Wyprzedaż rocznika Toyota dla przedsiębiorców: jest taniej!

Jesteś przedsiębiorcą i potrafisz dobrze kalkulować koszty? To już na pewno wiesz, że koniec roku jest idealnym momentem na zakup zupełnie nowego auta dla Twojej firmy.

Pozostaje jednak pytanie – jaki pojazd wybrać? Ostatecznie, wyprzedaż rocznika organizowane są przez praktycznie wszystkie firmy na rynku. W tym artykule przedstawiamy kilka propozycji na temat tego, jak prawidłowo dobrać auto dla Twojej firmy!

Postaw na niezawodne rozwiązania
Chcesz kupić auto firmowe, które zapewni Ci spokojną eksploatację przez cały czas? Mogłoby się wydawać, że zakup samochodu z salonu pozwoli na bezstresową jazdę przez wiele kilometrów. Niestety, jak pokazuje doświadczenie wielu przedsiębiorców, auta niektórych marek wykazują dosyć znaczną tendencję do awarii. I choć samochód jest nowy, to często odwiedza serwis regularnie, bo akurat wystąpił problem z jakimś elementem. Ostatecznie, nie po to kupujesz samochód w salonie, by odwiedzać mechanika częściej niż to ma miejsce w przypadku kilkunastoletniego, wyeksploatowanego pojazdu!

Zamiast eksperymentować, postaw na sprawdzone rozwiązania. Zapoznaj się z rankingami niezawodności i zobacz, które marki w nich brylują. Praktycznie w większości zestawień samochody Toyoty są na samym szczycie tabeli. Ta tendencja utrzymuje się od wielu lat i mimo to niemal nie słyszy się o problemach związanych z jakością wykonania japońskich aut. A wystarczy spojrzeć jak wiele aut ze znaczkiem Toyota na masce porusza się w polskich flotach, pokonując setki kilometrów każdego dnia!

Wyprzedaż rocznika – jak finansować?
I choć auta są rzeczywiście tańsze pod koniec roku, to warto również poszukać dodatkowych sposobów na oszczędzanie. Jeżeli chcesz zminimalizować koszty, kupując auto dla firmy dokładnie porównuj oferty leasingowe.

Przykładowo, Leasing SMARTPLAN (Toyota Leasing) obejmuje propozycje leasingowania auta już od 135 złotych netto miesięcznie w ramach oferty wyprzedaży rocznika! Dodatkowo, elastyczna forma finansowania sprawia, że samochód możesz łatwo zmienić na kolejny egzemplarz już po trzech latach.

Oszczędność przede wszystkim
Niezależnie od profilu działalności firmy, służbowe auta z reguły są naprawdę intensywnie użytkowane. To właśnie dlatego wyjątkowo ważne jest, aby kupić samochód, który charakteryzuje się niskim zapotrzebowaniem na paliwo – pozwala to na utrzymanie kosztów na rozsądnym poziomie.

Niegdyś najlepszym wyborem dla przedsiębiorcy były auta z silnikami Diesla. Mocne, a przy tym wyjątkowo oszczędne jednostki zapewniały niskie koszty eksploatacji przez wiele kilometrów. Niestety, ciągła pogoń producentów samochodów za ciągłym poprawianiem parametrów silników wysokoprężnych sprawiła, że silniki osiągnęły kres wytrzymałości. Utrzymanie współczesnego diesla potrafi dosyć istotnie uderzyć w budżet firmy. Przykładowo, komplet wtryskiwaczy czy też konieczność wymiany sprzęgła z kołem dwumasowym oznaczają kwoty idące w tysiące złotych, przy czym często są to wydatki opiewające na spore sumy.

 W tym kontekście dobrym pomysłem mogą być samochody hybrydowe, których eksploatacja praktycznie niczym nie różni się od jazdy autem z napędem konwencjonalnym, a jednocześnie zapewniają minimalne wręcz zużycie paliwa.

Szybki rzut oka na ofertę lidera tego segmentu – Toyoty, pokazuje, że koszty jazdy “hybrydą” są niskie. Weźmy pod lupę popularnego w Polsce Aurisa w wersji kombi. Zapotrzebowanie na paliwo rzędu 3,5 litrów na każde przejechane 100 kilometrów oznacza koszty rzędu 16 złotych na 100 kilometrów. W wielu przypadkach podróżowanie komunikacją publiczną o wyższy koszt.

