Chińska podróbka Lamborghini. Czy taki jest plan Xpeng na podbój Europy?
Chiński konkurent Tesli Model S, Xpeng P7 Wing rozpoczyna podbój Norwegii. Czy otwierane do góry drzwi to przepis na sukces?
Chiński samochód elektryczny, Xpeng P7 Wing wydaje się mieć wszystko by osiągnąć sukces. Ciekawy design, spore akumulatory i zasięg, bardziej niż przyzwoity. Ale Chińczycy postanowili pójść o krok dalej…
Xpeng P7 Wing ma akumulatory o pojemności 80 kWh mają zapewnić ponad 700 kilometrów zasięgu liczonych według normy NEDC. Według WLTP ma być ich 530. Najszybsza odmiana modelu P7 – 4WD High Performance – od 0 do 100 km/h ma rozpędzać się w 4,5 sekundy, a jej prędkość maksymalna to ponad 170 km/h.
To wszystko jednak traci na znaczeniu, gdy dowiadujemy się, że drzwi Xpenga P7 Wing otwierają się trochę na zewnątrz i bardzo do góry – to system o nazwie scissor doors, kojarzący się głównie z supersamochodami Lamborghini. Czy otwierane do góry drzwi to przepis na sukces?
Xpeng P7 Wing będzie drugim modelem chińskiej marki sprzedawanym w Norwegii. Dołączy do modelu G3. Ceny XPenga P7 Wings, z drzwiami inspirowanymi Lamborghini, zaczynają się od 600 tysięcy koron, czyli około 285 tysięcy złotych.
Najnowsze
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad prowadzi zaawansowane prace nad Obwodnicą Aglomeracji Warszawskiej – inwestycją, która otoczy stolicę drogowym pierścieniem o długości blisko 160 kilometrów. Właśnie ogłoszono nowe przetargi, a władze drogowe przedstawiły precyzyjny harmonogram dla poszczególnych odcinków. -
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
-
Oto najwyższa estakada w Polsce – 80 metrów nad ziemią! Rakieta Falcon 9 mogłaby się zmieścić pod spodem
-
Mercedes VLE: luksusowa limuzyna, van, a może statek kosmiczny? Dokąd zmierzasz motoryzacjo…
-
Xpeng P7+ za 198 tys. zł: luksus jak w Porsche i ładowanie w 12 min. Testowałam go w Chinach – Tesla ma się czego obawiać!
Zostaw komentarz: