Chińska policja dyskryminuje kobiety za kółkiem

„Nie zakładaj wysokich obcasów do jazdy samochodem, nie panikuj, jeśli zrobisz coś nie tak” - taki apel wystosowała pekińska policja do kobiet kierowców. Jednak większość użytkowników dróg uznała go za dyskryminujący.

To tylko niektóre sugestie, jakie przekazała pekińska policja kobietom prowadzącym samochody. Komunikaty pojawiły się w internecie i szybko rozniosły się między internautami, którzy nie szczędzili im surowych komentarzy, łącznie z takimi, które mówiły o dyskryminacji pod względem płci.

Oto treść niektórych postów zamieszczonych przez policję:

– Niektórym kobietom kierowcom brakuje poczucia kierunku, a podczas jazdy samochodem, często wahają i są niezdecydowanie, którym pasem powinny jechać.

– Okazuje się, że kobiety kierowcy często kiedy jadą same, nie są w stanie znaleźć drogi do miejsca przeznaczenia, nawet gdy były tam wiele razy.

– Kobiety przed rozpoczęciem jazdy powinny zmienić obcasy na płaskie buty.

Restrykcje dotyczące kobiet – kierowców w Arabii Saudyjskiej ? Czytaj o nich tu.

Inny post jest w wersji komiksowej – przedstawia konfrontację policjanta z kobietą, która siedzi w samochodzie w kształcie buta na wysokim obcasie. To nawiązanie do historii pani Liu, która tak relacjonowała policjantom zdarzenie, w którym brała udział: „Docisnęłam hamulec, ale mój but został w podłodze (jechała w szpilkach)”.

Inne posty zwracają uwagę na korzystanie z hamulca ręcznego, który służy głównie do unieruchomienia pojazdu. Podobno wiele kobiet, zwłaszcza tych, które dopiero zaczynają jeździć, nie pamięta, aby go zwolnić przed rozpoczęciem jazdy.

Pewien komik nagrał piosenkę „No woman no drive” wspierającą akcję saudyjskich kobiet – obejrzyj ją tutaj.

Posty policji z Pekinu śledziło prawie sześć milionów internautów.

Kobiety w Chinach mają zagwarantowane równe prawa z mężczyznami, lecz konserwatywne społeczne zwyczaje często prowadzą do dyskryminacji w miejscach pracy, szkołach oraz w innych dziedzinach współczesnego życia.

Inny z policyjnych postów przedstawia kobietę, która potrąciła przechodnia i wysiadała z samochodu, aby zobaczyć, co się z nim stało. Nie zamknęła drzwi, więc z auta natychmiast zginął jej portfel i rzeczy osobiste.

Policja komentuje to tak: „Wiele kobiet, które mają stłuczki lub inne wypadki, często popada w panikę i przestaje racjonalnie myśleć. Wtedy bardzo łatwo zrobić im krzywdę.”

Internauci, wzburzeni tym, co opublikowała policja, uznali posty za dyskryminację, której dokonuje się oficjalnie.

Komentarz jednego z internautów: „może policja poświęci również trochę miejsca mężczyznom za kółkiem?”

Inny napisał: „większość młodych kierowców ma tego typu problemy, bez względu na płeć. Trzeba dodać, że sprawcami większości wypadków są mężczyźni.”

Według WHO 77 procent wszystkich zgonów w wypadkach samochodowych to mężczyźni, szczególnie ci poniżej dwudziestego piątego roku życia, czyli trzy razy więcej niż liczba kobiet w tym samym wieku (badania z marca 2013).

Najnowsze

Obowiązek używania opon zimowych – zmiany w ustawie

Parlamentarny Zespół ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego pracuje nad zmianami delegacji ustawowej zawartej w art. 66 ust. 8 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Chodzi o wprowadzenie obowiązku używania w okresie zimowym opon wyłącznie do tego przystosowanych.

W takich warunkach powinny być stosowane wyłącznie zimowe opony.
fot. Opel

Jak informuje Parlamentarny Zespół ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, celem zmian w rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia, jest wprowadzenie odpowiedniej regulacji w zakresie obowiązku stosowania w okresie zimowym wyłącznie opon przystosowanych do jazdy w tych warunkach.