Czy wizyta “hybrydą” w serwisie jest kosztowna? Nie, ponieważ auta wyposażone w tego rodzaju napęd są znacznie mniej skomplikowane pod względem swojej budowy niż ich odpowiedniki z jednostkami wysokoprężnymi. W gruncie rzeczy, są to proste silniki benzynowe, pozbawione zbędnych udziwnień. Jeżeli chodzi o elementy napędu hybrydowego, to w zasadzie jedynym elementem mogącym wymagać wymiany są akumulatory. Jak jednak pokazuje przykład Toyoty Prius, nawet przebiegi rzędu 400 tysięcy kilometrów często wcale nie oznaczają konieczności wymiany tychże baterii!

Najnowsze

Test jednoczęściowego, damskiego kombinezonu Ixon Astrale

To nie jest zwykły test damskiego kombinezonu motocyklowego. Tylko tu możecie się przekonać, jak Ixon Astrale zniósł bliskie spotkanie z nawierzchnią toru!

Astrale, czyli mistyczny wymiar w którym znajdujemy się podczas gwiezdnych podróży – sami przyznacie, że brzmi to co najmniej intrygująco! I tym kierowali się twórcy kombinezonu motocyklowego Ixon Astrale: wysoka jakość materiałów, świetny design i kosmiczna jakość. A co najważniejsze – w wydaniu kobiecym.

W dalszym ciągu kobiety w motocyklowym świecie są lekko pomijane przez producentów odzieży – na „milion” rodzajów męskich kombinezonów jednoczęściowych, przypadają 3 kobiece. Wiem co mówię, bo konkretnie naszukałam się jednoczęściowego kombinezonu dla siebie. Przetrząsając czeluście internetu i przeglądając niezliczone ilości katalogów, natrafiłam wreszcie na francuską markę Ixon i kombinezon, który spełnia wszystkie, moje wygórowane, wymagania.

BEZPIECZEŃSTWO

Po pierwsze jest jednoczęściowy (czasami wjeżdżam na tor i lubię czuć się bezpiecznie), co za tym idzie posiada aerodynamiczny garb, dzięki czemu głowa nie lata na boki przy większych prędkościach oraz wymienne slidery. Dodatkowe smaczki to slidery na łokciach (kiedyś na torze na pewno dotknę!) i zewnętrzne, bardzo przydatne protektory na barkach. Pierwszą rzeczą, na którą zwracałam uwagę było bezpieczeństwo, a Astrale to pierwszy damski kombinezon w całości certyfikowany, z którym miałam styczność. Brzmi na wypasie, ale właściwie o co chodzi?

Produkty oznaczone IXON CE Protective Technology gwarantują najwyższy stopień bezpieczeństwa. Odzież zostaje poddana serii testów, mających zapewnić maksymalną ochronę. A w praktyce chodzi o: wzmocnione potrójne i podwójne szwy, 100% skóry bydlęcej, podwójną warstwę skóry na pośladkach i tylnej części ud, protektory (I stopnia włoskiej marki BETAC) na barkach, łokciach, pośladkach i kolanach.

KOMFORT

W Ixon Astrale znajdziemy dodatki ze wzmocnionego sterczu na rękawach (ciągną się spod pachy, praktycznie do samego mankietu), a także w kroku, przez wewnętrzną partię ud i rozszerzenie pod kolanem, aż do samego dołu. Dzięki temu zyskujemy pewien zakres wygody ruchów i lepsze dopasowanie. Strecz na nogach jest szczególnie ważny dla kobiet z grubszą łydką, dzięki temu nie będzie problemu z dopięciem nogawek. Duży plus należy się również za piankowe wzmocnienie w podszewce, na wysokości protektora barkowego, który poprawia komfort (przy bardziej kościstych ramionach szczególnie). Kołnierzyk i mankiety obszyte są neoprenem, więc nic nie obciera.

DOPASOWANIE

Jeżdżę w rozmiarze XS i mój kombinezon mógłby być, ciut lepiej do mnie dopasowany (aczkolwiek mogę teraz pożerać ciastka i nie bać się, że się w niego już nie zmieszczę). A tak na poważnie – przymierzałam kilka innych kombinezonów i tam gdzie kombinezon był super dopasowany to rękawy i nogawki były zdecydowanie za krótkie, a protektory nie były na swoich miejscach. Zdecydowanie polecam ten kombinezon dla kobiet z dłuższymi rękami i nogami.

