgniętych do roboty, uciekającą gdzieś z tyłu przyczepność i macie wrażenie, że siedzicie na byku, którego ktoś właśnie mocno kopnął w zadek. Zasapanym, ciężkim i bardzo silnym byku.

Tak specyficzne auto wymaga odpowiedniego podejścia. Podobnie jak prawdziwe mustangi potrzebują dużej dawki pewności by jakkolwiek zaufać człowiekowi, tak i ten samochód będzie was długo testował, wystawiał na próbę i badał waszą czujność nim da choć trochę się poskromić. I tak jak dzikie konie w dolinie – nawet gdy to się wydarzy i poczujecie kontrolę, będzie czasem próbował wam się wyrwać. Nie za mocno, tylko trochę i tylko po to, by uświadomić wam jej złudność.

Nie przestaje wierzgać

W Mustangu na tylnej osi znajdziemy mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu, którego zadaniem jest przekazanie momentu obrotowego silnika na koło o lepszej przyczepności, co umożliwia skuteczne przyspieszanie na wyjściu z zakrętu oraz na śliskiej nawierzchni. Trudno mi sobie wyobrazić, jak auto zachowywałoby się bez tego systemu, bo nawet z nim jest tak temperamentne i nabuzowane, że zanim się do tego przyzwyczaiłam, przez pierwsze kilkanaście kilometrów byłam maksymalnie skupiona na utrzymywaniu względnej trakcji. Tylna oś próbuje uciec przy każdej najmniejszej okazji, niezależnie od tego czy jedziecie spokojniej czy bardziej dynamicznie. Przy ruszaniu, na prostej i w zakrętach cały czas trzeba zachowywać czujność i być przygotowanym na kontrowanie. Tych, którzy się zagapią, Mustang szybko sprowadza na ziemię.

Testowany przez nas egzemplarz sparowany został ze skrzynią automatyczną o, uwaga, aż 10 przełożeniach. Zmiany biegów nie są przesadnie wyczuwalne i zazwyczaj następują w trafionym momencie. Czasami układ spóźnia się z redukcją, ale tutaj przydatne stają się manetki przy kierownicy. Taka liczba przełożeń pomaga jednak usprawnić pracę silnika, a przy tym zapanować nad zużyciem paliwa, które przy delikatnym traktowaniu (załóżmy, że było to możliwe) nie spadło nigdy poniżej 13,8 l/100 km.

Prowadzenie tego samochodu nie jest bardzo proste, ale za to daje bardzo dużo przyjemności. Zwłaszcza, że Mustang to jeden z tych modeli, które w określony sposób wyrażają charakter właściciela. Podczas testu połowę spojrzeń przyciągało logo z pędzącym koniem. Drugą połowę wabił seledynowo zielony lakier Grabber Lime, który nawet w pochmurne dni zdaje się rozświetlać ulice. Niezależnie jednak od koloru nadwozia, nie macie co liczyć na wsiąknięcie w tłum. Nie pozwolą wam na to wymiary i widoczna już na pierwszy rzut oka masywność fastbacka, który w dodatku potrafi zawarczeć. Aktywny układ wydechowy, zarezerwowany dla wersji GT, może pracować w trybie cichym, normalnym, sportowym lub torowym. W tym ostatnim wydaje z siebie głęboki, basowy dźwięk, który trafnie wyraża sportowy charakter auta, ale nie jest przesadnie ostentacyjny.

Adrenalina i zabawa

Dla wielbicieli torowej adrenaliny i zabaw w stylu amerykańskich nastolatków przewidziano TrackApps – zestaw aplikacji mających uatrakcyjnić doznania podczas wyścigów i sztuczek samochodowych. Pokazuje on też aktualne informacje przydatne podczas jazdy na torze wyścigowym. Znajdziecie tam m.in. blokadę przednich kół, co pozwoli Wam na spektakularne palenie gumy. Kierowca może przeskakiwać też pomiędzy trybami jazdy, dostępne są: normalny, sportowy, torowy, 1/4 mili (opcjonalnie, przy wykupieniu adaptacyjnego zawieszenia MagneRide), mokra/śliska nawierzchnia oraz personalizowany MyMode. Każdy z nich zmienia reakcję na gaz, charakterystykę działania skrzyni, siłę wspomagania kierownicy oraz poziom ingerencji układu stabilizacji toru jazdy. W autach ze wspomnianym MagneRide zmienia się także twardość zawieszenia.

