Urażony kierowca Mercedesa zajeżdża drogę tirowi na autostradzie

Niektórym kierowcom osobówek brakuje wyrozumiałości dla kierujących samochodami ciężarowymi. Są też tacy drogowi… złośliwcy jak ten w Mercedesie.

O co poszło? O to że jeden kierowca wykonał manewr wyprzedzania, a drugiemu bardzo się to nie spodobało. Niby nic zaskakującego, ponieważ kierujący osobówek nie lubią, kiedy jeden tir wyprzedza drugiego. Ale czy powinno się mieć pretensje do autora nagrania?

Ciężarówka wyprzedziła traktor. To rozsierdziło szeryfa w Audi

Popatrzcie na wideo. Różnica prędkości między jednym i drugim ciągnikiem siodłowym jest wyraźna. To zrozumiałe, że autor zdecydował się zjechać na lewy pas. Jego manewr co prawda trwał aż 40 sekund, ale to nie wynikało z jego złośliwości czy próby „regulowania ruchu”, jak niektórzy zawodowi kierowcy określają blokowanie lewego pasa. Jechał tak szybko jak tylko mógł, a każdy ma prawo do wyprzedzenia wolniejszego uczestnika ruchu i zrobienia tego we własnym tempie.

Kierowca Mercedesa nie pozwala się wyprzedzić i złośliwie hamuje

Nie miał z tym problemu kierowca białej Toyoty Yaris – kiedy tir wrócił na prawy pas, wyprzedził go i pojechał dalej. Za nim jechał kierujący SUV-em Mercedesa, dla którego chwilowe zmniejszenie prędkości oznaczało tak ogromną stratę czasu, że nie mógł tego po prostu tak zostawić. Najpierw zatrąbił na autora nagrania, a potem zaczął przed nim hamować. Bardzo niebezpieczne i karygodne zachowanie, ale może w ten sposób odzyskał choć odrobinę utraconego wcześniej czasu…

Najnowsze

Tesla obniża ceny swoich modeli. Firma boi się, że nie spełni zobowiązania?

Amerykańska marka samochodów elektrycznych dobrze znana jest ze swoich szumnych zapowiedzi, których realizacja często bywa dla niej kłopotliwa. Teraz znowu może nie dotrzymać obietnicy?

Sprawa dotyczy odważnej zapowiedzi, że w 2020 roku firma przekroczy pół miliona sprzedanych samochodów na całym świecie. Deklaracja karkołomna, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Tesla w marcu tego roku ogłosiła wyprodukowanie milionowego auta. Od początku swojej obecności na rynku, czyli od 2005 roku, kiedy zadebiutowała z Roadsterem. Z drugiej strony ostatnie lata to wyraźny wzrost zainteresowania samochodami Elona Muska. W 2018 roku firma sprzedała 245 240 sztuk, podczas gdy w 2019 już 367 849 – przyznacie, że wzrost imponujący.

Szklany dach Tesli Model Y odpadł na autostradzie!

Przeszkodą w realizacji zobowiązania jest naturalnie obecna sytuacja koronawirusowa. Co prawda rynek drogich samochodów nie odczuł tak poważnych spadków, jak popularnych i spalinowych modeli, ale sytuacja jest daleka od idealnej. Aby spełnić swoją obietnicę, Tesla musiałaby sprzedać w ostatnim kwartale 2020 roku 182 tys. samochodów, czyli o 43 tys. więcej, niż w kwartale trzecim. Ma szanse się to udać?

Tesla podała oficjalne polskie ceny swoich modeli! Kiedy otwarcie pierwszego salonu?

Wątpliwości co do tego mają sami ludzie zarządzający marką i dlatego zdecydowali się na obniżki cen. Dotyczą one głównie Modelu S, który staniał także w Polsce. I tak za wersję Long Range zapłacimy teraz 346 490 zł a za wersję Performance 421 490 zł, a więc o 14 tys. zł mniej. W cenniku pojawiła się także wersja Plaid z trzema silnikami, generującymi w sumie 1100 KM – kosztuje ona 609 990 zł.

Tesla Model S Plaid nadchodzi! Z trzema silnikami i mocą ponad 1100 KM

Podobnie jak w pozostałych częściach świata ceny Modelu 3 oraz Modelu X pozostały bez zmian. W USA potaniał za w lipcu to Model Y (o 3000 dolarów), ale wciąż nie jest on oferowany w naszym kraju. Sam Model S doczekał się w tym roku w Stanach Zjednoczonych już dwóch obniżek, wynoszących w sumie 8000 dolarów.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Test Opel Corsa 1.2 T GS Line – przyjaciel każdej kobiety

Zgrabny i elegancki, ale z pazurem – tak w skrócie można opisać Opla Corsę GS Line. To zwinne miejskie auto, które świetnie sprawdza się również w trasie. Jeśli się na niego zdecydujecie z pewnością zostanie waszym dobrym przyjacielem, gotowym wspomóc was swoimi czterema kółkami w każdej sytuacji.

Gdy patrzę na Opla Corsę GS Line i myślę o jego potencjalnej właścicielce, widzę silną kobietę, która wie czego chce od życia i czerpie z niego pełnymi garściami. Nie lubi wtapiać się w tłum, ma swoje zdanie i nie boi się go głośno wyrazić. Mieszka w mieście i potrzebuje maszyny, która ułatwi jej szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce i nie będzie wymagająca jeśli chodzi o wielkość miejsca parkingowego. A jeśli zajdzie taka potrzeba ruszy w trasę i zawiezie właścicielkę nawet na drugi koniec Polski.

Tak właśnie wyobrażam sobie potencjalną właścicielkę Opla Corsy. I jestem pewna, że Opel Corsa GS Line nie zawiedzie swoich potencjalnych właścicielek (no dobra… właścicieli też).

To bardzo dobrze przemyślany samochód, którym Opel otworzył nowy rozdział swojej historii, wprowadzając do segmentu aut zazwyczaj „ubogich technologicznie” szereg nowoczesnych rozwiązań, oraz atrakcyjną stylistykę.

Test Opel Corsa 1.2 T GS Line

Miejskie auto z pazurem

Szósta generacja Corsy z silnikami spalinowymi zadebiutowała w Polsce w grudniu zeszłego roku.

Mierzący 4,06 metra długości pięciodrzwiowy samochód jest oferowany z bardzo oszczędnymi silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi o mocy od 55 kW (75 KM) do 96 kW (130 KM). I właśnie tę ostatnią 130-konną wersję miałam okazję testować. Trzeba przyznać, że to całkiem sporo mocy, jak na „mały”, miejski samochód. I to czuć. I to jest świetne uczucie.

Opel Corsa GS Line z turbodoładowanym silnikiem 1.2 o mocy 96 kW/130 KM z ośmiobiegową przekładnią automatyczną osiąga prędkość maksymalną 208 km/h i przyspiesza od 0 do 100 km/h w 8,7 sekundy.

Oczywiście, z taką prędkością nie będziemy poruszać się po mieście (jeśli mamy w głowie odpowiednią ilość zdrowego rozsądku), ale już po trasie… ten mały „mieszczuch” przy dużych prędkościach doskonale trzyma się drogi, śliskie nawierzchnie nie są mu straszne, a systemy wspomagania czujnie „opiekują się kierowcą”. Jadąc szybko po łuku samochód będzie pilnował, żebyśmy z niego nie wypadli i trzymali się naszego pasa ruchu. Tak samo na prostej drodze auto dba, żebyśmy przypadkiem, przez naszą nieuwagę nie zjechali komuś wprost pod koła.

Test Opel Corsa 1.2 T GS Line

Kierownica chodzi bardzo miękko, w sposób typowy dla aut miejskich, i kręci się nią bardzo łatwo, co pozwala na wyjątkowo proste i przyjemne manewrowanie samochodem na parkingach. Reakcja kół również jest szybko wyczuwalna, a to cecha pożądana w ruchu miejskim.

Zawieszenie jest odrobinę twarde, ale nie przesadnie. Charakteryzuje je bardzo optymalne zestrojenie, które nieźle wybiera nierówności i praktycznie niweluje przechyły.

Podsumowując Opel Corsa to generalnie auto posłuszne, bardzo zwrotne i łatwe w prowadzeniu, którego wyczucie przychodzi w sposób naturalny. 

Test Opel Corsa 1.2 T GS Line

Testowany przeze mnie model poszczycił się nienajgorszym spalaniem. Jeżdżąc po mieście przez większość czasu w „trybie sportowym”, średnie zużycie paliwa wyniosło około 7,1 litra. Jadąc jednak w trybie „eco”, rozsądnie i kulturalnie, można liczyć na wynik oscylujący wokół 6,5 litra, a być może nawet niższy. 

Wspomaganie jazdy

W wyposażeniu standardowym Opla Corsy otrzymamy ESP z ABS i kontrolą trakcji, wspomaganie ruszania na pochyłościach, pakiet NCAP (ostrzeganie przed kolizją, rozpoznawanie ograniczeń prędkości, wykrywanie zmęczenia kierowcy), radio z ekranem dotykowym, Bluetooth i USB oraz sterowanie multimediami z kierownicy i tempomat. 

W kolejnych poziomach za dopłatą możemy dostać panoramiczny dach lub adaptacyjne matrycowe reflektory IntelliLux LED, które pozwolą na jazdę w trybie świateł drogowych (tzw. długich). Za pomocą umieszczonej z przodu auta kamery Ople Eye, system rozpozna pojazd nadjeżdżający z przeciwka lub jadący przed nami i dostosuje wiązkę światła tak, aby nie oślepiać pozostałych uczestników drogi.

Nadal jednak będzie stawiać na maksymalne bezpieczeństwo, pozwalając na doświetlenie dalszego odcinka drogi niż w przypadku podstawowych lamp – miałam okazję jechać Corsą wieczorem w całkowitej ciemności, bo na ulicy akurat wysiadł prąd… w całkowitej ciemności? A gdzie tam… droga przede mną i pobocze były doskonale oświetlone, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że Opel samodzielnie oświetlając drogę wykonał lepszą robotę niż stojące przy niej latarnie.

Test Opel Corsa 1.2 T GS Line

Przyjemne dla oka i co najważniejsze wygodne wnętrze

W Oplu Corsie siedzi się wygodnie. Początkowo fotele wydają się trochę twarde, ale z czasem to wrażenie mija. W modelu, który miałam okazję testować, fotel kierowcy można było ustawić na wszystkie możliwe sposoby – do przodu, do tyłu, do góry, do dołu – każdy więc bez problemu znajdzie dla siebie odpowiednio komfortowe ustawienia. Dodatkowo fotel można było wyprofilować tak, by podpierał odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Wersja, w której siedziałam oferowała także masaż. Wszystkie fotele obszyte są przyjemnym w dotyku materiałem.

To co zwróciło moją uwagę, to delikatnie zwrócona w stronę kierowcy konsola centralna. Świetna sprawa, która prowadzącemu trochę ułatwia życie, a pasażerowi nie utrudnia obsługi multimediów. Wszystko jest bardzo proste i intuicyjne w obsłudze. Opel Corsa posiada klasyczne pokrętła – do regulacji głośności, klimatyzacji czy też natężenia oświetlenia wskaźników.

Test Opel Corsa 1.2 T GS Line

Całość jest bardzo ładnie wykończona, cieszącymi wzrok drobnymi detalami, jak np. przeszycia szwów na drzwiach czy fotelach. Atrakcyjność wnętrza podnoszą też czerwone i grafitowe akcenty na desce rozdzielczej i sportowych fotelach. Bardzo ciekawy jest też efekt przetłoczeń na wierzchnim płacie deski rozdzielczej.

Co istotne, Corsa ma bardzo dobrze wyciszoną kabinę. Silnik słychać głównie podczas intensywnego przyspieszania w trybie sportowym, gdy pracuje na wyższych obrotach.

Ilość miejsca na nogi w Corsie jest przyzwoita. Co prawda z tyłu na lekką ciasnotę mogę narzekać osoby o wzroście powyżej 180 cm, ale w tym segmencie aut nie powinno to zaskakiwać. W końcu nie jest to samochód typowo rodzinny.

Bagażnik wyjściowo oferuje 309 litrów. Po złożeniu siedzeń jego ładowność rośnie do 1015 litrów. Więc walizki na babski wyjazd z przyjaciółką się zmieszczą.

Test Opel Corsa 1.2 T GS Line

Niestety, jedna rzecz nie została do końca dobrze pomyślana. Lampa kierunkowskazu na lusterku została tak zamontowana, że kierowca widzi jak miga. Miga tak samo, jak znajdujący się tuż obok system monitorowania martwego pola. W momencie wykonywania manewru zmiany pasa jest to trochę kłopotliwe. Powoduje to moment zawahania i skonfundowania, które normalnie nie miałyby miejsca.

Ile kosztuje „przyjacielski mieszczuch”?

Ceny podstawowej wersji modelu z silnikiem benzynowym zaczynają się od 49 990 zł. Cena tej testowanej przeze mnie, najmocniejszej, 130-konnej odmiany Opla Corsy, dostępnej w dwóch najlepiej wyposażonych wersjach: Elegance i GS Line, po wybraniu kilku opcji zbliża się do 100 tysięcy złotych.

Test Opel Corsa 1.2 T GS Line

Opel Corsa to auto posłuszne, bardzo zwrotne i łatwe w prowadzeniu, którego wyczucie przychodzi w sposób naturalny. To bardzo dobrze przemyślany samochód, którym Opel otworzył nowy rozdział swojej historii, wprowadzając do segmentu aut zazwyczaj „ubogich technologicznie” szereg nowoczesnych rozwiązań, oraz atrakcyjną stylistykę.

NA TAK:

– atrakcyjne nadwozie

– łatwość i przyjemność prowadzenia

– dużo systemów bezpieczeństwa w standardzie

NA NIE:

– mylące kierowcę, migające światła kierunkowskazów na lusterkach

Dane techniczne Opel Corsa 1.2 T GS Line:

Silnik benzynowy, turbo
Moc maksymalna 130 KM przy obrotach 5500/min
Maksymalny moment obrotowy 230 Nm przy obrotach 1750/min
Rodzaj napędu na przednie koła
Skrzynia biegów 8-biegowa przekładnia automatyczna
0-100 km/h 8,7 sekundy
Prędkość maksymalna 208 km/h

 

 

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Kierowcy z Niemiec „rozrabiają” na polskich drogach, spowodowali najwięcej szkód ze wszystkich obcokrajowców

Można jeździć grzecznie „u siebie”, a u „sąsiada” wciskać gaz do dechy, zapominać o przepisach i powodować wypadki. Z obcokrajowców, to właśnie nasi sąsiedzi, Niemcy, najwięcej „rozrabiają” na polskich drogach. I vice versa, bo za granicą Polacy najwięcej wypadków powodują w Niemczech.

W 2019 roku zagraniczni kierowcy spowodowali na polskich drogach 17 tysięcy wypadków i kolizji. To o 11,8% więcej niż rok wcześniej. Najczęściej sprawcami szkód byli posiadacze samochodów z Niemiec (27%).

Eksperci rankomat.pl przeanalizowali statystyki udostępnione przez Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Wynika z nich, że w ubiegłym roku firmy ubezpieczeniowe wypłaciły poszkodowanym w wypadkach i kolizjach, których sprawcami byli obcokrajowcy, 114,4 mln złotych.

Przeczytaj też: Kontrole drogowe a liczba wypadków. Czy policja zawsze stoi tam, gdzie powinna?

Do ilu wypadków dochodzi na polskich drogach?

