Wspomnienia z GP Węgier - relacja z wyjazdu Marty Paśnik na Hungaroring. Galeria

12 stycznia 2012
402
Marta Paśnik to zwyciężczyni pierwszej edycji Kartingowego Pucharu Kobiet Motocaina Cup. Renault Polska ufundowało dla niej niesamowitą nagrodę - wyjazd na Grand Prix Formuły 1 do Węgier, na tor Hungaroring. Oto  jej wrażenia, relacja z wyjazdu oraz bogata galeria zdjęć z wydarzenia.
Loading module...
Marta Paśnik podczas GP Węgier 2011.
fot. z archiwum Marty Paśnik, Motocaina.pl

Od redakcji: Marta Paśnik to obecnie 16-letnia, świetnie zapowiadająca się zawodniczka kartingowa. Narazie nie ma licencji, jednak we wszelkich rywalizacjach, zarówno tych kobiecych, jak i wśród mężczyzn, wybija się doskonałą techniką jazdy kartem, determinacją do wygrywania i sympatycznym usposobieniem. Podczas Motocaina Cup wygrała 3 z 5 eliminacji zawodów. Za zwycięstwo w całym cyklu otrzymała od Renault Polska unikalną nagrodę - wyjazd na Grand Prix Węgier. Podczas wyjazdu miała okazję zasiąść w VIP'owskiej trybunie, z której idealnie było widać newralgiczną część toru, sekwencję zakrętów, na której rozgrywała się spora partia konkurencji. Obcowanie ze światem Formuły 1, jakiego doświadczyła Marta, powodowało u niej ciągły uśmiech na twarzy i wyraźną radość w oczach. Już na samym lotnisku miała okazję zobaczyć na żywo Nicka Heidfelda, czy Kamui Kobayashi. Oto jak relacjonuje swoje przeżycia.

Relacja Marty Paśnik
"Od zawsze interesowałam się motoryzacją. Kiedy wygrałam wyjazd na GP byłam ogromnie szczęśliwa i podekscytowana - ponieważ jeszcze nigdy nie byłam na tak dużej imprezie, jaką jest wyścig Formuły 1! Gdy dojechałam na Hungaroring byłam pod wielkim wrażeniem położenia tego toru. Krajobrazy były bardzo malownicze i przyjazne dla oka. Przed rywalizacją bolidów F1 emocjonowałam się również kwalifikacjami i wyścigiem serii towarzyszących królowej sportów motorowych. Szczególnie interesujące dla mnie były kwalifikacje Porsche Supercup, ponieważ startował w nich polski kierowca - Kuba Giermaziak - bardzo mu wciąż kibicuję.

Więcej o torze Hungaroring - kliknij tutaj.

Prawdziwe emocje poczułam jednak, gdy na trasie pojawiły się bolidy F1. Wielka szkoda, że trafiłam akurat na ten czas, gdy nasz jedynak rodeak w tej dyscyplinie - Robert Kubica - nie startuje (trzymam kciuki za jego zdrowie i szybki powrót na tor).

Marta przygotowała się świetnie - przywiozła polską flagę.
fot. z archiwum Marty Paśnik, Motocaina.pl

Wyścigowa niedziela przywitała mnie deszczową aurą, ale to nie stanęło na drodze do dobrej zabawy. Wyruszyłam na tor i z rumieńcami na policzkach po kolei oglądałam wyścigi: Lotus Ladies Cup, GP3, GP2, Porsche Supercup i wreszcie Formułę 1.

Konkurencja w głównym wyścigu zapowiadała się bardzo emocjonująco, mimo, że pogoda była niepewna. Mocny deszcz mógł spaść lada chwila. W końcu kierowcy wystartowali i moje przypuszczenia co do pogorszenia aury się sprawdziły się. Wyścig obfitował w niezłą dramaturgię. Mogliśmy oglądać wiele manewrów wyprzedzania, ale też emocjonujących zjazdów do pit lane. Najszybszym kierowcą okazał się Jenson Button, obchodzący jubileusz swojego 200 startu w Grand Prix.

Podczas tego wyjazdu przeżyłam wiele pozytywnych wrażeń. Chciałabym bardzo podziękować Renault Polska oraz Motocaina.pl - kobiecy portal motoryzacyjny, który zroganizował zawody."

GP Węgier redakcyjnym okiem
Najczęściej oglądany na żywo przez kibiców z Polski wyścig Formuły 1 na węgierskim Hungaroringu, w tym roku miał nietypowy przebieg. Triumf Kuby Giermaziaka w Porsche Supercup, a z drugiej strony wyczuwana na każdym kroku tęsknota rzeszy fanów za Robertem Kubicą, oddają najlepiej klimat tego Grand Prix.

Kami Kobayashi z Martą Paśnik.
fot. z archiwum Marty Paśnik, Motocaina.pl

Głód sportowych emocji, których dostarczał nam do tej pory jedyny polski kierowca Formuły 1 - Robert Kubica, z wyścigu na wyścig się wzmagał. Niezłe wyniki Vitaly'a Petrova na początku sezonu, jego świetne, trzecie miejsce podczas GP Australii, ponuro nastrajały Polaków - żałowano, że to nie Robert mógł korzystać z całkiem solidnego przygotowania zespołu do rozpoczynającego się właśnie sezonu.  Nie koiły zbolałych serc kibiców nawet tak miłe akcenty ekipy Lotus Renault GP, która tuż po zakończeniu rywalizacji i zjechaniu bolidów do pit lane, dzierżyła w dłoniach kartki machając przed kamerami,  z wypisanym przesłaniem: „Tęsknimy za Tobą Robert" oraz „Szybkiego powrotu do zdrowia". Łaknący sukcesów Krakowianina fani, spragnieni byli widzieć go na torze, najchętniej podczas wyprzedzania dotychczasowych triumfatorów tej dyscypliny: Vettela, Hamiltona, Alonso, czy Buttona. Pojawianie się wciąż tych samych nazwisk na podium wprowadzało - według malejącej liczby polskich kibiców tego sportu - coraz więcej nudy i przewidywalności do Formuły 1.