Nigdy nie jest za łatwo

Jak coś jest robione po amerykańsku, to najwidoczniej musi być w jakiś sposób przekombinowane. Tym razem jest tak z zegarami oraz obsługą 8″ ekranu dotykowego – swoją drogą, wyglądającego na karykaturalnie mały w porównaniu z „nabitą” deską rozdzielczą. Szukanie i zmienianie niektórych ustawień może okazać się czasochłonne, ale ma to swoje dobre strony – jeśli poświęcicie chwilę na wertowanie zakładek menu (także komputera pokładowego), co jakiś czas możecie natknąć się na jakąś nową, ciekawą funkcję. Ten samochód poznaje się trochę wolniej, ale dzięki temu wydaje się też tym ciekawszy. Urzekająca w swoim lekko skomplikowanym projekcie może być także stylistyka liczników, zmieniająca się w zależności od wybranego trybu jazdy. W trybie sportowym, zamiast klasycznego okrągłego obrotomierza, pojawia się pas biegnący przez prawie całą szerokość wyświetlacza, zapełniany wraz ze wzrostem prędkości obrotowej silnika.

Choć Mustang, a tym bardziej GT, może kojarzyć się z kryzysem wieku średniego czy zabawką na weekend, ten samochód potrafi także dać sobie radę jako auto rodzinne (w granicach racjonalnego podejścia). Z tyłu nie ma przesadnie dużo miejsca, ale drobniejsze osoby czy dzieci w wieku szkolnym nie będą narzekać na brak komfortu, a w razie dłuższych podróży do dyspozycji pozostaje 408-litrowy bagażnik, z możliwością złożenia tylnej kanapy w stosunku 50/50. Możecie śmiało użyć tego argumentu, by przekonać do zakupu żonę/męża.

To samochód ordynarny, ale nie surowy. Znajdziemy tu więc systemy bezpieczeństwa pokroju asystenta utrzymania w pasie ruchu, Pre-Collision Assist, który zawiera funkcję ostrzegania przed uderzeniem w pojazd poprzedzający czy układ wspomagania hamowania awaryjnego. Auto wyposażono w czujniki parkowania z kamerą cofania, system Isofix (mówiłam, prorodzinne!) oraz poduszki powietrzne czołowe, boczne i kurtynowe dla pasażerów siedzących z przodu, a także kolanową dla kierowcy.  

Gdybym mogła, zapłaciłabym nawet więcej

Mustang nie jest elegancki ani tym bardziej subtelny. Na kokpicie panuje spory chaos, podobnie jak na wyświetlaczu ze wskaźnikami. Od razu widać, że wrażenie luksusu nie było priorytetem projektantów… I bardzo dobrze! Zorientowanie się we wszystkich funkcjach i danych zajmuje całkiem długą chwilę, ale umówmy się – nie o to chodzi w jeździe amerykańską klasyką. Ceny auta z testowanym napędem i 10-biegowym automatem rozpoczynają się od 223 810 zł. Cena wersji ze słabszym 280-konnym silnikiem 2.3 EcoBoost i 6-biegową skrzynią manualną startuje z pułapu 199 100 zł. Nawet ze standardowym wyposażeniem to całkiem dobra propozycja. Jeśli zaś chodzi o wersję GT napędzaną ogromnym motorem 5.0 V8 z 10-biegowym automatem, nie mamy wątpliwości, że jest to niemal promocja.

Pomijam już fakt, że uczucie marzenia spełnionego w 110% zawsze jest bezcenne.