Na samym początku, podczas jazdy na torze w kilku sesjach, strasznie cisnął mnie na pachwinie, jednak po kilku wyjazdach ładnie się dopasował. W warunkach drogowych żadnego bólu nie było. Elastyczne panele pod pachami przechodzące na biust, kolejne nad kolanami i duży panel w dolnej części pleców przechodzący na biodra – wszystko to robi genialną robotę podczas przerzucania motocyklem w zakrętach na torze. Istnieje możliwość wypięcia podpinki wykonanej z meshu, którą po upalnym sezonie można spokojnie sobie wyprać. W podpince jedna kieszonka, np. na chusteczki do czyszczenia kasku (wersja oficjalna i profesjonalna), a w tajemnicy powiem że smartfon też spokojnie się mieści.

DESIGN

Astrale jest kobiecy i ma fajnie podkreśloną talię. Minimalne, różowe wstawki nie wkurzają, a widać, że jedzie kobieta jedzie (i trzeba uciekać z drogi haha). Motyw przewodni to gwiazdki, bo w końcu to model Astrale. Znajdziemy je na froncie, garbie i pośladkach (w końcu mogę powiedzieć, że mam kosmiczny tyłek!).

TESTY

Najlepszy test to crash test, a skoro piszę dla Was tą recenzję to znaczy, że kombinezon przeszedł egzamin celująco! Choć sam motocykl nadawał się do kasacji… Prędkość ok. 80-90 km/h i zakręt, a co się zdarzyło, tego dokładnie nikt nie wie i nie wracajmy do tematu (śmiech). Najważniejsze jest to, że ja nie ucierpiałam za bardzo, a kombinezon wymagał tylko lekkiej naprawy (zdjęcia są już po niej). Przetarł się protektor lewego barku i skończyło się tylko na uszkodzeniu stożka rotatorów, jednak bez tej stabilizacji mogłoby skończyć się wyrwanym barkiem.

Inne uszkodzenia to: poprzecierane slidery na łokciach i lekko uszkodzona skóra na prawym łokciu oraz dziura na sterczu na wewnętrznej stronie przedramienia i na szczęście brak obrażeń. Dziura na panelu elastycznym (idealnie na wystającej kości miednicy) skończyła się na malutkim strupku i siniaku dookoła. Zdarty slider na lewym kolanie (ale w końcu po to jest) i lekko uszkodzony rzep. Na koniec porysowany garb i należy podkreślić, że jest on wypełniony wytrzymałą pianką, która w moim wypadku posłużyła jako zabezpieczenie górnego odcinka kręgosłupa. Ze wstydem muszę się przyznać, że „nie miałam czasu” zamówić sobie certyfikowany ochraniacz kręgosłupa, za ok. 99 zł, więc garb bardzo się przydał.

Reasumując, kombinezon Ixon Astrale w skali 1-10 oceniam na 10! W domu zawsze mi mówili, że jeżeli coś ma mnie chronić – to nie można na tym oszczędzać. I tak jest z tym kombinezonem, ale cena 2999 zł chyba mieści się w granicach rozsądku. W tej kwocie otrzymujemy super bezpieczny kombinezon, który będzie nam wiernie towarzyszył przez kilka lat i ratował skórę w różnych opresjach (których lepiej, żeby nie było!).

Justyna Stańdo – https://www.facebook.com/standomotorkutno/

Najnowsze

Zegarki Ford Mustang

Szukasz samochodu z drugiej ręki? Jest coś ekstra! Mustangi, które miały trafić na złomowisko dostają nowe życie. Jako zegarki z najwyższej półki.

To może być wyśmienity prezent pod choinkę dla kogoś, komu benzyna płynie w żyłach – unikatowy zegarek, pieczołowicie wykonany z użyciem komponentów, które wcześniej wykorzystane były jako elementy modelu Mustang.

Pomysł narodzi się w głowach Christiana Mygh i Jonathana Kamstrupa, którzy wspólnie szukają samochodów na całym świecie, a każdy ze znalezionych modeli może zostać przekształcony w setki unikatowych zegarków, kosztujących od 1,495 USD.