Żądza wygranej Polaka
Tymczasem ulubione przed naszych krajan Grand Prix Węgier, może nie zostało przez nich oblężone w tym roku, jak miało to miejsce w ubiegłych latach, ale i tak polskie flagi, czy transparenty były jednymi z najbardziej widocznych na trybunach. Tym razem, mimo gorzkiego braku Kubicy na torze, Polacy mieli jednak powody do dumy. Ekscytujących uniesień podczas wyścigu o zwycięstwo w 7 rundzie Porsche Supercup dostarczył Kuba Giermaziak, którego jazda w iście mistrzowskim stylu doprowadziła go na pierwsze miejsce podium. Stabilne prowadzenie samochodu przez młodego Polaka, konsekwentne przebijanie się do czołówki i umiejętne wykorzystanie błędów rywali, dało kibicom mnóstwo radości i wzruszeń.

Startujący z piątego pola Kuba stoczył pasjonującą walkę o wygraną i z ogromną, prawie 20 sekundową przewagą nad drugim Jeroenem Bleekemolenem, osiągnął swój najlepszy dotychczas wynik w tej kategorii wyścigów. Kierowcy dwuosobowego zespołu Verva Racing Team startowali na mokrym torze, przy lekko padającym deszczu. Kuba już w pierwszym zakręcie walczył o czwartą lokatę, lecz na wyjściu został trącony w tył nadwozia przez jednego z kierowców Konrad Motorsport. Musiał ratować się przed poślizgiem, przez co stracił rozpęd i był zmuszony do obrony pozycji w drugim nawrocie. Jechał jednak doskonale i nie dał się wyprzedzić rywalowi. Był to dla Kuby kluczowy moment tego wyścigu. Po pierwszym kółku Polak zaczął atakować trzeciego Seana Edwardsa. Z przodu toczyła się jednocześnie walka o prowadzenie pomiędzy Kevinem Estre oraz Rene Rastem i właśnie po błędzie dotychczasowego mistrza Porsche Supercup, Kuba awansował na trzecią pozycję. Teraz z kolei naciskał Edwardsa, wyprzedził go na początku czwartego okrążenia i wyszedł na drugą pozycję. Na następnym kółku lider wyścigu popełnił błąd, dzięki czemu Polak znalazł się na pierwszym miejscu. Od tej pory kierowca Verva Racing Team jechał już swoim tempem i bardzo szybko zwiększał przewagę nad pozostałymi kierowcami, aby po 14 okrążeniach przejechać linię mety na pierwszej pozycji.

Polscy kibice nie zapominają: Robert Kubica - WRÓĆ!
fot. z archiwum Marty Paśnik, Motocaina.pl

Zza kulis rywalizacji
Podczas gdy kierowcy Formuły 1 koncentrowali się przed kwalifikacjami, czy samym wyścigiem, w boksach trwały starania, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik (w pit lane osuszano też mokry tor za pomocą specjalnych dmuchaw). Wśród przechadzających się między paddock'iem, a motorhomes'ami (miejscem, gdzie stacjonują zespoły) i rozchwytywanych na każdym kroku przez medialne harpie, obecnych kierowców F1 , pojawiali się ze względów zawodowych, jak i prywatnych, legendy tej dyscypliny. Wianuszkiem dziennikarzy otoczony był Niki Lauda, który ze swą lekko przygarbioną posturą i przenikliwym wzrokiem skrytym pod czapką, obserwował przygotowania zespołów do rywalizacji. Najwięcej czasu spędził w boksie Red Bull Racing, komentując dla telewizji RTL osiągnięcia obu kierowców zespołu w tym sezonie . Przed wyścigiem F1, ze stoickim spokojem kibicował swojemu synowi - Mathiasowi Laudzie, który brał udział w rywalizacji Porsche Supercup (zajął ostatecznie 11 lokatę podczas tego weekendu). W rolę komentatora telewizyjnego wcielił się również David Coulthard - wicemistrz świata z 2001 roku, niedawny uczestnik wyścigów DTM, który jednocześnie od 2009 jest ekspertem F1 w brytyjskiej telewizji BBC.

Jednak oczy widza, zasiadającego na trybunie, ani celebrytów sportów motorowych, ani gwiazd odwiedzających tor, nie widziały. Atmosfera wyścigów była tam jednak bardziej wyczuwalna, niż w paddocku, czy na pit lane, gdzie panował zaskakujący spokój - tam każdy wykonywał swoje zadania bez pośpiechu, ale z, wydaje się, zegarmistrzowską dokładnością. Tymczasem transparenty wyrażające tęsknotę za Robertem Kubicą, tłumy kibiców wydających fortunę na gadżety ulubionych teamów rodem z Chin, okrzyki fanów poszczególnych kierowców zagrzewające ich do walki o najwyższe pozycje na podium - wszystko to tworzyło niepowtarzalny klimat GP Węgier.

Nasz komentarz do przebiegu GP Węgier 2011 przeczytasz tutaj.

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!