TO NAM SIĘ PODOBA

  • Cena
  • Ekscytujące wrażenie brutalności auta podczas jazdy
  • Dobre wyposażenie standardowe
  • TrackApps
  • Bardzo sportowy, amerykański design

TO NAM SIĘ NIE PODOBA

  • Przesadna mnogość materiałów wykorzystanych do wykończenia wnętrza
  • Karykaturalnie mały ekran dotykowy

Dane techniczne Forda Mustanga Fastback GT 5.0:

Silnik: benzynowy V8
Moc:  450 KM przy 7000 obr./min.
Maksymalny moment obrotowy: 529 Nm przy 4600 obr./min.
Skrzynia biegów: automatyczna 10-stopniowa
Prędkość maksymalna: 249 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 4,3 s

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Jessi Combs oficjalnie przyznano rekord Guinnessa prędkości!

Jessi Combs została pośmiertnie uznana za najszybszą kobietę na Ziemi. Teraz oficjalny rekord Guinnessa wynosi 522,783 mph!

Największym marzeniem Jessi Combs było zostanie najszybszą kobietą na Ziemi. W 2013 roku udało jej się rozpędzić do 709 km/h, ustanawiając – po 48 latach – nowy kobiecy rekord prędkości czterokołowych pojazdów.

Przeczytaj też: Jessi Combs pobiła rekord prędkości na lądzie sprzed 48 lat!

W 2019 roku podjęła próbę pobicia kobiecego rekordu wszech czasów, wynoszącego 825,13 km/h, który w 1976 roku ustanowiła Kitty O’Neil, prowadząca odrzutowego trójkołowca. Jessi Combs ustanowiła średnią prędkość przejazdu na 855,99 km/h, ale zginęła podczas tej próby. Tragiczny w skutkach wypadek spowodowała mechaniczna awaria przedniego koła, najprawdopodobniej wywołana uderzeniem o leżący na pustyni obiekt.

Przeczytaj też: Jessi Combs nie żyje. Zmarła podczas próby bicia rekordu prędkości w Oregonie

W niecały rok po tym tragicznym wydarzeniu, Jessi Combs została oficjalnie uznana najszybszą kobietą na świecie. Guinness World Records pośmiertnie przyznał Combs tytuł, po tym jak 27 sierpnia 2019 roku a pustyni Alvord, w południowo-wschodnim Oregonie osiągnęła średnią prędkość 522,783 mph, czyli ponad 840 km/h.

Kiedy Guinness oficjalnie przyznał Combs rekord, jej rodzina miała powiedzieć:

Jessi opuściła Ziemię jadąc szybciej niż jakakolwiek inna kobieta w historii.

Przez fanów na zawsze zostanie zapamiętana jako nieustraszona zawodniczka oraz rzeczniczka kobiet w sportach motorowych i społeczności motoryzacyjnej.

Najnowsze

Polacy powodują coraz mniej wypadków na zagranicznych drogach

Po raz pierwszy od wielu lat spadła liczba kolizji z winy kierujących pojazdami z polskimi rejestracjami na zagranicznych drogach.

W 2019 r. nasi zmotoryzowani spowodowali ich 73 tys. W poprzednim roku byli sprawcami ponad 75 tys. zdarzeń. Nastąpił więc spadek o ponad 3 proc. Tradycyjnie najwięcej kolizji kierujący pojazdami z polskimi tablicami powodują na drogach Niemiec, Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii i Holandii. Ponownie jednak wzrosła liczba szkód z winy naszych zmotoryzowanych bez OC. W 2019 r. PBUK (Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych) pokryło z tego tytułu 585 świadczeń o wartości blisko 16 mln zł, czyli niemal dwukrotnie wyższej niż w poprzednim roku.

Kierujący pojazdami z polskimi tablicami rejestracyjnymi powodują na zagranicznych drogach 200 zdarzeń dziennie. W całym 2019 r. byli sprawcami 73 tysięcy kolizji i wypadków. W porównaniu z rokiem 2018, kiedy to wyrządzili ponad 75,2 tysięcy szkód, nastąpił ich spadek o 3 proc. Nadal jednak poważne żniwo zbiera brak poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo na drogach i nadmierne przekonanie o własnych umiejętnościach.