Nowe przepisy nakładałyby na kierowców obowiązek wymiany opon na przystosowane do jazdy w warunkach zimowych w okresie regulowanym rozporządzeniem Ministra. Projektowany zapis ustawowy ma być na tyle elastyczny, że pozwalałby Ministrowi na sprecyzowanie okresu, jak i warunków dotyczących obowiązku jazdy na oponach przystosowanych do warunków zimowych. Rozporządzenie z jednej strony będzie precyzowało czas, w którym będzie obowiązywało poruszanie się na ogumieniu przystosowanym do jazdy w tym okresie, zaś z drugiej strony zezwoli na odstępstwa. Np. „w okresie od 1 listopada do 15 marca, chyba że występuje dodatnia temperatura powietrza” albo „w okresie od 1 listopada do 1 marca za wyjątkiem dni, w których na drodze nie występują opady albo zaleganie błota lub śniegu” – jak czytamy w dokumencie Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Wartą podkreślenia informacją jest fakt, że w projekcie rozporządzenia nie chodzi
o obowiązek jazdy na oponach zimowych, ale o zakaz używania w okresie zimowym opon nieprzystosowanych do zimowych warunków pogodowych.

„Jazda w warunkach zimowych na oponach nieprzystosowanych do niskiej temperatury, śniegu oraz błota pośniegowego niesie za sobą wiele niebezpieczeństw. Opony letnie są wykonane z mieszanki, która pod wpływem niskich temperatur twardnieje, w efekcie czego traci swoje parametry jezdne. Konstrukcja lameli (drobne nacięcia na bieżniku) opon letnich nie poradzi sobie z odprowadzeniem błota oraz pochłanianiem śniegu. Opony przystosowane do jazdy w zimowych warunkach są wykonane z miękkiej mieszanki oraz mają taką budowę bieżnika, która zapewni większe bezpieczeństwo podczas jazdy zimą” – komentuje Michał Antoszkiewicz, Country Manager Vianor Polska.

Rozporządzenie ma również zmienić minimalną dopuszczalną głębokość bieżnika. Obecnie wynosi ona 1,6 mm. W myśl rozporządzenia głębokość ta ma być nie mniejsza niż 4 mm.

„Zaleca się, aby głębokość bieżnika w oponie letniej miała co najmniej 3 mm, a w oponie zimowej minimum 5 mm. Od głębokości bieżnika zależy zachowanie parametrów i właściwości jezdnych opony. Zużyta opona gorzej odprowadza wodę, jej przyczepność jest dużo słabsza, a tym samym wydłuża się droga hamowania” – tłumaczy Michał Antoszkiewicz.

Najnowsze

Molly Taylor startuje w Rajdzie Walii

Tegoroczny sezon Molly Taylor zakończy prawdopodobnie po starcie w Walii, w czasie rajdu, w którym świetnie poradziła sobie rok wcześniej.

Molly Taylor

Po zwycięstwie w FIE Erc Ladies' Trophy Molly jest gotowa do ostatecznego starcia:

– Zeszłoroczny start w Wales Rally GB był zdecydowanie jednym z najlepszych wydarzeń w 2012 roku – powiedziała Molly. – Uwielbiam się ścigać i myślę, że w tym roku konkurencja jest poważna. Poza bardzo determinowanymi zawodnikami Citroena, startuje wielu brytyjskich kierowców z Mistrzostw Wielkiej Brytanii – wychodzi na to, że to będzie najbardziej konkurencyjny wyścig, w jakim kiedykolwiek przyszło mi brać udział. W ciągu ostatniego roku wiele się u nas zmieniło, wiele osiągnęliśmy i dużo pracy włożyliśmy w nasz sukces na ERC Ladies' Trophy i dlatego teraz jest nam bardzo miło, że możemy tutaj być, startować i stanowić konkurencję dla innych ekip.

Rajd Walii zaczyna się dziś w mieście Conwy na północnym wybrzeżu kraju. Składa się z 24 odcinków specjalnych z których połowa jest albo zupełną nowością albo nie była wykorzystywana w Rajdowych Mistrzostwach Świata od lat dziewięćdziesiątych. Koniec rajdu w sobotę, 17-go listopada, w miasteczku Llandudno.

Z całym szacunkiem do Molly – najbardziej będziemy jednak kibicować Robertowi Kubicy, który mamy nadzieję, sięgnie po najwyższe miejsca na podium Wales Rally GB 2013.

Molly Taylor

Najnowsze

Ceny Nissana Qashqai – od 74 500 złotych

Nissan ogłosił ceny nowej generacji modelu Qashqai. Auto zapowiada się wybitnie ciekawie.

Nissan Qashqai jest alternatywą dla tych, którzy rozważają zakup tradycyjnego hatchbacka lub crossovera. Ceny modelu zaczynają się już od 74 500 złotych.