Dla prawdziwego entuzjasty Mustanga,  REC Watches, mający swoją siedzibę w Danii stworzy nawet zupełnie nowy zegarek z części ofiarowanych przez klientów, tak jak ma to miejsce w przypadku mistrza świata w driftingu Vaughna Gittina Jr., który nosi zegarek składający się m.in. z karbonowej koperty, na którą materiał wzięto z jego 700-konnego Forda Mustanga RTR, którym startował w World Drift Series.

„Większość ludzi widzi zapewne tylko stos żelastwa, pozostałości po Mustangu. My widzimy coś zupełnie innego – duszę samochodu i historię, którą trzeba opowiedzieć”, mówi Mygh, współzałożyciel firmy. „Ja nie tnę na kawałki Mustangów. Przywożę te, których nie da się naprawić, aby przywrócić je do życia jako zegarek.”

Aby mieć pewność, że te historie będą miały swój dalszy ciąg, REC Watches starannie śledzi losy każdego pojazdu; rozmawiając z poprzednimi właścicielami, zbierając dane i obrazy z poprzednich wcieleń samochodu, by następnie umieścić je w specjalnie przygotowanym filmie.

Każdy gotowy projekt zawiera numer identyfikacyjny pojazdu VIN, rok produkcji i klasyczne elementy stylistyczne Mustanga. Wskaźnik naładowania zaprojektowano tak, by wyglądał jak wskaźnik poziomu paliwa, pokazuje pozostały czas pracy akumulatora, a wskazówki, datownik i indeksy swym stylem nawiązują do projektu tablicy przyrządów. Podczas jednej z podróży do Szwecji zespół trafił na białego kruka, rzadki model Raven Black z 1966 roku, który stał się podstawą limitowanej serii 250 zegarków P51-04.

Nazwany na cześć samolotu myśliwskiego z czasów II Wojny Światowej i wprowadzony na rynek w 1964 roku Mustang, dzięki radykalnemu i drapieżnemu stylowi szybko stał się kwintesencją klasy. Jego status gwiazdy został ugruntowany przez główną rolę w filmie akcji „Bullitt” z 1968 r. ze Stevem McQueenem, a także szereg piosenek i filmów związanych z tym kultowym samochodem.

Współczesny Ford Mustang przechował emocje i radość życia, czerpiąc moc z wysoko wydajnego silnika V8 o pojemności 5 litrów, osiągającej 450 KM, oraz jednostki 2,3 litra EcoBoost o mocy 290 KM.

Najnowsze

Ubezpieczyciel zapłaci 70 000 zł za dziecko?

Nawet bardzo duża suma nie może wynagrodzić straty bliskiej osoby w wypadku drogowym. Zadośćuczynienie wypłacane przez ubezpieczyciela pomaga jednak krewnym zmarłego, którzy po wypadku często muszą borykać się z problemami natury zdrowotnej lub finansowej.

Dzięki informacjom zebranym przez Komisję Nadzoru Finansowego można sprawdzić, jak wysoko zakłady ubezpieczeń oraz sądy wyceniają stratę związaną ze śmiercią osoby bliskiej w wypadku drogowym.

Ubezpieczyciele są mniej hojni dla poszkodowanych niż sądy
Informacje na temat wysokości zadośćuczynień za śmierć krewnego, które zostały opublikowane niedawno przez nadzór finansowy wydają się bardzo ciekawe, ponieważ wcześniej brakowało takich statystyk. Przeanalizowano 3700 prawomocnych wyroków sądowych z 2015 roku i 2016 roku, przyznających zadośćuczynienie dla rodzin ofiar wypadków drogowych. Dodatkowo wzięto pod uwagę informacje o 5200 wypłatach zaakceptowanych przez strony bez postępowania sądowego lub wynegocjowanych w ramach ugód z poszkodowanymi. W tym kontekście warto wspomnieć, że według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń tylko 24% zadośćuczynień jest wypłacanych na podstawie wyroku sądowego. W przypadku 37% spraw zakończonych wypłatą świadczenia za szkody osobowe, strony osiągają porozumienie w drodze ugody. Około czterech na dziesięciu poszkodowanych akceptuje wstępną propozycje zadośćuczynienia ze strony zakładu ubezpieczeń. Taka sytuacja wydaje się korzystna z punktu widzenia ubezpieczycieli, gdyż sądy są o wiele bardziej hojne dla osób, które straciły krewnego w wypadku drogowym. „Medianowa wartość zadośćuczynienia po uwzględnieniu zarówno wypłat ubezpieczycieli jak i wyroków sądowych, jest o mniej więcej 30% niższa od kwoty przeciętnie orzekanej przez sądy” – zwraca uwagę Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Uzyskanie sześciocyfrowego świadczenia nie będzie łatwe …
Nawet po przeanalizowaniu samego orzecznictwa sądów, które są dla poszkodowanych bardziej łaskawe niż ubezpieczyciele okazuje się, że uzyskanie sześciocyfrowej kwoty za śmierć członka rodziny wcale nie będzie łatwe. Potwierdzają to wyniki z poniższej tabeli prezentujące przeciętną (medianową) wysokość zadośćuczynień dla poszczególnych członków rodziny zmarłego. „Warto dodać, że są to kwoty brutto nieuwzględniające ewentualnej obniżki świadczenia z tytułu przyczynienia się do wypadku” – zwraca uwagę Andrzej Prajsnar.

