Edyta Wrucha

Z ilu opon można ułożyć wieżę?

W mieście Gera w Turyngii postawiono wieżę z pojedynczych opon, która osiągnęła wysokość siedmiu metrów. Akcja miała cel charytatywny.

Niemiecki zespół z charytatywnej grupy WE4KIDS postanowił postawić wieżę z opon o wysokości przekraczającej 6,14 metra, ponieważ tyle wynosił wcześniej ustanowiony rekord. Opony nie mają żadnego połączenia, kładzie się jedną na drugą, dopóki wieża jest w stanie utrzymać pion. Kluczem do sukcesu jest tu umiejętne dobranie kolejności opon pod względem ich wielkości i wagi.

Nowy rekord wieży z opon został ustanowiony, a osiągnięta wysokość to 7,05 metra. Do zbudowania wieży wolontariusze użyli trzydziestu opon, które następnie zlicytowano na cele charytatywne. Rekord został potwierdzony certyfikatem RID (Rekord-Institut für Deutschland).

Organizacja charytatywna WE4KIDS wspiera różne projekty pomocy dla dzieci i rodzin, które znajdują się w trudnej sytuacji życiowej, z problemami finansowymi i zdrowotnymi. Tym razem kwota, z licytacji i zbiórki towarzyszącej temu wydarzeniu, została przeznaczona na zakup przystosowanego samochodu dla rodziny z dziećmi, cierpiącymi na rdzeniowy zanik mięśni.

Zobacz także: Blake Mcfarland i jego rzeźby z opon

Najnowsze

Kierowca ciężarówki nabrał ochoty na zostanie potencjalnym zabójcą

Lekceważenie przepisów i ryzykanckie wyprzedzanie bardzo łatwo może przerodzić się w tragedię. Dla tego kierowcy to żaden problem.

Włosy czasami jeżą się na głowie, podczas oglądania wyczynów tak zwanych zawodowych kierowców. Ryzykowne wyprzedzanie osobówką ma to do siebie, że zwykle nie trwa długo, a inni uczestnicy ruchu mają większe szanse na uniknięcie zderzenia (którego skutki są o wiele mniej opłakane). Co innego kiedy pogardę do przepisów przejawia kierowca ważącego dziesiątki ton zestawu.

Jedna osobówka rozbiła trzy ciężarówki!

Popatrzcie tylko. Autor nagrania jechał z przepisową w tym miejscu prędkością 50 km/h, która dla szofera była o wiele za mała. Wyprzedził więc osobówkę jadąc przez powierzchnię wyłączoną z ruchu, pas do skrętu dla aut poruszających się w przeciwnym kierunku oraz przez przejście dla pieszych. Ryzyko poważnego wypadku? Obawa o śmiertelne potrącenie pieszego? Dla tego kierowcy to nic takiego.

Najnowsze

Pijany rowerzysta wjeżdża w Lamborghini Huracana!

Do niecodziennego zdarzenia doszło w Katowicach, które odwiedziła cała kawalkada supersamochodów.

Rowerzysta najwyraźniej miał mgliste pojęcie na temat tego, co się wokół niego dzieje, ale kierowca Lamborghini też powinien być bardziej uważny. Z nagrania wynika, że auto skręcało już na parking, ale zostało przyblokowane przez inne supersamochody. Nie można zapominać, że w takiej sytuacji, kierujący musi ustąpić pierwszeństwa pieszym i rowerzystom.

Rozpędzony rowerzysta potrącił samochód! Tak było, naprawdę!

Z drugiej strony, rowerzysta poruszał się zygzakiem po chodniku, prawie potrącił pieszego, a tor jego jazdy wskazuje, że i tak uderzyłby w Lamborghini. Świadkowie zdarzenia potwierdzają, że czuć było od niego alkohol.

Nasz znajomy rowerzysta szukał guza. I prawie go znalazł

W zdarzeniu ucierpiało jedynie przednie koło roweru. Na miejsce nie była wzywana policja.

Najnowsze

Motocyklista długo zapamięta tę kontrolę. Do domu wrócił pieszo

Według policji motocyklista popełnił „wykroczenia w ruchu drogowym”. Nie precyzuje co prawda o jakie wykroczenia chodzi, ale bilans samej kontroli i tak robi wrażenie.

Policjanci z jeleniogórskiej drogówki pełniący służbę na motocyklach, zostali powiadomieni przez mieszkańców miejscowości Kowary o motocykliście, który poruszał się po mieście z nadmierną prędkością. Funkcjonariusze zauważyli podejrzanego na ulicy Ogrodowej i tam też zatrzymali go do kontroli drogowej.