Najgorzej jeździmy po drogach niemieckich
Najwięcej szkód polscy zmotoryzowani spowodowali w 2019 r. na terenie Niemiec – ponad 37 tys. Stanowi to ponad połowę wszystkich zdarzeń z winy kierujących polskimi pojazdami za granicą. Nieznacznie zmalała liczba podobnych kolizji i wypadków przypadających na drogi Wielkiej Brytanii – z 4,8 tys. do 4,4 tys. Wzrosła natomiast we Francji – z 5,2 tys. do 5,7 tys. oraz w Holandii – z 4,2 tys. do 4,3 tys. We Włoszech utrzymuje się na stałym poziomie 5,2 tys. Łącznie w tych pięciu krajach polscy kierowcy byli sprawcami 56,7 tys. zdarzeń, co stanowi 78 proc. wszystkich kolizji i wypadków spowodowanych przez naszych zmotoryzowanych na zagranicznych drogach.

Kierowcy bez OC podwoili wartość szkód
W 2019 r. ponownie nastąpił silny wzrost liczby zdarzeń spowodowanych przez kierujących pojazdami z polskimi tablicami rejestracyjnymi bez ważnego ubezpieczenia OC. PBUK uregulowało w ubiegłym roku aż 585 nowych zgłoszeń dotyczących tego rodzaju szkód. Regulowanie zobowiązań za szkody powstałe w wyniku zdarzeń spowodowanych przez polskich zmotoryzowanych prowadzących nieubezpieczone pojazdy należy do Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Łącznie z tego tytułu PBUK wydatkowało w 2019 r. kwotę  blisko 16 mln zł. Rok wcześniej sięgała ona 8,7 mln zł. Nastąpił więc niemal dwukrotny wydatków polskiego rynku ubezpieczeniowego za nieodpowiedzialnych kierowców.

Źródło: PBUK

Najnowsze

Volkswagen będzie produkował wyłącznie elektryki! W fabryce w Zwickau

W piątek z taśm fabryki samochodów w Zwickau zjechał ostatni pojazd z silnikiem spalinowym. Golfa R Varianta siódmej generacji, wyposażonego w benzynowy silnik 2.0 i lakierowanego w kolorze białym Oryx wyprodukowano dla klienta w Niemczech. Od teraz w Zwickau będą wytwarzane wyłącznie samochody elektryczne Volkswagena, a w przyszłości również marek Audi i Seat.

Rozbieg przed tym skokiem w motoryzacyjną przyszłość był długi: produkcję aut spalinowych rozpoczęto w Zwickau w 1904 roku. Początkowo przez długie lata były to modele marki Horch, w czasach NRD z taśm zjeżdżał tu Trabant. W maju 1990 roku rozpoczęto produkcję Volkswagenów – w ciągu 30 lat w Zwickau powstało dokładnie 6.049.207 samochodów: modeli Polo, Golf, Golf Variant, Passat i Passat Variant.

Prace w hali nr 6, w której powstawał dotąd Golf Variant, już się rozpoczęły. Po zaplanowanej na kilka letnich tygodni fazie przygotowawczej, w zimie bieżącego roku zostaną w niej wyprodukowane pierwsze samochody elektryczne – obok ID.4 po pewnym czasie również SUV marki Audi. Od połowy listopada 2019 roku w Zwickau trwa seryjna produkcja Volkswagena ID.3 1ST. W lecie ruszy budowa modelu ID.4.

 

Kursy przygotowawcze dla 8.000 zatrudnionych 
Stopniowa transformacja fabryki samochodów w Zwickau to pierwsza w historii Volkswagena przebudowa dużego zakładu samochodowego do potrzeb produkcji aut elektrycznych. Nakłady na tę operację wynoszą 1,2 miliarda euro. W końcowej fazie, od 2021 roku, w Zwickau będzie powstawać sześć modeli skonstruowanych na płycie podłogowej MEB należących do trzech marek koncernu. W ramach kursów przygotowawczych wszyscy członkowie 8-tysięcznej załogi zostaną przeszkoleni w zakresie produkcji pojazdów elektrycznych i pracy z prądem o dużej mocy. Łącznie do końca 2020 roku załoga z Zwickau weźmie udział w 20.500 dniach szkoleniowych. Dzięki temu w fabryce tej zagwarantowane zostaną trwałe miejsca pracy.