Dane KNF-u wskazują, że w żadnym z analizowanych przypadków, przeciętna wartość zadośćuczynienia dla członka rodziny zmarłego nie przekraczała 75 000 zł (zobacz poniższa tabela). Na najwyższe świadczenia w 2015 r. i 2016 r. mogły liczyć osoby będące małżonkiem ofiary wypadku (przeciętna wypłata brutto: 75 000 zł). Niższe zadośćuczynienia sądy przyznawały rodzicom (mediana: 70 000 zł), dzieciom (mediana: 55 000 zł) oraz rodzeństwu ofiary wypadku drogowego (mediana: 25 000 zł). Warto zwrócić uwagę, że jednostkowe świadczenia były podwyższane przez sądy po uwzględnieniu dodatkowych okoliczności (np. zamieszkania z ofiarą wypadku we wspólnym gospodarstwie domowym lub małoletności poszkodowanego).

Prezentacja przeciętnych zadośćuczynień za śmierć krewnego w wypadku drogowym (wyroki sądów z 2015 r. i 2016 r.)

Osoba uprawniona do zadośćuczynienia za śmierć krewnego w wypadku drogowym

Medianowa wysokość zadośćuczynienia brutto obliczona na podstawie prawomocnych wyroków sądów (z 2015 r. i 2016 r.)

Małżonek ofiary wypadku

75 000 zł

Rodzic ofiary wypadku

70 000 zł

Dziecko ofiary wypadku

55 000 zł

Rodzeństwo ofiary wypadku

25 000 zł

Źródło: opracowanie własne Ubea.pl na podstawie danych KNF

Informacje o świadczeniach ubezpieczycieli zebrane podczas prac Forum Zadośćuczynień sugerują, na jakim poziomie w przyszłości będzie kształtować się wysokość określonych urzędowo wypłat dla krewnych ofiary wypadku.

Źródło: Porównywarka OC Ubea.pl

Najnowsze

Samochód z importu czy po leasingu?

Zakup samochodu to jedna z najważniejszych inwestycji, na jakie decyduje się przeciętny Polak. Ze względu na ograniczone środki finansowe, zwykle jest to pojazd używany. Z jakich rozwiązań korzystają nasi rodacy, z jakim wiążą się one ryzykiem i jakie są alternatywy?

Eksperci zwracają uwagę na rynek samochodów poleasingowych. Źródło pewnych aut z atrakcyjnym finansowaniem, którego wielu kierowców nie brało nawet pod uwagę. Dlaczego? Nie wiedzieli nawet o jego istnieniu.

Według szacunków analityków z LeasePlan, na podstawie raportu flot zarządzanych przez firmy należące do PZWLP, na wtóry rynek w Polsce co roku trafia ponad 50 tys. samochodów pokontraktowych z pełną historią serwisową, czasem nawet jeszcze z aktywną gwarancją. Znana jest cała ich przeszłość. Nie mogą więc być źródłem żadnych niespodzianek. O tym, że bez trudu można kupić taki samochód, trzeba jednak wiedzieć. Tymczasem, zdecydowana większość kupujących samochody na wtórnym rynku w Polsce korzysta z powszechnie znanych, choć – jak pokazuje praktyka – często niezbyt dobrych sposobów pozyskiwania aut.