Motocyklista próbował uciekać przed policją. Chwilę później już leżał na ziemi

Kierującym okazał się 29-letni mężczyzna. Po chwili wyszło na jaw, że nie posiada on uprawnień do kierowania motocyklami, a pojazd, którym się poruszał był niezarejestrowany, nieubezpieczony i niedopuszczony do ruchu. Dodatkowo miał zamontowaną tablicę rejestracyjną od innego pojazdu.

Motocyklista dosłownie oszukał przeznaczenie! Szczęściarz roku

Kontrolowany został ukarany mandatem w wysokości tysiąca złotych, a motocykl odjechał na lawecie. Ponadto informacja o braku ubezpieczenia pojazdu zostanie przekazana do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Kara za brak OC w przypadku jednośladu to 870 zł.

Najnowsze

Suzuki Jimny opuści Europę? To skomplikowane

Przyszłość małego, kultowego offroadera w Europie jest niepewna, ale nie wszystko chyba jest stracone. Za perypetie tego modelu odpowiada, jakżeby inaczej, Unia Europejska.

Jak podaje serwis Autocar, gama Suzuki w Wielkiej Brytanii niebawem zostanie ograniczona do wersji silnikowych z układem mild hybrid. Oznacza to jednocześnie, że z oferty znika model Jimny. Jak podało tamtejsze przedstawicielstwo marki, w tym roku auto będzie jeszcze oferowane w limitowanej liczbie egzemplarzy, a później zostanie całkowicie wycofane. Wiele wskazuje na to, że taki los spotka też pozostałe rynki UE.

Przeczytaj nasz test Suzuki Jimny

Dlaczego Japończycy nie chcą już sprzedawać modelu, który jest prawdziwym bestsellerem, a czas oczekiwania na zamówiony egzemplarz to nawet dwa lata? Problemem są limity emisji CO2, które obecnie wynoszą 95 g/km. Jak już wielokrotnie pisałyśmy, to wartość niemożliwa do osiągnięcia, nie tylko przez małe i lekkie auta z niedużymi silnikami, ale nawet samochody z napędem hybrydowym! Jimny korzystający z wolnossącego 1.5 (102 KM) emituje 178 g/CO2.

Aby rozwiązać ten problem, Suzuki musiałoby zmienić silnik na jedną z nowoczesnych jednostek, stosowanych w innych modelach. Najbardziej zbliżoną mocowo opcją jest trzycylindrowy 1.0 BoosterJet (111 KM), ale nie występuje on z układem mild hybrid. Do wyboru pozostaje wolnossący 1,2 l (83 KM) oraz doładowany 1,4 l (140 KM). Bez względu na wybór, konieczne byłoby dostosowanie silnika do współpracy ze skrzynią wyposażoną w reduktor oraz dołączanym na sztywno napędem 4×4. To problematyczne, kosztowne i konieczne tylko w Europie.

Bazowa Honda Jazz kosztuje 93 900 zł. Dziękujemy ci, Unio Europejska!

Jak dowiedzieliśmy się z dobrze poinformowanych źródeł, Suzuki chce pójść inną drogą. Do sprzedaży ma trafić dwuosobowa, ciężarowa wersja Jimny, która rejestrowana byłaby jako pojazd kategorii N1 (ciężarowy do 3,5 t). W ten sposób uda się uniknąć kary 95 euro za każdy przekroczony gram dwutlenku węgla. Obecnie za każdy sprzedany egzemplarz producent musi zapłacić ponad 35 tys. zł kary!

Absurd tej sytuacji polega na tym, że Jimny o masie 1,1 tony i napędzane prostym, wolnossącym silnikiem 1,5 l o mocy 102 KM, jest uznawane za paskudnego truciciela środowiska, ponieważ emituje 178 g CO2/km. Z kolei nowy model Suzuki, Across (bliźniak Toyoty RAV4) będący dużym, ważącym 2 tony SUV-em z 306-konnym silnikiem to zbawiciel naszej planety, ponieważ emituje zaledwie 22 g CO2/km. Jak to możliwe? Emisja dwutlenku węgla wynika ze zużycia paliwa, a ponieważ Across jest hybrydą plug-in, która nominalnie pokona 75 km tylko na energii elektrycznej (a po jej wyczerpaniu pojedzie w trybie hybrydowym), dystans 100 km przejedzie oficjalnie praktycznie nie zużywając paliwa (producent nie podaje jeszcze oficjalnych danych, ale z emisji CO2 wynika, że auto zużywa 0,9 l/100 km).

Mikrohybryda i miękka hybryda – wszystko, co trzeba o nich wiedzieć. Czy warto je kupić?

Tak oto, w imię „ekologii”, Unia Europejska zwalcza małe samochody z prostymi silnikami o niewielkiej mocy, promując jednocześnie modele duże, ciężkie oraz mocne, ze skomplikowanymi układami napędowymi, które zużywają niewiele tylko na papierze.

Najnowsze