Platforma MEB zapewnia upowszechnienie samochodów elektrycznych
Volkswagen ID.3 został skonstruowany w oparciu o modułową płytę podłogową MEB. Stworzono ją specjalnie do produkcji aut z napędem elektrycznym, by wykorzystać wszystkie zalety tego rodzaju pojazdów. ID.3 ma duży zasięg, przestronne wnętrze i odznacza się dynamicznymi właściwościami jezdnymi. Podstawowa wersja tego modelu będzie kosztowała mniej niż 130.000 złotych. Od 17 czerwca osoby, które dokonały wcześniejszej rezerwacji mogą podpisywać wiążące umowy na zakup auta. ID.3 1ST zostanie wprowadzony do sprzedaży w Europie niemal jednocześnie we wrześniu 2020 roku.

Volkswagen Saksonia: popularne modele elektryczne, auta luksusowe i silniki
Oprócz fabryki w Zwickau Volkswagen Saksonia ma jeszcze dwa inne zakłady. W fabryce silników w Chemnitz powstają między innymi benzynowe jednostki napędowe z bezpośrednim wtryskiem paliwa, z kolei w Szklanej Manufakturze w Dreźnie do końca roku będzie produkowany e-Golf, a od 2021 roku model ID.3. Nadwozia luksusowych SUV-ów Lamborghini i Bentleya będą nadal powstawać w Zwickau.

Najnowsze

Poznań Moto Fest za nami. Zobaczcie co tam się działo!

To był piękny, słoneczny weekend pełen motoryzacyjnych wrażeń. Targi Poznań Moto Fest dobiegły końca, jednak jeszcze na długo pozostaną w naszej pamięci

Najważniejszym punktem drugiego dnia targów był bez wątpienia przyjazd ekipy Positive Ways, która podczas wyprawy z Sopotu do Zakopanego zbiera fundusze na rzecz dzieci z hospicjum. Ich przyjazd na Międzynarodowe Targi Poznańskie wywołał spore poruszenie wśród zwiedzających, którzy od razu zaczęli gromadzić się wokół 38 aut, jakie pojawiły się na PMF. Nic w tym dziwnego, w końcu nieczęsto widuje się aż tyle super-samochodów w jednym miejscu. 

Poznań Moto Fest za nami. Zobaczcie co tam się działo!

W trakcie drugiego dnia targów do dyspozycji uczestników wydarzenia były niemal wszystkie pojazdy, jakie mogliśmy podziwiać w sobotę. Po raz kolejny teren MTP wypełniły samochody, motocykle kampery. Nie zabrakło także atrakcji dla najmłodszych, food-trucków oraz symulatora dachowania.

Poznań Moto Fest za nami. Zobaczcie co tam się działo!

Event debiutujący w kalendarzu imprez organizowanych przez Grupę MTP okazał się organizacyjnym sukcesem. Wydarzenie zostało bardzo ciepłe przyjęte zarówno przez wystawców, jaki i zwiedzających. Dziękujemy wszystkim za tak liczną obecność. Dziękujemy wszystkim za tak liczną obecność. Łącznie podczas dwóch dni targi odwiedziło 5 500 osób.

Poznań Moto Fest za nami. Zobaczcie co tam się działo!

Na tym jednak nie koniec. Już dziś zapraszamy na kolejny aktywny weekend na terenach Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie w dniach 11-12 lipca przygotowujemy Letni Targ Rodzinny. Podczas targów będzie możliwość zapoznania się z najnowszym sprzętem sportowym, wypróbować go w specjalnych strefach testów rowerowych, czy wrotkarskich, a dla osób spragnionych emocji przygotowujemy zawody w biegach dla najmłodszych i całych rodzin.

Poznań Moto Fest za nami. Zobaczcie co tam się działo!

Koneserów wyjątkowych smaków zabierzemy na podróż po kuchniach świata, począwszy od wielkopolskiej kuchni, przez produkty ekologiczne i regionalne, a na smakach gorącej Italii kończąc. Całość rodzinnej atmosfery dopełni strefa książki, gdzie będzie można wymienić się doświadczeniami oraz nabyć na stoiskach długo oczekiwane tytuły.

Najnowsze