Bardzo popularnym sposobem na wymarzony samochód jest sprowadzenie go zza granicy lub zakup auta, które zostało sprowadzone przez osobę, zajmującą się tym w celach zarobkowych. Jak wynika z raportu Polskiego Związku Przemysłu Samochodowego, w 2016 roku zarejestrowano w Polsce 952,1 tys. używanych samochodów, sprowadzonych zza granicy. To  ponad dwa razy więcej, niż ilość rejestracji nowych pojazdów ( 475 935 w 2016 roku). W 2017 roku trend jest jednak malejący. Od stycznia do końca września zarejestrowano łącznie 659 tys. takich aut, czyli o 5,6 proc. mniej, niż w porównywalnym okresie 2016 roku.

Jakie auta sprowadzamy? Niestety, nasze zakupy poczynione za granicą niezbyt mocno odmładzają nadwiślański park maszyn. Jeśli chodzi o auta, sprowadzone w pierwszych dziewięciu miesiącach 2017 roku – zaledwie 9,3 proc. z nich stanowiły pojazdy liczące nie więcej, niż 4 lata. 36,7 proc. to samochody w wieku od 4 do 10 lat. Aż 54 proc. spośród sprowadzanych aut ma więcej niż 10 lat. Jak można podejrzewać, tylko niewielki odsetek z nich stanowią youngtimery czy pojazdy zabytkowe.

– W Polsce nadal bardzo modne jest sprowadzanie samochodów z zagranicy – mówi Michał Cierniak, dyrektor ds. remarketingu na Europę Centralną i Wschodnią  w Grupie LeasePlan. Jest też wiele związanych z tym żartów – np. słynne powiedzenie, że „Niemiec płakał jak sprzedawał”, które powinno ostrzegać nas przed tymi praktykami. Świadomość potencjalnych nabywców zaczyna ulegać zmianie, zwłaszcza w przypadku zakupu pojazdów w wieku do 4 lat coraz częściej kierujemy się zdrowym rozsądkiem, a nie tylko niską ceną. Samochody zza granicy są często nieznacznie tańsze, niż auta z polskiego rynku. Do ich zakupu zachęca także wyższy poziom wyposażenia. W segmencie samochodów rodzinnych to właśnie cena jest głównym czynnikiem, wpływającym na wybór danej oferty. Wciąż kupujemy oczami i tak naprawdę, często nie chcemy nawet wiedzieć, czy pojazd ma sfałszowany przebieg, zatajoną historię serwisową i napraw blacharskich. Ważne, że z wierzchu prezentuje się ładnie i ma np. nawigację lub skórzaną tapicerkę. 

Ryzykowny zakup za granicą
Część osób woli osobiście wybrać się za granicę po wymarzone auto. W takim przypadku pojawia się jednak szereg problemów. Pierwszym jest wyszukanie odpowiedniego egzemplarza. Złote czasy importu minęły i dziś w niemieckich, francuskich czy austriackich komisach nie czekają na nas perełki. Miejscowi handlarze bardzo szybko korzystają z nadarzających się okazji, a prócz nieznajomości realiów lokalnego rynku, na drodze do sukcesu może nam stanąć bariera językowa i nieznajomość procedur. Chodzi też o pieniądze i czas. Czekanie na odpowiednią okazję albo szukanie jej od miasta do miasta, wymaga wielu wolnych dni i zakwaterowania, zabiera czas i pieniądze.

Jeżeli zdecydujemy się a zakup samochodu od handlarza lub w komisie, musimy uważać na nieuczciwe praktyki. Najczęściej spotykane to cofanie liczników oraz fałszowanie historii warsztatowej, poprzez podmianę książek serwisowych, aby odpowiadały skorygowanemu przebiegowi auta. Niedoskonałe systemy informatyczne poszczególnych sieci dealerskich i często spotykany brak synchronizacji danych w ramach sieci serwisowej danej marki w różnych krajach, utrudniają potwierdzenie realnego przebiegu pojazdu.

Niezwykle często producenci ograniczają się do archiwizowania napraw, rozliczanych w ramach gwarancji oraz akcji i kampanii serwisowych z wyłączeniem usług, związanych z obsługą serwisową i okresowymi przeglądami, wykonywanymi u danego dealera i będącymi jedynie w posiadaniu stacji obsługi, która realizowała daną naprawę. Zdaniem ekspertów, problem dotyczy przynajmniej jednej czwartej sprowadzanych używanych aut. Jak się okazuje, czasami pojazdy takie są przed sprzedażą w Polsce dodatkowo wyzyskiwane. Część importerów w sprowadzonych samochodach wycina katalizatory. Zawierają one platynę i inne drogie metale, które można osobno sprzedać z zyskiem.