Trzy wersje z bogatym wyposażeniem standardowym
Nowy Nissan Qashqai, który będzie dostępny w placówkach dealerskich od lutego 2014 roku, zaprojektowany został w trzech wersjach: Visia, Acenta i Tekna.

Wyposażenie standardowe wersji Visia obejmuje klimatyzację, zestaw głośnomówiący Bluetooth, system wspomagania ruszania pod górę oraz kolorowy ekran HD o przekątnej 5 cali połączony z systemem informacji i rozrywki. Wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa zawiera sześć poduszek powietrznych, systemu aktywnej kontroli zawieszenia, systemu monitorowania ciśnienia w oponach oraz tempomatu i ogranicznika prędkości w standardzie.

Wersja Acenta ma automatyczną dwustrefową klimatyzację, skórzaną kierownicę i gałkę dźwigni zmiany biegów, 17-calowe felgi ze stopów metali lekkich oraz system z ruchomą przegrodą w bagażniku. Wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa obejmuje przednie reflektory przeciwmgłowe i wycieraczki z czujnikiem deszczu.

Nissana Qashqai 2013
fot. Nissan

Zarówno w wersji Visia, jak i Acenta, opcjonalnie dostępny jest system Safety Shield oferowany w przystępnej cenie. W skład „tarczy bezpieczeństwa” wchodzi system zapobiegania kolizjom, system monitorujący zachowanie kierowcy oraz system rozpoznawania znaków drogowych, a także kilka innych układów wspomagających kierowcę.

Najwyższa wersja, Tekna wyposażona jest w reflektory przednie typu full LED oraz pakiet Nissan Safety Shield z systemem rozpoznawania znaków drogowych i funkcją adaptacyjnych świateł drogowych, 19-calowe felgi ze stopów metali lekkich, relingi dachowe, tapicerkę wykonaną częściowo ze skóry, duży szyberdach, podgrzewane siedzenia, czujniki parkowania z przodu i z tyłu oraz inteligentny kluczyk z przyciskiem uruchamiania zapłonu. W standardzie dostępny jest również system NissanConnect najnowszej generacji, obejmujący ekran dotykowy o przekątnej 7 cali, cyfrowe radio DAB, system kamer 360° i możliwość podłączenia smartfonu.

Do wyboru są cztery jednostki: dwie benzynowe i dwie wysokoprężne, z opcją napędu na dwa lub cztery koła. W ofercie są zarówno ręczne skrzynie biegów, jak i zupełnie nowa przekładnia automatyczna Xtronic.

Silniki benzynowe
Podstawowy silnik 1,2 DIG-T osiąga moc 115 KM, generuje 190 Nm momentu obrotowego, standardowo jest wyposażony w system Stop/Start i dostępny z sześciobiegową ręczną skrzynią biegów.Taka odmiana silnikowa w najtańszej wersji kosztuje 74 500 złotych.

Najmocniejszym silnikiem benzynowym w ofercie z Nissanem Qashqai, dostępnym od lata 2014 roku, będzie jednostka 1,6 DIG-T o mocy 150 KM i 240 Nm momentu obrotowego.

Silniki diesla
Najnowsza wersja uznanego silnika wysokoprężnego z bezpośrednim wtryskiem paliwa 1,5 dCi o mocy 110 KM to jednocześnie najoszczędniejsza jednostka napędowa oferowana w modelu Qashqai, zużywająca wg producenta w cyklu mieszanym 3,8 l paliwa na 100 km. Dzięki gruntowym modyfikacjom silnik 1,5 dCi zyskał dodatkowe 20 Nm momentu obrotowego w stosunku do poprzednika.
Nissan Qashqai z tym silnikiem w najtańszej wersji będzie kosztował 84 000 złotych.

Nissan Qashqai z najmocniejszym silnikiem diesla w ofercie 1,6 dCi, 130 KM jest dostępny z napędem na dwa lub na cztery koła. Najtańsza wersja z tym silnikiem kosztuje 90 500 złotych (z 4 x 4 98 500 złotych).

Najnowsze

Monika Marin – motocyklowy kierowca wyścigowy i… pisarka

Monika Marin, nauczycielka, pisarka, podróżniczka, dziennikarka, ale też kierowca wyścigowy, o którym najmłodsze pokolenie zdaje się nie pamiętać. O jej przejażdżce z Januszem Kuligiem, wypadku motocyklowym, planach na kolejne książki przeczytacie w niniejszym wywiadzie.

