Doceńcie starania tego rowerzysty. Naraża się na niebezpieczeństwo i niewygodę, żeby tylko napsuć krwi kierowcom

Może są tutaj jacyś zapaleni rowerzyści i wyjaśnią nam, co jest przyjemnego w jeżdżeniu w ten sposób, jaki robi to autor nagrania. Bo my, chociaż rower nam nieobcy, za grosz tego nie rozumiemy.

Do tego, że jazda na rowerze to spora przyjemność, nie trzeba nikogo przekonywać. Do tego, że to przy okazji niezły trening, również. Ale co jest przyjemnego i zdrowego jeżdżeniu na rowerze w gęstym miejskim ruchu? W oparach spalin i ciągłej obawie, że ktoś nas nie zauważy, albo wyprzedzi zbyt blisko i sprawi, że stracimy równowagę?

Rozpędzony rowerzysta potrącił samochód! Tak było, naprawdę!

Autor poniższego nagrania wręcz uwielbia to. Tak bardzo lubi taką jazdę, że jeździ ulicami nawet kiedy obok jest droga dla rowerów. Porusza się wielopasmową drogą w deszczu, który uprawnia go nawet do skorzystania z chodnika. Ignoruje wszystkie nakazy prawne, a także prawne udogodnienia przygotowane z myślą o bezpieczeństwie rowerzystów, i pcha się w gęsty ruch.

Rowerzysta myślał, że jest nietykalny

Na jego irracjonalne zachowanie zwraca uwagę jedna z kierujących. Konkretnie to na jeszcze jedną rzecz – jazdę środkiem pasa, choć przepisy nakazują mu trzymanie się krawędzi. Dlaczego tak jedzie? Żeby kierowcy go nie wyprzedzali, bo jeszcze zrobią to zachowując zbyt małą odległość. Innymi słowy „ja wiem lepiej, jak mam jechać, i żadne przepisy mi tego nie będą narzucać”. Klasyka.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze