Volvo XC100 Recharge to flagowy, elektryczny SUV coupe

Informacje na temat nowego modelu Volvo są obecnie nieoficjalne, ale powstanie takiego samochodu wydaje się zupełnie realne.

Według informacji, do których dotarł magazyn Motor Trend, Szwedzi chcą wprowadzić na rynek flagowego SUV-a coupe w 2024 roku. Ma bazować na nowej architekturze SPA2, tworzonej z myślą zarówno o pojazdach spalinowych, jak i elektrycznych. Technicznie XC100 będzie bliźniakiem kolejnej generacji XC90, a niewykluczone że będą różnić się głównie inaczej zaprojektowaną tylną częścią nadwozia.

Testujemy Volvo XC90

Z oczywistych względów nowy SUV Volvo będzie miał tylko dwa rzędy siedzeń, a mówi się także, że może występować w wersji czteroosobowej. To niezbyt praktyczne, ale takie rozwiązanie można spotkać na przykład w Porsche Cayenne Coupe. Pozostali potencjalni konkurenci to Audi Q8, BMW X6 oraz Mercedesa GLE Coupe.

Volvo XC40 Recharge – poznaliśmy polskie ceny

Wyróżnikiem XC100 na ich tle ma być napęd elektryczny, na co wskazuje dopisek Recharge. Auto ma mieć dwa silniki (jeden z przodu drugi z tyłu) i przejeżdżać na jednym ładowaniu około 500 km. Naszym zdaniem nie można jednak wykluczyć również wersji hybrydowej plug-in (takie auta też mają w nazwie „Recharge”) co zdecydowanie zwiększyłoby szanse modelu na odniesienie rynkowego sukcesu. Jeśli XC100 będzie mieć napęd wyłącznie elektryczny, jego jedynym naturalnym konkurentem zostanie Audi e-tron Sportback.

Najnowsze

Edyta Klim

Wielka podróż, mały motocykl i książka dla dzieci

Nathan Millward postanowił przejechać trasę z Sydney do Londynu na malutkim motocyklu pocztowym. A własne przygody stały się dla niego inspiracją do stworzenia bajki dla dzieci.

Nathan Millward mieszkał i pracował w Australii, jednak pewnego dnia dowiedział się, że jego wiza nie zostanie przedłużona i ma 3 dni na opuszczenie kraju. Swój wyjazd postanowił zamienić w przygodę życia i do Londynu wyruszył na motocyklu pocztowym Hondy o pojemności 105 ccm i osiąganej prędkości maksymalnej – 60 km/h. Nadał mu, a raczej jej imię „Dorothy”.

Jego powrót do domu trwał 3 lata, a po drodze odwiedził: Malezję, Tajlandię, Indie, Iran, Turcję, Grecję, Bułgarię, Rumunię, Węgry, Austrię, Niemcy i Francję – łącznie przejechał 42.000 kilometrów. Kolejna podróż Nathana i Dorothy objęła trasę przez Amerykę na Alaskę, a obie wyprawy zaowocowały książkami podróżniczymi.

Nathan Millward postanowił także stworzyć adaptację swojej podróży dla dzieci, w postaci książki o Dorotce – „The Amazing Adventures of Dorothy – A motorcycle’s journey from Sydney to London”. Można już ją nabyć w przedsprzedaży:

https://www.nathanmillward.com/product-page/the-amazing-adventures-of-dorothy-a-motorcycle-s-journey-from-sydney-to-london , a wysyłkowa sprzedaż ruszy pod koniec czerwca.

Dorotka pracuje na poczcie w Sydney i pewnego dnia ma dostarczyć przesyłkę na drugi koniec świata. Po drodze spotyka barwne postacie, przemierza góry i pustynie oraz odkrywa, jak wiele radości daje jej ta podróż. Książka jest skierowana do czytelników w wieku 10-13 lat i ma wiele ilustracji.

 Obecnie Nathan organizuje tanie wycieczki motocyklowe o nazwie „The Garbage Run”, gdzie zaprasza ludzi, żeby po prostu pojechali z nim w podróż, bez względu na to, jakie motocykle posiadają i ile mają doświadczenia.

Najnowsze

ABT eTransporter, czyli dostawczak Volkswagena po elektrycznym „tuningu”

Firma ABT kojarzy się jednoznacznie z tuningowaniem samochodów, ale tym razem wzięli na warsztat Volkswagena T6.1. I przerobili na elektryka.

Samochody spalinowe są w Europie coraz bardziej na cenzurowanym, a kolejne miasta wprowadzają ograniczenia, szczególnie dla samochodów z silnikami Diesla. W takiej rzeczywistości coraz większy sens mają elektryki i dotyczy to również samochodów dostawczych. Odpowiedzią na takie potrzeby jest Volkswagen e-Crafter, a ostatnio elektryfikacją jego mniejszego brata zajęła się firma ABT.

Zgadza się – ta sama którą kojarzymy raczej z obniżania zawieszenia, dokładania spojlerów oraz dużych turbosprężarek. Tym razem zamiast pojazdu pobudzającego wyobraźnię, przygotowali samochód do bólu pragmatyczny. A także stworzony do ściśle określonych zadań.

Elektryki są bardziej czyste od aut spalinowych? Ujawniamy prawdę

ABT eTransporter został zaprojektowany wyłącznie jako miejski pojazd dostawczy. To zasługa jego zasięgu, który producent określa na maksymalnie 132 km. Biorąc pod uwagę jak wiele czynników wpływa na zasięg aut elektrycznych, kierowca nie powinien planować dziennych tras dłuższych, niż 100 km. Ewentualnie wziąć pod uwagę konieczność naładowania auta w ciągu dnia. Elektryczny T6.1 pozwala na korzystanie ze stacji szybkiego ładowania, ale maksymalnie przyjmie prąd o mocy 50 kW. Dlatego jego nieduża bateria o pojemności 37,3 kWh potrzebuje 45 minut, aby osiągnąć 80 proc. naładowania.

Skoro mowa o samochodzie do miasta, to nie powinna nikomu przeszkadzać moc wynosząca 113 KM. Znacznie ważniejszy jest maksymalny moment obrotowy, który ma wartość 200 Nm. ABT zdradziło też, że eTransporter rozpędza się do 100 km/h w 17,4 s. Zakładając, że zamówicie wersję mogącą jechać 120 km/h. Dostępna jest też odmiana z limiterem przesuniętym na 90 km/h.

Polacy zbudowali elektrycznego Malucha

Elektryczny T6.1 ma przestrzeń ładunkową o kubaturze 6,7 m3 i może przewieźć ładunek o masie 1001 kg. Dostępna jest też wersja kombi mająca nawet 9 miejsc siedzących.

ABT eTransportera można zamawiać u wybranych dilerów Volkswagena, a jego ceny zaczynają się od  44 990 euro. Dla porównania zwykły Transporter ze 110-konnym TDI kosztuje w Niemczech 33 325 euro.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Lee McKenzie: wyjątkowa kobieta w świecie motorsportu

Lee McKenzie jest nie tylko cenioną prezenterką telewizyjną, przekazującą kibicom zakulisowe wieści z paddocku F1. Od lat wykorzystuje swoją popularność i rozpoznawalność, by zachęcać młode dziewczyny do realizacji swoich pasji i pracy w świecie sportów motorowych.

Lee McKenzie jest pierwszą kobietą w historii, która prowadziła galę Autosport Awards i pierwszą dziennikarką nagrodzoną Jim Clark Memorial Award. A jak doszła do statusu gwiazdy dziennikarstwa sportowego?

Dziennikarstwo ma we krwi
Lee McKenzie od dzieciństwa związana jest z dziennikarstwem i sportami motorowymi. Jej ojciec był dziennikarzem sportowym i motoryzacyjnym. Już w wieku 15 lat publikowała swoje pierwsze teksty. Potem dołączyła do Border TV i związała swoją karierę z telewizją. Na ekranie zadebiutowała w wieku 22 lat, zostając najmłodszą osobą w Wielkiej Brytanii, która prezentowała newsy. Całkowicie z pisania jednak nie zrezygnowała. Fani wciąż mogą, od czasu do czasu, przeczytać jej artykuły i komentarze dotyczące sportu, które pisze dla niemal wszystkich gazet w Zjednoczonym Królestwie, a także niektórych magazynów i portali internetowych.

W 2007 r. zdobyła Jim Clark Memorial Award, nagrodę przyznawaną corocznie przez Stowarzyszenie Szkockich Pisarzy Motoryzacyjnych tym Szkotom, którzy wnieśli znaczący wkład w sport motorowy. Od 2009 do 2015 roku pracowała jako reporterka BBC w paddocku Formuły 1. Cztery lata temu dołączyła do ekipy Channel 4. Od 2019 r. jest prezenterką i ambasadorką W Series.

Lee to wspaniała prezenterka – inteligentna i zagłębiająca się w temat, ale jednocześnie przyjazna i przystępna dla widzów. 

– skomentowała wybór McKenzie szefowa serii Catherine Bond Muir.

Swoją pracę wykonuje bardzo profesjonalnie i rzetelnie. Przeprowadzała wywiady z największymi osobowościami F1, między innymi Michaelem Schumacherem, Stirlingiem Mossem czy Lewisem Hamiltonem. Wiele z nich odbiło się szerokim echem w świecie sportów motorowych. Rozmowy ze skorymi do żartów, a niechętnymi do odpowiedzi kierowcami, jak np. Sebastian Vettel, nie są jej straszne.

W słusznej sprawie
W grudniu 2017 r. Lee McKenzie została jedną z ambasadorek Dare To Be Different, organizacji założonej przez kierowcę wyścigowego Susie Wolff oraz The Motor Sports Association (Stowarzyszenie Sportów Motorowych), która pomaga „inspirować, łączyć, prezentować i rozwijać” kobiety, które obecnie pracują lub chcą pracować w świecie sportów motorowych. McKenzie dołączyła do innych dziennikarek w gronie ambasadorek D2BD, Rachel Brookes i Louise Goodman.

Susie Wolff założy nowy program dla kobiet w motorsporcie

W tym samym roku poprowadziła jako pierwsza kobieta w historii galę Autosport Awards, powszechnie uważaną za jedno z ważniejszych wydarzeń w świecie sportów motorowych. W trakcie uroczystej gali przyznawane są nagrody między innymi dla najlepszego kierowcy wyścigowego czy najlepszego kierowcy rajdowego. Nagrody są rozdawane od 1982 roku. Przez wszystkie lata prowadzącymi galę byli mężczyźni. Dopiero w 2017 r. organizatorzy postanowili zaprosić kobietę do współprowadzenia gali w parze z Davidem Coulthardem.

Lee Mckenzie jest także ambasadorką organizacji SheCanHeCan, której celem jest inspirowanie dziewczynek, żeby nie bały się przyjmować roli liderek i zachęcanie ich do kwestionowania stereotypowego podziału ról w społeczeństwie.

Idea SheCanHeCan naprawdę do mnie przemawia, ponieważ, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy ona wszystkich. Musimy zachęcać nie tylko dziewczęta do wykorzystania ich potencjału i zrozumienia, że żadna kariera nie jest poza ich zasięgiem, ale też edukować młodych chłopców, że to samo dotyczy także ich.

Zarówno dziewczynki, jak i chłopcy mogą dzielić te same marzenia o byciu lekarzami, pilotami, kierowcami wyścigowymi czy piłkarzami. Płeć nie powinna określać, co możesz, a czego nie możesz robić. 

– twierdzi dziennikarka.

Lee McKenzie na torze Brands Hatch

Konie mechaniczne… i nie tylko
McKenzie nie tylko relacjonuje wyścigi, ale również ma doświadczenie po drugiej stronie kamery – za kierownicą. W 2004 roku, razem z Tonym Jardinem, wystartowała w kilku rundach Rajdowych Mistrzostw Świata, a w Rajdzie Wielkiej Brytanii była pierwsza w klasie N3. Rok później dziennikarka wzięła udział w rajdzie Norwegian Mountain.

Kampania „Wyprzedzamy Nowotwór” powróciła na rajdowe trasy. Tym razem w cyfrowej wersji

Jednak nie samymi sportami motorowymi Lee McKenzie żyje. Jeździectwo, tenis (w tym Wimbledon), rugby (w szczególności Puchar Sześciu Narodów) czy Igrzyska olimpijskie i paraolimpijskie – to tylko niektóre ze sportowych wydarzeń, które zawodowo relacjonowała dziennikarka.

Z racji swojego zawodu Lee dużo podróżuje, dlatego najszczęśliwsza jest w swoim domu, na wsi, na zachodnim wybrzeżu Szkocji. Odpoczywa tam pijąc ulubioną herbatę i jeżdżąc konno. Bo Lee McKenzie uwielbia nie tylko konie mechaniczne, ale też te zwykłe, z czterema kopytami. Jest patronką World Horse Welfare, organizacji charytatywnej działającej na rzecz poprawy życia koni, a kiedy ma wolny czas trenuje i bierze udział w zawodach w ujeżdżaniu.

Najnowsze

Paula Lazarek

BMW MH8 800 – czy drogowy drapieżnik będzie konkurencją dla Porsche 911 Turbo S?

BMW M8 jest najszybszym modelem w całej gamie samochodów niemieckiego producenta, jednak wciąż nie tak szybkim, jak Porsche 911 Turbo S. Tuner Manhart, znany z poprawy parametrów samochodów premium, postanowił tym razem na warsztat wziąć najnowszy model BMW. Zobaczcie efekty.

Propozycja niemieckiego tunera, firmy  Manhart, dla „ósemki” to przede wszystkim ogromny zastrzyk mocy. MH8 800 dysponuje aż 823 KM, które rwą się do żwawej jazdy. Dodatkowo jednostka oferuje 1050 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Te liczby robią wrażenie! Seryjne M8 ma 625 KM i 750 Nm. Prędkość maksymalna, jaką możemy osiągnąć? Jedynie… 305 km/h!

Przeczytaj też: Test BMW M6 Coupe z pakietem Competition – bawarka na ostro

W seryjnej wersji M8 przyspiesza do „setki” prawie o 0,6 sekundy dłużej niż Porsche 911 Turbo S, czyli w 3,2 sekundy. Teraz, po tuningu Manharta, MH8 800 zbliża się do wyników auta z Zuffenhausen. Natomiast 200 km/h na liczniku osiąga w mniej niż 6 sekund.

BMW MH8 800

Manhart zadbał również o stylowe detale – złote akcenty pojawiły się na karoserii i wewnątrz. Możecie mieć pewność, że w takiej konfiguracji dosłownie każdy popatrzy za wami z zazdrością. Albo z ciekawości. M8 po tuningu pozuje na dostojnego króla ulicy, jednocześnie zaciekle walcząc na torze o utrzymanie swojej pozycji wśród najszybszych samochodów sportowych.

Szerokie opony dumnie prezentują się na 21-calowych, czarnych, aluminiowych felgach z błyszczącymi, złotymi obwódkami. Opony Michelin Pilot Sport pozostały z fabrycznego wyposażenia M8. Zawieszenie możemy regulować w zakresie 30 mm, także jeśli wyznajecie zasadę „albo nisko albo wcale” to jest się tu czym pobawić. W zestawie od tunera otrzymujemy nowy intercooler oraz oprogramowanie ECU, czyli sterownik kontrolujący równomierną pracą silnika. 

Przeczytaj też: Test BMW 850i xDrive Cabrio – błogosławione przekleństwo

BMW MH8 800

Pod zderzakiem groźnie prezentują się cztery końcówki wydechu – a jakże, wykonane z włókna węglowego! Dodatkowo, Manhart pozbył się filtra cząstek stałych – doznania dźwiękowe są nie do podrobienia! 

Projektanci z Wuppertalu (siedziba tunera) mogą również wzmocnić dźwięki m.in. przez zamontowanie regulowanych zaworów wydechowych. 

Wewnątrz natomiast nie ma wielu zmian. Można sobie zażyczyć np. akcentów z włókna węglowego na kierownicy czy na łopatkach do zmiany biegów. Taki drobny powiew świeżości, szczególnie, jeśli należycie do grupy zagorzałych #carboners na Instagramie!

Poniżej filmik z możliwościami tego podrasowanego BMW. Samochód na nagraniu rozpędza się do 311 km/h. 

Najnowsze