Monika Marin ze swoim obecnym motocyklem Hondą Transalp.
fot. z archiwum Moniki Marin

Niedawno pisałyśmy o pisarskim debiucie Moniki Marinczytaj tutaj.

Dziś przybliżamy sylwetkę tej niezwykłej kobiety.

Jesteś motocyklowym samoukiem, nikt Ci pasji do motocykli nie zaszczepiał. Skąd się zatem wzięła u nauczycielki nauczania początkowego MZ 250?
Motocyklowa pasja siedziała we mnie odkąd pamiętam. Pracowałam w szkole 3 lata równolegle studiując i uważam ten czas za wspaniałą lekcję życia. Dzięki temu mogłam sobie pozwolić na realizację chociaż namiastki swych marzeń. MZ -tka była wtedy jedynym motocyklem w moim zasięgu finansowym…

Galerię zdjęć z Moniką Marin obejrzysz tu.

Uczyłaś się jazdy wyścigowej w czasach „przed Internetem” w Polsce, skąd czerpałaś wiedzę?
Z intuicji, podpatrywania i samozapału – to, jeśli chodzi o MZ- tkę. Ale potem tak się szczęśliwie złożyło, że zaczęłam przyciągać ludzi o podobnym usposobieniu, od których się bardzo wiele nauczyłam. Dodając do tego fakt, że zaraz potem zaczęłam już podróżować  – wyścigi były naturalną konsekwencją motocyklowej ewolucji. Z tym, że tu się zaczęła „wyższa szkoła jazdy”, ponieważ nagle okazało się, że mimo doświadczeń podróżniczych i przejechania tysięcy kilometrów po Europie i Afryce, moje dotychczasowe umiejętności były tylko ułamkiem tego, czego potrzebowałam do jazdy na torze… I zaczęło się: po tysiąckroć omawianie wejścia i wyjścia z zakrętów, sprowadzanie z USA odpowiedniej literatury, rozmowy z zawodnikami, którzy już osiągnęli mistrzostwo.

Nasze wywiady z ciekawymi motokobietami przeczytasz tutaj.

Jak wówczas podchodzono do sponsoringu kobiet uprawiających „męską” dyscyplinę wyścigów motocyklowych?
Na początku fatalnie…W momencie gdy pojawiłam się na torze nikt nie traktował mnie poważnie. Zmieniło się to wtedy, gdy zaczęłam dobrze jeździć. I wtedy sponsorzy zaczęli pojawiać się sami. Po latach myślę sobie też, że taka postawa sponsorów była najlepsza dla mojego wizerunku, co owocuje do dziś. Nikt mi nie zarzuci, że dofinansowywano mnie tylko dlatego, że byłam dziewczyną. To dość uczciwe i klarowne – były wyniki, byli sponsorzy. Zresztą firmom wspomagającym mnie, szalenie się podobało, gdy kilkudziesięciu męskich zawodników podczas wyścigu oglądało tylko moje plecy… a na nich ich logo.

Pisałaś m.in. do Motocykla, Playboya i Voyage – wolisz zajmować się tematyką motocyklową w swoim dziennikarstwie, czy raczej podróżniczą? W jakich jeszcze magazynach pojawiały się Twoje artykuły?

Nie uwierzysz, ale nie ma chyba takiej tematyki w historii mojego dziennikarskiego życia, której się nie podjęłam. Przez kilka lat współpracowałam z „Playboyem”, pisząc głównie o motoryzacji. Nie lubię jednak ograniczać się do jednego działu, tematu, kraju, zaczęłam więc swoją przygodę z BBC. W swoim życiu pisałam już o winach, restauracjach, plażach, windsurfingu, bibliotekach, krokodylach, dzielnicach biedy w Meksyku i Rio de Janeiro, albo tańcu „Hula”. A to i tak tylko niektóre z tematów. Mam również stały kontakt z kilkoma dziennikarzami (i  fotografami) ze świata, którzy regularnie odwiedzają takie miejsca jak Syria, Palestyna, czy Afganistan. Jeden z moich znajomych dziennikarzy zginął w zeszłym roku…Obracam się w grupie  ludzi, którzy nie przechodzą obojętnie obok takich tematów jak wojna czy bieda. Mam mnóstwo zebranych materiałów dotyczących tematów tzw. „trudnych”. To pewne, że za jakiś czas pokażę je światu, pytanie tylko, czy w formie dokumentu, czy beletrystyki.