W 2019 roku doszło w Polsce do 485,7 tysięcy zdarzeń drogowych, w tym 30,3 tysięcy wypadków i 455,4 tysięcy kolizji – wynika z danych policji. Z kolei jak informuje Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) sprawcami 17 tysięcy (czyli około 3,5%) z nich byli obcokrajowcy. To o 11,8% więcej niż w 2018 roku, a także o 16,4% niż w latach 2016-2017.

 

Kierowcy z Niemiec „rozrabiają” na polskich drogach

Z jakich krajów pochodzą sprawcy wypadków i kolizji?

Sprawcami największej liczby wypadków i kolizji na polskich drogach byli kierowcy z Niemiec (27%). Mniej szkód spowodowali właściciele samochodów z Ukrainy (11%) i Litwy (8,5%), a także Białorusi (7,8%) oraz Czech (7,6%).

 

Kierowcy z Niemiec „rozrabiają” na polskich drogach

Oznacza to, że sprawcami 61,9% wypadków i kolizji drogowych byli mieszkańcy krajów sąsiadujących z Polską. Z danych PBUK wynika, że ta tendencja utrzymuje się od wielu lat. Jej główną przyczyną jest duży ruch tranzytowy w kierunku wschód-zachód.

Jak Polacy jeżdżą za granicą?

W 2019 roku Polacy za granicą byli sprawcami 73 tysięcy kolizji i wypadków. Czyli średnio 200 dziennie. Widać tutaj też pewną „sąsiedzką zależność”, ponieważ 51% z nich miało miejsce na terenie Niemiec – wynika z danych PBUK. Polska polisa OC chroni w przypadku zdarzenia drogowego za granicą, mimo to 585 sprawców kolizji i wypadków poza granicami naszego kraju takiego ubezpieczenia nie miało.

Przeczytaj też: Bezpieczna jazda jesienią – jak przygotować do niej samochód?

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Kochamy nudne kolory samochodów i badania to potwierdzają

Wystarczy rzucić okiem na parking pod centrum handlowym lub szybko przejrzeć kilka konfiguratorów samochodów online, aby zobaczyć, które kolory są najpopularniejsze w nowych autach. I cóż, z salonów nie wyjeżdżają samochody we wszystkich kolorach tęczy.

Najpopularniejszym kolorem samochodu, według badania przeprowadzonego przez iSeeCars.com w USA, jest biały, a zaraz za nim czarny. Potem szary, potem srebrny. Wszystko to jest bardzo monochromatyczne. I te odcienie szarości stanowią aż 77,1% palety kolorystycznej nowych aut w Ameryce!

Pierwszy żywszy odcień, który pojawia się na liście, to czerwony – na piątym miejscu z nieco ponad 10% udziałem w rynku. Następny jest niebieski z 9% wynikiem, a potem… szkoda pisać. Kolorystyczna paleta nowych samochodów drastycznie się zmniejsza.

Kochamy nudne kolory samochodów i badania to potwierdzają

Przeczytaj też: On ma własny Batmobil!

1. Biały, 23,9%

2. Czarny, 23,2%

3. Szary, 15,5%

4. Srebro, 14,5%

5. Czerwony, 10,3%

6. Niebieski, 9%

7. Brązowy, 1,4%

8. Zielony 0,7%

9. Beżowy 0,4%

10. Pomarańczowy 0,4%

11. Złoto, 0,3%

12. Żółty 0,2%

13. Fioletowy, 0,1%

Dane pochodzą z lat 2014-2018, ale szczerze mówiąc nie byłybyśmy zaskoczone, gdyby teraz szarości jeszcze bardziej królowały. Oczywiście nie obarczamy winą za nudne kolory firm samochodowych, ponieważ jesteśmy pewne, że chętnie pomalowałyby swoje samochody na dowolny kolor, jaki tylko zamówią klienci. A że my jako klienci, kochamy nudne kolory to już inna sprawa…

Przeczytaj też: Czy Red Bull będzie produkować silniki? Czy doda im skrzydeł?

Najnowsze