Ogromnym problemem jest również zatajanie wypadkowej przeszłości aut. Szacuje się, że ponad połowa wystawianych na sprzedaż samochodów ma wypadkową przeszłość, wbrew zapewnieniom sprzedających. Sprawny blacharz jest w stanie doprowadzić nawet mocno rozbite auto do takiego stanu wizualnego, że bez dobrego miernika grubości lakieru i wprawnego oka nie zorientujemy się, że coś jest nie tak.

Jak wyjaśnia Michał Cierniak istotne jest, by odróżniać pojazdy, które przeszły naprawę blacharsko-lakierniczą lub nawet kilka napraw, których zakres i sposób nie będzie mieć ujemnych skutków oraz nie wpływa na ich stan techniczny i bezpieczeństwo, od pojazdów odbudowanych po bardzo poważnych wypadkach, które za granicą zostały poddane kasacji. Te ostatnie są często naprawiane poprzez zespawanie dwóch różnych aut i nie spełniają jakichkolwiek norm bezpieczeństwa. Takie pojazdy mają inną, niż pierwotnie, sztywność. Ich zachowania w razie kolizji lub wypadku nie sposób przewidzieć. Stanowią zagrożenie dla użytkujących je osób – często nieświadomych fatalnego stanu technicznego. Ustalenie i potwierdzenie tak poważnej ingerencji w konstrukcję pojazdu jest bardzo trudne – nawet w warunkach warsztatowych, bo cięcia i spawy są wykonywane w trudno dostępnych miejscach. Właśnie po to, by nie były widoczne i było ciężko je wykryć.

W grę wchodzą również prawne wady samochodu. W najgorszej sytuacji są ci, którzy zdecydują się na podpisanie zagranicznej umowy kupna-sprzedaży, wystawionej in blanco. Osoba taka w rzeczywistości nie wie, czy podpis, który zastaje na druku, rzeczywiście należy do poprzedniego właściciela auta. Jeśli okaże się, że samochód został skradziony, a podpis podrobiony, policja odbierze pojazd aktualnemu użytkownikowi. O zwrot pieniędzy trzeba będzie zgłosić się do osoby, która naprawdę sprzedała nam auto. Tej nie ma jednak w dokumentach, a najczęściej również na miejscu. Nie ma też do kogo zwrócić się z roszczeniami jeśli okaże się, że samochód posiada ukryte wady.

Pewna alternatywa
Zakup używanego samochodu to spore ryzyko. Nic dziwnego, że szukamy alternatywy. Rosnąca popularność leasingu z pełną obsługą ( tzw. wynajem długoterminowy) sprawia, że coraz więcej użytkowanych wcześniej w firmach aut pojawia się a rynku wtórnym. Taka oferta przekonuje coraz większą liczbę poszukujących pojazdu z drugiej ręki.

Pojazdy takie  mają zazwyczaj doskonale udokumentowaną historię. Nie trzeba też obawiać się „kręconego” licznika. Co więcej, jeśli zdecydujemy się na zakup samochodu od znanej firmy, zamiast od osoby prywatnej, łatwiej nam będzie dochodzić swoich praw z tytułu rękojmi, jeśli w ciągu roku od zakupu okaże się, że samochód posiadał ukryte wady. Łatwiej też odzyskać pieniądze, jeśli okazałoby się, że na pojeździe ciąży zastaw. Znalezienie człowieka, który sprzedał nam wadliwe z punktu widzenia prawa auto, może być trudne. Firmy zwykle nie przenoszą się z miejsca na miejsce. W razie kłopotów, łatwiej dochodzić swoich praw.

Niektóre przedsiębiorstwa są tak pewne oferowanych samochodów, że udzielają na nie gwarancji. Firma LeasePlan otworzyła w Warszawie salon samochodów poleasingowych i outlet, gdzie, nabywca otrzymuje 24-miesięczną gwarancję, a wszystkie auta w ofercie miały tylko jednego właściciela – LeasePlan. Ponadto, jeżeli osoba decydująca się na któryś z oferowanych tam modeli zapłaci gotówką – w ciągu pięciu dni od zakupu i do 200 km przebiegu może zwrócić samochód, bez jakichkolwiek konsekwencji. Takiej możliwości nie mamy, decydując się na zakup samochodu od poprzedniego właściciela czy u handlarza.

Źródło: LeasePlan

Najnowsze