Monika Marin jako kierowca wyścigowy brała udział w Mistrzostwach Polski w latach 1994 – 1998.
fot. z archiwum Moniki Marin

Z czego dokładnie zrezygnowałaś na rzecz startów w wyścigach?
Startowałam w Mistrzostwach Polski w latach 1994 – 1998. Przed tym okresem udało mi się już sporo „powłóczyć” na motocyklu i wtedy myślałam, że będę podróżować zawsze. Ale wyścigi wydrążyły w mojej podróżniczej historii sporą dziurę, zabrały czas, ciało i umysł. Dopiero, gdy podjęłam decyzję o zakończeniu udziału w startach, zaczęłam podróżować na nowo.

Swoją przygodę z wyścigami zaczynała wówczas także Kasia Kędzior, z którą do dziś jesteście świetnymi przyjaciółkami. Słyszałam, że niegdyś planowałyście wspólny projekt.
Mam nadzieję, że ten projekt uda nam się jeszcze zrealizować 🙂 Z Kasią Kędzior dogadujemy się bez słów, jest to dziewczyna, która nie tylko świetnie jeździ na motocyklu, ale ma naprawdę dużo do powiedzenia.

Monika Marin w Hiszpanii na słynnej przełęczy.
fot. z archiwum Moniki Marin

Jakimi motocyklami miałaś okazję jeździć dotychczas i który z nich wspominasz najlepiej?
Hmm, jakimi  nie jeździłam… W moich wyścigowych czasach, które zbiegły się z artykułami o motoryzacji, które pisałam do „Playboya” i 'Motocykla”,  udostępniano mi mnóstwo motocykli do testów. Miałam wtedy okazję pojeździć  prawie wszystkim. Ale oczywiście najważniejsze dla mnie były te, na których podróżowałam, lub startowałam w Mistrzostwach Polski, czyli Suzuki GSX-R 1100, Suzuki TL-1000,  Suzuki GSX-750 SRAD. Obecnie jeżdżę Hondą Transalp, która jest świetnym i wygodnym motocyklem do podróży po bezdrożach, ale brakuje mi w niej możliwości odkręcenia manetki na autostradzie…Gdybym jednak podróżowała sportowym motocyklem, nie mogłabym jeździć nim po drogach szutrowych. Śmieję się z tego, bo jeśli chodzi o motocykle naprawdę ciężko mi obecnie dogodzić.

Ile czasu trwała Twoja przygoda z wyścigami i czy jesteś w stanie teraz bez tego żyć?
To były 4 lata ciężkiej pracy. Jeśli chodzi o to, czy potrafię bez tego żyć… Pewnie bym nie potrafiła, gdybym nie wróciła na nowo do podróżowania motocyklem.

Były na pewno chwile chwały, jak i gorzki smak porażki. Co uważasz za swój największy motocyklowy sukces, a co za największą przegraną?
Największym sukcesem był dla mnie fakt, że ludzie w ogóle uwierzyli we mnie w czasach, gdy dziewczyny prawie nie jeździły na motocyklach (nie mówiąc już o ściganiu się). Oczywiście nie mogę pominąć wyników: gdy w 1997 roku na koniec sezonu ujrzałam swoje nazwisko przed dokładnie 107 mężczyznami biorącymi udział w startach…To było coś! A porażki są stałym elementem sukcesu. Największą chyba porażką był mój wypadek w 1998 roku.

Monika Marin – motocyklistka
fot. z archiwum Moniki Marin

Podróżowałaś po Europie, Afryce, Stanach motocyklem. Jakie trasy najbardziej przypadły Ci do gustu i jakich miejsc nie zapomnisz do końca życia?
Kocham starą południową Europę. Nieważne jakie nowe lądy „zaliczę”, zawsze najwięcej uroku mają dla mnie Włochy, Francja, Hiszpania i Portugalia, które nieważne ile razy zobaczę, wciąż chcę je odkrywać na nowo. Zachwycona jestem też Meksykiem, który wspominam z wyjątkowym sentymentem.

Zdarzały Ci się jakieś sytuacje zabawne, lub niebezpieczne podczas Twoich motocyklowych podróży?
To jest temat na długą rozmowę. Mam takich historii mnóstwo. I mam taki plan, aby również i te historie połączyć w zbiór i wydać.

Monika Marin – pisarka
fot. z archiwum Moniki Marin

Kiedy w tym wszystkim znalazłaś czas na rodzinę, dzieci i dom? Jak bliscy reagują na Twoją pasję?
Takie życie wymaga niesamowitej organizacji, a pracę ułatwił mi internet. A jeśli chodzi o to jak bliscy reagują na moją pasję, to przytoczę pewne niedawne zdarzenie: podczas jednego z motocyklowych wypadów do Włoch mój mąż z dziećmi jechali samochodem, a ja obok nich…na motocyklu. Bardzo miło wspominam ten wyjazd, bo upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu: sama pojechałam motocyklem, a rodzinę bez której nie umiem żyć – miałam obok…

Co sądzisz o stereotypach tj. „baba za kierownicą”, „kobiety do garów a nie na motocykle”, „wyścigi są dla facetów”?
Mam wrażenie, że te stereotypy powoli przechodzą do lamusa. Wiele kobiet już pokazało, że nie są gorsze od mężczyzn, nie wytyka się już palcami dziewczyn prowadzących motocykl. Kobiety świetnie jeżdżą i dobrze sobie radzą na torach wyścigowych. Czasy się zmieniły i mentalność ludzi chyba też. Oczywiście są wyjątki, czyli ludzie nie przyjmujący do wiadomości, że kobieta wchodzi „na męską działkę”. Osobiście już od dawna nie zaprzątam sobie takimi osobami głowy.

Wspomniałaś swój wypadek na motocyklu…
To był 1998 rok, środek sezonu…Czułam, że motocykl źle się prowadzi. Doskonale zdaję sobie sprawę, że powinnam była zjechać, sprawdzić co się dzieje, zakończyć wyścig. Niestety i szkoda, że nie zrobiłam tego. Skończyło się wypadkiem, oraz wcale nie ekscytującą przejażdżką karetką na sygnale do najbliższego szpitala. Fatalnie złamana ręka w kilku miejscach, obicia na całym ciele. Stracony sezon i mnóstwo wniosków.

Skoro uwielbiasz adrenalinę, wyścigi, motocykle, to zapewne jeździłaś różnymi innymi pojazdami, może były wśród nich jakieś nietypowe?
Lubię też samochody. Sama jednak nie zdecydowałam się nigdy na rajdy, choć mam kilku znajomych wśród kierowców, lub ich pilotów. Miałam też okazję przejechać się na prawym siedzeniu z legendą naszych rajdów Januszem Kuligiem. Wrażenia niezapomniane!

Dużo podróżowałaś po świecie, a obecnie mieszkasz w Szczecinie. Czy są jakieś miejsca, do których chciałabyś wrócić, a nawet mogłabyś w nich zamieszkać?
Pochodzę ze Szczecina i obecnie również mieszkam w Szczecinie z jednego powodu: nie wyobrażam sobie, aby moje dzieci zmieniały co chwilę miejsce zamieszkania, szkołę, środowisko. To mógłby być dla nich stres, a ja nie chcę aby ktokolwiek z moich bliskich płacił osobistą cenę za to, że mama ma taką pasję, czy taki zawód. Jak wspomniałam wcześniej, internet pozwolił mi też na to, że tak naprawdę mogę się kontaktować z każdą osobą na ziemi w dowolnym czasie i nie ma znaczenia, czy mieszkam w Szczecinie, w Londynie, czy jeszcze gdzie indziej. Ale najbardziej kocham południe Europy. Wielokrotnie o tym myślałam i prawdopodobnie powrócę do tematu przeprowadzki, gdy moje dzieci podrosną.

Co sprawiło, że usiadłaś i zaczęłaś pisać książkę? W dodatku pierwszą z planowanych trzech.
Książki pisałam od dawna. I nie są to planowane trzy, ponieważ planuję ich dużo więcej.  Zamierzam zajmować się pisaniem przez resztę życia.
Czy możemy się spodziewać w przyszłości książek Twojego autorstwa, lecz traktujących o motocyklach?
Książkę o motocyklach mam już prawie napisaną. Ale czeka ona na dopisanie kilku rozdziałów, oraz „swój czas”. Poza tym, wydanie pierwszej książki o motocyklach, czy motocyklowym życiu w moim przypadku byłoby zbyt… oczywiste. Tak naprawdę wiele osób tego się właśnie po mnie spodziewało. Z pełną „premedytacją” najpierw napisałam więc powieść przygodową. Ta zmiana kolejności już sprawiła, że na pierwszym planie pod lupą jest mój warsztat, a dopiero potem moja osoba. Fakt, że zbieram pozytywne recenzje przede wszystkim za to „jak piszę”, a dopiero w drugiej kolejności za życie jakie prowadzę, jest dla mnie wielkim komplementem.

Najnowsze